Siódmy syn jest efektem niesłabnącej ostatnio filmowej mody na fantasy,
baśnie i since fiction. Na wielki ekran przeniesiono książkę Josepha Denaley`a
o tym samym (angielskim) tytule (część pierwsza z 13! Powieść wydana w 2004 roku).
Zaangażowano znanych aktorów do głównych
„wspierających ról” (Juliane Moore w roli złej Malakin i Jeff Brigges jako Mistrz
Gregory - Stachlarz). Tytułowym siódmym synem został Ben Barnes znany
najbardziej z Opowieści z Narni i
roli Doriana Graya (nie mylić z Christianem, Barnes zagrał główna role w
ekranizacji powieści Oskara Wilde`a).
Na plakacie mamy więc znane
twarze, trailer zapowiadała sporą dawkę efektów specjalnych i przygodę. Niestety
fabuła była tak boleśnie schematyczna, postaci tak papierowe i przewidywalne,
którym w usta wciśnięto tak narzucające się na siłę sentencje, że wydaje nam się
jakby reżyser krzyczał: oto film nakręcony na fali mody, którym macie wszystko
to co wam się podoba w fantasy, wszystko.
[Możliwe spoilery,
ale w trakcie oglądania filmu wszystko można przewidzieć]
- Młody Tom Ward marzy o wyrwaniu się z monotonnego życia na wsi. Nie chce do końca życia paść świń. Wierzy, że przeznaczone jest mu coś lepszego. Ponadto ma niepokojący dar, czasami miewa wizje przyszłości (Harry Potter, Luke Sywalker, Jupiter z Jupiter Intronizacja, Dawca pamięci, Ender itd). Jest wyjątkowy.
- W życiu bohatera pojawia się mistrz Gregory,
który niedawno stracił swojego ostatniego ucznia. Przybył po siódmego syna,
siódmego syna. Gregory chce by Tom został jego nowym uczniem i pomógł mu
zgładzić złą królowa Malakin (która dzięki wschodowi czerwonego księżyca wyrwała
się z wieloletniego więzienia w którym zamknęła ją Gregory) [może być tez
pełnia księżyca, rocznica, specjalny rok, niepotrzebne skreślić], a chłopak
widział, że przeznaczone jest mu z nim iść, ponieważ widział go wcześniej w
swojej wizji (Obi Wan, Yoda, Profesor Dumbeldore, Gandalf Szary). Żeby scena
wyruszenia w podróż była jeszcze bardziej wymowna mistrz płaci za swojego
ucznia jego ojcu.
- Matka
naszemu bohaterowi gdy wyrusza w podróż daje medalion (ale może być to
pierścień, mapa, miecz świetlny albo znamię).
- Młody uczeń musi przejść etap szkolenia u
swego mistrza i nauczyć się tajników polowania na czarownice, zmory i inne
potwory. Srebro osłabia, przydaje się żelazo,
a najlepiej kończyć żywot monstrum go podpalając. Siódmy syn miał na to aż
siedem dni, ponieważ podczas pełni Czerwonego księżyca Malakin odzyska pełnię
sił. Czas podróży naszych bohaterów jest jasno zdefiniowany (Tylko siedem dni,
gdy jego poprzednik był szkolony przez 10 lat) [Harry Potter, Luke Sywalker,
Anakin Skywalker, Uczeń czarnoksiężnika].
- Bohater jest „dorosły” obowiązkowo
należy dorzucić tu również piękną dziewczynę, najlepiej niedostępną (by mogło
być to uczucie zakazane), której natura sprawi, że nie mogą być razem. Tom poznaje
Alice, która jest czarownicą (obowiązkowo ratuje ja z opresji, gdy mieszkańcy
miasta chcieli spalić ją na stosie) [ale można kochać również Elfa jakby ktoś
nie kojarzył, albo królową Padme). Tych dwoje od początku łączy coś
niezwykłego, a nawet pomiędzy ich dłońmi pojawia się niebieska iskra (Młoda
czarownica sprawdza, że może to być przeznaczenie, ale tylko pył na dłoniach).
Przeznaczenie to w miłości podstawa.
- Mistrz Gregory ma swoją smutną historią. Popełnił
kiedyś błąd. Królowa Malakai kiedyś była jego ukochaną, ale zeszła na ciemną „stronę
mocy” (To takie teraz modne, że te złe ale piękne antybohaterki zostały kiedyś
zranione i dlatego takie się stały. Patrz zła królowa z Królewny śnieżki i łowcy, Maleficent w wydaniu Angeliny). Mistrz nie
chce by uczeń powtarzał jego błędy i zakazuje Tomowi kontaktów z Alice.
- Okazuje się, że matka Toma nie była
zwyczajną kobietą, była czarownicą (Może się też w fantasy okazać, że ojciec
był z innej galaktyki, albo rycerzem Yedi, ale że rodzice byli czarodziejami Niepotrzebne
skreślić).
- Młody uczeń wraz ze swym mistrzem nim dotrą do
zamku, w którym Malakai zbiera swoich sługusów (zbyt wielu w tak krótkim
filmie) idealnie realizując czas przygodowy zabijają kolejnych „wrogów”.
- Nim mistrz i uczeń dotrą do celu Tom musi przejść moment
zwątpienia, czy nadaje się do tego fachu, czy wszystkie czarownice są złe i czy
chce się stać taki jak jego mistrz? Na właściwą drogę naprowadza go jego wizja
(jeśli nie pomoże Gregorowi to ten zginie).
- Mistrz Greorgy jest ostatnim pogromcom czarownic
(To zawsze musi być ostatni mistrz i na ręce nosi znak przynależności do grupy
pogromców. Tatuaże na znak przynależności do grupy to podstawa). Towarzyszy mu
też brzydki, ale wierny „ogr”. (może być też Wiery rumak).
- W trakcie finałowej potyczki uczeń osiąga apogeum
swych możliwości i udowadnia że naprawdę jest wyjątkowy.
- Na końcu mistrz przekazuje pałeczkę swemu
uczniowi, by on kontynuował jego pracę.
Gdzieś po drodze i piękna dziewczyna
ma wątpliwości, zdradza swe prawdziwe zamiary, mamy tu też poświecenie matki
dla córki, słabość mistrza i triumf ucznia w momencie ostatecznej próby. Ponadto
smoki są ogromnie w modzie, wiec im więcej tym lepiej, dlatego większość czarowników
przemienia się właśnie we smoki.
Uwielbiamy wszystkie te powyższe elementy,
ale tak ogromne ich nagromadzenie w niespełna 100 minutowym filmie sprawiło, że
wszystko wyszło bardzo umownie. Pragnienie czegoś więcej przez Toma zamyka się w
wypowiedzeniu przez niego jedynie zdania ”nie
chce do końca życia paść świń”, Nagłe uczucie dwojga młodych). Bridges sili
się na humor i nośne sentencje (Nie masz
honoru? Jest tak wierny jak brzydki. Złe pytanie. Zadając złe pytanie otrzymasz
złą odpowiedź). Juliane Moore jest zła, i piękną, ma niezłe momenty, ale wciąż
wypada to bardzo sztucznie gdy na końcu musi okazać skrzywdzoną i zdradzoną.
Nie było tu czasu na zbudowanie
postaci. Na początku w filmie zmarnowano kilka minut na scenę uśmiercenia
wcześniejszego ucznia mistrza (w tej roli Kit Harington, czyli John Snow z Gry o tron! Ale ma tylko 5 minut na
ekranie, wygląda jakby nawet nie musiał zmieniać kostiumu i pojawił się na
planie Siódmego syna w przerwie nagrywania Gry
o tron).
Nadmierne nagromadzenie „złych”
postaci (niedźwiedź, tygrysica, mistrz mieczy) sprawiło, że bohaterowie tylko
biegają i zabijają kolejne potwory i nie ma tu ani czasu na zbudowanie więzi pomiędzy
mistrzem a uczniem, ani miejsca na zbudowanie świata przedstawionego (umowne
dawno temu, średniowiecze).
Możliwe, że w książce było to
lepiej poprowadzone, a postaci bardziej rozbudowane, jednak w filmie dostaliśmy
szereg obowiązkowych scen, które prowadzą nas liniowo punkt po punkcie od początku
do końca do zapowiadanego finału. Bardzo dobre efekty specjalne i w dobrej
formie Barnes (przystojniak). Można obejrzeć, dla fanów fantasy, zapominając że
do jednego worka wrzucono wszystkie elementy historii o bohaterze, który
dowiaduje się, że jest niezwykły i pisane mu są czyny wielkie 6/10.