Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film biograficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film biograficzny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

Steve Jobs – Musi mówić HELLO

Steve Jobs współzałożyciel i prezes firmy Apple zmarł w 2011 roku. „Moda” na Jobsa i filmy jemu poświęcone to dosyć naturalna kolej rzeczy gdy „wielcy”, „znani” odchodzą (Podobnie było z Yves`em Saint Laurentem, powstały dwa filmy poświęcone projektantowi w 2014 roku). 
Pierwszy film Jobs (2013) w reżyserii Joshua Michaela Sterna z Ashtonem Kutcherem w roli głównej odhaczał kolejne „ważniejsze” wydarzenia z życia Jobsa. Kutcher jedynie opanował charakterystyczny krok wizjonera, a w filmie zabrakło jakiegoś większego sensu i przemyślanego sportretowania postaci. 
Nowy film zdecydowanie ma o wile lepszą obsadę w stosunku do swojego poprzednika (kiedy wszyscy zachodzili sobie w głowę jak to? Ashton Kutcher znany z ról komediowych i playboy`a ma zagrać Jobsa?) Michael Fassbender zdecydowanie bardzo dobrze poprowadził tę postać. Widzimy emocje, złość, żal,  ale i ogromną pewność siebie, człowieka z wizją.Kate Winslet w roli dyrektor marketingu Joell Hoffman również wypada bardzo dobrze. Sportretowano kobietę, która trwała przy Jobsie i wiedziała jak z nim postępować (3 razy z rzędu wygrała nagrodę wśród pracowników jak to, która potrafiła mu się przeciwstawić). Jeff Daniles (jako John Scully) i Seath Rogen (Steve Woźniak) również nie zawodzą.




We wstępie to zestawienia filmów biograficznych przyznawałam Tranationo rację, że lepiej zrobić biografię skupiając się na jednym dniu z życia bohatera niż skakać pobieżnie z jednych istotnych wydarzeń do kolejnych (zawsze wtedy pozostawia się w widzu poczucie zbytniej wybiórczości). 
Danny Boyle w Steve Jobs postawił na szczęście na nieco bardziej wyszukaną formę przedstawienia biografii. Film skupia się jedynie na trzech wydarzeniach z życia Jobsa: Premiery Mackintosha (1984), premiery Next-Cube (1988) i premiery IMac`a (1998). Przez 120 minut śledzimy Jobsa przygotowującego się na zapleczu wielkich sal do wystąpienia i zaprezentowania nowego produktu. Jest to pretekst to sportretowania postaci wszystkich problemów, skomplikowanych relacji Jobsa z rodziną i współpracownikami. Udało się wpleść w dialogi, gdzie bohaterowie chodzą po korytarzach, rozmawiają w garderobie Jobsa, mnóstwo informacji i scharakteryzować sposób myślenia Jobsa, jego charakter.


To  jest Jobs, który upierał się nad formą wystąpienia (Musi powiedzieć Hello! Jeśli tego nie naprawisz zniszczę cię), zdolny do grożenia swoim współpracownikom by osiągnąć zamierzony efekt. Musiał mieć białą koszulę z kieszonką, w której idealnie zmieści się dyskietka. Człowiek dążący do celu, punktualny, uważający że  muszą rozpocząć wszystko o czasie przy odpowiedniej aranżacji [Otwarcia z całkowitej ciemności (Załatw to, wyjścia ewakuacyjne nie mogą się świecić, mogę zapłacić karę)]. Postać bezkompromisowa, stawiająca na siłę marketingu (poprawmy, podwójmy budżet na marketing i się sprzeda) i wierzący w to, że to on ma rację nie użytkownik (póki nie pokarzemy ludziom tego, że tego chcą oni tego nie wiedza, chodzi o formę o idealny kształt sześcianu), myślący o przyszłości i tym co nowe (Apple II to przeżytek, nie będę wspominał o tych ludziach to dzień premiery i nowości). Nie zważał na uczucia swoich przyjaciół, nie potrafiący rozmawiać z córką (odwołania do wyparcia się ojcostwa).
W filmie bardzo dobrze wpleciono serię retrospekcji, gdzie w odpowiednim momencie pokazuje nam się sedno wydarzeń z przeszłości (dyskusje dotyczącą ilości portów z samego początku współpracy z Woźniakiem, kiedy jeszcze razem pracowali w garażu), przekonanie Scullego do zostania CEO Apple`a (słynny cytat dotyczący Pepsi) moment gdy Jobs został wykluczony przez zarząd z Apple`a. W serii dialogów „rozpracowano” historie rodzinną Jobsa (był adopotowany). Pojawia się zapowiedź Ipoda w rozmowie z córką (nie mogę patrzeć na te okropne pudełko (walkman) włożę ci do kieszeni 500, nie 1000 piosenek).

Czym rożni się Woźniak od Jobsa? Czemu wszyscy mówią o Jobsie, a nie o tym programiście, który stworzył podwaliny Apple`a? Jobs był wizjonerem dbał o wygląd wierzył w siłę marketingu i był dupkiem...Niewątpliwie jest to ikona współczesnej kultury. Ja będę twoim Jobsem, ty bądź moim Woźniakiem jak mówi bohater serialu Silicon Valley (Zdecydowanie serial polecam).

Film nie jest prosty, lekki i  przyjemny. Nie gloryfikuje Jobsa jako geniusza. Film pokazuje człowieka o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, który w karierze zawodowej przeżył wzloty i upadki. Film do obejrzenia na raz, na bardzo dobrym realizacyjnym poziomie. Mocne 7/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Film kończy się premierą IMaca, kiedy w końcu Jobs chce naprawić relację z córką i jest gotowy spóźnić się na własne wystąpienie by wreszcie się z nią pogodzić. Mówi Lisie prawdę, że pierwszy komputer dostał imię po niej. Mówi jej, że ma dość jej Walkmana i włoży jej do kieszeni 1000 piosenek. Jobs wychodzi na salę. Witają go tłumy. Idzie ze sceny w stronę córki. KONIEC.


niedziela, 1 lutego 2015

Teoria Wszystkiego – czyli dlaczego Stephen Hawking i Eddie Redmayne przyciągnęli mnie do kina. Garść ciekawostek.

Film w reżyserii Jamesa Marsha (zdobywcy Oskara za Człowieka na linie w 2008 roku) nominowany w 5 kategoriach do tegorocznych Oskarów, zdobywca 2 Globów (najlepsza muzyka, najlepszy aktor). Jednak Teoria wszystkiego nie trafiła na moją listę „must see” dzięki tym wyróżnieniom (jak w kilku innych przypadkach, kiedy z poczucia chęci „sprawdzenia” nominowanego filmu, oglądam, choć wcale temat mnie nie interesuje). Tym razem nawet gdyby Teoria nie była wyróżniona prestiżowymi nagrodami i tak zobaczyłabym to w kinie.

Każdy fan teorii Wielkiego podrywu (Big Bang Theory- amerykański sitcom) wie, że Geekowie szanują i cenią Stephana Hawkinga, o którym nasi ulubieni pokręceni fizycy dosyć często wspominają (a Wolowitz parodiuje jego „elektroniczny” głos i jest to jeden z niewielu autorytetów Sheldona). Każdy fan również pamięta odcinek, w którym Sheldon błaga Wolowitza, by pokazał on Hawkingowi jego pracę (Wolowitz zajmował się wózkiem Howkinga gdy przebywał on w Kalifornii). To pamiętny epizod gdy Sheldon był gotowy na wszystko (nawet ubranie stroju pokojówki i pokazaniu się w nim w pracy) by tylko móc spotkać genialnego fizyka. Jest to też odcinek, w którym Sheldon mdleje, gdy Hawking mówi mu, że znalazł błąd w obliczeniach na pierwszej stronie jego pracy. To był prawdziwy Stpehan Howking, który wystąpił gościnnie w serialu. W innym odcinku Wolowidz i Raj wpadają do Howarda z nagraniem wykładu Hawkinga sprzed „elektronicznego głosu” podekscytowanie, że musza to koniecznie wspólnie obejrzeć. Mówi się, że seriale to czysta rozrywka, ale tak nazwisko Hawking pamiętam dobrze dzięki Teorii wielkiego podrywu. (Ponieważ fizyka nigdy mnie nie interesowała).

niedziela, 18 stycznia 2015

Gra tajemnic - kryptografia, tajemnice, szpiegostwo i niezrozumiany geniusz

Nie powinnam zaprzeczać, że ostatnio choćby Benedict Cumberbatch miał grać nieme drzewo to i tak film z jego udziałem byłby pozycją obowiązkową na mojej liście „do obejrzenia”.  Ostatnio próbował oderwać się od wizerunku genialnego detektywa grając różne postaci (Sierpień w hrabstwie OsageW ciemność. Star TrekPiąta władza, Zniewolony).  W końcu w kinach możemy Cumberbatcha zobaczyć w roli podobnej (jak dla mnie jest to in plus, ale można by się czepiać) do tej jaką stworzył w Sherlocku i za rolę Allana Turinga został nominowany do Złotego Globa (niestety skończyło się tylko na nominacji) i do Oscara (tu tez prawdopodobnie skończy się tylko na nominacji, ponoć Keaton powraca w wielkim stylu rolą w Birdmanie i jest bezkonkurencyjny – do zweryfikowania w przyszłym tygodniu gdy film wejdzie do polskich kin).




Przez 113 minut w Grze tajemnic oglądamy Allana Turinga, profesora Cambridge, kryptografa, „skromnego” geniusza, który przybywa do Bletchley na rozmowę w sprawie nietypowej pracy. Allan wraz z zebranym najlepszym zespołem specjalistów do łamania szyfrów i lingwistów miał złamać kod Enigmy. To nie jest jednak film wojenny, polityczny o łamaniu niemieckiego szyfru i nie będę tu się spierać, czy było tak naprawdę, czy pominięto tu wkład Polaków (Jak ktoś słusznie policzył Polacy są wspomniani w filmie trzykrotnie,  gdy pada zdanie, że polski wywiad przechwycił maszynę, drugi, gdy wspomina się o inwazji Niemców i trzeci gdy Allan wspomina wcześniej złamanym kodzie przez Polaków).
Gra tajemnic to film o Allanie Turingu, to biografia. Morten Tyldum (reżyser, o którym pierwsze słyszę, choć po sprawdzeniu jego filmografii okazuje się, że ma na swoim koncie świetny skandynawski thriller Łowcy głów) rozpoczyna swój film od zeznań Allana na komisariacie policji i pod koniec do tego przesłuchania powraca (klamra kompozycyjna). To historia kryptografa, prekursora informatyki, twórcy maszyny, którą dziś nazwalibyśmy komputerem (maszyny, której Allan nadał imię Christopher). W filmie pokazana jest młodość Turinga, głównie łamanie kodu Enigmy, ale i losy Allana po zakończeniu wojny.

W wydaniu Cumberbatcha Allan to postać nierozumiejąca ironii, czy żartów. Człowiek przekonany do swojej racji i tego, że tylko on może złamać Enigmę dzięki swojej maszynie. Bezpośredni, logicznie wykładający swoje racje, niezważający na uczucia innych, jednocześnie człowiek wrażliwy i społecznie wyizolowany. W filmie możemy podziwiać serię świetnych scen, jak pojecie przez Turinga „łańcuchu dowodzenia” i zdobycie zgody Churchilla na prowadzenie zespołu (Jeśli pan mnie nie słucha, kto jest w takim razie Pana przełożonym?), dyskusję dotyczącą obiadu (Powiedziałeś, że idziecie na obiad, nie zapytałeś mnie czy idę z wami), specyficzną rekrutację (krzyżówka zamieszczona w gazecie i brak z jego strony dyskryminacji kobiety. ważne było co ona potrafi), próby przystosowania się (Powinniście mnie lubić, dlatego przyniosłem wam jabłka).
Scena w barze, gdy  Hugh podrywa kobietę, przypomina tę z Pięknego umysłu, gdy geniusz doznaje olśnienia. Czasami kilka uwag czy żartów potrafi sprawić, że następuje ogromny przełom.

[Turning to postać przypominająca Sherlocka (tego w brytyjskim wydaniu Benedicta) czy Sheldona Coopera (Teoria wielkiego podrywu) naznaczona jednak tragizmem (końcowe sceny filmu), geniusz jakich uwielbiamy oglądać na ekranie].

Oprócz świetnego Cumberbatcha w filmie możemy oglądać równie dobrą Keirę Knightley (również była nominowana do Globa i jest nominowana do Oscara), uroczą i niewinną jak za czasów to Właśnie miłośćPonadto możemy zobaczyć również serialowych aktorów: Matthew Goode z Żony idealnej (dobry występ), Allen Leech z Downton Abbey, Charles Dance z Gry o tron.

To film, którego scenariusz zdecydowanie zasłużył na nominację do Globów i Oscara (kategoria scenariusz adoptowany. Film na podstawie książki Andrew Hodges Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga). Świetne dialogi w wykonaniu znakomitej obsady. Bardzo dobry film, nawet przez chwilę się nie dłużył, z serią świetnych scen w wykonaniu Cumberbatha i głównie za jego kreację 9/10. Po rozdaniu Globów można spekulować, że i Oscarów nie będzie (zbyt duża konkurencja w postaci konkurencja Boyhood i Birdmana), ale warto i trzeba zobaczyć.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Turing w wyniku olśnienia w barze łamie kod Enigmy (ustawili powtarzające się w każdej wiadomości słowa co sprawiło, że skróciło to czas łamania kodu prze maszynę Turinga). Turing postanawia, że nie mogą przekazywać wszystkich zdobytych informacji do dowództwa, ponieważ Niemcy zorientowaliby się, że złamali kod i przeprogramowali Enigmę. Ustalili, że w wyniku obliczeń statystycznych będą przeciwdziałać działaniom na froncie tylko w tych przypadkach w których Niemcy nie domyślą się, że kod został złamany. Tragiczne, niczym Bóg musieli decydować kto zostanie uratowany, a kto nie. Historycy szacują, że złamanie kodu Enigmy skróciło wojnę o dwa lata. Cały zespól po zakończaniu wojny się rozchodzi, by prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkać. Wszystkie materiały zostały zniszczone, na wypadek gdyby ponownie miało dojść do wojny wszystko zostało zachowane w tajemnicy. Nikt nie widział o wkładzie Turinga. W 1952 roku Turing zostaje skazany za nieprzyzwoitość (w wyniku włamania do jego domu, została ujawniona jego orientacja homoseksualna, co wtedy w Wielkiej Brytanii było nielegalne). Dano mu do wyboru więzienie lub kurację hormonalną. W filmie widzimy, jak Joan odwiedza załamanego pod wpływem leków niezdolnego praktycznie do pracy Allana. Joan jest zaręczona, pociesza Allana, który nie może pracować. Na ekranie pojawia się informacja, że Allan w rok po rozpoczęciu kuracji hormonalnej popełnił samobójstwo.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wielkie oczy – Burton w formie!

Nareszcie chciałoby się rzec. Burton powrócił do formy. Jego ostanie filmy niestety nie zachwycały, a reżyser zdawał się zaczynać zjadać własny ogon odświeżając swoją animację z lat osiemdziesiątych Frankenweenie. W końcu wyrwał się ze współpracy wciąż z tymi samymi aktorami, choć nie można zaprzeczyć że duet Depp i Bonham Carter zagrali razem w jednych z lepszych filmów reżysera. Mroczne cienie z 2012 roku były filmem jedynie dobrym z jak zwykle fantazyjnie ucharakteryzowanym Johnnym i Heleną i ciekawą kreacją Ewy Green (która ostatnio jest już wszędzie powielając raz sprawdzone kreacje aktorskie), ale film ten nie zachwycał.

Miałam nadzieję po spadku formy Barton znowu nakręci coś w stylu Soku z żuka czy Edwarda Nożycorekiego. Na ekranach kin pojawiły się jednak  Wielkie oczy. Dziwne smutne duże nieproporcjonalnie wielkie oczęta sierotki spoglądają z filmowego plakatu. Burton nakręcił biografię.



To właściwie nieskomplikowana historia małżeństwa Keane. W trailerze otrzymujemy ogromny spoiler, z którego wiemy jak potoczą się kariery bohaterów (i każdy kto przed obejrzeniem zainteresował się malarstwem współczesnym lub zadał sobie dość trudu by wygooglować kim jest Margaret Keane i Walter Keane wiedział jak to się zakończy). Tajemnicą jednak nie jest, że czasami nie chodzi o to co, ale jak jest zrealizowane.

Nie ma w Wielkich oczach charakterystycznej dla stylu Burtona magii, ekscentryków, duchów, znamion baśniowości, jednak sam sposób wykreowania tej historii sprawia, że jest to obraz przerysowany, przekoloryzowany, nasycony intensywnymi ciepłymi barwami z ciemnymi punktami w tej historii jak na obrazach Keane.
W pierwszej scenie widzimy Margaret opuszczającą ładniutki kolorowy domek na przedmieściach, gdzie wszystkie trawniki są idealnie przystrzyżone, na ulicach nie ma samochodów i panuje sielska cisza. Malarka trafia do miasta, gdzie musi sobie radzić by utrzymać siebie i córkę. Poznaje Waltera Keana, który stanie się jej mężem, wsparciem jej artystycznych inspiracji, choć będzie to miało swoją cenę.

Wielkie oczy są znakomitym przedstawieniem jak działa współcześnie promowanie sztuki. Ludzie nie wiedzą, co im się podoba, trzeba im to powiedzieć. Kupują to, co się znajduje w Galerii sztuki i jest promowane w mediach.

Walter był znakomitym zdeterminowanym sprzedawcą, który potrafił wykorzystać nadążające się okazje, dla którego wszystko było na sprzedaż. Wywołał bójkę w barze, wzrosło zainteresowanie obrazami? Trzeba to podkręcić i zainscenizować kolejną kłótnię. W telewizji komentują jego obrazy? Trzeba udzielić wywiadu opowiadając smutną historię oglądania biedoty i smutnych dzieci po wojnie w Berlinie. Ludzie przychodzą tylko oglądać obrazy? Lepiej sprzedać 1000 reprodukcji po dolarze niż jedno oryginalne malowidło.
W opozycji do Waltera Margaret poświęcała się w całości malowaniu swoich smutnych oczu. Zapytana dlaczego maluje tak nieproporcjonalnie wielkie oczy odpowiedziała, że są one zwierciadłem duszy i maluje je duże by było je dobrze widać. Dlaczego małe dzieci? Bo centrum jej życia była córka, malowała osobę, która była jej najbliższa, na obrazy przelewała swój świat, bo sztuka musi wychodzić z wnętrza. W przeciwieństwie do Waltera nie miała odwagi, nie potrafiła promować siebie, rozmawiać z ludźmi, zachęcać, rozpościerać historii wokół obrazów. Kobieta, która dała się przytłoczyć dominującemu mężczyźnie.
Biografia, jak już nie raz wspomniałam nie jest łatwym materiałem (patrz Filmy biograficzne) i sztuką jest opowiedzenie spójnej historii „przeskakując” od jednych ważnych wydarzeń do kolejnych na przestrzeni lat. Trzeba było pokazać początki twórczości, ważniejsze, najbardziej rozpoznawane obrazy Keane, przechodząc do momentu sukcesu i na koniec do scen walki o swoje. W Wielkich oczach postawiono na narrację trzecioosobową reportera Dicka Nolana. To on opowiada całą historię dodając komentarz do poszczególnych wydarzeń, jak te, że niełatwo było kobietom zależnym od mężów w latach 60`70, jeszcze trudniej było być artystką. Podkreśla, że Margaret do wielkiego świadczenia wybrała lokalną rozgłośnię radiową, zamiast tak jak trzeba zgłosić się do ogólnokrajowej gazety, podkreślając tym samych charakter malarki. Dzięki temu nie jest tylko historia malarzy, a raczej dramat małżeński. To twórczość Keane, kolejne znane obrazy są zręcznie wplecione w dramat małżeński i relacje między bohaterami. 
Film jest pełen świetnych dialogów i scen: Margaret przychodząca do knajpy, w której wystawiane były jej obrazy z jednym z bardziej rozpoznawalnym płócien (dziewczyna w żółtym kubraczku) obserwuje rozemocjonowanego męża będącego w centrum zainteresowania, gady nadchodzi moment kiedy trzeba powiedzieć, kto jest artystą stoi sparaliżowana, a Walter zaczyna rozpościerać swój czar. Dodatkowo przez cały film przewija się charakterystyczny muzyczny motyw podkreślający charakter poszczególnych scen dodając swoistej lekkości całej historii.
Burton znakomicie wybrał aktorów do odegrania dwóch głównych postaci i to dzięki tym kreacjom film jest rewelacyjny.
Christoph Waltz (Walter Keane)  przynosi szczęście „znanym” reżyserom, którzy decydują się podstawić na niego i angażują go w swoich filmach do odgrywania postaci „specyficznych”, charyzmatycznych. W Django u Tarantino odegrał również w pewnym sensie przedsiębiorcę i w Wielkich oczach można odnaleźć podobieństwa do odegranej wcześniej przez niego roli. Postać Waltera niesamowicie dominowała otoczenie. Wcielenie kombinatora, wymyślającego niestworzone historie, hochsztaplera,  który nie tracąc nigdy rezonu. Szczytem popisu aktorskiego Waltza był w filmie cały końcowy proces w sądzie (świetne sceny, przesłuchiwanie samego siebie, opowiadanie historii dramatycznych ławie przysięgłych skończywszy na końcowym bólu ręki). Gdyby to miał być tylko dramat, rzetelna biografia uznałabym, że Waltz „przeszarżował” ale to film Burtona. Zakładam, że celowo miało to być przerysowane.
Natomiast jeśli Amy Adams (Margaret Keane) w tym roku nie sięgnie po statuetkę Globa czy Oscara bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że i tak nastąpi to wkrótce. Znakomicie sprawdziła się w roli w opozycji to Waltza grając właściwie tylko spojrzeniem, ustępliwością, rysującą się na twarzy niepewnością, swoją postawą obrazując całkowite przytłoczenie, bezwolność by w  końcu pokazać swoją bohaterkę odmienioną na końcu historii.

Film do którego będę wracać, 9/10. Zdecydowanie warto. Dla wszystkich.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Po latach wykorzystywania Margaret w końcu opuszcza męża, gdy wściekły Walter po porażce na Wystawie światowej staje się agresywny. Margaret wyjeżdża wraz córką na Hawaje (do raju). Tam poznaje świadków Jehowy i zgodnie i ich ideologią postanawia, że w jej życiu nie może być kłamstwa. W lokalnej stacji radiowej Margaret ogłasza, że to ona jest autorką obrazów wielkie oczy. Pozywa Waltera. Na rozprawie sadowej dochodzi do kuriozalnych przesłuchań. Słowo Waltera przeciwko słowom Margaret. W końcu sędzia nie wytrzymuje i zarządza najprostsze rozwiązanie. Każe obojgu namalować obraz. Margaret spokojnie siada i pewna siebie zaczyna malować. Walter czeka na natchnienie, potem łapie go skurcz w ręce. Nie maluje ostatecznie nic. Nigdy już nic nie malował. Jak odkryła Margaret nawet jego widoczki z Paryża nie były jego autorstwa. Nie potrafił nawet rozróżnić akwareli od farb olejnych. Margaret wygrywa proces, oficjalnie potwierdzono, że to ona jest autorką. Walter już nigdy niczego nie namalował. Na ekranie pojawiają się prawdziwe zdjęcia Margaret i Waltera. Margaret żyje do dziś.

niedziela, 21 grudnia 2014

Get on Up - Panie James Brown let`s funk!

Biografie są ostatnio “w modzie” do tego stopnia, że w jednym roku na ekranach kin pojawiają się dwa filmy o słynnym projektancie mody, księżnie Monako, kiedy to w roku ubiegłym były popularne produkcje o słynnych reżyserach (więcej w zestawieniu dotyczącym filmów biograficznych). Jak już się rozwodziłam wcześniej dobre biografie są rzadkością.
Filmowcy starając się pokazać „nowe” oblicze postaci, często zapominają o tym, że na ekranie chcemy głownie oglądać to, z czego „gwiazda” była znana. Śledząc historie reżyserów ciekawi jesteśmy procesu kręcenia filmu, kreacji  wizji projektantów,  jak tworzyli wielką modę a aktorów podejrzeć w świecie blichtru i trudów wcielania się w nowe role.
Na wielkie szczęście Tate Taylor o tym pamiętał kręcąc film o jednym z najbardziej znanych twórców estradowych wszech czasów. Są filmy, które bronią się samą muzyką, hitami sprzed lat, których możemy słuchać w kółko (Film Strażnicy Galaktyki miedzy innymi tak dobrze się ogląda dzięki hitom lat `70). James Brown, którego biografię na ekranie oglądamy w Get un Up miał tych hitów wiele, bardzo wiele. 



Film jest wspaniałym przeglądem dorobku muzycznego ojca chrzestnego Soulu. Możemy wysłuchać i obejrzeć jak na estradzie wywija i „ugniata ziemniaki” młody James, poważny biznesmen i prawdziwa gwiazda śpiewając Please Please, Please; It's a Man's Man's Man's World tytułowe Get un up; Night Train, Caldonia i wiele innych, ale gdy rozbrzmiewają na ekranie wiemy, że słyszeliśmy to już nie raz nie dwa może nawet nie utożsamiając  utworu z Jamesem Brownem.
Sztuką jest jednak nakręcić film, wypełniony muzycznymi przebojami, który jednocześnie portretuje Jamesa w na szczęście nieszablonowy sposób. Bolączką wielu biografii jest pokazywanie punkt po punkcie skrawków z życia artysty, kiedy i tak wszyscy dobrze wiemy do czego to zmierza. 
Taylor jednak nakręcił film, w którym poszczególne sceny i wycinki z życia Jamesa są zmontowane tak, że historia prekursora funku i bluesa (Jak sam James mówi nie ma utworu, który leciałby w stacjach radiowych, który by się na nim nie wzorował) jest w pewien sposób zinterpretowana (nie będę tu oceniać, czy prawdziwie, czy nie, czy James był „karierowiczem idącym po trupach”, z trudnym dzieciństwem. To niezbyt istotne. W moim odczuciu film jest spójny).
Oglądamy wyrywki z dzieciństwa, niektóre sceny są brutalnie ucięte, byśmy mogli do nich powrócić na końcu filmu, mając pełny obraz do czego ”doprowadziły” pewne decyzje i wydarzenia z młodości artysty. 
Pomimo tej wyrywkowości poszczególnych etapów kariery mamy jednak w miarę pełen obraz życia prywatnego Jamesa (kolejne małżeństwa, dzieci) wieloletniej przyjaźni z Bobbym Byrdem wraz z „historycznymi” wątkami i „smaczkami” takimi jak spotkanie z Little Richardem (piosenka Tutti Frutti), koncert na którym to Rolling Stones zamknęli występ nie Brown, wyjazd do Wietnamu na koncerty, dzień w którym zastrzelono Martina Luthera Kinga i koncert, który się zaraz po tym wydarzeniu odbył. Smaczkiem w filmie jest również występ Dana Aykroda w roli managera Jamesa Browna. [Aykrod wystąpił w jednym filmie z prawdziwym Brownem w Blues Brothers (Brown grał w tym filmie rolę księdza)].
W filmie tym również zastosowano zabiegi, które bardzo cenię, takie jak bezpośrednie zwracanie się do widza przez Jamesa (gdy wyjaśnia ”hej znalazłem się na imprezie białych, trzeba to zmienić”, „Oni mówią, że ja jestem Show, a oni Biznes, a ja im pokażę, że ja jestem i Show i Biznes!”).
Niewątpliwie też siłą tego filmu jest znakomita kreacja Chadwicka Bosemana w roli Jamesa. W jego wydaniu Brown był zadziorną postacią z krwi i kości, geniuszem muzycznym, zwierzęciem scenicznym (świetne sceny odegranie zachowania Browna na scenie, układy taneczne), niesamowicie pewnym siebie artystą. Ponadto możemy zobaczyć Violę Davis w roli matki Jamesa, Octavię Spencer (świetne krajce obu aktorek Służących) i Nelsana Ellisa (głównie znany z serialu Czysta krew jak sądzę).
Film mógłby być minimalnie krótszy (trwa aż 139 minut), ale zdecydowanie polecam 8/10! let`s Funk!

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Film kończy się domknięciem wątku początkowego z filmu (strzelanina w biurze). James trafia do więzienia. Brown jednak się nie poddaje, organizuje kolejną trasę koncertową. Odwiedza swojego wieloletniego przyjaciela Bobbye`go (z którym się rozstali, kiedy Bobby w końcu postanowił podjąć własną solową karierę). James wręcza Bobby`emu bilety na koncert [jest wtedy opuszczony przez wszystkich (zawsze sam)]. James przygotowuje się do wejścia na scenę. Wychodzi w czerwonym stroju, zaczyna śpiewać, przestaje. Widzi przyjaciela wraz z żoną. Śpiewa. KONIEC.

poniedziałek, 27 października 2014

Filmy biograficzne. Zestawienie





Przy okazji ostatniego tekstu o Grace księżnej Monako wspominałam o stwierdzeniu Quentina Tarantino, iż nie przepada on za filmami biograficznymi i radzi: Jeśli chcesz zrobić film o Elvisie, zrób film o jednym dniu z życia Elvisa. Zastanawiając się nad filmami biograficznymi z ostatnich lat trzeba przyznać, że Tarantino zdecydowanie miał rację. Słabością wielu filmów biograficznych, zwłaszcza tych, które przedstawiają nam postaci dobrze znane jest ich wybiórczość. Na ekranie pokazuje się punkt po punkcie wydarzenia, które doprowadziły do tego, że bohater osiągnął to z czego jest znany (najczęściej ukazana ścieżka kariery, droga do osiągnięcia sukcesu), bądź przedstawia się historię ukazując życie prywatne, kiedy to właściwie najbardziej interesowałaby nas wyjątkowość i charakter postaci, które sprawiły, że stały się tym kimś. 

Życie ponoć tworzy najlepsze scenariusze, ale trzeba umieć to pokazać z sensem i jakimś pomysłem. Film biograficzny pokazujący nam ścieżkę kariery od zera do milionera trzeba umieć kręcić i ta sztuka udaje się jedynie wybitnym reżyserom. Pozostali gubią się w ilości faktów do pokazania i tworzą filmy, które rozczarowują. Inni wybierają tę nieco bezpieczniejszą drogę sugerowaną przez Tarantino pokazując nam raczej krótkie epizody z życica sławnych i bogatych i te właśnie filmy zazwyczaj wychodzą obronną ręką.


Są filmy i postaci na tyle charakterystyczne, w których przypadku mamy wrażenie, że aktor na tyle dobrze wcielił się w rolę, że potrafimy dostrzec podobieństwo do oryginału (sposób chodzenia, mówienia, spojrzenie), w przypadku innych filmów kreacja jest bardziej umowna i charakteryzacja nie ma większego znaczenia, choć najbardziej pamiętne są właśnie te role, gdzie pokazuje nam się to co już wcześniej nam było znane i idealnie odwzorowane (przecież kochamy to, co znamy  a sentyment jest jednym z czynników przyciągających widownie przed ekrany).


Poniżej przedstawiam Top najlepszych i tych przeciętnych filmów biograficznych z ostatnich kilku lat.




Teoria wszystkiego 8/10


Biografia Stephena Hawkinga jak i również jego żony Jane. Więcej tutaj.


Gra tajemnic 9/10


Bardziej Biografia Allana Turinga, niż historia łamania kodu Enigmy. Świetna kreacja Benedicta Cumberbatcha. Więcej tutaj.

Wielkie oczy 9/10


Świetne kreacje aktorskie Christopha Waltza i Amy Adams. Więcej tutaj.



Get on up 8/10

Biografia prekursora funku i Soulu Jamesa Browna. Film pełen świetnych muzycznych hitów. Warto. Więcej tutaj.

Wilk z Wall Street 9/10


Film o Jordanie Belforcie. Jak jakiś temat podejmuje Scorsese to robi to najlepiej jak tylko można. Dla mnie film genialny, rola DiCaprio genialna. Sprzedaj mi ten długopis... Więcej tutaj.


Jak zostać królem 9/10




Oscarowa kreacja Colina Firtha (jeden z bardziej zasłużonych Oscarów ostatnich lat). Film w całości świetnie wyreżyserowany, który nie jest właściwie biografią, a historią o przezwyciężaniu własnych ograniczeń, przyjaźni króla i jego logopedy. Świetna historia.


Wyścig 8/10


Biografia, której udało się odpowiednio wyważyć i wybrać wycinki - jest napięcie i dążenie do sukcesu, odpowiednia ilość scen z toru wyścigowego i mocne rywalizujące charaktery. Bardzo dobra obsada. Na końcu filmu są ujęcia pokazujące prawdziwe zdjęcia bohaterów. Więcej tutaj.


 Hitchcock 8/10


Anthony Hopkins moim zdaniem bardzo dobrze odegrał tę rolę (albo może mam ogromną słabość do Hopkinsa?) i zdecydowaną zaleta tego filmu jest pokazanie jedynie czasu tworzenia Psychozy zamiast starać się pokazać całe życie reżysera. Więcej tutaj.


Jack jakiego nie znacie 8/10




Bardzo dobra rola Ala Pacino jako „doktora śmierć” czyli Jacka Kevorkia, zwolennika eutanazji. Więcej tutaj.


The Social Network 8/10


Bardziej film o powstaniu Facebooka niż samym Marku Zuckerbergu, Bardzo dobry, ale to film Finchera przecież, który potrafił to tak pokazać za pomocą retrospekcji, że nie mieliśmy tu punkt po punkcie pokazanych jedynie momentów, gdy Zuckerberg wpadał na nowe pomysły.


Żelazna dama 8/10


Film o Margaret Tacher z oscarową rolą Meryl Streep. Przykład przeskakiwania od wydarzenia do wydarzenia. Sam w sobie film nie jest zbyt wciągający. Lubię go za kreację Meryl i właściwie jedną scenę. Więcej tutaj.

Sekretne życie Marilyn Monroe 7/10

 
Biografia Marilyn od czasów dzieciństwa, przez pierwsze kroki w show biznnesie, kolejnych mężów i problemy psychiczne (z naciskiem na problemy psychiczne i relecje z matką). W biografii pojawiaja się wszystkie kluczowe sceny takie jak kręcenie "Słomianego wdowca" przygotowania do "Mężczyźni wolą blondynki", nagie zdjecia, piosenka urodzinowa dla prezydenta. Wyzwaniem w przypadku każdej próby biografii Marilin jest odzwierciedlenie jej charakterystycznego sposobu mowy, ruchów, śmiechu. Kelli Garner udało się to na pewno lepiej niż mIchelle Williams (Mój tydzień z Marilyn). Zdecydowanie warto.

Dziewczyna Hitchcocka  7/10



Kolejny film o mistrzu suspensu, tym razem o pracach nad filmem Ptaki. Również dobra główna rola (a może jednak Hitch był tak charakterystyczny, że odegranie go nie jest tak ogromnym wyzwaniem?). Więcej tutaj.


Mój tydzień z Marylin 7/10


Udany wycinek z życia Marylin podczas kręcenia Księcia i Aktoreczki. Mishelle Williams nominowana do Oscara za tę rolę. Słusznie, momentami udało jej się uchwyć specyficzny, znany nam z klasyków sposób zachowania dla Marylin. Więcej tutaj.

Steve Jobs 7/10



Zdecydowanie lepsza biografia Jobsa w lepszej obsadzie. Więcej tutaj.

Jobs 7/10


Przykład filmu biograficznego w którym chciano pokazać zbyt wiele przez to spłycając i odhaczając wydarzenia jedne po drugich. Kutcher całkiem nieźle naśladował charakterystyczny chód Jobsa (choć zdarzało mu się chwilami o tym na ekranie zapominać), ale mamy tu niestety zlepek wycinków z życia Jobsa bez jakiejś "większej" idei nadającej filmowi wspólny dla wybranych lat z życia Jobsa sens.


Zmiana w grze 7/10


Film o Sarah Palin i jej politycznej karierze, kreacji medialnej,czyli jak się manipuluje wizerunkiem w USA. Momentami bardzo dobra kreacja Julianne Moore.


J. Edgar 7/10



Znowu DiCaprio, tym razem jako John Edgar Hoover dyrektor FBI. Znowu bardzo dobra rola pokazująca dużo z życia prywatnego Hoovera, które pozostawało domysłem w oficjalnych biografiach dyrektora FBI.


Niebezpieczna metoda 7/10


Film o Zygmuncie Freudzie, jego relacjach z Jungiem i ich relacjach z pacjentką Sabiną Spielrein. Bardzo dobra obsada i reżyser. Więcej tutaj.


Masz talent  7/10



Film o Paulu, zwycięscy Brytyjskiego mam talent, który odniósł międzynarodowy sukces. ponowni seria wycinków.  Na końcu bardzo dobrze zmontowany fragment przesłuchania. Tu znowu przykład bardziej pokazania życia prywatnego Paula niż jego umiejętności i pasji (cały film się czeka by usłyszeć jak Paul tak wspaniale śpiewa).


Grace księżna Monaco 6/10


Wybrano w tym filmie krótki fragment z życia Grace, Jednak i tak za dużo wątków starano się poruszyć. Więcej tutaj.


Wielki Liberace 6/10



Film telewizyjny z udaną rolą Duglasa a i Damon wciela się tu w ciekawą rolę. Urok kiczu i przepychu, znowu jednak z naciskiem na życie prywatne artysty, które na szczęście było na tyle ciekawe, że to całkiem dobry film, choć niestety starając się pokazać całe życie Liberache reżyser nie uniknął tutaj nadmiernej wybiórczości i "skakania" pomiędzy latami.


Piąta władza 6/10


Film o Julianie Assagne i pomimo mojej ogromnej słabości do Benedicta Cumberbatcha potraktowany zbyt skrótowo i schematycznie. Skakanie pomiędzy kolejnymi spotkaniami Assagne, Wszystko potraktowane zbyt skrótowo.


Królowa XXX 6/10


Przeciętny film o gwieździe porno Lindzie Lovelace. O dziwo całkiem niezła rola Amandy Seyfierd, jednak jest to przypadek, wycinków, znacznych przeskoków w czasie i pokazywanie wybranych ważnych momentów z biografii, choć końcowe sceny nadają temu filmowi ciekawy sens.


Diana 5/10


Pokazane ostatnie miesiące z życia Diany, kiedy to wszyscy chcielibyśmy jednak po raz senty zobaczyć jak jjednak jej historia na Brytyjskim dworze się rozpoczęła. Naomi Watts monetami udało się dobrze wcielić w Dianę i na ekranie mogliśmy zobaczyć filmowe odtworzenie scen znanych nam z gazet i telewizji i niezwykle rozpoznawalne ubrania księżnej.Jednak nie taką Dianę chcielibyśmy pamiętać i chyba to jest głównym elementem, który sprawia, że film był ogromnym rozczarowaniem. 

Yves Saint Laurent 5/10


Film o projektancie mody, w którym za mało jest mody a za dużo perypetii projektanta z założeniem, że mamy a priori wierzyć w jego geniusz, Brak tu scen procesu twórczego, współpracy przy pokazach, brak blichtru zaplecza modowego. Można było to nakręcić o wiele lepiej, film zbyt nużący. 

Saint Laurent 5/10



Kolejny film o Saint Laurencie. Podejście bardziej ambitne (seria retrospekcji, urywanych scen pretendujących do bycia głębokimi przenośniami, obrazy upijania się, ćpania, i zabaw w klubach). Znowu za mało mody w filmie o modzie i za mało projektanta w filmie o projektancie. Zbyt długi i nużący, aczkolwiek podejmujące nieco inne watki niż film powyżej. Można obejrzeć oba ponieważ akcentują odrębne etapy z życia Laurenta.



sobota, 25 października 2014

Grace księżna Monako – nie bajkowa historia? Czyli nieudany wyścig po Oscara

Mówi się, że życie pisze najlepsze scenariusze. Może to i prawda, a kolejne filmy pokazujące historie sławnych, znanych, wizjonerów, traktujące o reżyserach, aktorach, politykach czy projektantach nie powinny dziwić w czasach, kiedy 90% filmów oglądanych przez nas na wielkim ekranie są na podstawie…powieści, komiksu, gry, czy prawdziwej historii jak to jest w przypadku filmu Grace księżna Monako.
Recenzent Filmwebu przy okazji oceniania filmu Yves Saint Laurent wspomina, że Quentin Tarantino  w jednym z wywiadów, stwierdza, że nie lubi całego biograficznego gatunku i radził: Jeśli chcesz zrobić film o Elvisie, zrób film o jednym dniu z życia Elvisa i niewątpliwie miał rację.
Grace Kelly była aktorką, ulubienicą Hollywood, zdobywczynią Oskara za rolę w Dziewczynie z prowincji, była też księżną Monako. Chwała za to Olivierowi Dahanowi, że na ekranie pokazał nam jedynie krótki wycinek z życia Grece nie próbując pokazać wszystkiego, bo zwyczajnie w ciągu stu dwudziestu minut się nie da (co jest słabością wielu filmów biograficznych).



Trudno stwierdzić, czy był to najciekawszy wycinek, jaki można było pokazać z życia Grace, niemniej jakiś pomysł na film był i starano się go ciągnąć przez cały seans rozpoczynając historie cytatem:

Koncept mojego życia jako bajki sam w sobie jest bajką

gdyż oglądamy Grace nie jako aktorkę i gwiazdę Hollywood, ale jako Księżnę Monako trzymaną „w złotej klatce” gdzie nie wolno jej podnosić rzeczy z podłogi, trzeba uważać co się mówi na przyjęciach, jakie kwiaty każe się wstawić do wazonu, służba konspiruje, a wymarzony książę jest zajęty polityką w trudnym dla kraju momencie. Motyw ułudy historii z bajki przewija się przez cały film, gdy Grace ogląda swój bajkowy ślub, gdy jej życie wcale takie bajkowe okazuje się nie być.

Niestety pokazuje nam się tu też schemat „dziewczyny z ludu” poślubionej arystokracie, która w pewnym momencie postanawia nauczyć się zwyczajów swojej nowej ojczyzny (mając za pomocników wiernego klechę i guru etykiety) i pokazuje, że potorfi być prawdziwą księżną Monako (kłania się schemat niczym z historii o Dianie, Księżniczki Sissi i wielu innych). Niestety ten watek wypada słabo, zwłaszcza w kontekście tego, że chwile, których oglądamy Grace była ona już księżną od lat pięciu, a przemiany i spektakularnego „wyuczonego” zachowania w drugiej części filmu trudno się doszukać.

To też historia kobiety mającej swoje zdanie w iście amerykańskim stylu, a odrzuciwszy propozycje zagrania głównej roli w nowym filmie Alfreda Hitchcocka Marnie wybiera inną rolę : księżnej Monako i staje się wsparciem dla męża monarchy, którego nie mogła zostawić, nawet gdyby tego chciała.

Fabularnie mamy więc niestety zlepek kilku wątków: rozdarcie Grace między tym kim była (aktorką) a kim powinna starać się być (księżną), obrazy adaptacji do nowej roli, polityczne tło i zaangażowanie w politykę oraz spiski pałacowe. Udało się wybrać krótki wycinek z biografii Grace Kelly, ale nie udało się reżyserowi i  scenarzyście wybrać jednego wątku.

W filmie Dahan zastosował wręcz już nudny i tak zestandaryzowany sposób sceny otwarcia filmu biograficznego kiedy to naszą postać historyczną oglądamy wpierw z daleka, wśród ludzi, nie widząc twarzy,  budując napięcie do momentu, gdy zobaczymy głównego bohatera (bardzo podobne do początkowych ujęć np. z filmu Diana). Reżyser starał się też nieco urozmaicić obraz drgającą kamerą, momentami, w których bohaterowie oglądają prawdziwe zapisy wydarzeń, ale film niestety pozostał liniowy pokazując nam punkt po punkcie kolejne wydarzenia aż do finałowej sceny przemówienia Grace na Balu Charytatywnym Czerwonego Krzyża.

Niestety oglądając w głównej roli Nikole Kidman, wciąż widzi się Nicole Kidman, a nie księżnę Monako. W tej kreacji brakuje znacznie oderwania się i upodobnienia do odtwarzanej postaci historycznej (z czym poradzili sobie inni aktorzy w filmach biograficznych), może to niewystarczający warsztat Kidman, może Grace nie była też aż tak charakterystyczną postacią której można naśladować sposób chodzenia (patrz Jobs) czy śmiech (patrz Marylin Monroe). Podglądanie prób aktorskich Kelly przed lustrem w wydaniu Kidman również nie porywa.
Nieco lepiej wypada Tim Roth (Magia Kłamstwa) jako książę Rainer, ale zdecydowanie w filmie tym nikt nie błyszczy.


Mówiło się w kontekście tej produkcji o nagrodach, o Oscarach. Marne szanse. Można obejrzeć, ale nic wyjątkowego 6/10.