Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film przygodowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film przygodowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

Kraina jutra – wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza

Jako zdeklarowany fan SF nie odpuszczam żadnej kinowej „magicznej” nowości. Kraina jutra trafiła na moją listę „must see” jak tylko pojawiły się pierwsze zwiastuny. Wystarczył mi obraz miasta przyszłości, który w oddali szczerego pola (nie oszukujmy się) kojarzy się magicznym zamekiem Disney`a. Ponadto mamy tu znakomitą rozpoznawalną obsadę: Georga Clooney`a (jak wiadomo są fani, którzy pójdą na każdy jego nowy film) i kolejną wschodzącą gwiazdę nowego pokolenia: Britt Robertson (serial Tajemny krąg, ostatnio Najdłuższa podróż) a i stęsknieni fani doktora House`a mogą zobaczyć Hugh Laurie`go.

Dlaczego więc piszę o tym filmie dopiero teraz? Gdy Kraina jutra pojawiła się na ekranach kin niestety recenzje okazały się nieprzychylne, film zaliczył finansową klapę ledwo na siebie zarabiając, mój zapał do obejrzenia tej pozycji osłabł.



Kraina jutra ma dobrą konstrukcję, „klasycznych” przygodowych/fantasy bohaterów. Historię opowiada nam Frank Walker (George Clooney) i Casey Newton (Britt Robertson). Oboje byli wyjątkowi. Frank jako dziecko był „małym wynalazcą”, odkrył Krainę jutra gdy odwiedzał Wystawę Światową. Casey od małego była optymistką, chciała ratować świat. Postawiona przed wyzwaniem, wiedziała, że może to zrobić. Wierzyła w lepsze jutro.

Są dwa wilki, które ciągle walczą.
Jeden to mrok i rozpacz.
Drugi to światło i nadzieja.
Który zwycięży?
Ten, którego karmisz.

Casey pewnego dnia dostaje przypinkę, która jej pokazuje „świat jutra”. Od tego momentu zostaje uruchomiony przygodowy łańcuch wydarzeń: dziewczyna jest ścigana przez roboty, które usiłują ją zabić, szuka drogi powrotu do Krainy jutra. Dołącza do niej Atena, mała dziewczynka, która dała jej znaczek (rakruter) oraz Walter, zniechęcony początkowo naukowiec („mistrz, nauczyciel”, który początkowo nie dopuszcza do siebie „ucznia/wybrańca” – scena gdy Casey usiłuje się dostać do domu Waltera, następnie „moment olśnienia” Waltera i uwierzenie w dziewczynę) i razem muszą uratować świat. Bohaterowie dysponują różną bronią jak zamrażacz czasu, bomby, teleportacjne kule czy rakiety (magiczne rekwizyty).

Co poszło nie tak? Nie wiem, tak jak nie rozumiem klapy finansowej Johna Cartera. Film ten ma wszystkie kliszowe elementy składające się na dobrą historię przygodową, nie jest wybitny, ale były to przyjemnie spędzone 130 minuty. Odpowiedzią może być jedynie zbyt wysoki budżet na zbyt banalną historię.

Scenariusz jest prosty: tworzy się drużyna, którą ścigają „ci źli”, jest presja czasu (zegar, który odlicza czas do jakiegoś wydarzenia), jest wyjątkowy bohater, „wybraniec” Casey, jest przesłanie by dbać o planetę i nie ignorować oznak zmian klimatu, głodu, zanieczyszczenia. Trzeba Wierzyc w lepsze jutro i nie akceptować porażki, ale walczyć, coś z tym zrobić. Są humorystyczne dialogi.

Na tym polega problem tej produkcji. Fabuła złożona z serii klisz. To idealna realizacja schematu kina nowej przygody. To pozytywne przesłanie rodem z filmów SF sprzed kilkunastu lat (Zanim nastała era zombie i apokalipsy). Wszystko ładnie rozkłada się w czasie przygodowym (bohaterowie z jednych kłopotów popadają w kolejne). Niestety jest to zwieńczone słabą sceną finałową ograniczoną do niewielkiej przestrzeni, uratowane po części klasycznym „wątkiem poświęcenia”. Zabrakło tu wyrazistego czarnego charakteru, końcowe rozwiązanie problemu okazało się znowu: zbyt proste.

Bracia Wachowscy w Jupiterze. Intronizacji przekombinowali fabularnie, w Krainie Jutra scenarzyści postawili na zbyt ograne schematy, ma się uczucie oglądania filmu jak z lat 90` (jeśliby pominąć efekty specjalne na miarę XXI wieku). Jednak nie zmienna to faktu, że uwielbiamy oglądać wciąż to samo? Lubię pozytywne przesłania dla mnie 7/10. Prędzej wrócę do tego filmu niż przekombinowanego Jupitera. Mimo wszystko warto, nie jest to zmarnowany czas.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Maszyna wynaleziona przed laty przez Waltera pokazywała przyszłość. Ziemia miała ulec zagładzie w wyniku zanieczyszczeń, zaniedbań spowodowanych przez człowieka. Casey w pewnym momencie dochodzi do tego, że to nie musi być przyszłość, że maszyna pokazując taką wizje przyszłości w pewien sposób emitując fale tworzy taką wizję. Maszyna musiała być wyłączona, by mogło nastać lepsze jutro. Okazuje się że Nix o tym wiedział, ale zwątpił w ludzkość, ponieważ pomimo tego, że kreślił taką wizję przyszłości głupi ludzie wciąż nic z tym nie robili. Jego zdaniem zasłużyli na zagładę.
W finalnej scenie Atena zostaje postrzelona ratując Waltera.  Walter gdy uruchamia się program autodestrukcji Ateny (na jej prośbę) wrzuca ja do maszyny, maszyna zostaje zniszczona.
W końcowej scenie wracamy do sceny otwarcia: Walter i Casey zakończyli opowiadanie. Uratowali świat. W rok później wysyłają kolejnych rekruterów ze znaczkami, by wyszukali marzycieli. W  końcowej scenie widzimy kolejnych ludzi, którzy znajdują znaczki, gdy ich dotykają znajdują się nagle w polu. Widzimy grupę ludzi, nowych marzycieli. KONIEC.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Siódmy Syn – czyli ABC Fantasy

Siódmy syn jest efektem niesłabnącej ostatnio filmowej mody na fantasy, baśnie i since fiction. Na wielki ekran przeniesiono książkę Josepha Denaley`a o tym samym (angielskim) tytule (część pierwsza z 13! Powieść wydana w 2004 roku).

Zaangażowano znanych aktorów do głównych „wspierających ról” (Juliane Moore w roli złej Malakin i Jeff Brigges jako Mistrz Gregory - Stachlarz). Tytułowym siódmym synem został Ben Barnes znany najbardziej z Opowieści z Narni i roli Doriana Graya (nie mylić z Christianem, Barnes zagrał główna role w ekranizacji powieści Oskara Wilde`a).

Na plakacie mamy więc znane twarze, trailer zapowiadała sporą dawkę efektów specjalnych i przygodę. Niestety fabuła była tak boleśnie schematyczna, postaci tak papierowe i przewidywalne, którym w usta wciśnięto tak narzucające się na siłę sentencje, że wydaje nam się jakby reżyser krzyczał: oto film nakręcony na fali mody, którym macie wszystko to co wam się podoba w fantasy, wszystko.



[Możliwe spoilery, ale w trakcie oglądania filmu wszystko można przewidzieć]
  • Młody Tom Ward marzy o wyrwaniu się z monotonnego życia na wsi. Nie chce do końca życia paść świń. Wierzy, że przeznaczone jest mu coś lepszego. Ponadto ma niepokojący dar, czasami miewa wizje przyszłości (Harry Potter, Luke Sywalker, Jupiter z Jupiter Intronizacja, Dawca pamięci, Ender itd). Jest wyjątkowy.
  • W życiu bohatera pojawia się mistrz Gregory, który niedawno stracił swojego ostatniego ucznia. Przybył po siódmego syna, siódmego syna. Gregory chce by Tom został jego nowym uczniem i pomógł mu zgładzić złą królowa Malakin (która dzięki wschodowi czerwonego księżyca wyrwała się z wieloletniego więzienia w którym zamknęła ją Gregory) [może być tez pełnia księżyca, rocznica, specjalny rok, niepotrzebne skreślić], a chłopak widział, że przeznaczone jest mu z nim iść, ponieważ widział go wcześniej w swojej wizji (Obi Wan, Yoda, Profesor Dumbeldore, Gandalf Szary). Żeby scena wyruszenia w podróż była jeszcze bardziej wymowna mistrz płaci za swojego ucznia jego ojcu.
  • Matka naszemu bohaterowi gdy wyrusza w podróż daje medalion (ale może być to pierścień, mapa, miecz świetlny albo znamię).
  • Młody uczeń musi przejść etap szkolenia u swego mistrza i nauczyć się tajników polowania na czarownice, zmory i inne potwory.  Srebro osłabia, przydaje się żelazo, a najlepiej kończyć żywot monstrum go podpalając. Siódmy syn miał na to aż siedem dni, ponieważ podczas pełni Czerwonego księżyca Malakin odzyska pełnię sił. Czas podróży naszych bohaterów jest jasno zdefiniowany (Tylko siedem dni, gdy jego poprzednik był szkolony przez 10 lat) [Harry Potter, Luke Sywalker, Anakin Skywalker, Uczeń czarnoksiężnika].
  • Bohater jest „dorosły” obowiązkowo należy dorzucić tu również piękną dziewczynę, najlepiej niedostępną (by mogło być to uczucie zakazane), której natura sprawi, że nie mogą być razem. Tom poznaje Alice, która jest czarownicą (obowiązkowo ratuje ja z opresji, gdy mieszkańcy miasta chcieli spalić ją na stosie) [ale można kochać również Elfa jakby ktoś nie kojarzył, albo królową Padme). Tych dwoje od początku łączy coś niezwykłego, a nawet pomiędzy ich dłońmi pojawia się niebieska iskra (Młoda czarownica sprawdza, że może to być przeznaczenie, ale tylko pył na dłoniach). Przeznaczenie to w miłości podstawa.
  • Mistrz Gregory ma swoją smutną historią. Popełnił kiedyś błąd. Królowa Malakai kiedyś była jego ukochaną, ale zeszła na ciemną „stronę mocy” (To takie teraz modne, że te złe ale piękne antybohaterki zostały kiedyś zranione i dlatego takie się stały. Patrz zła królowa z Królewny śnieżki i łowcy, Maleficent w wydaniu Angeliny). Mistrz nie chce by uczeń powtarzał jego błędy i zakazuje Tomowi kontaktów z Alice.
  • Okazuje się, że matka Toma nie była zwyczajną kobietą, była czarownicą (Może się też w fantasy okazać, że ojciec był z innej galaktyki, albo rycerzem Yedi, ale że rodzice byli czarodziejami Niepotrzebne skreślić).
  • Młody uczeń wraz ze swym mistrzem nim dotrą do zamku, w którym Malakai zbiera swoich sługusów (zbyt wielu w tak krótkim filmie) idealnie realizując czas przygodowy zabijają kolejnych „wrogów”.
  • Nim mistrz i uczeń dotrą do celu Tom musi przejść moment zwątpienia, czy nadaje się do tego fachu, czy wszystkie czarownice są złe i czy chce się stać taki jak jego mistrz? Na właściwą drogę naprowadza go jego wizja (jeśli nie pomoże Gregorowi to ten zginie).
  • Mistrz Greorgy jest ostatnim pogromcom czarownic (To zawsze musi być ostatni mistrz i na ręce nosi znak przynależności do grupy pogromców. Tatuaże na znak przynależności do grupy to podstawa). Towarzyszy mu też brzydki, ale wierny „ogr”. (może być też Wiery rumak).
  • W trakcie finałowej potyczki uczeń osiąga apogeum swych możliwości i udowadnia że naprawdę jest wyjątkowy.
  • Na końcu mistrz przekazuje pałeczkę swemu uczniowi, by on kontynuował jego pracę.


Gdzieś po drodze i piękna dziewczyna ma wątpliwości, zdradza swe prawdziwe zamiary, mamy tu też poświecenie matki dla córki, słabość mistrza i triumf ucznia w momencie ostatecznej próby. Ponadto smoki są ogromnie w modzie, wiec im więcej tym lepiej, dlatego większość czarowników przemienia się właśnie we smoki.


Uwielbiamy wszystkie te powyższe elementy, ale tak ogromne ich nagromadzenie w niespełna 100 minutowym filmie sprawiło, że wszystko wyszło bardzo umownie. Pragnienie czegoś więcej przez Toma zamyka się w wypowiedzeniu przez niego jedynie zdania ”nie chce do końca życia paść świń”, Nagłe uczucie dwojga młodych). Bridges sili się na humor i nośne sentencje (Nie masz honoru? Jest tak wierny jak brzydki. Złe pytanie. Zadając złe pytanie otrzymasz złą odpowiedź). Juliane Moore jest zła, i piękną, ma niezłe momenty, ale wciąż wypada to bardzo sztucznie gdy na końcu musi okazać skrzywdzoną i zdradzoną.
Nie było tu czasu na zbudowanie postaci. Na początku w filmie zmarnowano kilka minut na scenę uśmiercenia wcześniejszego ucznia mistrza (w tej roli Kit Harington, czyli John Snow z Gry o tron! Ale ma tylko 5 minut na ekranie, wygląda jakby nawet nie musiał zmieniać kostiumu i pojawił się na planie Siódmego syna w przerwie nagrywania Gry o tron).

Nadmierne nagromadzenie „złych” postaci (niedźwiedź, tygrysica, mistrz mieczy) sprawiło, że bohaterowie tylko biegają i zabijają kolejne potwory i nie ma tu ani czasu na zbudowanie więzi pomiędzy mistrzem a uczniem, ani miejsca na zbudowanie świata przedstawionego (umowne dawno temu, średniowiecze).

Możliwe, że w książce było to lepiej poprowadzone, a postaci bardziej rozbudowane, jednak w filmie dostaliśmy szereg obowiązkowych scen, które prowadzą nas liniowo punkt po punkcie od początku do końca do zapowiadanego finału. Bardzo dobre efekty specjalne i w dobrej formie Barnes (przystojniak). Można obejrzeć, dla fanów fantasy, zapominając że do jednego worka wrzucono wszystkie elementy historii o bohaterze, który dowiaduje się, że jest niezwykły i pisane mu są czyny wielkie 6/10.



niedziela, 21 września 2014

Więzień labiryntu – przygoda wraz z „drugim dnem” na dobrym poziomie

Po obejrzeniu Więźnia Labiryntu mogę powiedzieć jedno: Panie i Panowie mamy następcę Igrzysk śmierci tylko tym razem głównym bohaterem jest nie odważna (wyjątkowa) dziewczyna, ale wyjątkowy chłopak. Możemy powoli żegnać się z Katniss i zacząć kibicować Thomasowi. Więzień labiryntu jest oczywiście częścią pierwszą trylogii książkowej, która zgodnie z ostatnio panującą modą na ekranizacje książek dla nastolatków trafiła do kin. Cykl Więzień Labiryntu autorstwa Jamesa Dashnera składa się z trzech części: Więzień labiryntu, Próby ognia,  Lęk na śmierć. Na szczęście tym razem nie mamy tu wątku utopijnego, który po obejrzeniu Igrzysk śmierci, Niezgodnej czy najnowszego Dawcy pamięci mógł nam już nieco spowszednieć, ale bardzo dobry film, który można by podpiąć pod kategorię surivalu (sztuka przetrwania) przynajmniej w tej części pierwszej, bo w całości zapowiada się na SPOILER serię postapokaliptyczną.




Główny bohater Thomas budzi się w jadącej w górę windzie. Gdy otwierają się drzwi widzi kilkudziesięciu młodych chłopaków. Thomas podobnie jak reszta nie pamięta niczego poza swoim imieniem. Okazuje się, że znajduje się w środku Labiryntu, gdzie młodzi chłopcy stworzyli wspólnotę, mają swojego lidera, każdy ma przydzielone zadanie by udało im się wspólnie przeżyć w tym specyficznym „więzieniu”, gdzie nie wiedzą kto i dlaczego ich umieścił. Specjalna grupa biegaczy codziennie próbuje znaleźć drogę do wyjścia przez labirynt, w którym w nocy grasują potwory (tzw. Bóldożercy, których ukłucie sprawia, że ofiara staje się zainfekowana i umiera szaleńczo majacząc). Wraz z przybyciem Thomasa jednak wszystko się zmienia. Thomas łamie zasady rządzące społecznością (nikomu poza biegaczom nie wolno wchodzić do labiryntu), a wraz z kolejną dostawą pojawia się dziewczyna, która zna Thomasa. Jednak nic nie jest takim jakim nam się wydaje…

Film do pewnego stopnia jest mieszanką Władcy Much Williama Godlinga (Grupa nastolatków próbująca przeżyć, tworząca zorganizowana społeczność, gdzie liderem jest „ten, który przybył pierwszy”, mają jasne zasady, których nie można łamać, karą jest zamknięcie, konflikt przywódców, rytualne spotkanie przy ognisku, inicjacja nowego członka grupy, wprowadzenie itd.) z The Cube (wątek labiryntu/pułapki z ruchomymi częściami i próby rozgryzienia „układu”) czy Eksperymentu (oryginalny niemiecki Das Eksperiment i jego amerykański Remake – wątek badania psychologiczno/socjologicznego) i podobnego w koncepcji Pokoju śmierci (bardzo luźne skojarzenie).

Więzień labiryntu w przeciwieństwie do ciągle tu przywoływanych Igrzysk śmierci, czy Niezgodnej (gdzie realizowany jest schemat wyboru/ losowania./ rytuału przejścia, etapu przygotowania do próby, który  kończy się finalnym sprawdzianem) rządzi się czasem przygodowym, gdzie Thomas przeżywa kolejne „przygody” (atak zainfekowanego nastolatka, wbiegniecie do Labiryntu – bardzo dobra sekwencja walki z Bóldożercą, kolejna próba eksploracji labiryntu, nocny atak itd.), przerywanym sekwencjami „spokoju” gdzie Thomas próbuje znaleźć swoje miejsce we wspólnocie, chce odpowiedzi na pytanie skąd się wszyscy wzięli w labiryncie i dlaczego? Kto im to zrobił? Czy jest wyjście z labiryntu? Napięcie jest odpowiednio stopniowane i nie ma tu czasu na niejakie zapychacze. Pomimo pojawienia się wśród chłopaków dziewczyny nie zaserwowano nam tu ostatnio wszędzie dodawanego wątku romansowego na siłę (patrz Dawca pamięci, gdzie dodano na siłę wątek romansowy, choć nie było tego w książce). Nie było na to czasu, ponieważ bohaterowie muszą walczyć o przeżycie. Dostajemy dużo akcji i przygody. Zdecydowanie jednak w przypadku Więźnia Labiryntu broni się sama w sobie fabuła, ponieważ to nie tylko "zwykła" akcja, ale również posiadająca drugie dno historia, w której pokazano schematy rządzące się hermetyczną społecznością, poruszono motyw wybrańca, testu , a zapowiada się w kolejnej części na o wiele więcej.

Z plakatu nie patrzy na nas żadna znana twarz, mająca promować film (patrz Jeff Bridges i Meryl Streep w Dawcy pamięci, Kate Winslet w Niezgodnej), bo główne role grają młodzi aktorzy, którzy poradzili sobie bardzo dobrze. Dylan O`Brienn znakomicie się sprawdził w roli Thomasa (chłopak całkiem dobrze zagrał skonfundowanie, zagubienie, czy determinację i da się lubić o wiele bardziej niż Brenton Thwaites w Dawcy). Nieco bardziej rozpoznawalny dla Fanów Gry o tron może być Thomas Brodie-Sangster (grał Jojena Reeda), zdecydowanie chłopak z potencjałem, a Willa Poultera (Gally) można było zobaczyć w tym roku również w Millerach.


Pod względem efektów specjalnych film również nie rozczarowuje. Labirynt jest imponujący (poruszające się kamienie, potwory, świetne końcowe ujęcie labiryntu). Kolejna cześć zapowiada się równie interesująco i oby ją nakręcili (trzymam kciuki za dobry wynik Boxoffice`u). W kategorii ostatnio popularnych filmów o nastolatkach zdecydowanie polecam. Bardzo mocne 8/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE


Po nocnym ataku Bólożerców, podczas którego ginie Alby, Thomas postanawia wejść do Labiryntu i spróbować przejeść przez otwór, który wcześniej odkryli w nowej strefie wraz z Minho. Gally sprzeciwie się temu planowi, chce by wszystko było jak dawniej i obwinia za zmiany Thomasa. Thomasowi udaje się przekonać sporą grupę chłopaków i wspólnie wraz Teresą wyruszają w głąb labiryntu, mając klucz, który uzyskali po zabiciu Bólożercy. Gally i kilku mu najwierniejszych chłopaków zostają. Grupa biegnie przez Labirynt. Pojawiają się Bóldożercy. Wszyscy starają się umożliwić Chuckowi i Teresie dotarcie do drzwi. Okazuje się, że do otwarcia drzwi potrzebny jest kod. Minho podaje Teresie układ stref labiryntu – to właściwy kod. Drzwi się otwierają i pozostali przy życiu członkowie drużyny przechodzą przez drzwi i wchodzą do ciemnego korytarza, w którym zapalają się światła. Znajdują drzwi z napisem „Exit” (jeden z chłopaków słusznie komentuje: „Serio?”). Wchodzą do „laboratorium”/„centrum badawczego”, który pojawiał się w snach Thomasa. Znajdują martwych naukowców. Odtwarzają film. Na filmie przewodnicząca centrum badawczego wyjaśnia, że świat uległ zniszczeniu w wyniku spalenia słońcem, ale również pojawił się dziwny wirus atakujący mózg. Ich zamknięcie w labiryncie było formą testu, próbą odnalezienia lekarstwa, ponieważ więźniowie labiryntu byli wyjątkowi. To był pierwszy etap. Przewodnicząca w momencie wejścia żołnierzy strzela sobie z pistoletu w głowę – koniec odtworzonego nagrania. W Sali pojawia się Gally, mówi im, że nie mogą uciec (został dźgnięty). Strzela. Thomasa zasłania Chuck. Chuck umiera. A Gally zostaje przebity włócznią, umiera. Do Sali wpadają żołnierze, wyciągają nastolatki z budynku i wsadzają do helikoptera. Żołnierz ściąga kominiarkę i mówi, że są bezpieczni i wszystko będzie dobrze. Z helikoptera Thomas i reszta widzą pustynię wokół ogromnego kompleksu Labiryntu i lecą w kierunku posapokaliptycznych ruin miasta. W końcowej scenie widzimy kierowniczkę projektu zmywającą z siebie ślady krwi. To co wszyscy zobaczyli na filmie w centrum to była mistyfikacja. „Przedstawienie” dla więźniów labiryntu. Kierowniczka mówi, że nie spodziewała się, że tak duża grupa przejdzie pierwszy etap, że wszystko poszło zgodnie z planem i pora rozpocząć drugi etap. Wciąż nie wiadomo o co chodzi (czy wyjaśnienie o postapokalipsie i wirusie to prawda, czy też kłamstwo?), a kolejna cześć zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. KONIEC.

sobota, 10 maja 2014

Pompeje – standard kina historycznego

Po Pompejach nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego. Przygotowana byłam na widowiskowe efekty specjalne, historię w „klimatach” starożytności jakich wiele już widzieliśmy na ekranie. Ponieważ mam słabość do kina przygodowego, bazującego na historii i mitologii greckiej obejrzałabym ten film nawet gdyby głównej roli nie grał tu Kit Haringtona (John Snow z Gry o Tron!). Film wyreżyserował Paul W.S. Anderson który na swoim koncie ma głównie głośne rozrywkowe filmy (Seria Resident Evil, Trzej muszkieterowie). 



Dlatego też Pompeje są tworem komercyjnym i schematycznym w 100%. Jako pretekst do pokazania historii Milo, gladiatora wykorzystano tu historyczny wybuch Wezuwiusza w 79 roku [Popiół wulkaniczny, który zasypał Pompeje utrwalił budowle, przedmioty, a nawet ludzi, dzięki czemu zachowały się do współczesnych czasów i stały się źródłem informacji dotyczącym wielkości miasta i sposobu życia w Starożytnym Rzymie]. Przez cały seans wiemy, że musi dojść do wybuchu wulkanu. Ludzie ignorują i bagatelizują oznaki nadchodzącego niebezpieczeństwa jak na gatunkowe kino katastroficzne przystało. (Mury pękają, koń zostaje spłoszony, nikt nie wierzy, że grozi im niebezpieczeństwo). Fabularnie film boleśnie przypomina historię znaną nam z Gladiatora. Nie poznajemy imienia bohatera, wszyscy nazywają go Celtem. Bohater przedstawia się dopiero gdy nawiązuje „przyjaźń” z drugim, oczywiście czarnoskórym gladiatorem (taka mieszanka Kriksosa i Doctore ze Spartakusa). Na arenie kazano gladiatorom odtworzyć historyczną walkę wymordowania plemienia koniuszy i oczywiście pomimo przewagi przeciwników bohaterom udaje się wygrać w walce, którą z założenia mieli przegrać. (Nawet słowa Corvusa są tu kalką słów Kommodusa z Gladiatora: „Nie tak to zapamiętałem”). Ponadto mamy tu wątek zakazanego uczucia do arystokratki, zemsty na człowieku, który wymordował Milo rodzinę i nawet wkroczenie Rzymianina na arenę by zmierzyć się z bohaterem w trakcie Igrzysk. Początek filmu jest wzniosły (niewinne oczęta chłopca patrzącego na śmierć matki i ojca), Milo jest ostatnim celtyckim przedstawicielem plemienia koniarzy. Pierwsze spotkanie arystokratki i bohatera jest niezwykle romantyczne i dzięki jednemu spojrzeniu i wspólnemu okazaniu miłosierdzia koniowi potem oboje są gotowi na ogromne wzajemne poświęcenie. Ich relacje wydają się niezwykle platoniczne i jakoś trudno uwierzyć w ich gorące uczucie. Romans ten jest niezwykle umowny. Najbardziej wyrazistym bohaterem jest tu jedynie Corvus (Keifer Sutherland,)
Jednak jednego temu filmowi nie można odmówić. Jest to widowiskowy obraz wybuchu wulkanu, walącego się miasta,paniki ludzi (nielogicznie jednak są pojedynki na śmierć i życie, zamiast ucieczki, kiedy miasto zalewa lawa wulkaniczna). Pompeje wyglądają imponująco i widać tu ogromny budżet przeznaczony na efekty specjalne, ale nic więcej. Scenariusz banalny. Wszystko to już było (choć czasami nie jest to takie złe), ale w filmie tym nie było nic więcej.
Do obejrzenia, ale tylko dla fanów „starożytnych” historii. Jedynie zakończenie mnie nie rozczarowało. Lubię właściwie oglądać wciąż to samo, bardzo na wyrost, ale jednak ani się nie wynudziłam, ani się nie niecierpliwiłam podczas seansu, ani się nie rozczarowałam bo oczekiwałam komercji, a chciałam zobaczyć Haringtona w czymś innym poza Grą o tron 7/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Podczas Igrzysk dochodzi do Wybuchu wulkanu. Arena się zapada. Giną rodzice Cassi, jednak Corvusowi udaje się przeżyć (ostatecznie on dobija ojca Cassi). Milo postanawia ratować Cassię, która została zamknięta w willi Corvusa. Wszyscy w panice chcą opuścić miasto. Atticus wypuszcza niewolników i udaje się w stronę portu. Milo odnajduje Cassię, budynek się zawala, ginie służąca Cassi. Milo i Cassia wracają do miasta. Wielka fala zalewa statki. Jedyną drogą ucieczki okazuje się wyruszenie w góry. Milo i Atticus spotykają się w mieście (jasne, panika, ogromne miasto, a im udaje się na siebie wpaść w tym tłumie). Potrzebują koni. Wracają na arenę. Na arenie muszą zmierzyć się z Corvusem i jego żołnierzem. Atticus staje do walki z rzymianinem, gotowy umrzeć jako wolny człowiek. Corvus porywa Cassię i ucieka rydwanem. Milo ich dogania, walczy z Corvusem. Postanawia go zostawić by zginął wraz z miastem. Milo i Cassia uciekają na jednym koniu. Miasto się wali. Dojeżdżają na wzgórze. Milo staje i każe Cassi uciekać dalej samej, ponieważ koń nie da rady wieźć ich oboje. Cassia nie chce go zostawić. Postanawiają umrzeć razem. Całują się na wzgórzu, zasypuje ich popiół wulkaniczny. Koniec. Gdyby udało im się jednak uciec byłabym o wiele bardziej rozczarowana, ponieważ byłby to szczyt komercyjnego happy endu.

Podobne do:
  • Gladiator
  • Immortals. Bogowie i herosi
  • Tarcie Tytanów
  • Gniew Tytanów
  • 300
  • Książę Persji: Piaski czasu
  • Rzym (serial)
  • Spartakus (serial)

wtorek, 3 lipca 2012

Podróż na tajemniczą wyspę – ABC kina przygodowego


Urokiem filmów takich jak Podróż na tajemniczą wyspę jest ich niesamowicie przejrzystą realizacja schematu gatunkowego. Punkt po punkcie realizują wszystkie elementy składające się na standardową fabułę. Ten film familijny to idealna realizacja gatunku kina przygodowego/powieści przygodowej o zaginionym skarbie/lądzie.

  1. Niepokorny bohater spragniony przygód.

Sean Anderson jest zbuntowanym nastolatkiem niezadowolonym z faktu przeprowadzki do nowego miasta, nie przepada za swoim ojczymem.

  1. W ręce bohatera musi trafić mapa, dziennik, list, które skłonią go do wyruszenia w podróż.

Sean odebrał przekaz radiowy, który był zakodowany. W domu próbuje go rozszyfrować.

  1. Bohater musi mieć drużynę, która będzie mu pomagać w przezwyciężaniu trudności, które czekają go na wyprawie.

Ojczym Seana Hank służył w marynarce, aby zacieśnić nieco więzy między nim a Seanem chce mu pomóc w rozszyfrowaniu kodu. Przekaz radiowy zawierał wskazówki dotyczące trzech powieści (Podróże Guliwera Jonathana Swifta, Wyspa skarbów Roberta Louisa Stevensona i Podróż na tajemniczą wyspę Juliusza Verne`a). Sean oczywiście bez trudu rozszyfrował wskazówki i tak się składało, że miał w domu te trzy książki (w jego rodzinie wszyscy interesowali się powieściami Verne`a, byli vernistami). Wszystkie zawierały mapy opisywanych wysp. Co jeśli chodzi o jedna wyspę? Wystarczyło pod światło nałożyć trzy mapki i otrzymali jedną wyspę ze współrzędnymi ( tak się składa, że Hank jest kryptologiem).

  1. Bohater musi wyruszyć w podróż by ratować zaginionego  krewnego.

Przekaz radiowy musiał wysłać dziadek Seana, od dawna się nie odzywał, był zapalonym podróżnikiem. Sean chce go ratować. Hank nie bardzo wierzy w to, ze to mapa prowadząca na zaginioną wyspę, ale wyrusza w podróż z Seanem by zbliżyć się do pasierba.

  1. Drużyna odkrywców powinna składać się z podróżnika, który potrafi rozszyfrowywać wskazówki, mięśniaka do obrony, ciamajdę, która będzie ich wprowadzała w kłopoty i piękną kobietę, którą trzeba będzie ratować.

Sean i Hank wynajmują helikopter żeby dostać się na wyspę. Nikt nie chciał ich tam zawieść oprócz Gabato i jego córki Kailani.

  1. Bohaterowie muszą dostać się na wyspę w skutek katastrofy i nie mieć możliwości powrotu.

Helikopter się rozbija, nic nikomu się nie stało, znajdują się na wyspie.

  1. Bohaterowie eksplorują wyspę, unikając niebezpieczeństw

Muszą zmierzyć się z ogromną jaszczurką.

  1. Odnajdują zaginionego krewnego

Dziadek się znajduje. Urządził się na wyspie, ma domek na drzewie, radio, z którego nadać sygnał można dopiero po upływie dwóch tygodni kiedy satelity będą odpowiednio ustawione..

  1. Nie mogą zostać na wyspie, musi istnieć presja czasu determinująca ich do przemieszczania się i eksplorowania wyspy.

Tak się składa, że wyspa się zapada a dziadek źle wyliczył tępo zatapiania i mają niecały dzień, żeby uciec z wyspy.

  1. Kolejne przygody, poszukiwanie wyjścia, ktoś powinien zostać ranny.

Loty na ogromnych pszczołach, znalezienie dziennika kapitana Nemo, poszukiwania Nautilusa. Przy okazji wszyscy wykazują się bohaterstwem.

  1. Szczęśliwy powrót do domu


Podróż na tajemniczą wyspę ogląda się bardzo przyjemnie. Wyspa jest kolorowa (grafika komputerowa na wysokim poziomie), ogromne pszczoły, małe słonie, kolorowe ptaki, piękna rafa koralowa. Fabuła nie była zbyt zaskakująca, momentami bardzo naiwna (po katastrofie znajdują się na wyspie. Nikt nie panikuje, rozpacza, ze spokojem postanawiają poszukać pożywienia, chłopak chce eksplorować niebezpieczną wyspę, reszta się zgadza).To zlepek znanych wątków przygodowych (Kapitan Nemo, Atlandyta, wulkan na środku wyspy) ale ogłada się bardzo przyjemnie dzięki zabawnym pociesznym dialogom i banalnym sentencjom.

Królowa Izabela nie zabrała się z Kolumbem

Wolałbym płynąc  Tytanic`iem

- Co to było?
- To koszmarne jaskiniowe dźwięki idź dalej, idź.


Tam gdzie jest problem jest i rozwiązanie.


- Zejdź
- A dlaczego?
- Ponieważ ubezpieczenie nie pokrywa upadku z pszczoły.



Lekka rozrywka na wieczór 6/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Udaje im się wydostać z wyspy na pokładzie łodzi Kapitana Nemo, sześć miesięcy później Gabato ma swoją własna firme, Córka poszła na studia, tak się składa w mieście Seana gdzie się z nim spotyka. Dziadzio wraca z nowej przygody i na urodziny Seana daje mu „Z ziemi na księżyc” Verne`a.


niedziela, 19 lutego 2012

Trzej muszkieterowie – „W” jak widowisko!

Trzej muszkieterowie – film będący instruktarzem, jak nakręcić produkcję spełniającą oczekiwania przeciętnego zjadacza chleba (ekhm oglądacza znaczy się). Jak przystało na film kostiumowy w pierwszej scenie należy pobieżnie przedstawić tło historyczne, zarzucić tytułami rozpoznawalnych postaci historycznych (kardynał Richelieu, król Henryk (nieistotne, który), królowa Anna). Następnie przedstawić muszkieterów. Kilka widowiskowych scenek,  zamaskowanych postaci (Tak buduje się napięcie?) pokonujących kilku wrogów i wtedy ukazujących twarze [Nie to pewnie tylko ja, ale w drugiej scenie jakby mnie ktoś kopnął nawiązaniem do Lorda Vadera z Gwiezdnych wojen]. Banalne zabiegi w postaci literalnych informacji: rok później, trzy dni później. Nie oszukujmy się. Raczej należy unikać tak banalnego informowania widza o przebiegu wydarzeń. Te szerokie panoramy na Paryż, te tłumy statystów (albo postaci wygenerowanych komputerowo who knows…?). Czyste przestronne komnaty Wersalu. Przestrzeń w tym filmie przypomina raczej tę baśniową niźli historycznie realną, zwłaszcza jeśli doda się do tego latające statki według projektu Leonarda Da Vinci (projektu wykradzionego z tajemnego skarbca w Wenecji, gdzie trzeba było unikająć kilku pułapek, włączywszy w to  tunel naszpikowany bronią palną w ścianach).  
Teoretycznie rzecz biorąc jeśli mamy film historyczny, to zbędne nam będą efekty specjalne rodem z filmów SF. Nic podobnego. Spektakularne wybuchy, buzująca woda, sceny walk  na szpady z efektami slow motion niczym ze starego dobrego Matrixa. Milla Jovovich na kamiennym posagu nieco roznegliżowana evil Lady włamująca się by wykraść naszyjnik królowej zabezpieczony tak, że nie powstydziliby się takich zabezpieczeń w biurach CIA. Pojedynek na dachu dwóch zażartych wrogów, do którego dochodzi w końcowych scenach.

W tym oto świecie nasi starzy znajomi Portos, Atos i Aramis. D`Artagnan pierwszego dnia wyzywa na pojedynek trzech muszkieterów (jeden pojedynek na godzinę). Niedorosły król Henryk -  zabawne nieporadne dziecko zainteresowane jedynie strojami (Co się teraz nosi zielony czy niebieski? Co Nosi Buckingham?) gdy przed jego nosem knują polityczną intrygę. Kardynał zły i manipulujący władcą. Niewinna śliczna, wierna królowa i jej równie urodziwa służka Constance, która jednym pocałunkiem potrafi przekonać muszkietera by wyruszył wykonać misję niemal niemożliwą. Zranione serce muszkietera i walka ku czci ojczyzny. Dialogi niezwykle wzniosłe i romantyczne:

Zawsześ taki zuchwal?
Tylko we wtorki i gdy patrzy piękna kobieta.
Więc uważasz, że jestem piękna?
Akurat mamy wtorek.

Historia muszkieterów i naszyjnika królowej Anny jest wszystkim znana. Jeśli nie z powieści Dumasa, to z niejednej z wcześniejszejszych ekranizacji (było ich już wiele). Cóż, dla wyznawców starych dobrych, muszkieterów ten film to z pewnością profanacja, kpina, żart naszpikowany efektami specjalnymi i serią nieprawdopodobnych wydarzeń, z historią o postaciach tak jednoznacznie czarno-białych, wybieloną postacią królowej, z uproszczonymi motywacjami postępowania wszystkich postaci. Film ten przypomina bajkę naszpikowaną akcją dla dziesięciolatków.
Jednak dla pragnących lekkiej rozrywki, to jest to 100 minut ciągłej akcji, w którym gra Milla Jovovich i Orlando Bloom.
Cóż mogę poradzić? W kategoriach czystej rozrywki 7/10. W kategoriach kunsztu aktorskiego, fabuły, prawdopodobieństwa, wierności powieści…lepiej nie wspominać. Niemniej polecam, obejrzane z przyjemnością bez minuty wiercenia się i znużenia. Ehhh te sentymenty. Kochamy oglądać wciąż to samo a hollywoodzcy producenci doskonale to wiedzą i zostawili sobie furtkę do nakręcenia kontynuacji.


Jeden za wszystkich.
Wszyscy za jednego!