
Dziś słow kilka o Jane Eyre, tegorocznej brytyjskiej adaptacji powieści Charlotte Bronte „Dziwne losy Jane Eyre”. [Świat książki w tym miesiącu wydał dotąd niepublikowaną w Polsce powieść Charlotte Bronte Schirley – na pewno przeczytam]. Zaznaczyć powinnam, że w skali biblionetkowej Jane Eyre ma u mnie 6/6, uwielbiam tę książkę. Przeczytałam dziś w Świecie kobiety (nie, nie kupuję i nie czytam tego czasopisma, tylko czasami przeglądam), że pojawiła się kolejna ekranizacja tej książki. Od razu znalazłam ten film i…obejrzałam. Co może być ciekawego w oglądaniu filmu, w którym dokładnie wie się, co ma nastąpić, mało tego…w tym przypadku nawet wiedziałam jakie słowa powinny paść. Co mam oceniać? Można oceniać wierność powieści: zachowana, wprowadzone dwie drobne zmiany i nieco skrócone zakończenie (a film trwa dokładnie dwie godziny). Mogę ocenić realizację, grę aktorską (poprawna a pan Rochester przystojniejszy od tego z wersji z 2006 roku, choć Jane wciąż ma tak okropnie upięte włosy-uh znamiona epoki), dialogi: takie jak być powinny. Na czym polegać by więc mogła magia ekranizacji? (nie tylko tej, ale wszystkich innych) Na przeżywaniu tego jeszcze raz...[nie pytajcie ile razy widziałam Harrego Pottera, Dumę i uprzedzenie (w co najmniej 4 wersjach), poszłam do kina, bo chciałam zobaczyć jak zekranizowali książkę, którą czytałam…Miłość w czasach zarazy, Kwiat pustyni, Diabeł ubiera się u Prady, Weronika postanawia umrzeć itd. …)]. Za poprawną realizacje, która nie zakłóciła odbioru przesadnymi zmianami, możliwość odświeżenia sobie tej historii i scenę poniżej 8/10
SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Jane wraca do Thornfield. Okazuje się, ze obłąkana żona pana Rochestera podpaliła posiadłość. Rochester stracił wzrok. Jane zostaje jego żona a on po latach odzyskuje wzrok.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz