sobota, 3 grudnia 2011

Moje top...cytatów filmowych

"Teraz pomnóż to przez nieskończoność, rozciągnij na wieczność, a będziesz miał wciąż nikłe pojęcie o czym mówię"
(Meet Joe Black)

"Na tym świecie pewne są tyIko śmierć i podatki"
(Meet Joe Black)

"Czy tańczyłeś kiedyś z diabłem w świetle Księżyca?"
(Batman)


"Z wielką siłą wiąże się wielka odpowiedzialność"
(Spiderman)


"Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo, co ci się trafi"
(Forest Gump)

"Jest taki dzień w życiu kobiety, że nie cieszy nawet kolejna para butów po przecenie”
(Rozmowy Nocą)


„W takich chwilach dalsze życie wydaje się niemożliwe i wyjedzenie wszystkiego z lodówki jest nieuniknione. Mam dwa wyjścia: poddać się i pogodzić z wiecznym staropanieństwem i z tym, że kiedyś rozszarpią mnie psy albo i nie. I teraz to wybieram. Nie pokona mnie zły człowiek i amerykańska modliszka. Zamiast tego wybieram wódkę i Chaka  Khan!”
(Bridget Jones)

"Za Bridget, która nie umie gotować i którą kochamy taką, jaka jest"
(Bridget Jones)

"W mowie barok w działaniu średniowiecze!"
(Przepis na życie)


"Pomyślę o tym jutro. Jutro też będzie dzień"
"Frankly my dear, I don’t give a damn (Szczerze, moja droga, to mam to gdzieś)"

"Powinnaś być całowana. I to często. I to przez kogoś, kto się na tym zna"

(Przeminęło z wiatrem)



"Wszyscy kłamią"
(Dr House)


"Sookie is Mine!"
(True Blood) 



"Zapamiętacie ten dzień, jako dzień, w którym omal nie złapaliście kapitana Jacka Sparrowa!"
(Piraci z Karaibów)


"Węże. Dlaczego to zawsze muszą być węże"
(Indiana Jones)


"Witaj w prawdziwym świecie"
(Matrix)

"Podążaj za białym królikiem"
(Matrix)

"Jesteś dla mnie jak narkotyk, moja własna odmiana heroiny"
(Zmierzch)

"Powiedzcie mi Panowie, kto ma nietoperze w głowie?"
 (Batman)


„Miliony dziewczyn są gotowe zabić za tę posadę”
(Diabeł ubiera się u Prady)



"Chcesz monogamii? Poślub łabędzia!"
(Zgaga)



Shrek: Ogry są... jak cebula!
Osioł: Śmierdzą?!
Shrek: Tak... nie!
Osioł: Bo się od nich płacze?
Shrek: Nie!
Osioł: Bo jak się je zostawi na słońcu to robią się brązowe i rosną im włoski?
Shrek: NIE! Warstwy! Cebula ma warstwy. Dociera? Ogry mają warstwy...
Osioł: No więc ogry mają warstwy, wiesz, nie wszyscy lubią cebulę...
(Shrek)

"Tak już jest z teraźniejszością. Zawsze czegoś jej brakuje, bo w życiu zawsze czegoś nam brakuje"
(O północy w Paryżu)




"Ale coś ci powiem w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci"
(Alicja w Krainie Czarów)

"Latem 1963 wszyscy mówili na mnie Baby, było to przed zabójstwem prezydenta Kenededy`ego i przed Beatelsami. Chciałam wstąpić do Korpusu pokoju..."
(Dirty Dancing)





"Dlaczego upadamy?
 Żeby nauczyć się podnosić"
(Batman)



"Jesteś roztańczonym pyłem tego świata"
(Fight Club)

"Rodzina jest jak archipelag. Niby jedna całość, a wszyscy żyją osobno i powoli oddalają się od siebie"
(Spadkobiercy)



"Czas wszystko niszczy"
(Nieodwracalne)

"Jeśli wypowiem to, co myślę, słowa mogą przerodzić się w czyny. Czyny mogą stać się nawykami, a nawyki charakterem. Dlatego nie pytaj mnie jak się czuję. Zapytaj mnie co myślę"
(Żelazna dama)





czwartek, 1 grudnia 2011

Niepokonani (The way back) – Amerykanie o uciekinierach z gułagu. Oni szli, szli i szli….

Niepokonani – film Petera Weira, twórcy Stowarzyszenia Umarłych Poetów i Truman Show. W jednych z głównych ról Coli Farrell i Ed Harris.

Janusz (Polak, którego żonę zmuszono aby zeznawała przeciwko niemu) trafia do obozu. Chce uciekać, znajduje się grupa jeńców, którzy postanawiają uciec wraz z nim: Amerykanin, przestępca Rusek, inni Polacy, Ukrainiec, w drodze spotykają jeszcze młodą dziewczynę – Polkę.
Amerykanie nakręcili film, w którym grupa więźniów różnych narodowości ucieka z gułagu. Potem już tylko idą, idą, idą i wciąż idą.  Najpierw marzną, potem głodują w lesie, usychają spragnieni na pustyni. Idą, wciąż idą. Gdy udaje im się dotrzeć do Mongolii, która miała być kresem ich ucieczki, okazuje się, że komunizm dotarł tam przed nimi. Idą, idą dalej póki nie dotrą tam, gdzie komunizmu nie ma.
Gdyby nie ta obsada, nie ten reżyser pewnie nie obejrzałabym tego filmu. Jednak obejrzałam a Amerykanie potrafią kręcić filmy, w których pokazują człowieka, jego silę woli by iść, iść dalej. Spojrzenia, nieme cierpienie, przyjaźń, siła człowieka, który nie zostawia nikogo. Tak, w tym filmie pod koniec można poczuć ścisk, tak w dołku, że robi się smutno.
Oglądałam jak idą, idą i idą i jak obejrzałam ile siły w człowieku musiało być by wciąż iść ...

The way back – droga  z powrotem… Tyle bo oni wciąż tylko idą……to 8/10.

poniedziałek, 28 listopada 2011

80 milionów - znowu Solidarność, znowu SB, ale tym razem odbiór pozytywny

Tak, mam dość tej tematyki, tak nie przepadam za takimi filmami. Jednak potrafię wznieść się na wyżyny ponad moje osobiste uprzedzenia i stwierdzić, że 80 Milionów w reżyserii Waldemara Krzysta to film dobry.
W skrócie: to historia młodych ludzi, działaczy Solidarności, którzy walczyli z władzą i SB i "obrabowali" bank. Tajne drukowanie ulotek, lęk o rodzinę, pobicia, łapanki, ucieczki samochodem, śledzenie, robienie zdjęć, wtyki, krety, współpracownicy, wiadomo.
Niesamowita jest obsada w tym filmie. Co drugi aktor znany z polskich serialii tudzież rom.komów i innych kinowych produkcji: Krzysztof Czeczot, Agnieszka Grochowska, Marcin Bosak, Sonia Bohosiewicz, Filip Bobek, Olga Frycz, Adam Ferency, Krzysztof Globisz, Magdalena Kumorek i wiele, wiele innych rozpoznawalnych twarzy. Na wyróżnienie zasłużył Piotr Głowacki grający funkcjonariusza SB.
Właśnie dzieki tej obsadzie uznaję film za udany a już sporo produkcji na ten temat nakręcono. Jednak w większosci filmów skupiano sie na jednej sprawie, tudzież temacie (Różyczka - podstawiony agent, Kret - podpisywanie lojalek). W tym filmie poruszono kilka kwesti, dlatego też jest on miom zdaniem bardziej strawny. Więcej historii, więcej bohaterów i małych, dobrych scen poszczególnych polskich aktorów. Były w w tym filmie też momenty, w których można było się uśmiechnąć pod nosem choć sprawy były jak najbardzioej poważne. Dobry scenariusz i dobrze zagrane.
Jeśli oglądając taki film, myślę sobie, że  dobrze, że ci ludzie walczyli i mam dziś to co mam, to 80 Milionów zasłużyło po wizycie w kinie na 8/10. (Na dvd pewnie byłoby 7)

niedziela, 27 listopada 2011

Planeta małp – Klasyka SF z drugim dnem

Wkrótce premiera na DVD Genezy Planety małp w reżyserii Ruperta Wyatta. Postanowiłam wiec odświeżyć sobie klasykę serii, czyli część pierwszą z roku 1968: Planeta małp w reżyserii Franklina J. Schaffnera.
Westchnęłabym jak emerytka utyskując nad niedoskonałością i mniejszą wartością czasów obecnych, wspominając przeszłość. Otóż, dziś się już takich filmów nie kręci. Dziś czyli w czasach wszechobecnych efektów specjalnych a ostatnimi czasy efektów 3D, które czasami przysłaniają jakikolwiek głębszy sens opowiadanej historii. Dziś wydaje się, że podstawą jest jak najprostsza fabuła, w którą można zgrabnie wpleść jak największą ilość efektów generowanych komputerowo. Im więcej, tym lepiej.

Kiedyś sięgało się po filmowe SF w ramach „kostiumu”. Dlatego też nie można nie dostrzec drugiego dna w historii Taylora – kosmonauty, który wyrusza w podróż kosmiczną, jego statek rozbija się na obcej planecie, gdzie małpy mówią, tworzą cywilizację a ludzie uznawani są za nieme, nierozumne zwierzęta. Na nieszczęście Teylor w wyniku postrzału traci głos i nie może udowodnić swojej wyższości intelektualnej. Co przerażające, nawet po odzyskaniu głosu, wciąż udowadniać musi, że nie jest zwierzęciem.
Gdzie tu odnaleźć miałby swoje miejsce widz? Widz szczycący się swoją kulturą powinien utożsamiać się z inteligentą małpą, nie niemym, brudnym człowiekiem, prawda? 
Można stwierdzić, że to niezły film przygodowy, w którym bohater trafia do wiezienia, potem ucieka, w miedzy czasie trochę strzela i się bije ale…
Napiszę tu też inną oczywistą oczywistość. Ten film poprzez odwrócenie ról pokazuje perspektywę zwierzęcia w świecie ludzkim, absurdy dogmatów religijnych, które za wszelką cenę chcą ukryć i zaprzeczyć wszystkiemu, co mogłoby je podważyć. Naukę, która jest ograniczana, gdy nowe teorie są niewygodne, brak akceptacji inności. Ponadto dumę ludzką zobrazowaną na początku filmu, kiedy to pewni siebie astronauci wyruszają podbić wszechświat. Zgodzili sie na tę podróż, ponieważ nic ich w domu nie trzymało. Jaka to musiała być cywilizacja, którą bez zbednych sentymentów opuściła grupa ludzi, wiedząc, że nigdy nie wrócą?
Klasyczna wręcz, ostatnia scena tego filmu: rozpacz Langdona bijącego z rozpaczy o ziemię, kiedy zobaczył, gdzie tak naprawdę się znalazł – to nieco wstrzasające świadectwo tego – jakie lęki wciąż mogły ogarniać społeczeństwo w latach siedemdziesiątych. Dobry film o naturze ludzkiej i ludzkich wadach.
To nie jest film o małpach…

Polecam, kino które warto sobie odświeżyć 8/10.