sobota, 2 stycznia 2016

Top 22 filmów 2015 roku



Jak co roku, kiedy minie już noworoczny kac a w uszach przebrzmią dźwięki fajerwerków nastaje moment, gdy spoglądamy wstecz i zastanowić się nad rokiem, który właśnie minął. Pora więc na podsumowanie i zestawienie najlepszych filmów 2015 roku moim zdaniem. Jak zwykle przedstawiam najlepiej ocenione przeze mnie filmy, wg historii ocen na Filmwebie, ocen bardzo subiektywnych. Wybrałam filmy, które otrzymały u mnie ocenę powyżej 8. Ocena ocenie nierówna, dlatego kolejność przedstawionych filmów ma tu znaczenie (od najlepszych 9 i 8 po najsłabsze z tej kategorii porównując już te filmy z perspektywy czasu, nie wrażeń tuz po seansie).

Brak w tym zestawieniu głośnych filmów, które pojawiły się na ekranach kin, będących kontynuacjami serii. Zakończenie Igrzysk Śmierci dostało u mnie jedynie 7 i to raczej ze względu na całość niż indywidualną ocenę tego jednego filmu. Kontynuacja Więźnia Labiryntu – Próby ognia fabularnie przestała być intrygująca, pokazując jedynie serię ucieczek z jednego miejsca w drugie.

Ponadto na przekór ogólnej opinii (słabych wyników box office) u mnie Kraina Jutra, czy Fantastyczna czwórka w nowej odsłonie załapały się na noty na poziomie aż 7 (mam słabość do SF i możliwe, że oceniam tego typu produkcje wyżej niż „przeciętny” widz).
Kolejne restarty klasyki takie jak Jurrassic World dostały u mnie mocne 7. Z produkcji, które pojawiają się regularnie co roku takich jak filmy na podstawie powieści Sparksa wciąż trzymają poziom (Najdłuższa podróż na 7), czy nowy film Zemeckisa The Walk (również na 7). Z animacji dla najmłodszych warto też obejrzeć tegoroczny hit Minionki, ale również choć przeszedł przez polskie kina bez echa świetną animację Dom (z piosenkami Rihanny) [obie animacje na 7].

Przyznać też muszę, że choć z premedytacją NIE oglądam polskich filmów wojenno-historycznych, to jednak w tym roku obejrzałam kilka polskich produkcji (w kinie!) i oceniłam je w okolicach 6. (Można obejrzeć: Słabą Płeć, Ziarno Prawdy, Króla życia, a i Listy do M 2 będące 100% powtórka z rozrywki oglądało się całkiem dobrze).

Pomijam tu kino Oscarowe 2014, ponieważ znajdują się ona w zakładce Oscary 2014, choć obejrzałam te filmy na początku ubiegłego roku (TeoriaWszystkiego, Birdman, Gra Tajemnic).

Kingsman: Tajne służby 9/10


Tak, to najlepszy film tego roku wg moich ocen na Filmwebie. Dlaczego? Lubię igranie z konwencją, a ten film wszystko to ma. Lubie być pozytywnie zaskakiwana. 

Więcej tutaj.



Dzikie historie 9/10


Zeszłoroczny film nominowany do Oscarów w kategorii film nieanglojęzyczny. Kino hiszpańskie. Uwielbiam zabawy z formą, a seria krótkich historii pokazanych w tym filmie to absolutne mistrzostwo fabularne. W każdym nas kipi złość, póki w pewnym momencie szala się nie przeleje. Idealne w formie pokazanie ludzkich mechanizmów gdy w końcu „wybuchamy”. Trzeba obejrzeć!



Wielkie Oczy 9/10


Burton w końcu w zwyżkowej formie. Świetna historia i bardzo dobre kreacje aktorskie. Trzeba obejrzeć. 

Więcej tutaj.



Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy 8/10


Najbardziej oczekiwany film tego roku (jeśli nie dekady dla najwierniejszych fanów Uniwersum Star Wars). Przed premierą trzeba było wystrzegać się spoilerów. Można było zakupić nowe kapcie, piórnik, szkolny plecak, kalendarze, płatki śniadaniowe i czego tylko jeszcze dusza zapragnie. Komercyjna machina wystartowała na długie tygodnie przed premierą i zbierała żniwa. Seria jest klasyką i nieodłącznym elementem współczesnej popkultury. Fani spać nie mogli obawiając się powrotu Jar Jar Bingsa i wielkiego rozczarowania, że film nie spełni (wielu wypadkach wygórowanych) oczekiwań. Subiektywna ocena tego filmu zależna więc jest od tego z jakim nastawieniem poszło się do kina.
Jako fan serii, popkultury SF i wszystkiego co generalnie można określić jako „geek interests” przy kontynuacjach i restartach serii oczekuję zazwyczaj hołdu poprzednikom, spójności historii. Fabularna konstrukcja Przebodzenia mocy, która składa się z serii powtórzonych klisz jest dla mnie mrugnięciem okiem do widza: kochacie to co już było, obejrzyjcie więc to jeszcze raz, jak historia się powtarza (Ponownie robot mający do przekazanie tajne informacje i misja odstawienia go do bazy rebeliantów, kiedy to przypadkowo na pewnej planecie pojawia się bohater którego pochodzenia nie znamy. Tak, to Mroczne Widmo i Nowa nadzieja raz jeszcze.). Nowym ulubieńcem fandomu stał się BB-8 (Rany kto nie chciałby mieć tego robocika, którego już przed premierą filmu można było kupić!), nową tajemnicą: Kim jest Rey? i powrócili wszyscy znani nam bohaterowie. Był patos, walki na gwiezdne miecze, były wewnętrzne wątpliwości, którą ścieżką podążać. Zaserwowano nam nawet kolejny odpowiednik Mistrza Jody w postaci wprowadzenia Maz Kanaty. Była i symboliczna scena końcowa.
Dla mnie film w pełni zaspokoił moje oczekiwania. Jedynym błędem castingowym była moim zdaniem postać Rena (nie przekonuje mnie ta kreacja, zabrakło tu większego pogłębienia tej postaci by w pełni zrozumieć poczynania. Takie same odczucia miałam w stosunku do Anakina w wydaniu Haydena Christensena) i chyba zbyt szybkie wyjaśnienie pewnych kwestii.



Avengers: Czas Ultrona 8/10


Wszyscy superbohaterowie w jednym filmie? Idealne wpasowanie w Istniejące Universum? Tak!. 

Więcej tutaj.



Marsjanin 8/10


Świetne kino SF. Robinson Cruzoe na Marsie. Pozycja obowiązkowa tego roku. 

Więcej tutaj.



Ant-Man 8/10


Kolejny film z Uniwersum Marvela. Superbohater w lekkim wydaniu, z może niebyt wysublimowanym scenariuszem, ale to będzie jeden z tych filmów, które będę sobie odświeżać z przyjemnością. Dobre dialogi (humor!). Bardzo wyrazisty przerysowany czarny charakter, nawiązania do innych filmów z uniwersum (postać Falcona, baza Avengersów), idealnie wpasowanie fabuły do istniejącego uniwersum. (I know the guy). Zdecydowanie trzeba zobaczyć.



Nieracjonalny mężczyzna 8/10


Po zeszłorocznej Magii w Blasku księżyca, która w 100% trafiła w moje popkulturowe klimaty tegoroczny Nieracjonalny mężczyzna również trzyma poziom. 

Więcej tutaj.



Most Szpiegów 8/10


Nowy film Spielberga z Tomem Hanksem w roli głównej. Bardzo dobra historia z okresu zimnej wojny. To musiało się udać. Spielberg wie jak się kręci dobre filmy, a Hanks jest świetnym aktorem. Dodatkowo w pojawia się bardzo dobra kreacja Marka Rylance`a w Roli Abela. (nominacja do Złotego Globu) Ciekawostka: Niektóre sceny do filmu kręcono we Wrocławiu. Możliwe nominacje do Oscarów, ale raczej bez szans na zwycięstwo. Zdecydowanie Warto.



Tajemnice lasu 8/10


Uwielbiam musicale i transformacje baśni. 

Więcej tutaj.



Spectre 8/10


Po nieco dłuższym oczekiwaniu na kolejnego Bonda nadszedł ten moment. Mocnymi stronami filmów z udziałem Daniela Craiga były świetne sceny otwarcia. Tak jest i w tym przypadku. Całość akcji początkowej kręconej długimi ujęciami to kino najwyższej klasy. Są też mini hołdy z nawiązaniami do poprzednich części (biały kot...). Porównując ostatnie filmy o bondzie zdecydowanie mamy tu powrót do solidnej akcji bez zbędnych sentymentów i rozgrzebywania przeszłości jakie były w Skyfall. Tym razem lepszy czarny charakter, trochę słabsze postaci kobiece.



Sędzia 8/10


Lubię filmy i seriale prawnicze, uwielbiam Roberta Downey Juniora. Świetna kreacja Roberta Duvalla (nominacja do Globów 2015). Bardzo dobre dialogi i sceny ścierania się głównych bohaterów. Dramat rodziny, zaszłości z dawnych lat. Warto.




Pitch Perfect 2 8/10


Siła coveru. Humor i świetna muzyka. 

Więcej tutaj.



W głowie się nie mieści 8/10


Zdecydowanie animacja nr 1 tego roku. Pamiętam pewnego mema dotyczącego produkcji Pixara. Mrówki maja emocje, zabawki mają emocje, idźmy dalej! Pokażmy jak emocje mają emocje. Świetny film o tym co nam chodzi po głowie. Tak szczerze, kto z nas sobie nie wyobraża sobie, że w jego głowie kłócą się ze sobą radość, złość odraza i smutek? Warto!



Ex Machina 8/10


SF w domu na odludziu. Tajny projekt pewnego naukowca nad sztuczną inteligencją. Film utrzymany w klimacie thrillera (poczucie ciągłego zagrożenia i tajemnicy). Świetna gra na niskich poziomach. Trzeba obejrzeć.



Chappie 8/10


SF z głębszym społecznym przesłaniem. Film twórcy Dystryktu 9, który zdecydowanie w mniej komercyjny sposób przedstawia wizję przyszłości pozostawiając nasz z nieco bardziej egzystencjalnymi pytaniami po seansie. Warto, pomimo słabszego niż zakładany pierwotnie przez wytwórnie odbiór filmu. Czym jest sztuczna inteligencja? Co czyni nas ludźmi?



Jak dogonić szczęście 8/10


To jest film w stylu Sekretnego życia Waltera Mitty. Weź się pewnego dnia w garść, wyrusz w podróż i szukaj szczęścia. Nigdy nie jest za późno. To film z serii feel good. Idealny na gorsze dołujące dni. Bardzo dobra jest tu konwencja listy: Co czyni nas szczęśliwymi? Czym jest szczęście? Warto.



Drugi Hotel Marigold 8/10


Kontynuacja tej historii wypada równie dobrze co pierwowzór. Życie nie kończy się na emeryturze. Siłą tego filmu są świetne kreacje aktorskie Judie Dench, Maggie Smith, Billa Nighy`ego. Warto na lekki wieczór.



Exodus Bogowie i Królowie 8/10


Głównie za uwielbienie wielkich patetycznych scen batalistycznych Ridley`a Scotta, słabość do Bale`a i do rozbudowywania znanych wszystkim historii.

Więcej tutaj.



Everest 8/10


Film oparty na faktach o grupie chcącej zdobyć Everest. Fabuła pozornie prosta, ale jest to film bardzo dobrze nakręcony, z dobrymi kreacjami aktorskimi (Josh Brolin, Jake Gyllenhaal, Kiera Knighly). Sztuką jest nakręcić dobry film niby o niczym (oni tylko usiłują zdobyć szczyt).



W tym temacie warto też zobaczyć film Dzika droga z Reese Witherspoon 7/10

Praktykant 8/10


Bardzo dobry lekki film o zaczynaniu kariery od nowa przez emeryta. Dobra obsada De Niro, Hathaway. Chyba muszę przyznać, że mam słabość to tego typu filmów (Stażyści sprzed dwóch lat również przeze mnie ocenieni wysoko). Film wg scenariusza i reżyserii Nancy Mayers, wszystkie jej filmy oceniam na 7 i powyżej.



To właśnie seks 8/10


To był zdecydowanie etudiowych form. Kolejna pozycja składająca się z serii krótkich historii. Tym razem tematem „głównym” są „odchylenia seksualne”. Proste w formie, kilka świetnych historii. Warto.



Z filmów, które nie zmieściły się w tym zestawieniu, ubolewam nad tym, że na liście top 2015 roku nie ma żadnej komedii romantycznej. Co się dzieje? Wystawiłam kilka 7, dlatego wymienię tu poza podium dobrą komedię romantyczną z nowym ulubieńcem Hollywood Millesem Tellerem: Romans na dwie noce (7/10), najgłośniejszym romcomem była w 2015 roku Wykolejona z Amy Shumer (Film ma dwie nominacje do Globów), ale ma on u mnie tez jedynie 7/10 ponieważ od połowy coś w tym filmie nie do końca zagrało. Poza podium warto te wspomnieć o kolejnym filmie składającym się z kilku mniejszych historii: Uwiązani z Adamem Sandlerem (7/10) [Film który pojawiał się na liście najgorszych z niezrozumiałych dla mnie względów. Ja cenię tego typu narracje zza kadru].


W 2015 roku obejrzałam 138 filmów z czego 32 były obejrzane w kinie (tendencja spadkowa i w ilości i w wizytach w kinie). Trochę mniej oglądałam filmów w domu, raczej kosztem mniejszej ilości wolnego czasu w roku ubiegłym. 17 filmom poświęciłam tekst.  

niedziela, 15 listopada 2015

Steve Jobs – Musi mówić HELLO

Steve Jobs współzałożyciel i prezes firmy Apple zmarł w 2011 roku. „Moda” na Jobsa i filmy jemu poświęcone to dosyć naturalna kolej rzeczy gdy „wielcy”, „znani” odchodzą (Podobnie było z Yves`em Saint Laurentem, powstały dwa filmy poświęcone projektantowi w 2014 roku). 
Pierwszy film Jobs (2013) w reżyserii Joshua Michaela Sterna z Ashtonem Kutcherem w roli głównej odhaczał kolejne „ważniejsze” wydarzenia z życia Jobsa. Kutcher jedynie opanował charakterystyczny krok wizjonera, a w filmie zabrakło jakiegoś większego sensu i przemyślanego sportretowania postaci. 
Nowy film zdecydowanie ma o wile lepszą obsadę w stosunku do swojego poprzednika (kiedy wszyscy zachodzili sobie w głowę jak to? Ashton Kutcher znany z ról komediowych i playboy`a ma zagrać Jobsa?) Michael Fassbender zdecydowanie bardzo dobrze poprowadził tę postać. Widzimy emocje, złość, żal,  ale i ogromną pewność siebie, człowieka z wizją.Kate Winslet w roli dyrektor marketingu Joell Hoffman również wypada bardzo dobrze. Sportretowano kobietę, która trwała przy Jobsie i wiedziała jak z nim postępować (3 razy z rzędu wygrała nagrodę wśród pracowników jak to, która potrafiła mu się przeciwstawić). Jeff Daniles (jako John Scully) i Seath Rogen (Steve Woźniak) również nie zawodzą.




We wstępie to zestawienia filmów biograficznych przyznawałam Tranationo rację, że lepiej zrobić biografię skupiając się na jednym dniu z życia bohatera niż skakać pobieżnie z jednych istotnych wydarzeń do kolejnych (zawsze wtedy pozostawia się w widzu poczucie zbytniej wybiórczości). 
Danny Boyle w Steve Jobs postawił na szczęście na nieco bardziej wyszukaną formę przedstawienia biografii. Film skupia się jedynie na trzech wydarzeniach z życia Jobsa: Premiery Mackintosha (1984), premiery Next-Cube (1988) i premiery IMac`a (1998). Przez 120 minut śledzimy Jobsa przygotowującego się na zapleczu wielkich sal do wystąpienia i zaprezentowania nowego produktu. Jest to pretekst to sportretowania postaci wszystkich problemów, skomplikowanych relacji Jobsa z rodziną i współpracownikami. Udało się wpleść w dialogi, gdzie bohaterowie chodzą po korytarzach, rozmawiają w garderobie Jobsa, mnóstwo informacji i scharakteryzować sposób myślenia Jobsa, jego charakter.


To  jest Jobs, który upierał się nad formą wystąpienia (Musi powiedzieć Hello! Jeśli tego nie naprawisz zniszczę cię), zdolny do grożenia swoim współpracownikom by osiągnąć zamierzony efekt. Musiał mieć białą koszulę z kieszonką, w której idealnie zmieści się dyskietka. Człowiek dążący do celu, punktualny, uważający że  muszą rozpocząć wszystko o czasie przy odpowiedniej aranżacji [Otwarcia z całkowitej ciemności (Załatw to, wyjścia ewakuacyjne nie mogą się świecić, mogę zapłacić karę)]. Postać bezkompromisowa, stawiająca na siłę marketingu (poprawmy, podwójmy budżet na marketing i się sprzeda) i wierzący w to, że to on ma rację nie użytkownik (póki nie pokarzemy ludziom tego, że tego chcą oni tego nie wiedza, chodzi o formę o idealny kształt sześcianu), myślący o przyszłości i tym co nowe (Apple II to przeżytek, nie będę wspominał o tych ludziach to dzień premiery i nowości). Nie zważał na uczucia swoich przyjaciół, nie potrafiący rozmawiać z córką (odwołania do wyparcia się ojcostwa).
W filmie bardzo dobrze wpleciono serię retrospekcji, gdzie w odpowiednim momencie pokazuje nam się sedno wydarzeń z przeszłości (dyskusje dotyczącą ilości portów z samego początku współpracy z Woźniakiem, kiedy jeszcze razem pracowali w garażu), przekonanie Scullego do zostania CEO Apple`a (słynny cytat dotyczący Pepsi) moment gdy Jobs został wykluczony przez zarząd z Apple`a. W serii dialogów „rozpracowano” historie rodzinną Jobsa (był adopotowany). Pojawia się zapowiedź Ipoda w rozmowie z córką (nie mogę patrzeć na te okropne pudełko (walkman) włożę ci do kieszeni 500, nie 1000 piosenek).

Czym rożni się Woźniak od Jobsa? Czemu wszyscy mówią o Jobsie, a nie o tym programiście, który stworzył podwaliny Apple`a? Jobs był wizjonerem dbał o wygląd wierzył w siłę marketingu i był dupkiem...Niewątpliwie jest to ikona współczesnej kultury. Ja będę twoim Jobsem, ty bądź moim Woźniakiem jak mówi bohater serialu Silicon Valley (Zdecydowanie serial polecam).

Film nie jest prosty, lekki i  przyjemny. Nie gloryfikuje Jobsa jako geniusza. Film pokazuje człowieka o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, który w karierze zawodowej przeżył wzloty i upadki. Film do obejrzenia na raz, na bardzo dobrym realizacyjnym poziomie. Mocne 7/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Film kończy się premierą IMaca, kiedy w końcu Jobs chce naprawić relację z córką i jest gotowy spóźnić się na własne wystąpienie by wreszcie się z nią pogodzić. Mówi Lisie prawdę, że pierwszy komputer dostał imię po niej. Mówi jej, że ma dość jej Walkmana i włoży jej do kieszeni 1000 piosenek. Jobs wychodzi na salę. Witają go tłumy. Idzie ze sceny w stronę córki. KONIEC.


niedziela, 18 października 2015

Kraina jutra – wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza

Jako zdeklarowany fan SF nie odpuszczam żadnej kinowej „magicznej” nowości. Kraina jutra trafiła na moją listę „must see” jak tylko pojawiły się pierwsze zwiastuny. Wystarczył mi obraz miasta przyszłości, który w oddali szczerego pola (nie oszukujmy się) kojarzy się magicznym zamekiem Disney`a. Ponadto mamy tu znakomitą rozpoznawalną obsadę: Georga Clooney`a (jak wiadomo są fani, którzy pójdą na każdy jego nowy film) i kolejną wschodzącą gwiazdę nowego pokolenia: Britt Robertson (serial Tajemny krąg, ostatnio Najdłuższa podróż) a i stęsknieni fani doktora House`a mogą zobaczyć Hugh Laurie`go.

Dlaczego więc piszę o tym filmie dopiero teraz? Gdy Kraina jutra pojawiła się na ekranach kin niestety recenzje okazały się nieprzychylne, film zaliczył finansową klapę ledwo na siebie zarabiając, mój zapał do obejrzenia tej pozycji osłabł.



Kraina jutra ma dobrą konstrukcję, „klasycznych” przygodowych/fantasy bohaterów. Historię opowiada nam Frank Walker (George Clooney) i Casey Newton (Britt Robertson). Oboje byli wyjątkowi. Frank jako dziecko był „małym wynalazcą”, odkrył Krainę jutra gdy odwiedzał Wystawę Światową. Casey od małego była optymistką, chciała ratować świat. Postawiona przed wyzwaniem, wiedziała, że może to zrobić. Wierzyła w lepsze jutro.

Są dwa wilki, które ciągle walczą.
Jeden to mrok i rozpacz.
Drugi to światło i nadzieja.
Który zwycięży?
Ten, którego karmisz.

Casey pewnego dnia dostaje przypinkę, która jej pokazuje „świat jutra”. Od tego momentu zostaje uruchomiony przygodowy łańcuch wydarzeń: dziewczyna jest ścigana przez roboty, które usiłują ją zabić, szuka drogi powrotu do Krainy jutra. Dołącza do niej Atena, mała dziewczynka, która dała jej znaczek (rakruter) oraz Walter, zniechęcony początkowo naukowiec („mistrz, nauczyciel”, który początkowo nie dopuszcza do siebie „ucznia/wybrańca” – scena gdy Casey usiłuje się dostać do domu Waltera, następnie „moment olśnienia” Waltera i uwierzenie w dziewczynę) i razem muszą uratować świat. Bohaterowie dysponują różną bronią jak zamrażacz czasu, bomby, teleportacjne kule czy rakiety (magiczne rekwizyty).

Co poszło nie tak? Nie wiem, tak jak nie rozumiem klapy finansowej Johna Cartera. Film ten ma wszystkie kliszowe elementy składające się na dobrą historię przygodową, nie jest wybitny, ale były to przyjemnie spędzone 130 minuty. Odpowiedzią może być jedynie zbyt wysoki budżet na zbyt banalną historię.

Scenariusz jest prosty: tworzy się drużyna, którą ścigają „ci źli”, jest presja czasu (zegar, który odlicza czas do jakiegoś wydarzenia), jest wyjątkowy bohater, „wybraniec” Casey, jest przesłanie by dbać o planetę i nie ignorować oznak zmian klimatu, głodu, zanieczyszczenia. Trzeba Wierzyc w lepsze jutro i nie akceptować porażki, ale walczyć, coś z tym zrobić. Są humorystyczne dialogi.

Na tym polega problem tej produkcji. Fabuła złożona z serii klisz. To idealna realizacja schematu kina nowej przygody. To pozytywne przesłanie rodem z filmów SF sprzed kilkunastu lat (Zanim nastała era zombie i apokalipsy). Wszystko ładnie rozkłada się w czasie przygodowym (bohaterowie z jednych kłopotów popadają w kolejne). Niestety jest to zwieńczone słabą sceną finałową ograniczoną do niewielkiej przestrzeni, uratowane po części klasycznym „wątkiem poświęcenia”. Zabrakło tu wyrazistego czarnego charakteru, końcowe rozwiązanie problemu okazało się znowu: zbyt proste.

Bracia Wachowscy w Jupiterze. Intronizacji przekombinowali fabularnie, w Krainie Jutra scenarzyści postawili na zbyt ograne schematy, ma się uczucie oglądania filmu jak z lat 90` (jeśliby pominąć efekty specjalne na miarę XXI wieku). Jednak nie zmienna to faktu, że uwielbiamy oglądać wciąż to samo? Lubię pozytywne przesłania dla mnie 7/10. Prędzej wrócę do tego filmu niż przekombinowanego Jupitera. Mimo wszystko warto, nie jest to zmarnowany czas.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Maszyna wynaleziona przed laty przez Waltera pokazywała przyszłość. Ziemia miała ulec zagładzie w wyniku zanieczyszczeń, zaniedbań spowodowanych przez człowieka. Casey w pewnym momencie dochodzi do tego, że to nie musi być przyszłość, że maszyna pokazując taką wizje przyszłości w pewien sposób emitując fale tworzy taką wizję. Maszyna musiała być wyłączona, by mogło nastać lepsze jutro. Okazuje się że Nix o tym wiedział, ale zwątpił w ludzkość, ponieważ pomimo tego, że kreślił taką wizję przyszłości głupi ludzie wciąż nic z tym nie robili. Jego zdaniem zasłużyli na zagładę.
W finalnej scenie Atena zostaje postrzelona ratując Waltera.  Walter gdy uruchamia się program autodestrukcji Ateny (na jej prośbę) wrzuca ja do maszyny, maszyna zostaje zniszczona.
W końcowej scenie wracamy do sceny otwarcia: Walter i Casey zakończyli opowiadanie. Uratowali świat. W rok później wysyłają kolejnych rekruterów ze znaczkami, by wyszukali marzycieli. W  końcowej scenie widzimy kolejnych ludzi, którzy znajdują znaczki, gdy ich dotykają znajdują się nagle w polu. Widzimy grupę ludzi, nowych marzycieli. KONIEC.

sobota, 3 października 2015

Marsjanin – Robinson Crusoe na Marsie

Ridley Scott twórca Obcy - 8 pasażer "Nostromo", Łowcy Androidów, Gladiatora, Robin Hood`a i nowego Prometeusza tym razem, po tym jak i zeszłoroczny Exodus nie odniósł ogromnego sukcesu znowu zajął się tematem "gwiezdnym". Zdecydowanie tym razem wyszedł mu lepiej "powrót do korzeni".

Można by pokusić się o stwierdzenie, że ostatnio mamy również modę (oczywiście mniejszą niż na produkcje o superbohaterach i filmowe wersje baśni) na filmy, których akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej. Nie trzeba zbytnio wysilać „filmowej pamięci” by przywołać zeszłoroczne Interstellar Christophera Nolana, czy Grawitację Alfonso Cuarona sprzed dwóch lat.
Nolan pokusił się o narrację kosmiczno-metafizyczną dotyczącą refleksji nad ludzkością i przetrwaniem gatunku, wykorzystując złożoną narrację. Cuaron nakręcił wizualny majstersztyk, zgarniając statuetki Oscara za muzykę dziwię i montaż. Ridley Scott tworząc Marsjanina postawił na bardziej komercyjną produkcję. Scenariusz realizuje schemat gwiezdnych podróży z serii Huston mamy problem (patrz Apollo 13) miksując to z marsjańską wersją Robinsona Cruzoe.



W NASA sztab ludzi pracuje nad tym by uratować jednego człowieka od pewnej śmierci Pojawiają się znane elementy takie jak: budowanie makiet i rozpracowywania problemu, by nasz rozbitek stworzył potrzebne mu do przeżycia narzędzia, zespól zza monitorów wstrzymujący dech w kluczowych momentach i potem cieszący się w momencie sukcesu, konferencje prasowe, współpraca międzynarodowa, proces decyzyjny NASA, (ratować jednego człowieka, kontynuować misje?).
Rozbitek, Mark Watney (Matt Damon) sam na Marsie rozwiązuje kolejne problemy: trzeba jeść, potrzebna jest woda, potrzebne ogrzewanie, trzeba skomunikować się z NASA i wytrzymać na tyle długo by przybył ratunek. Kolejne problemy, należy rozwiązać, przemyślenia bohatera i sposób jego myślenia przedstawiono w postaci wideo dziennika, zapisywanego dla tych, którzy go odnajdą. Od początku do końca kibicujemy Markowi. To bohater, którego się od pierwszych minut da polubić. Człowiek, który w obliczu beznadziei nie poddawał się, rozwiązywał jeden problem, by zająć się kolejnym. Na tym polega sztuka przetrwania.

Wszystko to już w jakiejś formie było, jednak kto jak kto, ale Ridley Scott wie jak się kręci wysokobudżetowe komercyjne kino. Jest to wielka laurka wystawiona działalności NASA w stylu american way („ratowania jednego z naszych”). Zdjęcia bezkresu Marsa i tego jednego człowieka na wielkiej placencie, kolonizatora (jeśli coś wyhodowałeś to skolonizowałeś) pirata, (zajmując czyjś obiekt na wodach międzynarodowych jesteś piratem) robią wrażenie (Jeden punkcik na czerwonej plamie).Na szczęście jednak nie jest to śmiertelnie poważny film. Całości poczynań Marka towarzyszy muzyka z ubiegłego stulecia, hity lat 70 i 80 (Hot stuff , Abba - tylko taka muzykę na laptopie miała Pani komandor). W wydaniu Matta Damona Mark jest postacią, której kibicuje się od samego początku, żartuje, nie poddaje się, złości, a gdy coś się nie udaje walczy dalej.

Nic nowego, ale trzymanie napięcia i dobrze zrównoważony humor z powagą sytuacji oraz dramatem sprawia, że przez 140 minut to dobra rozrywka. Nie jest to kolejny ponadczasowy Gladiator, ale jako zdecydowany fan SF i gwiezdnych podróży daję w palni zasłużone 8/10. Warto!

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Ostatecznie załoga statku kosmicznego (załoga Marka), zamiast lądować, rozpędza się przy Ziemi (wynik wyliczeń jednego fizyka) zawróciła i poleciała z powrotem na Marsa (wbrew poleceniom NASA, w wyniku glosowania podjęli decyzję, że po niego wracają). W efekcie ogromnego poświecenia gdy w pewnym momencie Mark leci w przestrzeni kosmicznej jak Iron Man (dosłownie, Mark mówi, że jeśli przebije swój skafander przy ręce powietrze sprawi, że będzie mógł latać jak Iron Man) pani komandor łapie go w przestrzeni kosmicznej (podobne ujęcia prób łapania drugiego astronauty w przestrzeni mogliśmy oglądać w Grawitacji). Mark zostaje uratowany. Wszyscy przeżyli i szczęśliwe wrócili na Ziemię. Cały świat kibicował im w tym finalnym momencie misji. Po pól roku widzimy jak Mark rozpoczyna swój pierwszy wykład NASA dla studentów, rozpoczyna się również kolejny program kosmiczny i startuje kolejna wyprawa na Marsa. KONIEC.