niedziela, 21 września 2014

Więzień labiryntu – przygoda wraz z „drugim dnem” na dobrym poziomie

Po obejrzeniu Więźnia Labiryntu mogę powiedzieć jedno: Panie i Panowie mamy następcę Igrzysk śmierci tylko tym razem głównym bohaterem jest nie odważna (wyjątkowa) dziewczyna, ale wyjątkowy chłopak. Możemy powoli żegnać się z Katniss i zacząć kibicować Thomasowi. Więzień labiryntu jest oczywiście częścią pierwszą trylogii książkowej, która zgodnie z ostatnio panującą modą na ekranizacje książek dla nastolatków trafiła do kin. Cykl Więzień Labiryntu autorstwa Jamesa Dashnera składa się z trzech części: Więzień labiryntu, Próby ognia,  Lęk na śmierć. Na szczęście tym razem nie mamy tu wątku utopijnego, który po obejrzeniu Igrzysk śmierci, Niezgodnej czy najnowszego Dawcy pamięci mógł nam już nieco spowszednieć, ale bardzo dobry film, który można by podpiąć pod kategorię surivalu (sztuka przetrwania) przynajmniej w tej części pierwszej, bo w całości zapowiada się na SPOILER serię postapokaliptyczną.




Główny bohater Thomas budzi się w jadącej w górę windzie. Gdy otwierają się drzwi widzi kilkudziesięciu młodych chłopaków. Thomas podobnie jak reszta nie pamięta niczego poza swoim imieniem. Okazuje się, że znajduje się w środku Labiryntu, gdzie młodzi chłopcy stworzyli wspólnotę, mają swojego lidera, każdy ma przydzielone zadanie by udało im się wspólnie przeżyć w tym specyficznym „więzieniu”, gdzie nie wiedzą kto i dlaczego ich umieścił. Specjalna grupa biegaczy codziennie próbuje znaleźć drogę do wyjścia przez labirynt, w którym w nocy grasują potwory (tzw. Bóldożercy, których ukłucie sprawia, że ofiara staje się zainfekowana i umiera szaleńczo majacząc). Wraz z przybyciem Thomasa jednak wszystko się zmienia. Thomas łamie zasady rządzące społecznością (nikomu poza biegaczom nie wolno wchodzić do labiryntu), a wraz z kolejną dostawą pojawia się dziewczyna, która zna Thomasa. Jednak nic nie jest takim jakim nam się wydaje…

Film do pewnego stopnia jest mieszanką Władcy Much Williama Godlinga (Grupa nastolatków próbująca przeżyć, tworząca zorganizowana społeczność, gdzie liderem jest „ten, który przybył pierwszy”, mają jasne zasady, których nie można łamać, karą jest zamknięcie, konflikt przywódców, rytualne spotkanie przy ognisku, inicjacja nowego członka grupy, wprowadzenie itd.) z The Cube (wątek labiryntu/pułapki z ruchomymi częściami i próby rozgryzienia „układu”) czy Eksperymentu (oryginalny niemiecki Das Eksperiment i jego amerykański Remake – wątek badania psychologiczno/socjologicznego) i podobnego w koncepcji Pokoju śmierci (bardzo luźne skojarzenie).

Więzień labiryntu w przeciwieństwie do ciągle tu przywoływanych Igrzysk śmierci, czy Niezgodnej (gdzie realizowany jest schemat wyboru/ losowania./ rytuału przejścia, etapu przygotowania do próby, który  kończy się finalnym sprawdzianem) rządzi się czasem przygodowym, gdzie Thomas przeżywa kolejne „przygody” (atak zainfekowanego nastolatka, wbiegniecie do Labiryntu – bardzo dobra sekwencja walki z Bóldożercą, kolejna próba eksploracji labiryntu, nocny atak itd.), przerywanym sekwencjami „spokoju” gdzie Thomas próbuje znaleźć swoje miejsce we wspólnocie, chce odpowiedzi na pytanie skąd się wszyscy wzięli w labiryncie i dlaczego? Kto im to zrobił? Czy jest wyjście z labiryntu? Napięcie jest odpowiednio stopniowane i nie ma tu czasu na niejakie zapychacze. Pomimo pojawienia się wśród chłopaków dziewczyny nie zaserwowano nam tu ostatnio wszędzie dodawanego wątku romansowego na siłę (patrz Dawca pamięci, gdzie dodano na siłę wątek romansowy, choć nie było tego w książce). Nie było na to czasu, ponieważ bohaterowie muszą walczyć o przeżycie. Dostajemy dużo akcji i przygody. Zdecydowanie jednak w przypadku Więźnia Labiryntu broni się sama w sobie fabuła, ponieważ to nie tylko "zwykła" akcja, ale również posiadająca drugie dno historia, w której pokazano schematy rządzące się hermetyczną społecznością, poruszono motyw wybrańca, testu , a zapowiada się w kolejnej części na o wiele więcej.

Z plakatu nie patrzy na nas żadna znana twarz, mająca promować film (patrz Jeff Bridges i Meryl Streep w Dawcy pamięci, Kate Winslet w Niezgodnej), bo główne role grają młodzi aktorzy, którzy poradzili sobie bardzo dobrze. Dylan O`Brienn znakomicie się sprawdził w roli Thomasa (chłopak całkiem dobrze zagrał skonfundowanie, zagubienie, czy determinację i da się lubić o wiele bardziej niż Brenton Thwaites w Dawcy). Nieco bardziej rozpoznawalny dla Fanów Gry o tron może być Thomas Brodie-Sangster (grał Jojena Reeda), zdecydowanie chłopak z potencjałem, a Willa Poultera (Gally) można było zobaczyć w tym roku również w Millerach.


Pod względem efektów specjalnych film również nie rozczarowuje. Labirynt jest imponujący (poruszające się kamienie, potwory, świetne końcowe ujęcie labiryntu). Kolejna cześć zapowiada się równie interesująco i oby ją nakręcili (trzymam kciuki za dobry wynik Boxoffice`u). W kategorii ostatnio popularnych filmów o nastolatkach zdecydowanie polecam. Bardzo mocne 8/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE


Po nocnym ataku Bólożerców, podczas którego ginie Alby, Thomas postanawia wejść do Labiryntu i spróbować przejeść przez otwór, który wcześniej odkryli w nowej strefie wraz z Minho. Gally sprzeciwie się temu planowi, chce by wszystko było jak dawniej i obwinia za zmiany Thomasa. Thomasowi udaje się przekonać sporą grupę chłopaków i wspólnie wraz Teresą wyruszają w głąb labiryntu, mając klucz, który uzyskali po zabiciu Bólożercy. Gally i kilku mu najwierniejszych chłopaków zostają. Grupa biegnie przez Labirynt. Pojawiają się Bóldożercy. Wszyscy starają się umożliwić Chuckowi i Teresie dotarcie do drzwi. Okazuje się, że do otwarcia drzwi potrzebny jest kod. Minho podaje Teresie układ stref labiryntu – to właściwy kod. Drzwi się otwierają i pozostali przy życiu członkowie drużyny przechodzą przez drzwi i wchodzą do ciemnego korytarza, w którym zapalają się światła. Znajdują drzwi z napisem „Exit” (jeden z chłopaków słusznie komentuje: „Serio?”). Wchodzą do „laboratorium”/„centrum badawczego”, który pojawiał się w snach Thomasa. Znajdują martwych naukowców. Odtwarzają film. Na filmie przewodnicząca centrum badawczego wyjaśnia, że świat uległ zniszczeniu w wyniku spalenia słońcem, ale również pojawił się dziwny wirus atakujący mózg. Ich zamknięcie w labiryncie było formą testu, próbą odnalezienia lekarstwa, ponieważ więźniowie labiryntu byli wyjątkowi. To był pierwszy etap. Przewodnicząca w momencie wejścia żołnierzy strzela sobie z pistoletu w głowę – koniec odtworzonego nagrania. W Sali pojawia się Gally, mówi im, że nie mogą uciec (został dźgnięty). Strzela. Thomasa zasłania Chuck. Chuck umiera. A Gally zostaje przebity włócznią, umiera. Do Sali wpadają żołnierze, wyciągają nastolatki z budynku i wsadzają do helikoptera. Żołnierz ściąga kominiarkę i mówi, że są bezpieczni i wszystko będzie dobrze. Z helikoptera Thomas i reszta widzą pustynię wokół ogromnego kompleksu Labiryntu i lecą w kierunku posapokaliptycznych ruin miasta. W końcowej scenie widzimy kierowniczkę projektu zmywającą z siebie ślady krwi. To co wszyscy zobaczyli na filmie w centrum to była mistyfikacja. „Przedstawienie” dla więźniów labiryntu. Kierowniczka mówi, że nie spodziewała się, że tak duża grupa przejdzie pierwszy etap, że wszystko poszło zgodnie z planem i pora rozpocząć drugi etap. Wciąż nie wiadomo o co chodzi (czy wyjaśnienie o postapokalipsie i wirusie to prawda, czy też kłamstwo?), a kolejna cześć zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. KONIEC.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Dawca pamięci - Książka a film. Kolejna produkcja nakręcona w stylu Niezgodnej i Igrzysk śmierci

Na ekrany kin weszła ekranizacja kolejnej powieści podejmującej tematy utopijne i dylematy nastolatków, które nie wpasowują się w społeczeństwo przyszłości. Powieść Lois Lowry jest określana jako Orwellowski Rok 1984 w wersji „dla dzieci”. Można odnaleźć elementy wspólne dla obu powieści: nomomowa, wyeliminowanie ze społeczeństwa uczuć i pociągu fizycznego, wszechobecne podsłuchy, kamery i ekrany wymuszające posłuszeństwo i przypominające  o zasadach rządzących tym społeczeństwem. jest oczywiście też kilka innych filmów, w których można odnaleźć jakieś podobieństwo do Orwellowskiej antyutopii (wspominałam o tym przy okazji tekstu o Wyścigu z czasem) i porównywanie tej powieści do klaski literatury jest chyba trochę na wyrost. Raczej do zekranizowania powieści Lowry doszło pod wpływem popularności Igrzysk śmierci i ostatnio Niezgodnej i generalnie dystopii przyszłości.



Nie sposób  nie odnaleźć elementów wspólnych tych powieści (i tym samym filmów). We wszystkich tych filmach mamy do czynienia z bohaterem, który na początku bierze udział w jakiejś ceremonii wyboru/rytuale przejścia, w skutek której bohater zostaje przydzielony do nowej grupy (podział na grupy i ceremonia przydziału, oraz watek ‘braku przynależności” bohatera  to największe podobieństwo Niezgodnej do Dawcy pamięci). Ponadto producenci zrobili celowo wszystko by właśnie upodobnić Dawcę pamięci do Niezgodnej i Igrzysk śmierci. Tym razem w filmie zamiast zbuntowanej nastolatki mamy wyróżniającego się w społeczeństwie nastolatka Jonasa, który podczas rytualnej ceremonii dowiaduje się, że wyznaczono mu wyjątkową rolę "biorcy pamięci" (Resciver). W książce bohater był dwunastolatkiem, w filmie natomiast mamy bohaterów co najmniej szesnasto-siedemnasto letnich, ponieważ dodano specjalnie watek romansowy (którego w książce nie było) [Spory błąd castingowy pod względem wieku aktora (choć zagrał całkiem ok) odgrywającego rolę Jonasa – Brenton Thwaites ma 25 lat  i niestety nikt nie da się przekonać, że jest dwunastolatkiem w filmie]. Wątek romansowy dodany na potrzeby filmu zdecydowanie miał na celu upodobnienie produkcji go do Niezgodnej i Igrzysk śmierci. Na potrzeby filmu dodano również całe napicie, pościgi i spiskowanie. Niestety materiał książkowy nie był zbyt porywający, a przecież chciano nakręcić „kolejną Niezgodną”. W tym filmie możemy zobaczyć aż czwórkę bardzo rozpoznawalnych aktorów. W Niezgodnej była to tylko Kate Winslet, w Igrzyskach śmierci zanim Jennifer Lavrence zdobyła popularność znanymi aktorami występującymi w filmie byli Woody Harrelson i Donald Sutherland. Za to w Dawcy pamięci możemy zobaczyć:






  • Meryll Strepp w roli Przewodniczącej Rady Starszych. Mam wrażenie, że nawet jakby grała nieruchome drzewo byłaby genialna, ślepo ją uwielbiam. Rola oczywiście niezbyt wybitna, ale zwyczajnie dobra.
  • Jeff Bridges gra tytułowego Dawcę, sposób w jaki mówi sprawia wrażenie jakby miał nieustannie pełne usta, jednak wypada to całkiem dobrze i Bridges sprawdza się w roli mędrca. Sceny cierpienia, rozmów z Jonasem wypadają jako jedne z lepszych w filmie.
  • Alexander Skarsgard jako znany wszystkim odtwórca roli wampira w serialu Czysta krew doskonale wie jak grać postać wyzutą z głębszych uczuć. Do zagrania jako ojciec Jonasa nie miał zbyt wiele, ale wypada całkiem dobrze (w jego wydaniu „zimna czułość” w odniesieniu do niemowlaków jest przekonywająca).
  • Katie Holmes wypada najsłabiej ze wszystkich „gwiazd” i całą jej rolę właściwie można zamknąć w jednej kwestii, którą kilkakrotnie powtarza w filmie: „Jonas, precyzja językowa”. Holmes wypada bardzo nijako.


Dawca pamięci to zdecydowanie nie jest filmem pełnym akcji i napięcia (te elementy zostały naddane, w książce tego nie było). Producenci na siłę z powieści raczej spokojnej, w której autorka bardzo skupia się na uczuciach bohatera, dylematach, refleksji nad tym czy warto dla uczuć również czuć ból, czy lepsza jednak jest nijakość zrobili film o niepokornym nastolatku walczącym z systemem. W filmie brakuje refleksji i dramatyzmu, postawiono na akcję i bunt. O wiele lepiej byłoby pokazanie jednak więcej scen z udziałem rodziny, ich podporządkowania się systemowi, więcej przykładów lekcji Dawcy (Giver) i rozmów Jonasa z Dawca pamięci. Prawdopodobnie film pobadałby mi się dużo bardziej w oderwaniu od książki, choć sposób w jaki przekształcono fabułę nijak nie przystaje do „niejasnego, otwartego” zakończenia (jak już wszystko tak pozmieniali, mogli nieco inaczej to zakończyć).
Film jednak jest ciekawy pod względem wizualnym. Powolne nabieranie kolorów postrzeganej przez Jonasa rzeczywistości: kolor włosów Fiony, nagłe dostrzeżenie czerwonego jabłka, flashbacki wspomnień wypadają bardzo borze, podobnie z muzyka. kontrast świata nijakiego (sameness) z tym kolorowym "prawdziwym" światem. Trailer jest skonstruowany bardzo ciekawie bo właściwie nie nie zdradza fabuły filmu (po przeczytaniu książki i obejrzeniu trailera miałam wrażanie, że zrobili bardzo, bardzo luźną ekranizację), choć właściwie znajdują się w nim końcowe sceny z produkcji.
Jednak niestety tylko 6/10. Z taką obsadą gdyby bardziej postawiono na dramatyzm zamiast na kiczowaty romans mogli zrobić o wiele lepszy film.


Dla osób, które ani nie widziały filmu, ani nie czytały książki:
SPOILER ALERT,
dalej zdradzam istotne fabularne szczegóły.


Ponieważ książkę bardzo przekształcono by nieco ją fabularnie uatrakcyjnić na potrzeby dużego ekranu nadać ważności postaciom drugoplanowym i nieco skondensować różnic pomiędzy książką a filmem jest bardzo dużo:

  • Scena podania imienia Gabriela. W książce ojciec zrobił to w domu standardowo dzieląc się z rodziną wydarzeniami swojego dnia. W filmie Ojciec pokazuje Garbiela Jonasowi w centrum opieki nad dziećmi i wtedy mówi mu że podejrzał jego imię.
  • Podczas ceremonii przydziału nowych zadań Asher według książki został dyrektorem rekreacji, nie pilotem (końcowa scena pościgu Ashera za Gabrielem, pojmanie Jonasa a potem wypuszczenie go – podkreślenie przyjaźni bohaterów – zostały dodane). W książce Asher pojawia się głównie na początku. W dalszej części książki pokazane jest jak bardzo Jonas, po tym czego się dowiedział, różni się od Ashera (w książce Asher bawi się z dziećmi w wojnę. Jonas nie może na to patrzyć, ponieważ już wiedział czym była prawdziwa wojna).
  • Fiona w książce została opiekunką ludzi starszych nie dzieci jak w filmie.
  • W filmie nie pokazano centrum opieki nad starszymi - gdzie w książce pracowała Fiona. Zamieniono to na centrum opieki nad dziećmi.
  • Lily powinna dostać  rower dopiero rok później kiedy skończy 9 lat. W filmie dostaje rower podczas pierwszej ceremonii.
  • W filmie dodano zastrzyki dla wszystkich. W książce dorośli, dojrzewające dzieci zaczynały brać tabletki (w filmie Jonas wspomina, że kiedyś opowiedział rodzicom o swoim śnie o Fionie). W książce nie było problemem dla Jonasa zaprzestanie brania tabletek.
  • W książce elementem wyróżniającym Jonasa od innych dzieci były jasne oczy, podczas gdy większość społeczeństwa miała ciemne. Jasne oczy miał też Garbiel i jedna młodsza dziewczynka, którą kojarzył Jonas. W filmie „wyjątkowość” Jonasa, Gabriela i Dawcy pokazano poprzez znamię przy nadgarstku.
  • W filmie dodano wszystkie sceny dotyczące więzi pomiędzy Jonasem a Fioną (scena ze zjazdem na tacach, spotkania w trójkącie, pocałunek i przekonywanie Fiony by przestała brać zastrzyki), w książce Jonas sam bez większego problemu wykradł Gabriela. W filmie to udramatyzowano i wprowadzono cały pościg kiedy Fina mu pomaga.
  • W książce Jonas próbował przekazać wspomnienia członkom swojej rodziny, nie przekonał Fiony.
  • Scena pokazania zwolnienia (release) jednego z bliźniaków. W książce Jonas był bardzo tego ciekaw, wiec Dawca mu to pokazał. W filmie scena zwolnienia bliźniaków jest pokazana Jonasowi z inicjatywy Dawcy by zobaczył na czym naprawdę polega zwolnienie.
  • Podczas ceremonii Jonas w książce miał numer 19, w filmie 52 (nie wiem po co ta zmiana, wg. książki każdego roku było 50 dzieci, jeśli żadne nie zostało zwolnione). Czemu w filmie więcej?
  • Według książki jeśli Biorca pamięci umierał jak to się stało z Rosemary wszystkie otrzymane przez niego wspomnienia wracały do społeczności. Według książki Biorcy nie wolno było zabijać. Dlatego w zasadach, które dostał Jonas była ta mówiąca o tym, że nie może poprosić o zwolnienie. W filmie pod koniec pada rozkaz zabicia Jonasa nim przekroczy linię pamięci.
  • Scena końcowej ucieczki Jonasa. W książce uciekał na rowerze. W filmie by nadać tempa akcji Jonas kradnie motor i jest bezpośrednio ścigany. W książce Jonas ucieka i gdy już jest poza terenem społeczności jedynie widzi samoloty, które go poszukują.
  • W książce nie było żadnej mapy. Jonas wiedział tylko, że musi udać się do Elsewhere (poza granicę community).
  • Brak scen omawiania snów przez rodzinę.
  • W filmie dodano całe napięcie i próbę zabicia Jonasa. Pościg, starcie z Asherem, pojmanie oraz uwiezienie Fiony i Dawcy. Książka ma poprowadzoną narracje trzecioosobową, ale z perspektywy Jonasa. Opisywane są tylko wydarzenia, których uczestnikiem jest Jonas. Gdy Jonas ucieka według książki nie wiemy co się w tym czasie działo w społeczeństwie.
  • Książka się kończy niejasno. Nie ma pewności czy domek w śniegu do którego dociera Jonas jest prawdziwy, czy to tylko jego wyobrażenie podczas powolnego umierania z zimna. W filmie natomiast widzimy, że Jonasowi się udało i nie dochodzi do zabicia Fiony, ponieważ wspomnienia wróciły do społeczeństwa.
[Czytałam książkę w oryginale  i jeśli chodzi o niektóre terminy nie pamiętam tłumaczeń na jeżyk polski z filmu]

Książka The Giver jest częścią serii składającej się z czterech części traktującej o dystopijnym społeczeństwie. W kolejnych częściach pojawiają się nowi bohaterowie. nie poznajemy losów Jonasa choć SPOILER ponoć Jonas pojawia się w trzeciej książce Messenger (pod innym imieniem - Leader) i autorka w wywiadach po ukazaniu się The Giver zapewniała, że Jonas żyje.

Kiedy tylko zobaczyłam trailer firnu tematycznie skojarzył mi się on z Ucieczką Logana z 1976 roku, gdzie podobnie pokazane było społeczeństwo utopijne gdzie zabijano starych ludzi.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Magia w basku księżyca – wyczuwam, mam spirytualne wrażenie, aura jest odpowiednia…, czyli Woody Allen w dobrej formie

Od czasów O Północy w Paryżu nie wyszłam tak zadowolona z kina po seansie nowego filmu Woody`ego Allena. Krytycy zgodnie twierdzili, że Zakochani w Rzymie prezentują nico niższą formę, za to ja potem nie rozumiałam zachwytów nad Blue Jasmine (temat trochę mi nie podszedł). Tym razem po Magii w blasku księżyca wiele sobie obiecywałam.
Po pierwsze w rolach głównych można zobaczyć dwójkę właściwie uwielbianych przeze mnie aktorów. Colin Firth od czasów ”klasycznej” Dumy i uprzedzenia nie raz nie dwa udowadniał, że jest aktorem co najmniej wybitnym (zdobywca Oscara za Jak zostać królem, nominowany do statuetki za Samotnego mężczyznę), natomiast Emma Stone jest aktorką, która jako jedna z pierwszych przychodzi mi na myśl, gdy rozważa się najbardziej obiecujące aktorki nowego pokolenia (Świetna rola w Służących, pomimo mojego braku zachwytów nad samym filmem, dobra gra w pierwszej części Niesamowitego Spider-Mana, znakomicie sprawdzająca się w komediach romantycznych typu Kocha,lubi szanuje).
Po drugie akcja rozgrywa się w roku 1923: urok lat dwudziestych, sielankowość oraz stroje cieszą oko. Tym razem Woody Allen podejmuje temat popularny od połowy XIX tj. trend spirytualizmu. W Magii blasku księżyca możemy zobaczyć esencję i wyśmianie prywatnych seansów spirytualistycznych odbywających się w domach bogatych arystokratów w całej europie. Odgłosy stukania w stół, kontakt ze zmarłymi, unoszące się w powietrzu świece, wrażenia, przeczucia, aura i ektoplazma są ironicznie wyśmiane przez Stanley`a.
Stanley (Colin Firth) jest światowej sławy sztukmistrzem i jednocześnie demaskatorem szarlatanów i oszustów, którzy wmawiają bogatym ludziom, że potrafią kontaktować się ze zmarłymi. Sophie (Emma Stone) ma niezwykły dar i ogromną wrażliwość spirytualną, miewa sny, przeczucia i wyczuwa aury. Stanley przyjeżdża na Lazurowe wybrzeże na prośbę swojego przyjaciela by zdemaskować oszustwa Sophie.




Scenariusz jest dosyć prosty: on chce ja zdemaskować, ona mu udowodnić, że nie „kantuje”. W filmie trzymane jest odpowiednie napięcie i oczekiwanie na moment „rozwiązania” i oczekiwanie na odpowiedź ”jak ona to robi”, a oczekując rozwiązania zagadki otrzymujemy serię świetnych dialogów jak przystało na film w reżyserii i według scenariusza Woody`ego Allena.

Colin Firth gra „typowego” bohatera znanego z filmów Woody`ego: nihilista nie wierzący w Boga, lękający się śmierci, człowiek na wskroś polegający na nauce i tym co racjonalne, człowiek nieszczęśliwy, nie wierzący w nic poza tym co logiczne i doświadczalne. Postać przekonana o swojej wyższości intelektualnej ponad wszystkimi innymi, przekonany o swych umiejętnościach i tym, że jest najlepszy w swym „fachu”. Człowiek cytujący Nietzsche`go i wyznający jego przekonanie o tym, że nie ma większego ukrytego sensu, niczego poza tym co tu i teraz, Bóg nie istnieje a wraz z nim nie ma czegoś takiego jak świat metafizyczny. Ponadto ponownie Firth gra „anglika bufona” i nie sposób nie odnajdować tu na pewno celowego nawiązania do poprzednich wcieleń filmowych aktora.

[Woody na pewno zrobił to celowo! SPOILER ALERT: scena oświadczyn na końcu filmu nie jest niczym innym jak powtórzeniem tego co Firth odegrał w Dumie i uprzedzeniu, a potem powtórzył w Dzienniku Bridget Jones. Sens wszystkich tych oświadczyn był tożsamy. Bohater odgrywany przez Firtha wyznawał heroinie uczucie w sposób nad wyraz przewrotny wyliczając jej wady, brak wykształcenia, obrażając jej rodzinę, zaznaczając że wbrew logice i wszystkim tym wadom wybranki coś do niej czuje i prosi ją o rękę. Za każdym razem oczywiście przedstawiając swe uczucia w ten sposób zostawał odrzucony. Dzięki ci Woody za to nawiązanie!].

Emma Stone znakomicie przerysowuje postać „spirytualistki” teatralnie unosi ręce „wyczuwając aurę” i mając „wrażenia”, a podczas seansu spirytualistycznego znakomicie „odpływa”, gra niewiniątko, choć w jej spojrzeniu można zobaczyć że doskonale wie co robi. Z powodzeniem partneruje Firthowi podczas ciętych dyskusji.

Woody Allen nie zwodzi i daje nam w tym filmie serię świetnych partii dialogowych. Stanley i Sophie dominują w filmie ponad pozostałymi postaciami drugoplanowymi celowo przerysowanymi i do bólu schematycznymi: starsza pani pragnąca kontaktu ze zmarłym mężem (Jej dopytywanie się, czy na pewno jej nie zdradzał. Jak w rozmowie ze Stanley`em Sophie zauważa: czyż nie będąc okłamywanymi nie czujemy się szczęśliwsi?), bogaty „głupek” beznadziejnie romantycznie wpatrzony ślepo w Sophie (ona zajrzała w głębię jego duszy, poznała go lepiej niż on sam znał siebie) śpiewający (przy tym fałszując) serenady.
Dyskusja na temat odpowiedniego światła wydobywającego urodę Sophie (powinno być takie jakim Stanley oświetla swego słonia podczas triku), scena po balu (dyskusja nad tym czy Stanley dostrzega w Sophie kobietę), „modlitwa nihilisty” i jego „otrząśniecie się” oraz rozmowy Stanley`a z ciotką (w tym ta która zawiera esencje i myśl przewodnią filmu) to jedne z lepszych scen filmu.

Jak zwykle w filmie Woody`ego pod koniec otrzymujemy myśl podsumowującą całą historię.

[SPOILER ALERT:  Ciotka rozkładając karty właściwie słuchając jedynie wywodu i potoku słów Stanleya tylko mimochodem wspomina, że może jest jednak coś więcej ponad szkiełko i oko (znakomite nawiązanie tłumaczenia polskiego do Mickiewiczowskiej Romantyczności i tym samym do wiary w romantyzmie w zjawiska paranormalne). Może wbrew wszelkiej logice i rozmówi jest ta magia, która rodzi się w blasku księżyca, to nielogiczne absurdalne uczucie (w domyśle zaprzeczająca logicznemu rozumowaniu – miłość).
Allen przez cały film pokazuje nam bohatera sceptycznego nie wierzącego nic poza to co realistyczne i dające się udowodnić. Pomimo tego, że demaskuje spirytualną oszustkę na koniec daje nam jednak inny rodzaj „magii”].

Zdecydowanie polecam, bardzo mocne 8/10 (a nawet 8,5 szczególnie za „smaczki” i odwołania filozoficzne, literackie (Sophie ciągle się dopytuje, czy przypadkiem Stanley nie cytuje Dickensa – prawdopodobnie jedyny autor znany niewykształconej dziewczynie) oraz filmowe.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Gdy ciotka Stanley`a ulega wypadkowi ten zaniepokojony zaczyna się modlić w szpitalu. W pewnym momencie się otrząsa i zdaje sobie sprawę, że plecie androny i nie ma czegoś takiego jak spirytualizm, że to nie możliwe. Wraca do pozostałych bohaterów do posiadłości i oświadcza, że z ciotką wszystko będzie dobrze nie dzięki Bogu, ale dzięki profesjonalnym lekarzom i wychodzi. Sophie zaczyna rozmawiać z Howardem o tym, jak on może tak oszukiwać przyjaciela. W tym momencie pojawia się Stanley obróciwszy się w fotelu (bardzo dobra klamra wiążąca początek filmu gdy Stanley pokazuje ten numer na scenie i potem obiecuje, że może pokaże Howardowi jak wykonać tę sztuczkę). Okazuje się, że Sophie współpracowała z Howardem i wszystko było to ukartowane tak by utrzeć nosa nieomylnemu Stanley`owi (Gdy Sophie i Stanley byli u jego ciotki, Sophie poszła zadzwonić do Howarda by ten jej wszystko o ciotce ważnego powiedział). Podczas seansów Stanley obserwował Sophie, Howard matkę, ale nikt nie obserwował Howarda! (banalne wyjaśnienie, ale właściwie nie domyśliłam się, ze to Howard spiskował). Stanley wraca do ciotki, odbywa z nią rozmowę podczas której zdaje sobie sprawę, że wbrew logice kocha Sophie (wbrew logice myśli o jej uśmiechu), idzie do Sophie oświadcza jej się jak bufon, zostaje odrzucony. Zrywa zaręczyny z Oliwią przez telefon (Ponieważ była to bardzo rozsądna kobieta stwierdziła, że dobrze, że powiedział jej to od razu i pojechała na wakacje oglądać wielkie żółwie). Stanley ponownie siedzi u ciotki i z nią rozmawia. Ciotka go pyta czy jednak przyjął by Sophie (choć jago oferta małżeństwa była jednorazowa) bo kobietom czasami zdarza się wybrać zapatrzonych w siebie artystów estradowych ponad zapatrzonych w kobietę miliarderów. Stanley wzdycha, że gdyby Sophie dała mu jakiś znak… i wtedy słyszy stukanie. Stanley pyta czy to Sophie -  stukniecie, pyta czy jednak go chce- stukniecie. Stanley wstaje i widzi że za nim stoi Sophie. Całują się. KONIEC. 

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wojownicze żółwie Ninja – Kałabanga! Są żółwiami, są zmutowani i są nastolatkami. Geneza żółwi, różnice, zmiany w porównaniu z pierwowzorem

Sezon wakacyjny w pełni. Na ekranach kin pojawił się kolejny film, który jest… teoretycznie rzecz ujmując luźną adaptacją komiksu o Wojowniczych żółwiach ninja (żółwie po raz pierwszy pojawiły się w komiksie) lub serialu animowanego z końca lat `80 [dzięki temu serialowi żółwie zagościły w dziecięcej świadomości dzieciaków lat `90 (do której to grupy należę)]. Na początku lat `90 powstały dwa filmy fabularne (Wojownicze żółwie ninja 1990 i Wojownicze żółwie ninja 2: Tajemnica szlamu 1991), które to filmy kojarzę dosyć pozytywnie, ale z pewnością tegorocznego nowego wcielenia żółwi nie można tu nawet potraktować jako reboota tych produkcji. Oczywiście w ciągu lat pojawiły się nowe animacje, gry, zabawki jak w przypadku każdych innych bohaterów.



W nowym filmie wykorzystano imiona, charakterystykę bohaterów (Mikey ciapowaty i żartowniś, Rafael nieco zbuntowany, Leo przywódca i Donnie wynalazca) oraz stworzono zupełnie nową genezę powstania żółwi by umiejętnie wpleść w historię i nadać ważności postaci April O`Neil. Właściwie można uznać że to wcielenie XXI wieku żółwi nie ma nic wspólnego ze swoimi filmowymi poprzednikami i należy ten film traktować jako zupełnie odrębną produkcję.
W ramach przypomnienia w „oryginale” mistrz Yoshi był człowiekiem, który został  wykluczony z Klanu Stopy wygnany z Japonii (nie chciał przyjąć zwierzchnictwa sensei). I wyemigrował do USA do Nowego Yorku, gdzie jako „wygnaniec” ukrywał się w kanałach. Pewnego dnia znajduje cztery żółwie, które przez przypadek wpadają do kanału małemu chłopcu  po tym jak kupił je w sklepie zoologicznym. Yoshi opiekuje się żółwiami, ale pewnego dnia znajduje je umazane w szlamie. Szlam mutuje żółwie i stają się one człekopodobne, natomiast Mistrz Yoshi zmienia się w szczura (żył wśród szczurów w kanałach i miał na sobie ich „pozostałości”). Mistrz Yoshi jako szczur przyjmuje imię Splinter. W innych wersjach Splinter był szczurem mistrza Yoshi, który staje się humanoidalnym szczurem po zetknięciu ze szlamem. Żółwie dostają imiona po ulubionych renesansowych artystach mistrza Yoshi: Leonardo da Vinci (Leonardo), Donato di Niccolò di Betto Bardi (Donatello), Raffaello Sanzio (Raphael), and Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni (Michelangelo).  Najistotniejsze w tej „genezie” żółwi jest to, kim był Splinter wcześniej - pochodził on z Japonii i stąd znał sztukę ninjusu i dlatego nastoletnie żółwie są ninja.
Niestety w tej nowej wersji cały koncept poznania sztuki ninja przez szczura jest najsłabszym i najbardziej absurdalnym elementem scenariusza (lekko spoilerując: wyjaśnia on, że znalazł podręcznik do ninjitsu w kanałach, i nauczył się tej sztuki walki a następnie swoich „synów” Wydaje się to niesamowitym zbiegiem okoliczności kiedy w Nowym Yorku grasuje akurat gang ninja Klanu Stopy!
Reszta zmian (mechaniczny Shredder i pokazywanie go przed założeniem maski, kiedy w animacji najistotniejsze było to, że właśnie Shredder nigdy tej maski nie ściągał) byłaby do zaakceptowania, ponieważ scenariusz jest prosty i całkiem spójny (jak wspomniałam podporządkowany powiązaniu April z żółwiami). W całej historii April (Magan Fox) odgrywa ważną rolę i można by powiedzieć, że jej czas ekranowy jest równy temu, który jest poświęcony żółwiom, dlatego też w filmie brakuje nieco scen z
„życia żółwi” w kanałach, ich sposobów na zamawianie pizzy itp. znanych z animacji.
W filmie otrzymujemy prostą sekwencję: poznanie żółwi, pierwsze starcie z wrogiem, porwanie, odbicie, ratowanie całego miasta w ostatniej chwili (akcja na wysokiej wieży, która mi się od razu skojarzyła z finałem pierwszej części Niesamowitego Spidermana- cel wroga niezwykle podobny…czy scenarzyści nie potrafią nic już innego wymyślić poza sceną finałową na szczycie budynku?). Grze Megan nie mam zbyt wiele do zarzucenia, właściwie biorąc pod uwagę niektóre niepochlebne recenzje moim zdaniem zagrała dobrze 9ładna ambitna reporterka).  Krótki epizod w filmie ma Whoopi Goldberg, mało znaczaca rola, ale dobrze zobaczyć ją na ekranie. Żółwie są takie jak być powinny. Jednoznacznie scharakteryzowane (uwielbiają pizzę, każdy ma jednoznacznie przypisane cechy) i zabawne. Pomimo śmiertelnego zagrożenia w akcję filmu są wplecione kontekstowe popkulturowe żarty(

– Witaj w naszym Hogwarcie, w naszym domu profesora X 
– Ee nie jesteśmy w kanale? 
– Ooo znowu robi swój głos Batmana…
– Skąd ona to wie!? Może jest Jedi?! 
– Sokoro już wyznajemy tajemnice przed śmiercią: – Nie zrozumiałem zakończenia LOST`ów! 
– Oblizuję ciastka a potem wkładam je do pudełka! 

Oraz:

 – Kałabanga!

),które odpowiednio rozładowują napięcie, a scena w windzie (gdy jadą walczyć z grupą ninja, kilka minut nim wjadą na najwyższe piętro, więc zaczynają nucić piosenkę) i ich nakręcenie adrenaliną sprawiają, że to z pewnością lekki film raczej dla dzieci niż „poważniejsza historia” z nieco głębszym i bardziej rozbudowanym politycznym tłem typu X-Mani. Żółwie to nastolatki i tak też się zachowują (zdarza im się utknąć w kanale, przez przypadek coś wysadzić, i ich mistrz surowo ich każe jeśli go nie słuchają). Oczywiście jak na miarę współczesnych efektów specjalnych wyglądają imponująco (w przeciwieństwie do tych „gumowych z lat `90), a sekwencja zjazdu z zaśnieżonej góry robi wrażenie. 
Film trwa niecałe dwie godziny (jak na blockbustera krótko i wydaje się, że wszystko dzieje się bardzo „szybko”, a bohaterowie od momentu pojawienia się na ekranie praktycznie nie mają chwili oddechu). Film uważam za udany, lekkie niewymagające kino na wieczór. Niezbyt wiele po nim oczekiwałam, ale było zabawnie 7/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Okazuje się, ze Sacks zabił ojca April przed laty. Sacks po tym jak dowiaduje się, że żółwie żyją chce zatruć całe miasto, by potem zrobić fortunę na lekarstwie, które uzyska z krwi żółwi (Dziura w scenariuszu: skoro nie wiedział, że będzie miał lekarstwo na zatrucie to dlaczego zbierał te chemikalia? Przecież pracowali nad lekarstwem i jak sam mówił myślał, ze stracił mutagen na zawsze. Nagle dowiaduje się, że żółwie żyją i świetnie to pasuje do natychmiastowego wcielania niecnego planu w życie?). Żółwie zostają zaatakowane i porwane, Splinter ciężko ranny. Rafael (jedyny żółw który nie został porwany) April i Vernon jadą ratować żółwie. Odbijają ich, ale Sacksowi udaje się uciec i planuje zatruć miasto. Żółwie go ścigają, toczą finałową walkę ze Shredderem (który zostaje zepchnięty z budynku i wbija się w ziemię) i ratują miasto. Splinter dzięki mutagenowi zostaje wyleczony. April zachowuje tajemnice żółwi. KONIEC.