sobota, 10 maja 2014

Pompeje – standard kina historycznego

Po Pompejach nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego. Przygotowana byłam na widowiskowe efekty specjalne, historię w „klimatach” starożytności jakich wiele już widzieliśmy na ekranie. Ponieważ mam słabość do kina przygodowego, bazującego na historii i mitologii greckiej obejrzałabym ten film nawet gdyby głównej roli nie grał tu Kit Haringtona (John Snow z Gry o Tron!). Film wyreżyserował Paul W.S. Anderson który na swoim koncie ma głównie głośne rozrywkowe filmy (Seria Resident Evil, Trzej muszkieterowie). 



Dlatego też Pompeje są tworem komercyjnym i schematycznym w 100%. Jako pretekst do pokazania historii Milo, gladiatora wykorzystano tu historyczny wybuch Wezuwiusza w 79 roku [Popiół wulkaniczny, który zasypał Pompeje utrwalił budowle, przedmioty, a nawet ludzi, dzięki czemu zachowały się do współczesnych czasów i stały się źródłem informacji dotyczącym wielkości miasta i sposobu życia w Starożytnym Rzymie]. Przez cały seans wiemy, że musi dojść do wybuchu wulkanu. Ludzie ignorują i bagatelizują oznaki nadchodzącego niebezpieczeństwa jak na gatunkowe kino katastroficzne przystało. (Mury pękają, koń zostaje spłoszony, nikt nie wierzy, że grozi im niebezpieczeństwo). Fabularnie film boleśnie przypomina historię znaną nam z Gladiatora. Nie poznajemy imienia bohatera, wszyscy nazywają go Celtem. Bohater przedstawia się dopiero gdy nawiązuje „przyjaźń” z drugim, oczywiście czarnoskórym gladiatorem (taka mieszanka Kriksosa i Doctore ze Spartakusa). Na arenie kazano gladiatorom odtworzyć historyczną walkę wymordowania plemienia koniuszy i oczywiście pomimo przewagi przeciwników bohaterom udaje się wygrać w walce, którą z założenia mieli przegrać. (Nawet słowa Corvusa są tu kalką słów Kommodusa z Gladiatora: „Nie tak to zapamiętałem”). Ponadto mamy tu wątek zakazanego uczucia do arystokratki, zemsty na człowieku, który wymordował Milo rodzinę i nawet wkroczenie Rzymianina na arenę by zmierzyć się z bohaterem w trakcie Igrzysk. Początek filmu jest wzniosły (niewinne oczęta chłopca patrzącego na śmierć matki i ojca), Milo jest ostatnim celtyckim przedstawicielem plemienia koniarzy. Pierwsze spotkanie arystokratki i bohatera jest niezwykle romantyczne i dzięki jednemu spojrzeniu i wspólnemu okazaniu miłosierdzia koniowi potem oboje są gotowi na ogromne wzajemne poświęcenie. Ich relacje wydają się niezwykle platoniczne i jakoś trudno uwierzyć w ich gorące uczucie. Romans ten jest niezwykle umowny. Najbardziej wyrazistym bohaterem jest tu jedynie Corvus (Keifer Sutherland,)
Jednak jednego temu filmowi nie można odmówić. Jest to widowiskowy obraz wybuchu wulkanu, walącego się miasta,paniki ludzi (nielogicznie jednak są pojedynki na śmierć i życie, zamiast ucieczki, kiedy miasto zalewa lawa wulkaniczna). Pompeje wyglądają imponująco i widać tu ogromny budżet przeznaczony na efekty specjalne, ale nic więcej. Scenariusz banalny. Wszystko to już było (choć czasami nie jest to takie złe), ale w filmie tym nie było nic więcej.
Do obejrzenia, ale tylko dla fanów „starożytnych” historii. Jedynie zakończenie mnie nie rozczarowało. Lubię właściwie oglądać wciąż to samo, bardzo na wyrost, ale jednak ani się nie wynudziłam, ani się nie niecierpliwiłam podczas seansu, ani się nie rozczarowałam bo oczekiwałam komercji, a chciałam zobaczyć Haringtona w czymś innym poza Grą o tron 7/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Podczas Igrzysk dochodzi do Wybuchu wulkanu. Arena się zapada. Giną rodzice Cassi, jednak Corvusowi udaje się przeżyć (ostatecznie on dobija ojca Cassi). Milo postanawia ratować Cassię, która została zamknięta w willi Corvusa. Wszyscy w panice chcą opuścić miasto. Atticus wypuszcza niewolników i udaje się w stronę portu. Milo odnajduje Cassię, budynek się zawala, ginie służąca Cassi. Milo i Cassia wracają do miasta. Wielka fala zalewa statki. Jedyną drogą ucieczki okazuje się wyruszenie w góry. Milo i Atticus spotykają się w mieście (jasne, panika, ogromne miasto, a im udaje się na siebie wpaść w tym tłumie). Potrzebują koni. Wracają na arenę. Na arenie muszą zmierzyć się z Corvusem i jego żołnierzem. Atticus staje do walki z rzymianinem, gotowy umrzeć jako wolny człowiek. Corvus porywa Cassię i ucieka rydwanem. Milo ich dogania, walczy z Corvusem. Postanawia go zostawić by zginął wraz z miastem. Milo i Cassia uciekają na jednym koniu. Miasto się wali. Dojeżdżają na wzgórze. Milo staje i każe Cassi uciekać dalej samej, ponieważ koń nie da rady wieźć ich oboje. Cassia nie chce go zostawić. Postanawiają umrzeć razem. Całują się na wzgórzu, zasypuje ich popiół wulkaniczny. Koniec. Gdyby udało im się jednak uciec byłabym o wiele bardziej rozczarowana, ponieważ byłby to szczyt komercyjnego happy endu.

Podobne do:
  • Gladiator
  • Immortals. Bogowie i herosi
  • Tarcie Tytanów
  • Gniew Tytanów
  • 300
  • Książę Persji: Piaski czasu
  • Rzym (serial)
  • Spartakus (serial)

sobota, 3 maja 2014

Jak poznałem waszą matkę – czyli rzecz o rozczarowującym zakończenieniu serialu. Listy top the Best, the Worst zakończeń seriali

Najbardziej chyba lubię oglądać seriale w tzw. maratonie, kiedy już wiem, że produkcja jest zakończona i nie będę musiała czekać z tygodnia na tydzień by dowiedzieć się co się wydarzy w kolejnym odcinku. Wiem, właściwie nie tak powinno się oglądać serie. Przecież scenarzyści tak się starają by z odcinka na odcinek trzymać widza w niepewności by w kolejnym tygodniu ponownie zasiadł przed telewizorem. Wiele jednak serii prawdopodobnie nie byłoby w stanie mnie przyciągnąć na lata, gdyby nie to, że jednak zaczęłam oglądać je ze sporym opóźnieniem, gdy już przetrwały „próbę czasu”. Jak pisałam już w tekstach poświęconych odkryciom serialowym sezonu, staram się raczej nie oglądać nowych produkcji, ponieważ większość zazwyczaj nie udaje się przetrwać i dostać zamówienia na kolejną serię. Po co przeżywać  rozczarowanie? (Niedopracowany scenariusz, pośpieszne zakańczanie rozpoczętych wątków, lub co gorsza otwarte zakończenia stworzone w nadziei, że jednak kiedyś, przywrócą serial). Właściwie większość seriali, które oglądam do dziś rozpoczęłam od nadrabiania kilku sezonów i dogonienia stanu „obecnego” [Supernatural, Chirurdzy, Gra o tron! (obejrzany pierwszy sezon w maratonie, potem niecierpliwe oczekiwanie z tygodnia na tydzień), W Garniturach, Żona idealna, Teoria wielkiego podrywu, America Horror Story, Downton Abbey).



Jak poznałem waszą matkę postanowiłam obejrzeć gdy „usłyszałam” że serial został zakończony, chociaż było to moje drugie podejście do serialu, gdyż jakiś czas temu na początku mnie nie wciągnął. Tym razem jednak, gdy wiosna nastała (zaczęłam oglądać na początku kwietnia. Obejrzenie całego serialu zajęło mi niecały miesiąc i tak Shame on me, w tym czasie też niewiele filmów oglądałam, bo każdą wolną chwilę spędzałam u McLarena…) na dobre się „wciągnęłam” i obejrzałam 9 sezonów w maratonie.

Pod względem samego pomysłu serial ten bardzo przypomina kultowych Przyjaciół. Grupa przyjaciół: Ted, Lily, Marchall i Barney co wieczór spotyka się w barze. Nawet serial się podobnie zaczyna. Do zgranej już grupki dołącza nowa osoba. W Przyjaciołach był to moment pojawienia się Rachel, a w Jak poznałem waszą matkę jest to dzień, gdy w barze pojawia się Robin (która podczas trwania całego serialu kilkakrotnie zmienia prace podobnie jak Rachel). Ted i Marchall razem studiowali (tak jak Ross i Chandler) w grupie jest również niepoprawny łamacz damskich serc Barney (odpowiednik Joey`a). Poszczególne odcinki jak na sitckom przystało nie są ze sobą ściśle powiązane, jednak akcja powoli brnie „do przodu”. Cały pomysł Jak poznałem waszą matkę opiera się na tym, że główny bohater Ted opowiada swoim dzieciom różne historie z dawnych dobrych czasów, gdy wujek Marshall, Barney ciocia Lily i Robin spotykali się w barze. W serialu mamy do czynienia z retrospekcjami w retrospekcjach (Ted opowiada historie swoim dzieciom, ale w tej historii najczęściej rozmawiając w barze pozostali opowiadają o tym, co im się przydarzyło), co ciekawe ponieważ historia opowiadana jest z perspektywy 20 lat, Ted czasami opowiadając, że Wujek Marshall ślubował nigdy się więcej tak nie upije mógł potwierdzić, że Marshall nie dotrzymał on tego ślubowania. W kolejnych odcinkach czasami wraca do wydarzeń wcześniejszych niż te „pozornie chronologicznie opowiadane” lub wyprzedza pewne wydarzenia myląc rok w którym koza była zamknięta w łazience albo Ted ubrał się w damską sukienkę, ale jak zwykle „dojdziemy do tego”. Pewne wątki ciągną się przez kilka serii (zakładu i w efekcie 5 spoliczkowań Barney`a przez Mrshalla, kolejne upokarzające teledyski Robin, Księga Bracholi i Playbook Barney`a). Z sezonu na sezon dowiadujemy się o wszystkich coraz więcej (nastoletnie lata Robin, czasy studenckie Marshalla i Teda, pierwsze spotkanie Lily i Marschala (kilka wersji) by w finalnej serii dowiedzieć się czym naprawdę Barney zajmuje się zawodowo (kolejne podobieństwo do przyjaciół, w których nikt nie wiedział czym zajmuje się Chandler). Swoiste uzupełnianie historii poprzez nowe wątki i retrospekcje, „Jak Marshall poznał Lilly”, „Jak Ted i Marshall zostali przyjaciółmi”, „Co robiła Robin jako nastolatka”, Co się wydarzyło w samochodzie Marshalla”, „kolejne zagrania z księgi barney`a” to jedne z lepszych konstrukcyjnie odcinków serialu.

SPOILERY

Jak jednak przystało na każdą serię ciągnącą się przez lata scenarzyści nie raz, nie dwa musieli odwlekać pewne wydarzenia nie wiedząc zapewne kiedy przyjdzie im zakończyć ostatecznie serial. W przypadku Jak poznałem waszą matkę oczywistym było, że na końcu dopiero możemy poznać Panią Mosby i tak wskazówki dotyczące tej jedynej pojawiają się kilka razy w serialu byśmy myśleli, że tu już już może się dowiemy, albo już oglądamy tę jedyną na ekranie. Ted opowiada, że matka była na przyjęciu z okazji dnia świętego Patryka, a potem poznaje dziewczynę, która tam była – jednak to nie ona okazała się matką. Podobnie było z wykładem na uczelni – słyszymy, że matka na nim była, potem Ted poznaje studentkę ekonomii, ale i ona Nią nie była. Biedny Ted przez 9 sezonów nie mógł spotkać tej jedynej i były momenty, kiedy jego kolejne dziewczyny były bardzo denerwujące (nie przepadałam od samego początku ani za Stellą ani za Zoey) i wraz z nim popadałam w znużenie i zniechęcenie. Podobnie było z wątkiem Barney`a i Robin. Scenarzyście przedwcześnie w pewnym momencie ich „połączyli” po ty by jednak ich z czasem rozdzielić (argumentując to mało prawdopodobnie: Barney sie roztył a Robin przestala o siebie dbać?), ponieważ zmierzało to donikąd. Barney jest o wiele bardziej interesujący, gdy każdy jago kolejny podryw jest wyzwaniem, a kolejna noc będzie legen…wait for it…darna. Bardzo liczyłam na to, że ta dwójka ostatecznie będzie razem w finale i PRAWIE to dostałam. Najlepiej rozwijały się postaci Lilly i Marshalla. Oczywistym było, że ta dwójka musi być razem, a ich zabawne momenty opierały się głównie na zmianach w ich związku. Najbardziej nie podobał mi się wątek bezpłodności Robin (tak strasznie żałuję, że nie rozwinęli tego wątku, kiedy myślała, że jest w ciąży i rozwiązali go w taki sposób…), liczyłam na bardzo szczęśliwe zakończenie dla niej i Barney`a i myślałam, że je dostanę. Motyw z ostatnim zagraniem Barneya z księgi : „The Robin” był świetny. Cały 9 sezon rozgrywający się na weselu również. Kolejne odcinki „Dzieci i tak Lilly, Marshal, Baney, Robin poznali waszą matkę”, po to by to ostatecznie nie zakończyć tego jak aż się prosiło. Dla mnie ten serial mógł się zakończyć na tym ślubie. Barney i Robin w końcu razem, Lilly i Marshal oczekujący drugiego dziecka, Ted poznający w końcu Tracy na peronie (rozmowa o parasolce). Ted powinien zakończyć tę opowieść w stylu: „dzieci, gdybym nie poznał Robin wtedy w barze i nie wyznał jej od razu miłości nie stała by się ona częścią naszej paczki. Wtedy ona i Banrey nie zostali by ostatecznie parą i nie było by tego ślubu, na którym wasza mama grała. Gdybym jednak też wcześniej nie poznał Victorii i nie pomógł jej uciec sprzed ołtarza ten ślub nie odbyłby się wcale w miejscu, w którym się poznaliśmy. Gdybym wcześniej nie umawiał się ze współlokatorką waszej mamy nie poleciłby nam ona zespołu waszej mamy i wiele, wiele innych i dlatego właśnie opowiedziałem wam tę całą historię od początku, bo tak właśnie poznałem waszą matkę.
Jak się kończy jednak serial? Bardzo, bardzo źle…i żałuję, że nakręcili ten ostatni odcinek i nie poprzestali na ślubie. Niestety dowiadujemy się, że po 3 latach Barney i Robin się rozwiedli!!!, bo przestało to działać, ponieważ Robin tyle pracowała, bo wybrała karierę ponad związek. Przez te wszystkie lata niby dojrzała do tego, by wybrać związek nie karierę? ( Przecież raz zrezygnowała z pracy by być z Donem, a potem on ją wystawił!). To samo z Barney`em - nie chciał już taki być i uganiać się za kobietami, bo znalazł tą jedyną, a serial kończy się tak, że jego postać ostatecznie wcale się nie zmieniła? To zaprzeczenie wszystkiego co się z nim działo w ostatnich sezonach (i to dziecko z anonimową dziewczyną z idealnego miesiąca? Ok, Barney chciał dzieci, i już myślałam, że on i Robin ostatecznie jakieś adoptują jak Robin do tego dojrzeje…). Natomiast Ted opowiada, że związał się z Tracy, ale nie wzięli ślubu, tak jak trzeba, ponieważ Tracy zaszła w ciążę i ostatecznie pobrali się dopiero bez wielkiej uroczystości mając już dwójkę dzieci? I mało tego ten Ted, który czekał na nią przez 9 sezonów musiał się te z nią pożegnać, ponieważ Tracy umarła?!
Serial się kończy konkluzją, że jest to raczej opowieść o tym jakiego fioła miał Ted na punkcie Robin i opowiadał on to swoim dzieciom by dały mu pozwolenie na umówienie się z nią po śmierci ich matki? Niby ma to jakiś sens, bo cala opowieść jest o Robin, ale moim zdaniem można było to rozwiązać „po mojemu”. Ja wcale nie chciałam by ostatecznie Ted i Robin byli razem…
Jedynie zakończenie Lily i Marshala jest satysfakcjonujące. Gdyby nie to rozczarowujące zakończenie pewnie dałabym temu serialowi 9, ale niestety, pozostanę przy mocnej 8/10…
I tym samym Jak poznałem waszą matkę znajduje się na mojej liście top rozczarowań na miejscu 3…


Moje małe top najlepszych i najgorszych zakończeń seriali, lista tych, które niestety ciągną juz zbyt długo, oraz tych, które mogą jeszcze kręcić przez kilka sezonów. Jest jeszcze wiele, wiele innych zakończeń, które nie do końca były udane, ale ani nie uznaję je za najgorsze, ani najlepsze. Na tej liście znajduje się zakończenie Przyjaciół (Ross i Reachel jednak nie są razem, ale losy reszty bohaterów są satysfakcjonujące), Detektyw Monk kończy się tak jak trzeba (Adrien w końcu dowiaduje się jak zginęła Trudy, choć cale to rozwiązanie nie jest zbyt wstrząsające), Brzydula Betty ostatecznie na szczęście nie wiąże się z Danielem, zakończenie ze Spartakusa (historii nie zmienili).
Pomijam tu seriale takie jak Gra o tron, czy House of Cards mają taki potencjał, że w ich dalszą kontynuację nie można wątpić. Wymieniam raczej te serie, które pozornie pomimo „wyczerpania materiału” jednak wciąż udanie się rozwijają.

Moje top 3 satysfakcjonujących zakończeń

  1. Breaking Bad – Cały serial to śledzenie procesu stawania się „tym złym”, przekraczania granic, kolejnych morderstw i kłamstw. Przez cały serial bohater się stacza. Traci rodzinę, jego szwagier zostaje z jego winy zabity i nie ma odwrotu od tego kim się stał. Wisiało nad nim widmo śmiertelnej choroby, a ostatecznie umiera od postrzału próbując jednak ostatecznie uratować swojego przyjaciela Jesse`go (tego, który z tej dwójki w całej tej historii miał najwięcej wyrzutów sumienia, który chciał z tym skończyć, tego „dobrego”). To nie mogło się dobrze skończyć, a śmierć Waltera w taki sposób jest godnym zakończeniem serii.
  2. Dr House – ponieważ serial niejako nawiązuje do postaci Sherlocka Holmesa, to cały końcowy wątek pozorowanej śmierci Housea ma sens. Odjazd dwojga bohaterów ku zachodzącemu słońcu jest w pełni satysfakcjonujący, ponieważ jedyną stałą w tym serialu do końca była właśnie przyjaźń Watsona i House`a.
  3. Seks w Wielkim mieście – serial kończy się dokładnie tak jak zapewne chciały wszystkie fanki serialu. Bohaterki są w stałych związkach (Charlotte wychodzi za Harry`ego, Miranda za Steve`a, a nawet Samantha wiąże się na stale ze Smithem). Carrie w końcu słyszy od Mr Biga że „jest tą jedyną”, a my w końcu poznajemy jego prawdziwe imię: John Preston.



Moje top 3 rozczarowujących zakończeń

  1. Zagubieni LOST – im dalej rozwijano fabułę tego serialu tym mniej się wszystko zgadzało. Od momentu, gdy części rozbitków udało się wydostać z wyspy było coraz gorzej (choć serial miał swoje wzloty – zabawa z czasem). Jednak zakończenie całości śmiercią wszystkich bohaterów i ich spotkaniem na wyimaginowanym pogrzebie było nieporozumieniem. Ja w pewnym momencie miałam nadzieję, że serial zakończy się ostatecznym rozwiązaniem „gry” na wyspie dobra ze złem, że wszyscy trafili tam, ponieważ zostali wybrani i poddani próbie (sens by wtedy miały i te powtarzane liczby, który były na kuponie lotka i wiele, wiele innych), ale niestety twórcy na końcu przesadzili z metafizycznością…
  2. Dexter – twórcy serialu właściwie pokazali na ekranie to właściwe zakończenie (sen Dextera, gdy to on jest na swoim stole i widzi zdjęcia swoich ofiar). Dexter powinien skończyć na krześle elektrycznym. Dexter był seryjnym mordercą i powinien zostać złapany i skazany. Jak jednak kończą twórcy ten serial? Debra umiera, Dexter ucieka i staje się anonimowym drwalem, a Hannah ucieka z jego synem za granicę? Jasne jest to lepsze niż sielankowa ucieczka całej trójki, ale jednak...Dexter powinien zginąć.
  3. Jak poznałem waszą matkę


Tuż za podium z mieszanymi uczuciami jeszcze:

Plotkara – serial ten kończy się właściwym zamknięciem wątku głównych par. Blair i Chuck razem, ślub Danna i Sereny. Jeśli chodzi o pozostałe postaci ich zakończania nie były najistotniejsze. Pocieszające jest to, że ci którym się kibicowało przez cały serial ostatecznie są razem (zwłaszcza Chuck i Blair). Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki postaci „Plotkary” to nienajlepiej z tego wybrnięto. Przypuszczam, że gdyby oglądać cały serial ze świadomością, że Plotkarą jest Dan, to bardzo wiele rzeczy by się tu nie zgadzało. Lepszym rozwiązaniem byłoby jednak stworzenie postaci odgrywanej przez Krisetn Bell i pokazanie kilku retrospekcji ze szkoły, iż była ona niezauważalną personą, która zaczęła plotkować, a potem tworzyła stronę dzięki plotkom które do niej wysyłano…


Moje top 3 seriali, które wciąż oglądam, choć żałuję, że nie zakończyły się one w momencie swojej świetności


  1. Supernatural – każdy chyba się ze mną zgodzi, że moment w którym Sam ląduje w klatce a Dean zakłada rodzinę byłby zacnym zakończeniem…
  2. Czysta krew – im dalej tym gorzej i bardziej absurdalnie. Serial powinien się skończyć w okolicach zniknięcia Sookie na cały rok.
  3. Pamiętniki wampirów – serial powinni zakończyć w momencie rozwiązania wątku Pierwotnych, albo ostatecznie wyjaśnienia źródła sobowtórów. Im dalej tym nudniej.


Moje top 3 seriali, które mogą kręcić przez jeszcze dobre kilka sezonów

  1. Big Bang Theory – zdecydowanie tu wciąż są ogromne możliwości głównie dzięki temu, że „rozwój” fabularny  (i emocjonalny Sheldona) następuje tu niezwykle powoli. Jak dla mnie serial może jeszcze gościć na ekranach przez dobrych kilka lat.
  2. Żona Idealna – pomimo twistu jaki zaserwowano nam niedawno, scenarzyści znakomicie potrafią wybrnąć z wszelkich wielkich zmian i sprawić, że robi się jeszcze bardziej interesująco (myślałam, że odejście Alicji z kancelarii, to początek końca, a okazało się, że serialowi wyszło to na dobre – potyczki pomiędzy kancelariami).
  3. W Garniturach – Sprawa tajemnicy Mike`a wydawała się być nieuchronnym bliskim końcem tej serii, jednak po zakończeniu ostatniego sezonu wydaje mi się, że scenarzyście całkiem zgrabnie planują wybrnąć z tej sytuacji. Zapowiada się bardzo dobrze.

sobota, 19 kwietnia 2014

Grand Budapest Hotel – Wes Anderson, reżyser, którego warto znać

Pewne nazwiska warto znać, a odkąd film Wesa Andersona w zeszłym roku był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film, nazwisko to znalazło się na moim „filmowym radarze”. Jeśli miałabym scharakteryzować jego „dzieła” na myśl przychodzą mi jedynie takie określenia jak dziwny, intrygujący, zabawny, oryginalny, w sposób typowy dla opowieści dziecięcych prostolinijny, barwny, w sposób teatralny do pewnego stopnia umowny. Kochankowie z księżyca Monrise Kingdom nie byli filmem, który mnie zachwycił, jednak na tyle intrygującym, że jednak mi się podobał, choć nie wstrząsnął mną na tyle bym sięgnęła po inne głośniejsze filmy Andersona: Genialny klan (Złoty Glob 2002, nominacja do Oscara w kategorii najlepszy scenariusz), Podwodne życie ze Stevem Zissou (nominacja do Złotego Niedźwiedzia na festiwalu Berlinale), Pociąg do Darjeeling (złote Lwiątko na Międzynarodowym festiwalu filmowym w Wenecji). Może też dlatego, że inny film Wesa, który widziałam wcześniej Fantastyczny Pan lis zupełnie mi się nie spodobał pomimo nominacji tej animacji do Oscara! (Jestem staromodna i zdecydowanie cenię wyżej klasyczne animacje w stylu Disneya bądź te nieco bardziej współczesne „Pixarowe” ponad „eksperymenty” i „kreskę” doceniane przez akademię Walaca i Gomita i Uciekających kurczaków).



Niemniej jednak Grand Budapest Hotel miał całkiem udaną kampanię reklamową, ponadto tak gwiazdorska obsada gwarantowała film na wysokim poziomie. Na ekranie możemy zobaczyć w krótkich aczkolwiek charakterystycznych rolach Tildę Swinton, Adriena Brody, Willema Dafoe, Juda Law, Edwarda Nortona, Saorise Ronan a w pojedynczych scenach Owana Wilsona i Billa Muaray`a. Wszyscy znakomicie ucharakteryzowani (zwłaszcza Dafoe) każdy oryginalny na tyle, że pomimo kilku minut na ekranie zapadają w pamięć. Główną rolę gra tu Ralph Fineness, aktor, który pojawia się w tylu „wielkich filmach”, że wymienianie go jako jedynie odtwórcy postaci tego, którego imienia nie wolno wymawiać w Harrym Potterze to ogromne niedopatrzenie. Aktor niewątpliwie z ogromnym warsztatem dwukrotnie nominowany do Oscara (Angielski Pacjent, Lista Shindlera) próbujący ostatnio swoich sił w reżyserii (Koriolan, Kobieta w ukryciu) w Grand Budapest Hotel tworzy ciekawą postać Pana Gustawa H.. Gustaw to idealny konsjerż, oddający się swoim gościom bez ograniczeń, poświęcający się swej pracy bez reszty, który staje się mentorem młodego boja hotelowego Zero Mustafy. W filmie tym wykorzystano lubiany przeze mnie sposób konstruowania filmowej historii, tj. podział na rozdziały niczym w książce (zabieg często stosowany u niektórych reżyserów, np. Tarantino w Kill Billu, Woody Allen we wczesnych filmach - Mężowie i żony), mało tego Anderson sięgnął po kompozycję szkatułkową – opowieści zawierające opowieści. Na początku obserwujemy dziewczynkę czytającą książkę, o tym jak pewien pisarz opisuje swoją wizytę w pewnym hotelu (scena bezpośredniego zwracania się do widza - też bardzo to lubię), w który to ów pisarz poznał jego właściciela, a właściciel ten opowiada mu jakim to sposobem wszedł w posiadanie Grand Budapest Hotelu. Poszczególne opowieści nawiązują do kilku gatunków filmowych – kina wojennego, schematu filmu o ucieczce z więzienia, tajemnicy morderstwa, kradzieży cennego obrazu. Każdy wątek potraktowany został z dystansem, ironią na skraju farsy, a wszystko to pokazano za pomocą kolorowych obrazów niczym z książki dla dzieci. Film ani mnie nie zachwycił, ani mną nie wstrząsnął, ale niewątpliwie był ciekawy, na swój sposób intrygujący. Mocne 7/10 potrafię docenić oryginalność Andersona, ale mnie nie zachwyca.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Po ucieczce z więzienia Gustawowi i Zero udaje się w końcu spotkać z Sergem X, który mówi im, że istniała jeszcze jedna wersja testamentu. Gustaf i Zero wracają do hotelu ścigani przez inspektora Hanclkesa. Dochodzi do starcia Gustawa z J.G. Goplingiem. Kiedy Agatha wykradła z sejfu obraz podczas ucieczki odkryła, że z tyłu obrazu został schowany dokument. Z testamentu wynikało, że wszystko po Madame D dziedziczy Gustaw (w tym hotel) a winni jej śmierci byli jej krewni. Zero żeni się z Agathą (chociaż dwa lata później zmarła przy porodzie). Gustaw potwierdził przypuszczenia Zero, że on również zaczynał swoja karierę jako boy hotelowy. Podczas podróży pociągiem Gustaw i Zero ponownie zostają zatrzymani przez żołnierzy. Gustaw w obronie Zero zostaje rozstrzelany (mówi to Zero pisarzowi) a zgodnie z umową jaka zawarł Gustaw z Zero w przypadku śmierci Gustawa wszystko po nim dziedziczył Boy. Zero zatrzymał hotel z sentymentu i ponieważ przypominał jej o Agacie.

sobota, 5 kwietnia 2014

Niezgodna książka a film. Kolejna książkowa trylogia dla nastolatek na kinowym ekranie.

Kolejna książkowa seria dla nastolatek trafiła na ekrany kin. Lista tytułów, które wymienić wypada pisząc o ekranizacjach powieści dla nastolatek się wydłuża. I tak począwszy od Zmierzchu, nastał czas Igrzysk śmierci (Igrzyska śmierci, Igrzyska śmierci: W pierścieniu Ognia. Igrzyska śmierci: Kosogłos – premiera listopad 2014) a popularność tej serii skłania producentów do ekranizowania kolejnych (najlepiej trylogii). Nie zawsze film odnosi oczekiwany sukces i  po nakręceniu części pierwszej kolejne nie powstają. Taki los spotkał Piękne Istoty i wygląda na to, że również serię Dary Anioła. Pomimo klapy finansowej Darów Anioła: Miasto kości ponoć zdecydowano się jednak nakręcić kolejną cześć, ale data premiery jest ciągle przekładana, a planowana data premiery na rok 2014 wydaje się nierealna, ponieważ brak jakichkolwiek informacji z planu, czy teaserów.

Niezgodna jest ekranizacją części pierwszej z trzech powieści Veronicy Roth. W Polsce pierwsze wydanie pojawiło się w 2012 roku, ale w związku z premierą kinową oczywiście książkę wznowiono z kinową okładką. Wydawnictwo Amber wyda kolejne książki w tempie ekspresowym (należy kuć żelazo póki gorące, tfu póki głośno jest o tytule). Część druga Zbuntowana pojawi się w maju 2014, a trzecia Wierna w marcu 2014. Niezgodna porównywana jest do Igrzysk śmierci i najprawdopodobniej też ma szansę odnieść podobny sukces.

Plakat średni. Igrzyska maja lepsze


Ponownie mamy przedstawiony świat w niedalekiej przyszłości po wielkiej wojnie. By uniknąć walk ludzie są przydzielani zgodnie z predyspozycjami, charakterem do jednej z pięciu frakcji. Wybór frakcji wiąże się wyznawaniem konkretnych wartości i sposobem życia. Altruizm charakteryzuje się bezinteresownością, służbie innym, pomocą, wyzbyciem się siebie, dlatego też jest frakcją rządzącą. Altruiści są skromni, żyją prosto. Erudycja ceni naukę i inteligencję. Członkowie tej grupy studiują w bibliotece, tworzą wynalazki. Serdeczność reprezentuje optymizm i życzliwość. Serdeczni uprawiają rolę, ubierają się kolorowo. Prawość to pochwała uczciwości, a członkowie tej frakcji zawsze mówią prawdę. Nieustraszoność to życie na krawędzi, ciągłe ryzykowanie życia i udowadniane swojej odwagi. W wieku 16 lat młodzi ludzie z każdej frakcji muszą dokonać wyboru, czy pozostaną w tej, w której zostali wychowani, czy zmienią swój sposób życia. Pomóc w dokonaniu tego wyboru ma test przynależności sprawdzający predyspozycje, charakter. Test Beatrice wypadł niejednoznacznie. Jest Niezgodna, a niezgodność jest niebezpieczna. Po wyborze frakcji należy przejść okres nowicjatu, jeśli się nie podoła i nie sprawdzi w wybranej grupie zostaje się odrzuconym, bezfrakcyjnym (ludzie żyjący na ulicy, odrzuceni przez społeczeństwo).

Podobnie jak w Igrzyskach śmierci bohaterka podczas rytualnej ceremonii dokonuje wyboru, którego konsekwencje przez resztę filmu śledzimy. Słabością Niezgodnej, która wynika właściwie z fabuły samej książki jest brak napięcia i nierównomierne rozłożenie akcji. Przez większość czasu śledzimy etapy nowicjatu, to kolejne treningi, rywalizacja i próby odwagi oraz zawiązywanie przyjaźni przez bohaterkę. Tris (Dawniej Beatrice: nowa frakcja – nowe imię) ma wrogów, nowych przyjaciół i dzięki pomocy swojego instruktora Cztery stara się dostać do grupy nowicjuszy, która zostanie przyjęta to frakcji. Najciekawsze wydarzenia rozgrywają się dopiero w ostatnich 20 minutach filmu, gdzie ilość nieszczęść z którymi zmierzyć się musi bohaterka jest przytłaczająca. Nie ma ona czasu na rozpacz i łzy podczas gdy na początku filmu spokojnie śledziliśmy jak przez kilkanaście minut ćwiczy techniki walki (W przeciwieństwie do Igrzysk śmierci, gdzie etap treningu skrócono na rzecz pokazania akcji właściwej – Igrzysk i walki o życie). Jednak realizacyjnie i pod względem efektów specjalnych film trzyma wysoki poziom. Sceny symulacji i zobrazowania lęków są przedstawione bardzo dobrze. Widok zniszczonego miasta, pól uprawnych, wielkiego muru, zjazdu na linie z wysokości robią wrażenie. Pod tym względem jeśli porównywać część pierwszą Igrzysk i Niezgodną, Niezgodna zdecydowanie jest pod względem wizualnym bardziej interesująca. Film nie jest tak brutalny jakby można się spodziewać po opisach zawartych w powieści. Na ekranie widzimy kilka sińców i trochę krwi, na kartach powieści mowa była o przeraźliwie opuchniętej twarzy, kałuży krwi, bliznach. Mocną stroną Niezgodnej są również dialogi, niektóre dosłownie przeniesione z książki, cześć z nich jest zabawna, rozładowuje napięcie (-Mam na imię Cztery. – A co jeden, dwa i trzy były już zajęte? Scena gdy Tris wskakuje do pociągu i jadą na gry wojenne, a Eric zwyczajnie się zgadza na jej udział – jego mina bezcenna).

Wybór aktorów do ról pierwszo i drugoplanowych w większości jest bardzo udany. Postaci Erika i Cztery są dokładnie takie jak w książce. Eryk ma kolczyki na twarzy jest bezwzględny i bardzo dobrze zbudowany. Natomiast Cztery aktualnie jest moim numerem jeden ze wszystkich postaci męskich z zekranizowanych książek dla nastolatek. Theo James wcielił się w tę rolę znakomicie, jego spojrzenie i minimalna mimika na twarzy (uniesienie kącika ust, drżenie gardła, momentami puste ostre spojrzenie, przenikający wzrok, zakłopotanie - ogromny wachlarz emocji) tworzy tę postać dokładnie taką jaka była w książce. Postać Christiny przytłoczyła nieco role męskie drugoplanowe Ala i Willa i jest ona najbardziej zindywidualizowaną przyjaciółką Tris. Postać Caleba jest najbardziej nijaka i właściwie najbardziej "niewidoczna" ze wszystkich. Petera wyobrażałam sobie jako bardziej bezwzględnego i większego. Warta uwagi jest rola Kate Winslet (no jednak zdobywczyni Oscara) w roli szefowej Erudytów Jeanine. Bardzo dobrze zagrana oschłość bezwzględność i ślepa wiara w we własne przekonania. Na szczęście również najważniejsza postać filmu czyli Tris, a w tej roli Shailene Woodley nie rozczarowuje. Shailene moim zdaniem daje sobie radę równie dobrze jak Jennifer Lavrence w pierwszej części Igrzysk. Odgrywa swoją bohaterkę bardzo przekonywająco i na jej twarzy możemy odnaleźć determinację, niepewność, smutek i rozpacz (w przeciwieństwie do Christen Stewart, wypada również lepiej niż Lily Collins w Mieście kości). Jedynym dysonansem castingowym jest tu jednak widoczna znaczna różnica wieku pomiędzy Tris a Cztery. Według książki Tris ma 16 lat (w co można uwierzyć patrząc na Shailene z jej twarzą typu baby face choć aktorka ma 22) a Cztery 18 (i w to niestety trochę trudniej uwierzyć patrząc na Theo – aktor ma 29. Jest „zbyt” dorosły). Mimo to ich wspólne sceny wypadają całkiem dobrze.
Film w całości oceniam na 7/10. Ekranizacja jest wierna pierwowzorowi z niewielkimi zmianami i w pełni satysfakcjonująca. W książce raziło mnie szybkie rozwiązanie akcji walk na kilkunastu stronach i liczyłam, że w filmie bardziej to rozbudują (dodano jedną scenę). 

Lektura kolejnej części książki jeszcze przede mną, ale domyślam się, że podobnie jak w części drugiej Igrzysk może czeka nas więcej militarnych wydarzeń. Ciekawe jest, że w ekranizacjach, które zaliczyły porażki zmieniono wiele fabularnych wątków (w Pięknych istotach duże zmiany w zakończeniu filmu, podobnie w Mieście kości) i filmy te nie odniosły sukcesu, a te które są bardzo wierne oryginałowi cieszą się większą popularnością. Pytanie, czy materiał oryginału w przypadku „porażek” zdaniem scenarzystów wymagał poprawek i dlatego dokonano zmian, co i tak nie pomogło tym produkcjom, czy może właśnie te zamiany zadecydowały o porażce?


Dla osób, które ani nie widziały filmu, ani nie czytały książki: 
SPOILER ALERT, 
dalej zdradzam istotne fabularne szczegóły.

Jak wspomniałam fabularnie Niezgodna jest wierna oryginałowi, ale wprowadzono kilka zmian. Z oczywistych względów pominięto kilka wątków (brak czasu na pokazanie wszystkiego), ale też zmieniono kilka szczegółów (niektóre niepotrzebnie). 
Poniżej wymieniam różnice między książką a filmem:

  • Test przynależności. W filmie nie ma pokazanej sceny wykluczającej u Tris prawość. Test w filmie kończy się na tym jak rzuca się by powstrzymać psa przed zaatakowaniem dziewczynki. W książce był jeszcze jeden test -  rozmowa z mężczyzną w autobusie, któremu Tris skłamała, że nie zna postaci z nagłówka gazety.
  • Bark sceny gdy Tris wraca do domu po teście i spotyka bezfrakcyjnego, który ją zaczepia i prosi o jedzenie, a potem radzi by „wybrała dobrze”.
  • W książce w pierwszej rundzie walk tuż po przybyciu do Nieustraszonych Tris nie musiała walczyć, ponieważ liczba nowicjuszy była nieparzysta. W filmie walczy jako pierwsza.
  • W filmie nie ma dnia wizyt. Zamieniono to na potajemne spotkanie Tris z matką, która ją zaczepia podczas rozładowywania towaru i pyta ją o wynik testu. Matka w filmie nic nie mówi Tris o wiadomości dla brata, by Caleb sprawdził skład nowego serum. W filmie Tris potem odwiedza brata bez większego powodu. Zmiana miałaby sens (pokazanie zupełnego wyizolowania frakcji, ale sensu nie było w pominięciu wiadomości dla Caleba, skoro i tak jest w filmie pokazana scena rozmowy rodzeństwa w bibliotece). Z samej wyprawy do siedziby Erudytów Tris w książce musiała się tłumaczyć Erikowi i wtedy Cztery ją chronił, tłumacząc, że zaszło pomiędzy nimi nieporozumienie bo Tris chciała go pocałować i dlatego uciekła. W filmie nie ma tego wątku. Tris zwyczajnie wraca bez problemów do Nieustraszonych.
  • W filmie dodano element skreślenia Tris z listy. W filmie po walce z Peterem, gdy Tris dochodzi do siebie Christina mówi jej, że Eric ja skreślił z listy. Tris jednak mimo to biegnie za wszystkimi by wziąć udział w grach wojennych. W książce nie było takiego wątku.
  • Rozbudowano postać Jeanine. Tris w książce ją poznaje dopiero gdy odwiedza budynek Erdytów i zostaje do niej zaprowadzona. W filmie Jeanine pojawia się już na ceremonii wyboru i rozmawia z Tris.
  • Tris w książce robi sobie 3 tatuaże. Pierwszy to kruki symbolizujące każdego członka jej rodziny, potem robi sobie jeszcze symbole altruizmu i nieustraszonych. W filmie pokazany jest tylko jeden. Raczej istotne pominięcie. W scenie gdy Tobias (Cztery) pokazuje Tris swoje tatuaże (ma symbole wszystkich frakcji) a Tris miała już symbole dwóch pokazywało to, ze myślą podobnie.
  • Brak postaci Edwarda. W książce Peter wbija Edwardowi nóż w oko, ponieważ był dla niego konkurencją. W filmie pominięto ten watek i tym samym w filmie Peter nie wydaje się aż taki straszny i bezwzględny.
  • Brak wątku miłosnego pomiędzy Christiną w Willem. W książce Christina zwierza się Tris, że ona i Will się pocałowali, Tris jej wtedy nie mówi o niej i o Cztery.
  • Podczas gier wojennych ostatecznie w książce pomimo tego, że to dzięki Tris udało im się dotrzeć do kwatery przeciwnika, to Christina zdobywa flagę. W filmie flagę zdobywa Tris i jej jest przypisane całe zwycięstwo.
  • Wspólne ćwiczenie Symulacji Tris i Cztery. W Filmie ma to większy sens. W książce Tris tylko obserwowała Tobiasa jak on przezwycięża swoje lęki.
  • W filmie pominięto motyw treningów przezywania lęków egzaminatorki (Lauren).
  • Inaczej wygląda końcowy test Trist w symulacji strachu. W filmie Tris broni się przed krukami ogniem. W książce strzela do nich z pistoletu. Brak w filmie sceny zmagania się z wodą i skałami. Scena walki z ogniem: w książce spada deszcz, w filmie Tris przepala więzy. W książce Tris walczy z lękiem przed uprowadzeniem. W filmie to pominięto. Scena strachu bliskości z Tobiasem: w książce Tris mu mówi, że nie będzie z nim spała w symulacji i się śmieje. W Filmie broni się przed nim i go uderza (zmiana na plus). W filmie pokazano 4 lęki Tris, a miała ich w książce siedem. W książce najmniej lęków miał Tobias - dlatego przyjął imię: Cztery.
  • Gdy Cztery i Tris zostają złapani podczas już walk i zabijania Altruistów Jeanine każe zabrać Cztery do Testów a Tris zabić. W filmie żołnierze wyprowadzają Tris na zewnątrz i planują ją zastrzelić. W książce zaprowadzono ja do pokoju, gdzie planowano ją utopić, ale uratowała ją matka.
  • W książce po scenie rozdzielenia Tris i Tobiasa Jeanine już więcej się nie pojawia. W filmie zwiększono jej rolę. W centrum gdzie kierowano symulacją w książce był tylko Tobias. W filmie dodano całą scenę walki z Jeanine i zmuszenie jej do przerwania symulacji - zmiana na plus. Większy ma sens to, że to ona tym wszystkim sterowała, a nie to, że zaprogramowała Tobiasa do robienia tego.
  • Zakończenie. W filmie po powstrzymaniu Jeaninne i symulacji uciekają. Caleb, Tris, Tobias, Marcus i grupa nieustraszonych jadą w stronę muru. W książce po tym jak Tris budzi Tobiasa wracają do Caleba i Markusa (Tris ma ze sobą płytkę z programem do manipulacji), jadą schronić się u Serdeczności.


Dla fanów Niezgodnej. W Polsce są plany zorganizowania zjazdu
Link FB
Link blog