poniedziałek, 20 stycznia 2014

Zniewolony. 12 years a slave – wolny człowiek niewolnikiem.

Steve McQueen nakręcił film, który w teorii miał zachwycić Akademię przyznającą Statuetki Oscara i chyba został nakręcony tylko i wyłącznie dla nich. Począwszy od wyboru ostatnio oklepanego tematu – ogólnie ujmując wolności, równouprawnienia Afroamerykanów, i  problemu niewolnictwa [Zeszłoroczny Lincoln, Django, Służące sprzed dwóch lat. Choć fakt faktem jest to kawałek historii Amerykanów i bardzo nie trzeba się długo zastanawiać by wymienić takie „klasyki” powiązane z tym tematem jak Amistad (do dziś się dziwię, że film nie dostał żadnego Oscara) czy choćby Przeminęło z wiatrem (Choć głównym zmartwieniem Scarlet Ohary było jak uwieść  Ashleya, a nie fakt iż wybuchła wojna z powodu niewolnictwa na południu)], poprzez twórcę muzyki do filmu Hansa Zimmermana (7 nominacji do Oscara za najlepszą muzykę, Oscar za muzykę do Króla lwa) skończywszy na tak gwiazdorskiej i ostatnio rozchwytywanej obsadzie, których to aktorów nazwiska, co prawda w rolach drugoplanowych, wystarczają by przyciągnąć rzesze fanów do kin. W krótkiej roli drugoplanowej możemy zobaczyć Benedicta Cumberbatcha – którego rola Sherloka sprawiła, że fani serialu oglądają każdy film, w którym się pojawi (cóż i ja należę do tych psychofanów). O Michaelu Fassbenderze sporo się mówi od czasów Wstydu (też film McQueena, Fassbinder był nominowany za tę rolę do Globa, podobnie jak w tym roku za Zniewolonego, choć ja osobiście uwielbiam jego kreację w Jane Eyre), a wisienką na tym dooscarowym torcie jest pojawienie się pod koniec filmu Brada Pitta (Rola poczciwego człowieka pracy z akcentem podobnym do tego, który miał w Bękartach Wojny Tarantino).



Tylko czemu mnie ten film nie zachwyca, jak miał zachwycać? (Choć i Lincoln mnie nie zachwycił, poza ostatnią sceną podpisania poprawki do konstytucji, a ponoć zachwycał). Przez cały seans miałam wrażenie jakbym oglądała zapis dokładny, jednak oszczędny w formie zapis historii (Film oparty na faktach, na podstawie książki Solomona Narthupa Twelve years of slave), jakby zza ekranu ktoś podszeptywał: „tak było, tak traktowano wolnego człowieka, tak okrutni byli południowcy”. Wtedy nawet człowiek posiadający jakieś sumienie i współczucie i tak bardziej cenił siebie i  pieniądz niż wolność człowieka, akceptując fakt, że żyje na południu gdzie takie jest prawo (postać grana przez Cumberbatha). Rasa panów przekonana była o własnej wyższości, ponieważ tak wynika ze słów napisanych w Biblii, a jeśli zbiory są nieudane, wina to jest złych czarnych, którzy sprowadzili zarazę (postać grana przez Fassbendera). Gdzie nikomu nie można było zaufać, bo nawet biały człowiek pracujący na plantacji z czarnymi wciąż czuje się od nich lepszym, zdradzając powierzone mu zaufanie. Jednak pokazane to w tak słonecznych scenach, bez próby szokowania (oszczędna scena gwałtu Pattsy). Film niestety moim zdaniem jest tak skonstruowany, że brak w nim jakiegokolwiek napięcia, to jedynie obraz nieszczęścia jakie spotkało Solomona. Poznajemy bohatera gdy jest szanowanym obywatelem, ale oszukany przez białych przedsiębiorców staje się niewolnikiem, nie możne przyznać się do własnego imienia i Salomon staje się Plattem. Czarny człowiek pozbawiony papierów na to, że jest wolny nie ma żadnych praw i możliwości udowodnienia, że jest wolny (wszyscy starają się nie zauważać, że jest wykształcony, ignorują fakt, że potrafi grać na skrzypcach i mogłoby to sugerować, że nie jest niewolnikiem). Możemy też przypuszczać, że jego niewola się skończy (tytuł filmu – po 12 latach). Sam wybór sceny od której zaczyna się film (Platt niewolnik) i retrospektywne przejście do Salomona-wykształconego artysty i pokazanie jak trafił na południe, uważam za nieudany, gdyż zwyczajnie docierając do początkowej sceny potem historia jest kontynuowana już bez dalszych retrospekcji (O wiele lepiej by było gdyby przerwać narrację w momencie próby powieszenia i pokazać jak od wolnego człowieka Salomon stał się kimś, kogo przez wiele godzin pozostawia się na skraju powieszenia i nikt niema odwago go odciąć). Losy Salomona ukazują jego kolejnych panów (ścinanie drzew, plantacja bawełny, plantacja trzciny cukrowej) i tym samym postawy jakie reprezentowali, ale nie jest dla mnie niczym więcej jak wycinkiem amerykańskiej historii (a jak wspomniałam filmów już takich trochę było). Bardzo dobrze zrealizowany (ciekawe ujęcia) z dobrą muzyką (scena śpiewu na pogrzebie) z grą aktorską na wysokim poziomie, choć nie jest to gra, którą w pełni potrafię docenić, gdyż bardziej cenię przerysowanie postaci jakim w tym roku popisał się Leonardo Di Caprio w Wilku z Wall Street, ponad operowaniem jedynie smutnym spojrzeniem, udręczoną miną, niemym cierpieniem i oszczędnym operowaniu emocjami. Jeśli nominowany tu do Oscara za główną rolę Chiwetel Ejifor zdobędzie statuetkę obawiam się, że będzie to przypadek podobny do tego Jean Dujardina, któremu to jak na razie od momentu zdobycia nagrody w 2012 nie udało się ponownie zabłysnąć (bardzo słaby film Niewierni i niewielka rola drugoplanowa w Wilku z Wall Street).
Nie wzruszył, nie poruszył nie obejrzałbym jeszcze raz, ale pewnie względu na temat i jednak realizacje na wysokim poziomie, pewnie film zgarnie najważniejsze Oscary. Zawyżone 7/10. Jednak film wcale niewyjątkowy.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Samuel zostaje zdradzony przez innego białego pracownika, ale udaje mu się przekonać pana, że wcale nie planował wysłać żadnego listu i jest to tylko manipulacja białego, który chce zostać zarządcą. Samuel pali list, jego jedyną szansę na uwolnienie. Do pracy przy budowie budynku zatrudnia się Samuel Bass (Brad Pitt), który w rozmowie z Panem Eppsem (Michael Fassbender) przejawia poglądy prowolnościowe, uważa, że nie ma różnicy pomiędzy białymi a czarnymi, nieważne jakie jest prawo, ważne jak nakazuje prawo naturalne, etyka, że niczym się nie różnią. Samuel podejmuje znowu ryzyko i opowiada swoją historię Panu Bassowi, a ten go wysłuchawszy obiecuje, że choć ryzykuje własne życie, napisze list do przyjaciół Platta. Na plantacje przyjeżdżają przyjaciele Somolona, zabierają go twierdząc, że jest wolnym człowiekiem. Samuel spotyka się ze swoją rodziną (córka jest już dorosła, wyszła za mąż i ma dziecko), przeprasza ich, wszyscy się obejmują. Koniec.

Końcowe napisy informują o tym, że Solomon był jednym z nielicznych niewolników, którym udało się odzyskać wolność, jego oprawcy (ludzie, którzy go sprzedali) nie zostali ukarani. Samuel do końca życia walczył o prawo do wolności niewolników. 

piątek, 17 stycznia 2014

Wyścig – 3,2,1 i kto pierwszy na mecie wygrywa?

Film zdobywcy Oscara Rona Howarda (Oscar 2002 Piękny Umysł-najlepszy film, najlepszy reżyser), nominowany w tym roku do Globów w kategorii najlepszy dramat, najlepszy aktor drugoplanowy: Daniel Bruhl, przy tegorocznych nominacjach. Do Oscara widocznie konkurencja była zbyt silna, gdyż film nie zdobył żadnej nominacji, niemniej jednak samo wyróżnienie do Globów uważam za zasłużone. W momencie pojawienia się tego filmu w kinach wcale nie miałam ochoty go oglądać, ponieważ wyścigi samochodowe to zdecydowanie nie jest to, co mnie interesuje. Dopiero wyróżnienie nagrodami i niezwykle pochlebne recenzje „ogółu” sprawiły, że jednak postanowiłam obejrzeć Wyścig. Jak to bywa jednak krytycy i zgadzający się z nimi kinomani mieli rację.



Wyścig to bardzo dobry film ze świetną rolą Bruhla (Klasyka z tym aktorem, którą wypada znać – Good Bye Lenin!), za którą zdecydowanie zasłużył na „jakąś” statuetkę i niezłą kreacją Chrisa Hemswortha (Nie rozumiem trochę fenomenu tego aktora, bo nie zachwycił mnie jako Thor na tyle bym chciała akurat jego oglądać w innych filmach, a jego kolejne kreacje nie są zbyt wybitne). Jak wspomniałam tematem film ten nie mógł mnie ująć, Ron Howard przekonał mnie świetną konstrukcją i reżyserią, a Bruhl sprawił, że zdecydowanie w najbliższym czasie chętnie obejrzę inne jego filmy.


25 kierowców kierowco rozpoczyna każdy sezon Formuły 1. I każdego roku dwóch z nas ginie. Jaka osoba podejmuje się takiej pracy? Na pewno nikt normalny. Buntownicy, szaleńcy, marzyciele. Ludzie chcący się zapisać, za wszelką cenę. Nawet za cenę śmierci.
(…)Nazywam się Niki Lauda, a ludzie znają mnie z dwóch powodów. Pierwszy to moja rywalizacja z nim.(…) Nie wiem, dlaczego tak to rozdmuchano. Byliśmy zwykłymi kierowcami, którzy droczą się ze sobą. Dla mnie to zupełnie normalne, ale ludzie postrzegali to inaczej. Że nasze nieporozumienie sięgało głębiej.(…) Druga rzecz, z której jestem znany, to wydarzenia z 1 sierpnia 1976 roku, kiedy goniłem go jak palant.

Uwielbiam konstrukcję retrospektywną w filmach. Przez cały seans zastanawiamy się, co takiego Nicki Lauda zrobił 1 sierpnia 1976 roku. Akcja Wyścigu przedstawia wieloletnią rywalizację dwóch rajdowych kierowców Nickiego Laudy (Daniel Bruhl) i Jamesa Hunta (Chris Hemsworth), równorzędnie traktując obu bohaterów. Dowiadujemy się skąd obaj pochodzą, jak zaczynali karierę w formule jeden, jakie były ich motywacje, dlaczego wybrali akurat ten sport. Różniło ich wszystko, konstrukcja tych postaci została oparta na zasadzie kontrastu. James romantyk szukający wrażeń, pragnący jedynie zwycięstwa, nie obawiający się śmierci kontra rozsądny, rzeczowy Nicki podchodzący do jazdy niezwykle technicznie, kalkulujący odpowiednio ryzyko jazdy na torze. Znakomicie wyreżyserowany film. Od początku do końca zostało utrzymane odpowiednie napięcie, Howard oszczędził nam wielominutowych scen wyścigów kondensując ich liczbę do kilku dynamicznych zdjęć kluczowych pojedynków dwóch bohaterów poświęcając tym samym odpowiednią ilość czasu filmowego rysunkowi postaci. Dowiadujemy się jacy ludzie podejmują karierę rajdowca formuły jeden i czy są to buntownicy, szaleńcy,marzyciele? Śledzimy ich związki uczuciowe (Nie szukaj normalności u facetów gotowych zginąć, jeżdżąc w kółko), zmiany w życiu, które zmieniały również ich kariery. Cięte wymiany zdań rywali (bardzo dobre sceny obu aktorów) sposób w jaki jednocześnie ich to motywowało do walki o zwycięstwo, wszystko ukazane po mistrzowsku. Bardzo, bardzo dobry film, ze świetnym zakończeniem (napisanym przez życie). [Film opowiada prawdziwą historię dwóch rajdowców (Na końcu są pokazane prawdziwe zdjęcia Nicki`ego Laudy i Jamesa Hunta].
Polecam nawet dla sceptycznie nastawionym osobom do tematu (takim jak ja), bardzo dobrze zrealizowany film, ze świetnymi dialogami, odpowiednio zrównoważonym napięciem i ciekawymi zdjęciami. Polecam. Bardzo mocne 8/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Podczas decydującego wyścigu, kiedy Nicki po powrocie z ze szpitala postanawia wziąć udział w wyścigu by nie pozwolić Jamesowi zdobyć tytułu ponownie pada deszcz (tak jak na wyścigu kiedy Nicki miał wypadek). Nicki podczas jazdy podejmuje decyzje, miał kogoś na kim mu zależało (żona), ryzyko było zbyt duże. James wygrywa wyścig, zostaje mistrzem. James po wygranej się bawi, korzysta z życia, Nicki chce jak najszybciej wrócić do treningów by w kolejnym roku sięgnąć po wygrana. James nigdy więcej nie zdobył Grand Prix, występował w Talk-showach, prowadził własny program rozrywkowy. Nicki jeszcze kilka razy przez kolejne lata wygrywał zawody Formuły jeden. Nicki był profesjonalista, to był jego zawód. Jamesowi wystarczyło jedno zwycięstwo by sobie udowodnić, że może to zrobić i korzystał potem z życia. Koniec.

środa, 8 stycznia 2014

Wilk z Wall Street – Sprzedaj mi ten długopis


Oto i nowy film Martina Scorsese znanego z filmów gdzie paść muszą strzały, trup ścielić się powinien seriami i prawdziwy twardziel powinien mówić Are you talkin`me. Cóż o ile wcześniejszy film Scorsese, czyli Hugo i jego wynalazek (który do Oscara co prawda był nominowany dwa lata temu w najważniejszych kategoriach, ale zgarnął 5 statuetek w kategoriach „technicznych”) nieco wyłamywał się ze „stylu” tego reżysera, to Wilk z Wall Street jest dokładnie tym, czego można było się spodziewać po reżyserze Taksówkarza czy Infiltracji.



Główny bohater filmu Jordan Belfort (Leonardo Di Caprio) bez cienia zawstydzenia, z brutalną szczerością przedstawia nam swoją historię. A jest to historia Wilka, Robin Hooda z Wall Street (jak określił go magazyn Forbes), który zabierał bogatym i chował do własnej kieszeni, wciąż pragnąc więcej, nie ograniczał się do „zwykłych” przyjemności i sypiał z dziwkami, ćpał bez ograniczeń (Lumeny! - tabletki zakazane , ale za to dające "odjazd") i nie przyjmował słowa "nie" jako odpowiedź. Jordana uwielbiali jego współpracownicy, klienci mu ufali, to był człowiek z charyzmą i potrafił sprzedać wszystko, nawet długopis.

Świetna scena w barze i potem jej kontynuacja pod koniec.
 - Sprzedaj mi ten długopis. 
- Brad pokaż mu jak sprzedać ten długopis. 
- Stary zapisz mi to. 
- nie mam nic do pisania 
- Chcesz kupić długopis?
- Najważniejsze to wytworzyć potrzebę kupna. 
- Wszyscy ludzie są chciwi 
- No może poza buddystami i Amiszami.

Najważniejszy w tym filmie jest „środek”. Teoretyczne w filmie tym wykorzystanych schemat od zera do miliardera, ale to nie sposób dochodzenia do bogactwa, wyrzuty sumienia związane ze wszystkimi „szemranymi” elementami życia na Wall Street jest tu istotny. Nie dowiadujemy się jak Jordan nauczył się być Wilkiem. Właściwie można by powiedzieć, że początek filmu, młodość Jordana jest tu potraktowana zbyt pobieżnie i nie ma tu pogłębionej psychologii (jeśli ktoś taki jak Jordan mógłby mieć „głębszą psychologię”). Młody człowiek bez mrugnięcia okiem wysłuchuje jednej lekcji swego guru polegającej głównie na wybijaniu rytmu uderzeniami w pierś niczym Indianin i prostej zasadzie „namawiaj klientów by inwestowali dalej, nieważne w co, nie ważne czy oni zarobią, to ty zarabiasz na każdej transakcji prowizję” wszystko to jest takie ulotne takie fizzzy… (Właściwie świetne kilka minut Matthew McConaughey`a i jednak powinnam dać mu chyba szansę i obejrzeć jego nowsze filmy, bo mnie wciąż kojarzył się z romcomowym amantem). Jordan przyjął sposób życia na Wall Street takim jakim ono było, trzeba sprzedawać, sprzedawać a żeby sprzedawać trzeba ćpać. Śledzimy jego losy właściwie już w momencie, kiedy siedział w nim ten Wilk i kiedy wilk zaczyna się sycić rozpoczyna się najlepsza cześć filmu. Jordan sprzedawał, uczył tego innych, sprzedawał więcej i ćpał, chodził na dziwki, sprzedawał i dalej ćpał i stawał się coraz bardziej bogaty i nie miał dość. Wszystko to zostało przedstawione i zagrane w taki sposób, że choć teoretycznie nie powinno to śmieszyć, gdyż bohaterowie są śmiertelnie poważni podczas debaty na temat rzucania karłami, czy faktu że żona Donnie jest jego kuzynką, ale jest to zabawne (tak nawet scena czołgania się i turlania po schodach).
Jeśli Leonardo DiCaprio miał by w końcu dostać Oscara (to taki paradoks, tak rozpoznawalny aktor, który zagrał w tylu dobrych filmach nie ma statuetki? Obok Johnny`ego Deppa jest to jeden z aktorów, który prędzej czy później musi go dostać. Tylko, że tym razem mam nadzieję, ze dla Leo nastał moment „prędzej”), to powinna to być właśnie ta rola. Cały czas ekranowy DiCaprio daje popis swoich umiejętności aktorskich i widać jaki jednak ten chłopak z Titanica ma warsztat. Począwszy od sceny pierwszej sprzedaży śmieciowych akcji, poprzez demonstrowanie techniki sprzedaży kolegom, kłótnie z żoną, noc z prostytutką sadomaso, odgrywanie scen na haju, skończywszy na chłodnej biznesmena minie i próbie przekupienia agenta federalnego.
Scena za sceną są coraz lepsze a oprócz genialnego Leo na ekranie możemy również oglądać popis Jonah Hilla w roli drugoplanowej. Trochę nie rozumiem sposobu prowadzenia kariery tego aktora. Po dobrym występie w Moneyball (nominacja do Oscara) znowu zagrał w dwóch może nie marnych, ale jednak głupkowatych komediach (Straż sąsiedzka, 21 Jump Street) by powrócić (nieco znowu cięższym dosłownie) w takiej roli w Wilku z Wall Street. Świetnie partneruje Leo na ekranie, kilka świetnych scen (przekazanie walizki pod sklepem). 
Co ciekawe na ekranie możemy zobaczyć jednego zdobywcę statuetki Oscara i to za rolę pierwszoplanową! Niestety Jean Dujardin (Oscar za Artystę w 2011) po zdobyciu nagrody zagrał w bardzo marnej komedii Niewierni a i w tym filmie niespecjalnie zachwyca (chociaż mogę przyznać, ze niewielka rola jaką gra może nie dała mu takich możliwości) Jednak w zestawieniu Jeana i Leo zachodzę w głowę jak to możliwe, że to nie Jean ma statuetkę w tej obsadzie? Trzymam kciuki i jak na razie to Leo jest moim najmocniejszym tegorocznym kandydatem (jeśli porównywać rolę Hanksa w Kapitanie Philipsie to Leo Bije Toma na głowę).

Niestety film jest dosyć przydługi i zmagania końcowe Jordana „Wolfiego’” można było nieco skrócić. Nie zmienia to jednak faktu, że dla tych popisów Leo chętnie obejrzę ten film jeszcze raz. 9/10 głównie za aktorską grę.


SPOILER ZAKOŃCZENIE
Po kilku próbach wymigania się Jordan musi iść na współpracę z FBI. Wydaje wszystkich swoich współpracowników. Żona mówi mu, ze już go nie kocha i chce rozwodu. Dostaje wyrok tylko 3 lat więzienia. Na wolności prowadzi seminaria z technik sprzedaży

–Sprzedaj mi ten długopis. 


[Edit 17.01.2014: Leonadro Di Caprio został nominowany do Oscara za rolę w Wilku z Wall Street, trzymam kciuki!] Film nominowany do Oscara w 5 kategoriach: Najlepszy film, najlepszy reżyser: Martin Scorsese, najlepszy scenariusz adoptowany, najlepszy aktor pierwszoplanowy: Leonardo Di Caprio, najlepszy aktor drugoplanowy: Jonah Hill.

czwartek, 2 stycznia 2014

Moje top filmów 2013 roku




Wszyscy robią podsumowania najlepszych filmów roku, największych rozczarowań roku, najgorszych filmów roku, największych niespodzianek roku, to i ja swoje trzy grosze dorzucę w tym temacie. Jakbym miała się teraz zastanowić i wymienić najważniejsze filmy tego roku podałabym tu parę głośnych tytułów, o których wszyscy piszą choć może tak naprawdę w momencie ich obejrzenia wcale mną nie wstrząsnęły. Często głośne filmy dostają u mnie mocne 7/10 a mam tu na myśli:


ale jednak, czasami nie spełniają one pokładanych w nich oczekiwań, bądź też nie zapowiadały się na nic wyjątkowego pomimo głośnej kampanii reklamowej, czegoś czasami im braknie by mnie ujęły i zwyczajnie po seansie i zastanowieniu się na chłodno kiedy jednak emocje zbyt szybko opadają, nie dostają one „najwyższej” noty. Paradoksalnie gdy zajrzałam na moje filmwebowe konto o kilku filmach, jakże dobrych, choć może i nie tak głośnych jednak po zakończeniu 2013 roku warto pamiętać (choć oczywiście w niektórych przypadkach dałam się ponieść oczywistym wielkim blockbusterom tego roku). Szczerze więc przedstawiam moje top filmów 2013 roku oparte o oceny równe i powyżej 8/10 w skali filmwebowej obejrzane przeze mnie w minionym roku z wyłączeniem filmów Oscarowych 2013 (Operacja Argo, Les Miserables Nędznicy, Życie PI, Niemożliwe, Merida waleczna, które znajdują się już u mnie w osobnej zakładce Oscary 2012 i zdobyły należytą im uwagę) Ósemka ósemce nierówna, dlatego jednak kolejność tytułów w tym zestawieniu jest niechronologiczna i  nieprzypadkowa:

Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia 9/10


Rzadko się zdarza, by druga cześć jakiegoś cyklu była o tyle lepsza od części pierwszej. Film, po którego obejrzeniu najchętniej pozostałoby się na kolejnym seansie w kinie by „przeżyć to jeszcze raz”. Na DVD z pewnością trafi to na moją półkę „do obejrzenia raz na jakiś czas”.
Więcej TUTAJ


Czas na miłość 9/10


Kino angielskie w najlepszym wydaniu, dokładnie to za co uwielbiam filmy Richarda Curtisa. Piękny z życia obrazek. Komedia romantyczna, dramat z dowcipnymi dialogami, ciętymi uwagami i świetną grą aktorską w uroczym nieśmiałym brytyjskim wydaniu. Obowiązkowa pozycja „z typu” romantycznych tego roku (a jakbym się dłużej zastanowiła to nawet ostatnich kilku lat…)
Więcej TUTAJ


Wspaniała 9/10


Esencja komedii romantycznej, do tego we francuskim wydaniu i to w klimacie lat pięćdziesiątych. Pamiętam, że po seansie w kinie przez długie minuty nie schodził mi uśmiech z twarzy. Tak mało dobrych komedii się kręci, gdy już na taka trafiam, cóż nie chcę niczego więcej.
Więcej TUTAJ

Hobbit: Pustkowie Smauga 8/10


Grudzień jeszcze przez kolejny rok będzie mi się kojarzył z jakże to wspaniałym zakończeniem roku, kiedy to tuż po świętach można wkroczyć w świat Śródziemia. Hobbit mnie nie zawiódł, był dokładnie tym czego oczekiwałam, ale chyba zaliczam się do grona „wyznawców” mocy Petera Jacksona, jakby tego nie zrobił i tak pewnie by mi się wszystko podobało, co jak co, na ekranizacji Tolkiena to on się zna.
Więcej TUTAJ


Don Jon 8/10


Lubię dystans, lubię autoironię, lubię grę z gatunkiem, lubię narrację pierwszoosobową, lubię balansowanie na granicy dobrego „”smaku”. Uwielbiam też komedie romantyczne, ale też cierpkie potraktowanie tego tematu w tym filmach. Sposób ogrania i wyśmiana sposobu postrzegania świata w stylu romantycznej komedii wyśnionej „10” (Scareltt Johanson) skontrastowany z typowym facetem lubującym się w oglądaniu pornoli stanowi kawał ogranego będącego kliszą klisz a jednocześnie „oryginalnego” filmu. Jak na debiut reżysersko-scenopisarski filmu pełnometrażowego Josepha Gordona Levitta – świetne.


World War Z 8/10


Udana tegoroczna produkcja wykorzystująca modny temat (Zombie! Wszędzie Zombie!). Dynamiczna akcja, niezły scenariusz, Brad Pitt, nakręcone z rozmachem. Zwyczajnie, warto.
Więcej TUTAJ


Stoker 8/10


Są filmy tak wyjątkowe, że potrafią zrobić takie wrażenie, że po obejrzeniu jednego filmu danego reżysera sięgamy po kolejne jego „dzieła” . Chan-wook Park nakręcił „legendarnego” Oldboy`a, którego to (ponoć, ponieważ zniechęcona miażdżącymi recenzjami jeszcze nie widziałam) w tym roku pojawił się w kinach remake w reżyserii Spika Lee Oldoy. Zemsta jest cierpliwa, który to zaliczył klapę finansową. Nie warto sięgać po remake`i. Warto natomiast zapoznać się z najnowszym filmem Parka. Stoker to film o oryginalnym scenariuszu z dobrą rolą Wasikowskiej mający w sobie ten nieuchwytny charakterystyczny dla Parka sposób opowiadania historii. Warto.
Więcej TUTAJ


Kapitan Phillips 8/10


Obejrzane głównie ze względu na to, iż mówiło się o tym filmie jako możliwej nominacji dla Toma Hanksa do Oscara. Film trzymający w napięciu, zwyczajnie dobrze nakręcony, historia z życia wzięta a i rola Hanksa pod koniec zasłużyła na uwagę (choć nie na statuetkę)
Więcej TUTAJ


Grawitacja 8/10


Kolejna pozycja z szansami na Oscary, choć sądząc po przewidywaniach gwarantowaną chociaż jedna Statuetką. Film zdecydowanie bardzo dobry, mający przepiękne zdjęcia, warty obejrzenia na wielkim ekranie (przypuszczam, że nie robi takiego wrażenia w zaciszu domowym).
Więcej TUTAJ


Jack Pogromca Olbrzymów 8/10


Kolejny dobry reprezentant tendencji kinowych ostatnich lat. Tym razem to bardzo dobrze przetransformowana i „zekranizowana” baśń o Jasiu i Łodydze fasoli. Mam słabość do tego gatunku (W 2014 będziemy mogli zobaczyć wariację na temat Śpiącej królewny z Angeliną Jolie w roli złej czarownicy!) a Jack i pogromca olbrzymów w tym roku okazał się najlepszy.
Więcej TUTAJ


Hitchoock 8/10


Dzięki temu filmowi i swoistej „modzie” na Hitchcoocka w końcu obejrzałam Psychozę w tym roku (stare kino, ale jednak obejrzane po tylu latach wciąż po seansie uznałam, że to genialne). Film „zaspokaja” ciekawość dotyczącą osoby genialnego reżysera i to jedna z lepszych roli Anthonego Hopikinsa ostatnich lat, który niestety przyjmuje tylko role drugoplanowe, a wciąż potrafi błyszczeć jako główna postać w filmie.
Więcej TUTAJ


W ciemność. Star Trek 8/10


Lubię SF, lubię przygodę, uwielbiam Benedicta Cumberbatcha. Nie miałam też zbyt wygórowanych oczekiwań odnośnie tego filmu (nie jestem wyznawcą kultu Star Treka ani wielką miłośniczką Spocka i Kapitana Kirka). Bardzo dobre rozrywkowe kino, pelne „wzniosłych” sentencji, z serii „chętnie obejrzę jeszcze raz”.
Więcej TUTAJ



Bizantium 8/10


O wampirach ponownie, ale jednak w nieco chłodnym, lirycznym, romantycznym wydaniu. Modny temat potraktowany w „świeży” stary sposób. Historia niby rozwijającą się w niespieszny sposób, a jednak po obejrzeniu wyjątkowa, dobry scenariusz.
Więcej TUTAJ


Jack Reacher. Jednym strzałem 8/10


Aż uwierzyć nie mogę, ale jednak. Było kilka głośniejszych sensacji tego roku takich jak Olimp w Ogniu, Świat w płomieniach, ale widać okazały się one dla mnie nazbyt przewidywalne. Widocznie była to wzorowo zrealizowana sensacja, noi gra w tym Tom Cruise (tak Mission Impossible 4 też mi się bardzo podobało).

Panaceum 8/10


Lubię filmy psychologiczne, lubię też gdy ofiara staje się łowcą. Ten końcowy moment w filmach, kiedy poznajemy elementy skomplikowanego planu niejednokrotnie prawdopodobnie podbija ocenę. Obejrzeć można, noi gra w tym Jude Law.



Stażyści 8/10


Obiektywnie rzecz biorąc nie jest to chyba najlepsza komedia roku, ale poczynania dwójki sprzedawców widać są o wiele bardziej zabawne, gdy samemu szuka się pracy. Wielka reklama Google, ale ja lubię Google, dajcie się zgooglować!


Uniwersytet Potworny 8/10


Właściwe zdziwiłam się widząc, że oceniłam ten film na 8/10, bo jakby przyjrzeć się innym tegorocznym animacjom (Tajemnica Zielonego królestwa) w pierwszej chwili nie wymieniłabym Uniwersytetu. Widać jednak potwory miały coś w sobie. Można się zapoznać.
Więcej TUTAJ


Z tego zestawienia jasno wynika jakie są moje ulubione gatunki. Na szczycie komedie romantyczne i SF. Raczej nikt nie powinien być zdziwiony. W roku 2013 obejrzałam 182 filmy z czego 42 były obejrzane w kinie (dziękuję wszystkim wspóloglądaczom, że tak często dawaliście się namówić i udało mi się pójść tyle razy!) z czego 48 w tym roku poświeciłam tekst. w sumie niewiele mniej niż w roku wcześniejszym ( w 2012 było 225...)