czwartek, 6 września 2012

Zakochani w Rzymie - Woody`ego Allena ciąg dalszy podróży po Europie


Woody Allen,  reżyser, który kręci jeden film rocznie, którego ukochanym miastem jest Nowy Jork, który od lat kilku zwiedza Europę. Byliśmy wraz z nim w Barcelonie (Vicky Cristina Barcelona) w zeszłym roku w Paryżu (O północy w Paryżu) w tym roku przyszła pora na Rzym. Mało tego w tym roku oprócz Rzymu zobaczyć mogliśmy i samego Woody`ego na ekranie [Dobrych kilka lat minęło od Scoop- Gorący temat (2006) kiedy mogliśmy ostatnio zobaczyć tego neurotycznego człowieczka na wielkim ekranie]. Uwielbiam w filmach Allena te prostotę, te dialogi, ten intelektualizm, te mini dowcipne, absurdalne scenki. Uwielbiam, gdy w jednym filmie właśnie tego reżysera pojawiają się gwiazdy Hoolywoodzkie.  Tak i było tym razem.
W Zakochani w Rzymie możemy zobaczyć Aleca Baldwina, Penelope Cruiz, Roberto Benigni`ego, Judy Davis (aktorka, która grała już w kilku innych filmach Woody`ego), Jessego Eisenberga (Mark Zuckerberg z The Social Network) i  Ellen Page (architektka z Incepcji).
Już pierwsza scena z udziałem Allena na ekranie sprawiła, że chciałam krzyczeć „cały Woody” (Leci samolotem i panikuje podczas turbulencji, że zaraz umrze, i że śmierci się boi. Mimika, gdy rękę podaje mu człowiek pracujący w zakładzie pogrzebowym). Jego bohater jest na emeryturze, jednak wcześniej zajmował się wystawianiem Oper, ale znacznie wyprzedzał swoją epokę (Czytaj – artysta, człowiekiem twórczy taki jak pisarz, czy dziennikarz, komik, w które to postaci Woody wciela się najczęściej) i ten lęk przed śmiercią, roztargnienie. Przypadkiem odkrywa niezwykły talent operowy przyszłego teścia swojej córki pod prysznicem…
Film składa się z kilku mini opowiastek, które rozgrywają się w Rzymie. Mamy młodego architekta, który poznaje niezwykłą przyjaciółkę swojej dziewczyny, która plecie banały, używa mnóstwa nazwisk znanych architektów, potrafi cytować wiersze i jest niespełnioną aktorka. To fascynuje, młodego chłopaka, choć rozsądniej byłoby zostać z jego „zwyczajną” dziewczyną. Pewien najzwyklejszy człowiek pewnego dnia zostaje sławny. Młode małżeństwo przypadkiem zagubiło się w Rzymie i ma okazję do zdrady. Żona jest zafascynowana gwiazdą filmowa, mąż poznaje prostytutkę (Penelope Cruiz).
Wszystko to już u Woody`ego było. Błyskotliwe scenki: kpina z pragnienia sławy (jeśli jest ktoś gwiazdą, to niezwykle ważną informacją prasową jest jego plan dnia i to, co jadł na śniadanie), uległość wobec gwiazd filmowych (Otyły podstarzały mężczyzna jest tak bardzo pociągający, ponieważ jest gwiazdą filmową? Lepiej przespać się z gwiazdą filmową i tego żałować, niż tego nie zrobić i żałować do końca życia, że nie skorzystało się z okazji?), ogłupienie młodych mężczyzn „fascynującymi” kobietami, które bez sentymentów potrafiłyby ich porzucić (Podczas deszczu, gdy mówią, że fascynują je mężczyźni przeciwstawiający się normom, marzą by zwiedzić Włochy, opowiadają erotyczną historyjkę, upijają się minimalną ilością wina, by mówić, że alkohol przez nie przemawia, dlatego stają się takie szczere).
W każdej z tych mini historii były błyskotliwe dialogi. Na uwagę zasługuje gra Ellen Page (Jakoś dziwnym trafem każda aktorka wcielająca się w rolę przeintelektualizowanej famme fatale staje się pociągająca w filmach Woodego. Ta postać przypominała mi Christinę Ricci z Życie i cała reszta). Niestety ani Alec Baldwin, ani Penepole Criuz, Ani Roberto Begnini nie zachwycają. (Woody zachwyca, bo to Woody). Dlaczego? Było ich za mało. Wszystkie te historie indywidualnie uważam za bardzo udane. Jednak Zakochani w Rzymie to jedynie właśnie kilka krótkich edoiudek, które łączy jedynie miejsce rozgrywanych zdarzeń (Rzym), bo nawet nie czas. Dla jednych bohaterów był to jedynie dzień, dla innych kilka tygodni. Dlatego też zabrakło mi tej złotej myśli na koniec, która to cechuje zazwyczaj filmy Woody`ego (i co bardzo cenię w tych filmach). Tego zdania, które można powtórzyć jako piontę zaprezentowanych historii. W przypadku tego filmu było to rozmyte.
Życie jest pełne bólu i rozczarowań. Nie ważne czy jest się gwiazdą, czy zwykłym człowiekiem( Choć jeśli by wybierać, chyba lepiej jest być gwiazda). Wiemy, że spotka nas rozczarowanie, jednak i tak brniemy w romanse bez szans na stały związek. Wierni prości małżonkowie tak naprawdę pragną miłosnych przygód, a prysznicowy śpiewak udowodniwszy swój talent pragnie nadal grzebać ludzi.

Film zdecydowanie słabszy od O północy w Paryżu czy Vicky Christina Barcelona (jeśli uwzględniać tylko te ostatnie filmy Woodego) na poziomie Poznasz Przystojnego bruneta i Co nas kręci co nas podnieca dlatego in plus za Woodego na ekranie w sumie  7/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Nie ma właściwie czego spolerować. Zwykły człowiek przestaje być gwiazdą. Na początku się cieszy, ale zaczyna mu tego brakować, choć tak narzekał na to, że ciągle meczą go dziennikarze. Monica zostawia Jacka, gdy dostaje propozycję zagrania w filmie. Wtedy to okazuje się, że zawsze pragnęła zwiedzić Daleki Wschód a jej marzenia o Włochach się rozpłynęły, bo wszędzie dobrze, ale jednak w domu najlepiej. Jerry wystawia operę z udziałem śpiewaka śpiewającego pod prysznicem i krytyka go miażdży, o czym on nie wie bo nie rozumie włoskiego. Małżonkowie nawzajem się zdradzili (On z prostytutką, ona ostatecznie jego z włamywaczem, który wydał jej się równie pociągający jak gwiazdor filmowy) i postanawiają wrócić jednak do swojej małej miejscowości.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz