Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seriale warte obejrzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seriale warte obejrzenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2015

Odkrycia serialowe sezonu 2014/2015. Seriale, które wciąż warto oglądać



Serialami świat się kręci i niejednokrotnie są to produkcje kręcone ostatnio w znakomitej obsadzie, z ogromnymi budżetami, reżyserowane przez najlepszych reżyserów. Wystarczy wspomnieć Grę o tron czy House of Cards. Stacje telewizyjne produkują kolejne Spin-offy stawiając już na raz sprawdzone formaty. Powstaje serial za serialem o superbohaterach (Superbohaterowie są ostatnio bardzo modni). Flash nie przyciągnął mnie na dłużej (może nadrobię, jeśli serial przetrwa), Constantine mam na liście do zapoznania się, po Gotham raczej nie sięgnę (czym jest to miasto bez Batmana?). Jednak nigdy nie wiadomo, który serial przetrwa w ramówce. Z zasady czasami lepiej przeczekać i sprawdzić kto przeżyje, zamiast się zaangażować i rozczarować. Całkiem dobrze sprawdza się śledzenie nominacji do Złotych globów (serial nominowany w którejś kategorii może być spokojny, że utrzyma się w ramówce). 


W sezonie serialowym 2014/2015 z telewizyjnych nowości przed ekran z tygodnia na tydzień potrafiły mnie utrzymać jedynie kilka premierowych pozycji:


Outlander


Serial ten jest moim absolutnym numerem jeden tego sezonu. Jest to połączenie wszystkich moich ulubionych elementów: Magii, czarów (bohaterka przenosi się w przeszłość do XVIII wieku) romansu, historii i przygody. Ponadto akcja rozgrywa się w pięknych plenerach i jest mnóstwo świetnych zwrotów akcji. Serial nakręcono na podstawie książki Diany Gabaldon i producenci mają materiał co najmniej na kilka sezonów. Super!

Jane the Virgin


Ah te czasy kiedy oglądało się telenowele. Serial ten opiera się na pomyśle telenoweli brazylijskiej, początkowy zarys fabuły jest banalny. Jane zostaje przez przypadek zapłodniona w klinice podczas rutynowego badania (lekarka pomyliła pacjentki). Mieliśmy w Polsce odpowiednik tej historii w postaci TVN`owskiego serialu Majka. Jednak sposób w jaki amerykanie wykorzystali i przetransformowali ten pomysł jest o wiele, wiele lepszy od zapewne oryginału i jego krajowych odpowiedników. To przede wszystkim jest komedia, która kpi ze schematu, który wykorzystuje. Ponadto dodano watek kryminalny, spisku i wszystko to razem wymieszane tworzy dobry lekki serial. Aktorka odgrywająca główną rolę w serialu Gina Rodrigez została nagrodzona Złotym Globem w kategorii Najlepsza aktorka w serialu komediowym lub musicalu, serial był nominowany w kategorii najlepszy serial lub musical.


How to get away with murder


Nowość, typowy serial prawniczo-kryminalny. Przed ekran przyciągnęła mnie głównie  Viola Davis. Generalnie bardzo lubię seriale prawnicze, a tutaj ponadto główną osią fabularną jest seria retrospekcji dotyczących jednego morderstwa, które zostało popełnione na początku serialu. Cenię bardzo produkcje, w których w ten sposób konstruuje się fabułę. Nic nie jest takim jakie się wydaje na początku, a w trakcie oglądania tak się manipuluje widzem, że kilka razy można zmienić swój typ w odpowiedzi na pytanie: kto jest mordercą? Warto.

Forever



Kolejny serial kryminalny. Dobry na zapełnienie "pustki" pomiędzy odcinkami innych tego typu produkcji. Główny bohater jest koronerem (takie skrzyżowanie Sherlocka Holmesa z lekarzem). Na co dzień współpracuje z policją i w większości przypadków to jego wskazówki i teorie doprowadzają pracującą z nim Panią detektyw do rozwiązania sprawy. Poszczególne odcinki są bardzo podobne do Anatomii prawdy (gdzie mamy Panią koroner jako główną bohaterkę). Jednak w tym serialu najciekawszy jest wątek "główny" i pomysł na serial. Otóż Henry Morgan jest nieśmiertelny. Jeśli zostaje zabity "przebudza" się w rzece. Nie starzeje się i nie wie jak można by go zabić "na dobre". W serialu przewija się seria retrospekcji z poprzednich "żyć" Henry`ego oraz pojawia się również watek "wroga" podobnego do niego samego. Warto, choć bywają słabsze epizody.


Poldark


Jestem na razie po pilocie, ale zapowiada się serial w klimacie podobnym do Outlandera. 
Żołnierz wraca z wojny, okazuje się, ze jego ukochana wychodzi za innego, majątek jest w ruinie i musi zaczynać wszystko od nowa. Mi to wystarcza. Ponownie na podstawie książki. 

The Strain 


Nadrobiłam w maratonie. Ponownie serial, który w pewnym momencie stał się pastiszem schematu. Miał świetny początek (tajemniczy wirus na pokładzie samolotu), potem poszło to w kierunku ala Resident evil czy Walikng dead, by skończyć na seriach retrospekcji i wampiryzmie. Mix rożnych gatunków, kręcony jednak w miarę mam nadzieje z zamierzonym dystansem. Na pewno obejrzę drugi sezon.

The Affair


Serial po który sięgnęłam po rozdaniu Złotych Globów. Zdobywca statuetki w kategorii najlepszy serial dramatyczny, zdobywczyni statuetki Ruth Wilson w kategorii najlepsza aktorka w serialu dramatycznym, Dominic West nominowany w kategorii najlepszy aktor w serialu dramatycznym. Jest to historia małomiasteczkowego romansu. Tym co jednak wyróżnia tę produkcję jest konstrukcja fabularna. Te same wydarzenia są przedstawiane z perspektywy JEJ i JEGO. Świetnie pokazane jak bardzo różnie to samo zdarzenie może być opowiedziane i zinterpretowane przez kobietę i mężczyznę. Świetny dramat. Warto.

The Mindy project


Po ten serial sięgałam w ramach "zapychacza". Lekkie 20 minutowe komediowe odcinki opowiadające perypetie pani ginekolog Mindy szukającej prawdziwej miłości, które bardzo często poszukiwane tego jedynego nie wychodzi. Momentami dobre teksty odnoszące się do współczesnej popkultury. Taka serialowa Bridget Jones. Niezbyt wybitne, ale można obejrzeć (sezon pierwszy nadrobiony, drugi w trakcie, co jakiś czas oglądane kolejne odcinki).


Nie mogę odżałować skasowania Manhattan love story. Fajna komedia, miało to potencjał by pociągnąć to dłużej. Wciąż obiecuję sobie nadrobić Vikings


Z kontynuacji z lat ubiegłych drugi sezon Hannibala pochłonęłam w trybie ekspresowym w przerwie świąteczno-noworocznej, podobnie było  z nowym sezonem Downtown Abbey (kolejny sezon ma być już tym ostatnim niestety. Choć może BBC wie kiedy należy odejść). Z tygodnia na tydzień śledziłam drugi sezon Witches of the east end ale niestety serial skasowano (I do tego fabuła się urywa w bardzo ciekawym momencie) przyjrzałam się Galavantowi (ale raczej nie zostanę z tym serialem na dłużej). The Orginals czekam na zakończenie sezonu, żeby wciągnąć w maratonie, podobnie z Supernatural. Przymierzam się do obejrzenia Agentów T.A.R.C.Z.Y. (obowiązkowo trzeba to nadrobić by przygotować się do pójścia do kina na Avengersów, dwa sezony do nadrobienia...). American horror story - ledwie się przymierzyłam, choć dwa pierwsze epizody mnie nie wciągnęły. Planuję pociągnąć to dalej w maratonie, podobnie jak House of Cards przy okazji najbliższego urlopu.



Wciąż w kolejnym sezonie z tygodnia na tydzień śledzę:
  • Teoria wielkiego podrywu - serial ma wzloty i upadki (trochę słabiej się zrobiło odkąd Penny i Leonard są na dobre razem, a związek Sheldona i Amy zbytnio się ustabilizował. Przydałaby się w serialu "świeża krew". Czekam aż któraś z dziewczyn zajdzie w ciążę...).
  • The Good Wife - każdy odcinek jest świetny. Pomimo odejścia Willa scenarzyści wciąż wiedzą jak budować napięcie.
  • The Vampire diareis - oglądam, chociaż nie wiem po co. Serial zaczyna być boleśnie powtarzalny. Już każdy z każdym i wszyscy po kolei "wyłączają ludzkie emocje". Pokonali kogo tylko się z wrogów się da, a co drugi okazuje się "dobry".
  • Chirurdzy - nieustanie bardzo dobry. Pomimo zniknięcia kolejnych najważniejszych postaci, Shonda wciąż wie jak zrobić świetny odcinek.
  • Elementary - ostatnio tendencja spadkowa po tym jak próbowano dodać nową stałą postać do obsady.
  • Suits - trochę się scenarzyści pogubili i ostatecznie postanowili jednak przywrócić Mike`a do kancelarii po tym jak próbowali "wyprostować" ryzyko odkrycia kłamstwa.
  • Once upon time - po zakończeniu wątku z Krainy lodu, wciąż mnie zadziwia wyobraźnia scenarzystów. Jest dobrze, choć może jeszcze sezon lub dwa i się muszą w końcu wypalić.


A jak tam wasze odkrycia tego sezonu?

sobota, 3 maja 2014

Jak poznałem waszą matkę – czyli rzecz o rozczarowującym zakończenieniu serialu. Listy top the Best, the Worst zakończeń seriali

Najbardziej chyba lubię oglądać seriale w tzw. maratonie, kiedy już wiem, że produkcja jest zakończona i nie będę musiała czekać z tygodnia na tydzień by dowiedzieć się co się wydarzy w kolejnym odcinku. Wiem, właściwie nie tak powinno się oglądać serie. Przecież scenarzyści tak się starają by z odcinka na odcinek trzymać widza w niepewności by w kolejnym tygodniu ponownie zasiadł przed telewizorem. Wiele jednak serii prawdopodobnie nie byłoby w stanie mnie przyciągnąć na lata, gdyby nie to, że jednak zaczęłam oglądać je ze sporym opóźnieniem, gdy już przetrwały „próbę czasu”. Jak pisałam już w tekstach poświęconych odkryciom serialowym sezonu, staram się raczej nie oglądać nowych produkcji, ponieważ większość zazwyczaj nie udaje się przetrwać i dostać zamówienia na kolejną serię. Po co przeżywać  rozczarowanie? (Niedopracowany scenariusz, pośpieszne zakańczanie rozpoczętych wątków, lub co gorsza otwarte zakończenia stworzone w nadziei, że jednak kiedyś, przywrócą serial). Właściwie większość seriali, które oglądam do dziś rozpoczęłam od nadrabiania kilku sezonów i dogonienia stanu „obecnego” [Supernatural, Chirurdzy, Gra o tron! (obejrzany pierwszy sezon w maratonie, potem niecierpliwe oczekiwanie z tygodnia na tydzień), W Garniturach, Żona idealna, Teoria wielkiego podrywu, America Horror Story, Downton Abbey).



Jak poznałem waszą matkę postanowiłam obejrzeć gdy „usłyszałam” że serial został zakończony, chociaż było to moje drugie podejście do serialu, gdyż jakiś czas temu na początku mnie nie wciągnął. Tym razem jednak, gdy wiosna nastała (zaczęłam oglądać na początku kwietnia. Obejrzenie całego serialu zajęło mi niecały miesiąc i tak Shame on me, w tym czasie też niewiele filmów oglądałam, bo każdą wolną chwilę spędzałam u McLarena…) na dobre się „wciągnęłam” i obejrzałam 9 sezonów w maratonie.

Pod względem samego pomysłu serial ten bardzo przypomina kultowych Przyjaciół. Grupa przyjaciół: Ted, Lily, Marchall i Barney co wieczór spotyka się w barze. Nawet serial się podobnie zaczyna. Do zgranej już grupki dołącza nowa osoba. W Przyjaciołach był to moment pojawienia się Rachel, a w Jak poznałem waszą matkę jest to dzień, gdy w barze pojawia się Robin (która podczas trwania całego serialu kilkakrotnie zmienia prace podobnie jak Rachel). Ted i Marchall razem studiowali (tak jak Ross i Chandler) w grupie jest również niepoprawny łamacz damskich serc Barney (odpowiednik Joey`a). Poszczególne odcinki jak na sitckom przystało nie są ze sobą ściśle powiązane, jednak akcja powoli brnie „do przodu”. Cały pomysł Jak poznałem waszą matkę opiera się na tym, że główny bohater Ted opowiada swoim dzieciom różne historie z dawnych dobrych czasów, gdy wujek Marshall, Barney ciocia Lily i Robin spotykali się w barze. W serialu mamy do czynienia z retrospekcjami w retrospekcjach (Ted opowiada historie swoim dzieciom, ale w tej historii najczęściej rozmawiając w barze pozostali opowiadają o tym, co im się przydarzyło), co ciekawe ponieważ historia opowiadana jest z perspektywy 20 lat, Ted czasami opowiadając, że Wujek Marshall ślubował nigdy się więcej tak nie upije mógł potwierdzić, że Marshall nie dotrzymał on tego ślubowania. W kolejnych odcinkach czasami wraca do wydarzeń wcześniejszych niż te „pozornie chronologicznie opowiadane” lub wyprzedza pewne wydarzenia myląc rok w którym koza była zamknięta w łazience albo Ted ubrał się w damską sukienkę, ale jak zwykle „dojdziemy do tego”. Pewne wątki ciągną się przez kilka serii (zakładu i w efekcie 5 spoliczkowań Barney`a przez Mrshalla, kolejne upokarzające teledyski Robin, Księga Bracholi i Playbook Barney`a). Z sezonu na sezon dowiadujemy się o wszystkich coraz więcej (nastoletnie lata Robin, czasy studenckie Marshalla i Teda, pierwsze spotkanie Lily i Marschala (kilka wersji) by w finalnej serii dowiedzieć się czym naprawdę Barney zajmuje się zawodowo (kolejne podobieństwo do przyjaciół, w których nikt nie wiedział czym zajmuje się Chandler). Swoiste uzupełnianie historii poprzez nowe wątki i retrospekcje, „Jak Marshall poznał Lilly”, „Jak Ted i Marshall zostali przyjaciółmi”, „Co robiła Robin jako nastolatka”, Co się wydarzyło w samochodzie Marshalla”, „kolejne zagrania z księgi barney`a” to jedne z lepszych konstrukcyjnie odcinków serialu.

SPOILERY

Jak jednak przystało na każdą serię ciągnącą się przez lata scenarzyści nie raz, nie dwa musieli odwlekać pewne wydarzenia nie wiedząc zapewne kiedy przyjdzie im zakończyć ostatecznie serial. W przypadku Jak poznałem waszą matkę oczywistym było, że na końcu dopiero możemy poznać Panią Mosby i tak wskazówki dotyczące tej jedynej pojawiają się kilka razy w serialu byśmy myśleli, że tu już już może się dowiemy, albo już oglądamy tę jedyną na ekranie. Ted opowiada, że matka była na przyjęciu z okazji dnia świętego Patryka, a potem poznaje dziewczynę, która tam była – jednak to nie ona okazała się matką. Podobnie było z wykładem na uczelni – słyszymy, że matka na nim była, potem Ted poznaje studentkę ekonomii, ale i ona Nią nie była. Biedny Ted przez 9 sezonów nie mógł spotkać tej jedynej i były momenty, kiedy jego kolejne dziewczyny były bardzo denerwujące (nie przepadałam od samego początku ani za Stellą ani za Zoey) i wraz z nim popadałam w znużenie i zniechęcenie. Podobnie było z wątkiem Barney`a i Robin. Scenarzyście przedwcześnie w pewnym momencie ich „połączyli” po ty by jednak ich z czasem rozdzielić (argumentując to mało prawdopodobnie: Barney sie roztył a Robin przestala o siebie dbać?), ponieważ zmierzało to donikąd. Barney jest o wiele bardziej interesujący, gdy każdy jago kolejny podryw jest wyzwaniem, a kolejna noc będzie legen…wait for it…darna. Bardzo liczyłam na to, że ta dwójka ostatecznie będzie razem w finale i PRAWIE to dostałam. Najlepiej rozwijały się postaci Lilly i Marshalla. Oczywistym było, że ta dwójka musi być razem, a ich zabawne momenty opierały się głównie na zmianach w ich związku. Najbardziej nie podobał mi się wątek bezpłodności Robin (tak strasznie żałuję, że nie rozwinęli tego wątku, kiedy myślała, że jest w ciąży i rozwiązali go w taki sposób…), liczyłam na bardzo szczęśliwe zakończenie dla niej i Barney`a i myślałam, że je dostanę. Motyw z ostatnim zagraniem Barneya z księgi : „The Robin” był świetny. Cały 9 sezon rozgrywający się na weselu również. Kolejne odcinki „Dzieci i tak Lilly, Marshal, Baney, Robin poznali waszą matkę”, po to by to ostatecznie nie zakończyć tego jak aż się prosiło. Dla mnie ten serial mógł się zakończyć na tym ślubie. Barney i Robin w końcu razem, Lilly i Marshal oczekujący drugiego dziecka, Ted poznający w końcu Tracy na peronie (rozmowa o parasolce). Ted powinien zakończyć tę opowieść w stylu: „dzieci, gdybym nie poznał Robin wtedy w barze i nie wyznał jej od razu miłości nie stała by się ona częścią naszej paczki. Wtedy ona i Banrey nie zostali by ostatecznie parą i nie było by tego ślubu, na którym wasza mama grała. Gdybym jednak też wcześniej nie poznał Victorii i nie pomógł jej uciec sprzed ołtarza ten ślub nie odbyłby się wcale w miejscu, w którym się poznaliśmy. Gdybym wcześniej nie umawiał się ze współlokatorką waszej mamy nie poleciłby nam ona zespołu waszej mamy i wiele, wiele innych i dlatego właśnie opowiedziałem wam tę całą historię od początku, bo tak właśnie poznałem waszą matkę.
Jak się kończy jednak serial? Bardzo, bardzo źle…i żałuję, że nakręcili ten ostatni odcinek i nie poprzestali na ślubie. Niestety dowiadujemy się, że po 3 latach Barney i Robin się rozwiedli!!!, bo przestało to działać, ponieważ Robin tyle pracowała, bo wybrała karierę ponad związek. Przez te wszystkie lata niby dojrzała do tego, by wybrać związek nie karierę? ( Przecież raz zrezygnowała z pracy by być z Donem, a potem on ją wystawił!). To samo z Barney`em - nie chciał już taki być i uganiać się za kobietami, bo znalazł tą jedyną, a serial kończy się tak, że jego postać ostatecznie wcale się nie zmieniła? To zaprzeczenie wszystkiego co się z nim działo w ostatnich sezonach (i to dziecko z anonimową dziewczyną z idealnego miesiąca? Ok, Barney chciał dzieci, i już myślałam, że on i Robin ostatecznie jakieś adoptują jak Robin do tego dojrzeje…). Natomiast Ted opowiada, że związał się z Tracy, ale nie wzięli ślubu, tak jak trzeba, ponieważ Tracy zaszła w ciążę i ostatecznie pobrali się dopiero bez wielkiej uroczystości mając już dwójkę dzieci? I mało tego ten Ted, który czekał na nią przez 9 sezonów musiał się te z nią pożegnać, ponieważ Tracy umarła?!
Serial się kończy konkluzją, że jest to raczej opowieść o tym jakiego fioła miał Ted na punkcie Robin i opowiadał on to swoim dzieciom by dały mu pozwolenie na umówienie się z nią po śmierci ich matki? Niby ma to jakiś sens, bo cala opowieść jest o Robin, ale moim zdaniem można było to rozwiązać „po mojemu”. Ja wcale nie chciałam by ostatecznie Ted i Robin byli razem…
Jedynie zakończenie Lily i Marshala jest satysfakcjonujące. Gdyby nie to rozczarowujące zakończenie pewnie dałabym temu serialowi 9, ale niestety, pozostanę przy mocnej 8/10…
I tym samym Jak poznałem waszą matkę znajduje się na mojej liście top rozczarowań na miejscu 3…


Moje małe top najlepszych i najgorszych zakończeń seriali, lista tych, które niestety ciągną juz zbyt długo, oraz tych, które mogą jeszcze kręcić przez kilka sezonów. Jest jeszcze wiele, wiele innych zakończeń, które nie do końca były udane, ale ani nie uznaję je za najgorsze, ani najlepsze. Na tej liście znajduje się zakończenie Przyjaciół (Ross i Reachel jednak nie są razem, ale losy reszty bohaterów są satysfakcjonujące), Detektyw Monk kończy się tak jak trzeba (Adrien w końcu dowiaduje się jak zginęła Trudy, choć cale to rozwiązanie nie jest zbyt wstrząsające), Brzydula Betty ostatecznie na szczęście nie wiąże się z Danielem, zakończenie ze Spartakusa (historii nie zmienili).
Pomijam tu seriale takie jak Gra o tron, czy House of Cards mają taki potencjał, że w ich dalszą kontynuację nie można wątpić. Wymieniam raczej te serie, które pozornie pomimo „wyczerpania materiału” jednak wciąż udanie się rozwijają.

Moje top 3 satysfakcjonujących zakończeń

  1. Breaking Bad – Cały serial to śledzenie procesu stawania się „tym złym”, przekraczania granic, kolejnych morderstw i kłamstw. Przez cały serial bohater się stacza. Traci rodzinę, jego szwagier zostaje z jego winy zabity i nie ma odwrotu od tego kim się stał. Wisiało nad nim widmo śmiertelnej choroby, a ostatecznie umiera od postrzału próbując jednak ostatecznie uratować swojego przyjaciela Jesse`go (tego, który z tej dwójki w całej tej historii miał najwięcej wyrzutów sumienia, który chciał z tym skończyć, tego „dobrego”). To nie mogło się dobrze skończyć, a śmierć Waltera w taki sposób jest godnym zakończeniem serii.
  2. Dr House – ponieważ serial niejako nawiązuje do postaci Sherlocka Holmesa, to cały końcowy wątek pozorowanej śmierci Housea ma sens. Odjazd dwojga bohaterów ku zachodzącemu słońcu jest w pełni satysfakcjonujący, ponieważ jedyną stałą w tym serialu do końca była właśnie przyjaźń Watsona i House`a.
  3. Seks w Wielkim mieście – serial kończy się dokładnie tak jak zapewne chciały wszystkie fanki serialu. Bohaterki są w stałych związkach (Charlotte wychodzi za Harry`ego, Miranda za Steve`a, a nawet Samantha wiąże się na stale ze Smithem). Carrie w końcu słyszy od Mr Biga że „jest tą jedyną”, a my w końcu poznajemy jego prawdziwe imię: John Preston.



Moje top 3 rozczarowujących zakończeń

  1. Zagubieni LOST – im dalej rozwijano fabułę tego serialu tym mniej się wszystko zgadzało. Od momentu, gdy części rozbitków udało się wydostać z wyspy było coraz gorzej (choć serial miał swoje wzloty – zabawa z czasem). Jednak zakończenie całości śmiercią wszystkich bohaterów i ich spotkaniem na wyimaginowanym pogrzebie było nieporozumieniem. Ja w pewnym momencie miałam nadzieję, że serial zakończy się ostatecznym rozwiązaniem „gry” na wyspie dobra ze złem, że wszyscy trafili tam, ponieważ zostali wybrani i poddani próbie (sens by wtedy miały i te powtarzane liczby, który były na kuponie lotka i wiele, wiele innych), ale niestety twórcy na końcu przesadzili z metafizycznością…
  2. Dexter – twórcy serialu właściwie pokazali na ekranie to właściwe zakończenie (sen Dextera, gdy to on jest na swoim stole i widzi zdjęcia swoich ofiar). Dexter powinien skończyć na krześle elektrycznym. Dexter był seryjnym mordercą i powinien zostać złapany i skazany. Jak jednak kończą twórcy ten serial? Debra umiera, Dexter ucieka i staje się anonimowym drwalem, a Hannah ucieka z jego synem za granicę? Jasne jest to lepsze niż sielankowa ucieczka całej trójki, ale jednak...Dexter powinien zginąć.
  3. Jak poznałem waszą matkę


Tuż za podium z mieszanymi uczuciami jeszcze:

Plotkara – serial ten kończy się właściwym zamknięciem wątku głównych par. Blair i Chuck razem, ślub Danna i Sereny. Jeśli chodzi o pozostałe postaci ich zakończania nie były najistotniejsze. Pocieszające jest to, że ci którym się kibicowało przez cały serial ostatecznie są razem (zwłaszcza Chuck i Blair). Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki postaci „Plotkary” to nienajlepiej z tego wybrnięto. Przypuszczam, że gdyby oglądać cały serial ze świadomością, że Plotkarą jest Dan, to bardzo wiele rzeczy by się tu nie zgadzało. Lepszym rozwiązaniem byłoby jednak stworzenie postaci odgrywanej przez Krisetn Bell i pokazanie kilku retrospekcji ze szkoły, iż była ona niezauważalną personą, która zaczęła plotkować, a potem tworzyła stronę dzięki plotkom które do niej wysyłano…


Moje top 3 seriali, które wciąż oglądam, choć żałuję, że nie zakończyły się one w momencie swojej świetności


  1. Supernatural – każdy chyba się ze mną zgodzi, że moment w którym Sam ląduje w klatce a Dean zakłada rodzinę byłby zacnym zakończeniem…
  2. Czysta krew – im dalej tym gorzej i bardziej absurdalnie. Serial powinien się skończyć w okolicach zniknięcia Sookie na cały rok.
  3. Pamiętniki wampirów – serial powinni zakończyć w momencie rozwiązania wątku Pierwotnych, albo ostatecznie wyjaśnienia źródła sobowtórów. Im dalej tym nudniej.


Moje top 3 seriali, które mogą kręcić przez jeszcze dobre kilka sezonów

  1. Big Bang Theory – zdecydowanie tu wciąż są ogromne możliwości głównie dzięki temu, że „rozwój” fabularny  (i emocjonalny Sheldona) następuje tu niezwykle powoli. Jak dla mnie serial może jeszcze gościć na ekranach przez dobrych kilka lat.
  2. Żona Idealna – pomimo twistu jaki zaserwowano nam niedawno, scenarzyści znakomicie potrafią wybrnąć z wszelkich wielkich zmian i sprawić, że robi się jeszcze bardziej interesująco (myślałam, że odejście Alicji z kancelarii, to początek końca, a okazało się, że serialowi wyszło to na dobre – potyczki pomiędzy kancelariami).
  3. W Garniturach – Sprawa tajemnicy Mike`a wydawała się być nieuchronnym bliskim końcem tej serii, jednak po zakończeniu ostatniego sezonu wydaje mi się, że scenarzyście całkiem zgrabnie planują wybrnąć z tej sytuacji. Zapowiada się bardzo dobrze.

sobota, 22 lutego 2014

Odkrycia serialowe sezonu 2013/2014. Seriale, które wciąż warto oglądać



Jestem maniakiem serialowym i właściwie co sezon zaczynam oglądanie jakiejś nowej produkcji, które zastępują mi te, które się już zakończyły. Mniej więcej też raz do roku nadrabiam oglądając w kilku do kilkunasto-tygodniowym maratonie serial, który cieszy się ogromną popularnością, a w  wyniku niedopatrzenia nigdy go nie widziałam  W ten sposób pewnego lata obejrzałam Lost-ów, innego Dr. Housa, zeszłe lato spędziłam z Dexteram, a tegoroczny sezon przerwy świąteczno-noworocznej w świecie seriali z Breaking Bad (dobry, i przyznam, że zakończenie serialu zaliczam do tych satysfakcjonujących w przeciwieństwie do kiepskiej końcówki Lostów i Dextera). Wciąż walczę ze sobą wewnętrznie i opieram się presji obejrzenia Synów Anarchii karmiąc się na razie po ostatnio zakończonym maratonie jednak nowszymi produkcjami, które na razie nie mają aż tylu odcinków do nadrobiania. Niektóre z tegorocznych debiutów nie były w stanie przyciągnąć mnie przed ekran w kolejnym tygodniu i nie dałam im kolejnej szansy. Po pilocie odpuściłam sobie Draculę, The White Queen (choć po tym jak serial otrzymał kilka nominacji do Globów mam go na mojej liście „kiedyś do obejrzenia”), Regin (Temu serialowi w stylu kostiumowej Plotkary może dam szansę jeśli dostanie zamówienie na drugi sezon). 

Nowe seriale, z którymi wytrwałam do końca sezonu/przerwy świąteczno-noworocznej):

The Orginals



Z nowości w mini maratonie obejrzałam Spinn-off Pamiętników wampirów, choć pierwszy odcinek The Orginals mnie nie zainteresował. Dopiero po tym jak uzbierało się więcej epizodów w jeden weekend nadrobiłam połowę sezonu i da się to oglądać od czasu do czasu, ale bez wypieków na twarzy w oczekiwaniu na kolejny odcinek. W serialu brakuje mi porządnego wątku romansowego, który to właśnie w Pamiętnikach „ciągnie” nieustannie fabułę. Niestety postaci żeńskie są tu zbyt irytujące. Halley nie polubiłam w Pamiętnikach, a wątek, który ją wplatał w fabułę The Orginals jest idiotyczny. Za to barmanka Camie jest postacią irytującą, która nie jest w stanie zastąpić Caroline i do tego paradoksalnie wydaje się za stara dla całego towarzystwa (paradoksalnie, ponieważ jeśli sprawdzić wiek aktorów to jest o wiele młodsza od aktora odgrywającego postać Klausa). O wiele lepiej wypadają postaci męskie i to właśnie dzięki potyczkom o władzę w Nowym Orleanie i nieźle rozbudowany wątek czarownic oraz retrospekcji z życia Pierwotnych serial jednak można obejrzeć. Oglądanie The Orginals wymaga momentami znajomości Pamiętników wampirów (Pochodzenie pierwotnych, ich rodzice, sposoby zabicia).

Pokojówki z Beverly Hiils (Devious Maids)




Polski tytuł Devious Maids moim zdaniem można zaliczyć do plejady nieudanych tłumaczeń tytułów. Nie można było zwyczajnie nazwać tego serialu Diabelskimi/niebezpiecznymi pokojówkami? Serial jest reklamowany jako kolejna produkcja twórców Gotowych na wszystko i sygnowana nazwiskiem Evy Langori (która jest jedynie producentką wykonawczą). Pewne elementy się zgadzają i w serialu można odnaleźć wiele podobieństw do Desperatek. W pierwszym epizodzie dochodzi do morderstwa pokojówki (Kto zabił Florę?) i przez cały sezon będziemy dowiadywać się brudnych szczegółów dotyczących życia zarówno pokojówek jak i ich pracodawców. Oglądając serial w „maratonie” miałam wrażenie, że akcja rozwija się zbyt szybko. Na szczęście scenarzyści pozostawili nieco zagadek i tajemnic do rozwiązania w następnym sezonie. Warto, lekki komediodramat, w którym można odnaleźć boleśnie oklepane wątki znane z telenowel (serial jest amerykańską wersją meksykańskiej telenoweli). Kilka postaci ma ogromny potencjał (państwo Powell) i na pewno powrócę do oglądania pokojówek w drugim sezonie.

Czarownice z East End


Kolejny serial, który powstał na podstawie serii książek dla nastolatek. Czarownice podobnie jak wszelkie inne zjawiska paranormalne wciąż są modne. Akurat w tej produkcji zaintrygował mnie wątek czarownicy, która jest nieśmiertelna i w kółko, jak tylko w młodym wieku umierają jej dwie córki, rodzi je ponownie (tego jeszcze nie było). Szablonowo dwie młode bohaterki dowiadują się, że posiadają moce i w początkowych odcinkach próbują nad nimi zapanować, do tego mamy trójkąt miłosny i kilka przepowiedni (to już było setki razy). Ponieważ generalnie lubię takie historie serial zainteresował mnie na tyle, że oglądałam kolejne epizody z tygodnia na tydzień. Serial ma zamówienie na drugi sezon. Podobne do Pamiętników Wampirów, Zmierzchu, Czarodziejek.

Masters of sex



Zdecydowanie najlepszy nowy serial tego sezonu (z tych, którym dałam szansę). W roli głównej Michael Sheen (Aro z Sagi Zmierzch). Serial przedstawiający pionierskie badania na polu seksualnym prowadzone przez Williama Mastersa i jego asystentkę  Virginię Johnson pod koniec lat pięćdziesiątych (postaci historyczne, czytając ich życiorysy można sobie zaspoilerować dalszy rozwój fabuły serialu). W pierwszym epizodzie Masters zatrudnia jako asystentkę Jonson, która będzie mu pomagać w badaniach nad ludzką seksualnością (badanie tętna, reakcji ludzkiego ciała podczas stosunku, etapy stosunku). Serial pokazuje trudności związane z przełamywaniem społecznego tabu, „rekrutacją obiektów badawczych”, zdobywaniem funduszy na badania, ale również śledzimy prywatne życie kliku bohaterów. Świetna gra aktorska, portret ówczesnego społeczeństwa. Wielowątkowy serial z niebanalnymi i nieszablonowymi postaciami. Zdecydowanie polecam.
Nominacja do Globa 2014 w kategorii: Najlepszy serial dramatyczny, najlepszy aktor w serialu dramatycznym: Michael Sheen


Poza tymi nowszymi produkcjami z dobrych seriali, które trwają już od kilku sezonów i dobre są na tyle, że śledzę kolejne sezony, choć w przypadku niektórych już z przyzwyczajenia:

  • Supertantural – bracia Winchester walczyli już chyba ze wszystkimi istotami nadnaturalnymi i oglądam z przyzwyczajenia, ale wciąż miewa świetne odcinki.
  • Once upon Time – uwielbiam ten serial za sposób w jaki przekształca i rozwija znane baśnie, wielowątkowy z sezonu na sezon wciąż bardzo dobry.
  • Game of thrones – Po obejrzeniu odcinka krwawych Godów miałam ochotę krzyczeć: J.R.R Martinie czemu ciągle zabijasz Starków!? Serial, którego nie wypada nie znać. Absolutny majstersztyk, generujący znane powiedzonka:

 You know nothing John Snow 

 A Lanister always pays his debts

 Winter is Coming

 Every time you ask about the next book, George R. R.l Martin kills a Stark

Where are my Dragons?
  • The Vampire Diaries – serial, w którym już coraz trudniej wymyślać scenarzystom z kim grupa, już teraz wampirów, musiałaby się zmierzyć i nawet większość rozwiązań wątków miłosnych już można było zobaczyć na ekranie, ale ciągle oglądam.
  • American Horror Story -  w każdym sezonie przedstawiona jest inna „straszna historia”: nawiedzony dom, zakład psychiatryczny, czarownice. Moim zdaniem sezon trzeci lepszy od drugiego. Bardzo dobra obsada.
  • True Blood – serial powinien się był skończyć ze 3 sezony temu (do 4 bardzo dobry) i dobrze, że kolejny będzie tym ostatnim. Zdecydowany przykład „wypalenia” się pomysłów.
  • Grey's Anatomy – można by mieć wątpliwości ile można oglądać pracę lekarzy i ich prywatne perypetie, jednak Chirurdzy mają w sobie to coś, że wciąż zakończenie każdego odcinka sprawia, że chcę zobaczyć kolejny (Shonda Rhimes tworzy jedne z lepszych cliffhangerów z odcinka na odcinek).
  • Suits – serial prawniczy, pokazujący więcej wewnątrz kancelaryjnych walk i rywalizacji  niż samych rozpraw. Harvey i Mike stanowią znakomity duet.
  • The Good Wife – serial prawniczy, w którym w każdym odcinku pojawia się nowa sprawa i czas antenowy jest zrównoważony pomiędzy prywatne życie „dobrej żony” a tajniki i kruczki prawnicze amerykańskiego prawa.
  • Hause of Cards – tym razem walka o władzę na szczycie.  Serial Davida Finchera ze znakomitym Kevinem Spacey`m. Nagrodzony czterema Globami.
  • Downtown Abbey –kolejny świetny serial BBC. Życie wyższych sfer na początku `20 wieku ze znakomitą obsadą. Niebanalny scenariusz.
  • Sherlock (prod. BBC) –mój numer jeden z seriali, na którego kolejne odcinki nie mogę się doczekać.
  • Elementary – marna kopia Sherlocka, ale gdy na Sherlocka trzeba czekać średnio 2 lata można obejrzeć. Odcinki i sprawy przeciętne, miewa lepsze momenty, kiedy pojawia się „szerszy kontekst” – manipulacja  Maycrofta, Irene.
  • Hannibal – serial, który miał ogromną reklamę. Oglądany jak nie ma nic innego, do kinowego Hannibala mu daleko. Ilu seryjnych morderców może być w USA?
  • The Bing Bang Theory – numer jeden seriali komediowych. Nerdy nigdy mi się nie znudzą. Nieustannie serial potrafi doprowadzić do śmiechu i w znakomitej przewadze są tu odcinki genialne nad bardzo dobrymi.
  • 2 Broke Girls – sitcom do pooglądania jak nie ma nic innego.
  • Girls – tak pokręcone, że aż ciekawe, do obejrzenia.


Ktoś poleca coś innego?