Najbardziej chyba lubię oglądać
seriale w tzw. maratonie, kiedy już wiem, że produkcja jest zakończona i nie
będę musiała czekać z tygodnia na tydzień by dowiedzieć się co się wydarzy w
kolejnym odcinku. Wiem, właściwie nie tak powinno się oglądać serie. Przecież
scenarzyści tak się starają by z odcinka na odcinek trzymać widza w niepewności
by w kolejnym tygodniu ponownie zasiadł przed telewizorem. Wiele jednak serii
prawdopodobnie nie byłoby w stanie mnie przyciągnąć na lata, gdyby nie to, że
jednak zaczęłam oglądać je ze sporym opóźnieniem, gdy już przetrwały „próbę
czasu”. Jak pisałam już w tekstach poświęconych odkryciom serialowym sezonu, staram się raczej nie oglądać nowych
produkcji, ponieważ większość zazwyczaj nie udaje się przetrwać i dostać
zamówienia na kolejną serię. Po co przeżywać
rozczarowanie? (Niedopracowany scenariusz, pośpieszne zakańczanie
rozpoczętych wątków, lub co gorsza otwarte zakończenia stworzone w nadziei, że
jednak kiedyś, przywrócą serial). Właściwie większość seriali, które oglądam do
dziś rozpoczęłam od nadrabiania kilku sezonów i dogonienia stanu „obecnego” [Supernatural, Chirurdzy, Gra o tron! (obejrzany
pierwszy sezon w maratonie, potem niecierpliwe oczekiwanie z tygodnia na
tydzień), W Garniturach, Żona idealna,
Teoria wielkiego podrywu, America Horror Story, Downton Abbey).
Jak poznałem waszą matkę postanowiłam obejrzeć gdy „usłyszałam” że
serial został zakończony, chociaż było to moje drugie podejście do serialu,
gdyż jakiś czas temu na początku mnie nie wciągnął. Tym razem jednak, gdy
wiosna nastała (zaczęłam oglądać na początku kwietnia. Obejrzenie całego
serialu zajęło mi niecały miesiąc i tak Shame on me, w tym czasie też niewiele
filmów oglądałam, bo każdą wolną chwilę spędzałam u McLarena…) na dobre się
„wciągnęłam” i obejrzałam 9 sezonów w maratonie.
Pod względem samego pomysłu
serial ten bardzo przypomina kultowych Przyjaciół.
Grupa przyjaciół: Ted, Lily, Marchall i Barney co wieczór spotyka się w barze.
Nawet serial się podobnie zaczyna. Do zgranej już grupki dołącza nowa osoba. W Przyjaciołach był to moment pojawienia
się Rachel, a w Jak poznałem waszą matkę
jest to dzień, gdy w barze pojawia się Robin (która podczas trwania całego
serialu kilkakrotnie zmienia prace podobnie jak Rachel). Ted i Marchall razem
studiowali (tak jak Ross i Chandler) w grupie jest również niepoprawny łamacz
damskich serc Barney (odpowiednik Joey`a). Poszczególne odcinki jak na sitckom
przystało nie są ze sobą ściśle powiązane, jednak akcja powoli brnie „do
przodu”. Cały pomysł Jak poznałem waszą matkę opiera się na tym,
że główny bohater Ted opowiada swoim dzieciom różne historie z dawnych dobrych
czasów, gdy wujek Marshall, Barney ciocia Lily i Robin spotykali się w barze. W
serialu mamy do czynienia z retrospekcjami w retrospekcjach (Ted opowiada
historie swoim dzieciom, ale w tej historii najczęściej rozmawiając w barze
pozostali opowiadają o tym, co im się przydarzyło), co ciekawe ponieważ historia
opowiadana jest z perspektywy 20 lat, Ted czasami opowiadając, że Wujek
Marshall ślubował nigdy się więcej tak nie upije mógł potwierdzić, że Marshall
nie dotrzymał on tego ślubowania. W kolejnych odcinkach czasami wraca do
wydarzeń wcześniejszych niż te „pozornie chronologicznie opowiadane” lub
wyprzedza pewne wydarzenia myląc rok w którym koza była zamknięta w łazience albo
Ted ubrał się w damską sukienkę, ale jak zwykle „dojdziemy do tego”. Pewne
wątki ciągną się przez kilka serii (zakładu i w efekcie 5 spoliczkowań Barney`a
przez Mrshalla, kolejne upokarzające teledyski Robin, Księga Bracholi i
Playbook Barney`a). Z sezonu na sezon dowiadujemy się o wszystkich coraz więcej
(nastoletnie lata Robin, czasy studenckie Marshalla i Teda, pierwsze spotkanie
Lily i Marschala (kilka wersji) by w finalnej serii dowiedzieć się czym
naprawdę Barney zajmuje się zawodowo (kolejne podobieństwo do przyjaciół, w
których nikt nie wiedział czym zajmuje się Chandler). Swoiste uzupełnianie historii
poprzez nowe wątki i retrospekcje, „Jak Marshall poznał Lilly”, „Jak Ted i
Marshall zostali przyjaciółmi”, „Co robiła Robin jako nastolatka”, Co się wydarzyło
w samochodzie Marshalla”, „kolejne zagrania z księgi barney`a” to jedne z
lepszych konstrukcyjnie odcinków serialu.
SPOILERY
Jak jednak przystało na każdą
serię ciągnącą się przez lata scenarzyści nie raz, nie dwa musieli odwlekać
pewne wydarzenia nie wiedząc zapewne kiedy przyjdzie im zakończyć ostatecznie
serial. W przypadku Jak poznałem waszą
matkę oczywistym było, że na końcu dopiero możemy poznać Panią Mosby i tak
wskazówki dotyczące tej jedynej pojawiają się kilka razy w serialu byśmy
myśleli, że tu już już może się dowiemy, albo już oglądamy tę jedyną na ekranie.
Ted opowiada, że matka była na przyjęciu z okazji dnia świętego Patryka, a
potem poznaje dziewczynę, która tam była – jednak to nie ona okazała się matką.
Podobnie było z wykładem na uczelni – słyszymy, że matka na nim była, potem Ted
poznaje studentkę ekonomii, ale i ona Nią nie była. Biedny Ted przez 9 sezonów
nie mógł spotkać tej jedynej i były momenty, kiedy jego kolejne dziewczyny były
bardzo denerwujące (nie przepadałam od samego początku ani za Stellą ani za
Zoey) i wraz z nim popadałam w znużenie i zniechęcenie. Podobnie było z wątkiem
Barney`a i Robin. Scenarzyście przedwcześnie w pewnym momencie ich „połączyli”
po ty by jednak ich z czasem rozdzielić (argumentując to mało prawdopodobnie:
Barney sie roztył a Robin przestala o siebie dbać?), ponieważ zmierzało to
donikąd. Barney jest o wiele bardziej interesujący, gdy każdy jago kolejny
podryw jest wyzwaniem, a kolejna noc będzie legen…wait for it…darna. Bardzo
liczyłam na to, że ta dwójka ostatecznie będzie razem w finale i PRAWIE to
dostałam. Najlepiej rozwijały się postaci Lilly i Marshalla. Oczywistym było,
że ta dwójka musi być razem, a ich zabawne momenty opierały się głównie na
zmianach w ich związku. Najbardziej nie podobał mi się wątek bezpłodności Robin
(tak strasznie żałuję, że nie rozwinęli tego wątku, kiedy myślała, że jest w
ciąży i rozwiązali go w taki sposób…), liczyłam na bardzo szczęśliwe
zakończenie dla niej i Barney`a i myślałam, że je dostanę. Motyw z ostatnim
zagraniem Barneya z księgi : „The Robin” był świetny. Cały 9 sezon rozgrywający
się na weselu również. Kolejne odcinki „Dzieci i tak Lilly, Marshal, Baney,
Robin poznali waszą matkę”, po to by to ostatecznie nie zakończyć tego jak aż się
prosiło. Dla mnie ten serial mógł się zakończyć na tym ślubie. Barney i Robin w
końcu razem, Lilly i Marshal oczekujący drugiego dziecka, Ted poznający w końcu
Tracy na peronie (rozmowa o parasolce). Ted powinien zakończyć tę opowieść w
stylu: „dzieci, gdybym nie poznał Robin wtedy w barze i nie wyznał jej od razu
miłości nie stała by się ona częścią naszej paczki. Wtedy ona i Banrey nie
zostali by ostatecznie parą i nie było by tego ślubu, na którym wasza mama
grała. Gdybym jednak też wcześniej nie poznał Victorii i nie pomógł jej uciec
sprzed ołtarza ten ślub nie odbyłby się wcale w miejscu, w którym się
poznaliśmy. Gdybym wcześniej nie umawiał się ze współlokatorką waszej mamy nie
poleciłby nam ona zespołu waszej mamy i wiele, wiele innych i dlatego właśnie
opowiedziałem wam tę całą historię od początku, bo tak właśnie poznałem waszą
matkę.
Jak się kończy jednak serial?
Bardzo, bardzo źle…i żałuję, że nakręcili ten ostatni odcinek i nie poprzestali
na ślubie. Niestety dowiadujemy się, że po 3 latach Barney i Robin się rozwiedli!!!,
bo przestało to działać, ponieważ Robin tyle pracowała, bo wybrała karierę
ponad związek. Przez te wszystkie lata niby dojrzała do tego, by wybrać związek
nie karierę? ( Przecież raz zrezygnowała z pracy by być z Donem, a potem on ją
wystawił!). To samo z Barney`em - nie chciał już taki być i uganiać się za
kobietami, bo znalazł tą jedyną, a serial kończy się tak, że jego postać
ostatecznie wcale się nie zmieniła? To zaprzeczenie wszystkiego co się z nim
działo w ostatnich sezonach (i to dziecko z anonimową dziewczyną z idealnego miesiąca?
Ok, Barney chciał dzieci, i już myślałam, że on i Robin ostatecznie jakieś
adoptują jak Robin do tego dojrzeje…). Natomiast Ted opowiada, że związał się z
Tracy, ale nie wzięli ślubu, tak jak trzeba, ponieważ Tracy zaszła w ciążę i
ostatecznie pobrali się dopiero bez wielkiej uroczystości mając już dwójkę
dzieci? I mało tego ten Ted, który czekał na nią przez 9 sezonów musiał się te
z nią pożegnać, ponieważ Tracy umarła?!
Serial się kończy konkluzją, że
jest to raczej opowieść o tym jakiego fioła miał Ted na punkcie Robin i
opowiadał on to swoim dzieciom by dały mu pozwolenie na umówienie się z nią po
śmierci ich matki? Niby ma to jakiś sens, bo cala opowieść jest o Robin, ale
moim zdaniem można było to rozwiązać „po mojemu”. Ja wcale nie chciałam by
ostatecznie Ted i Robin byli razem…
Jedynie zakończenie Lily i Marshala
jest satysfakcjonujące. Gdyby nie to rozczarowujące zakończenie pewnie dałabym
temu serialowi 9, ale niestety, pozostanę przy mocnej 8/10…
I tym samym Jak poznałem waszą matkę znajduje się na mojej liście top
rozczarowań na miejscu 3…
Moje małe top najlepszych i
najgorszych zakończeń seriali, lista tych, które niestety ciągną juz zbyt długo,
oraz tych, które mogą jeszcze kręcić przez kilka sezonów. Jest jeszcze wiele,
wiele innych zakończeń, które nie do końca były udane, ale ani nie uznaję je za
najgorsze, ani najlepsze. Na tej liście znajduje się zakończenie Przyjaciół (Ross i Reachel jednak nie są
razem, ale losy reszty bohaterów są satysfakcjonujące), Detektyw Monk kończy się tak jak trzeba (Adrien w końcu dowiaduje się
jak zginęła Trudy, choć cale to rozwiązanie nie jest zbyt wstrząsające), Brzydula Betty ostatecznie na szczęście
nie wiąże się z Danielem, zakończenie ze Spartakusa
(historii nie zmienili).
Pomijam tu seriale takie jak Gra o tron, czy House of Cards mają taki potencjał, że w ich dalszą kontynuację nie
można wątpić. Wymieniam raczej te serie, które pozornie pomimo „wyczerpania materiału”
jednak wciąż udanie się rozwijają.
Moje top 3 satysfakcjonujących zakończeń
- Breaking Bad – Cały serial to śledzenie procesu stawania się „tym złym”, przekraczania granic, kolejnych morderstw i kłamstw. Przez cały serial bohater się stacza. Traci rodzinę, jego szwagier zostaje z jego winy zabity i nie ma odwrotu od tego kim się stał. Wisiało nad nim widmo śmiertelnej choroby, a ostatecznie umiera od postrzału próbując jednak ostatecznie uratować swojego przyjaciela Jesse`go (tego, który z tej dwójki w całej tej historii miał najwięcej wyrzutów sumienia, który chciał z tym skończyć, tego „dobrego”). To nie mogło się dobrze skończyć, a śmierć Waltera w taki sposób jest godnym zakończeniem serii.
- Dr House – ponieważ serial niejako nawiązuje do postaci Sherlocka Holmesa, to cały końcowy wątek pozorowanej śmierci Housea ma sens. Odjazd dwojga bohaterów ku zachodzącemu słońcu jest w pełni satysfakcjonujący, ponieważ jedyną stałą w tym serialu do końca była właśnie przyjaźń Watsona i House`a.
- Seks w Wielkim mieście – serial kończy się dokładnie tak jak zapewne chciały wszystkie fanki serialu. Bohaterki są w stałych związkach (Charlotte wychodzi za Harry`ego, Miranda za Steve`a, a nawet Samantha wiąże się na stale ze Smithem). Carrie w końcu słyszy od Mr Biga że „jest tą jedyną”, a my w końcu poznajemy jego prawdziwe imię: John Preston.
Moje top 3 rozczarowujących zakończeń
- Zagubieni LOST – im dalej rozwijano fabułę tego serialu tym mniej się wszystko zgadzało. Od momentu, gdy części rozbitków udało się wydostać z wyspy było coraz gorzej (choć serial miał swoje wzloty – zabawa z czasem). Jednak zakończenie całości śmiercią wszystkich bohaterów i ich spotkaniem na wyimaginowanym pogrzebie było nieporozumieniem. Ja w pewnym momencie miałam nadzieję, że serial zakończy się ostatecznym rozwiązaniem „gry” na wyspie dobra ze złem, że wszyscy trafili tam, ponieważ zostali wybrani i poddani próbie (sens by wtedy miały i te powtarzane liczby, który były na kuponie lotka i wiele, wiele innych), ale niestety twórcy na końcu przesadzili z metafizycznością…
- Dexter – twórcy serialu właściwie pokazali na ekranie to właściwe zakończenie (sen Dextera, gdy to on jest na swoim stole i widzi zdjęcia swoich ofiar). Dexter powinien skończyć na krześle elektrycznym. Dexter był seryjnym mordercą i powinien zostać złapany i skazany. Jak jednak kończą twórcy ten serial? Debra umiera, Dexter ucieka i staje się anonimowym drwalem, a Hannah ucieka z jego synem za granicę? Jasne jest to lepsze niż sielankowa ucieczka całej trójki, ale jednak...Dexter powinien zginąć.
- Jak poznałem waszą matkę
Tuż za podium z mieszanymi uczuciami jeszcze:
Plotkara – serial ten kończy się właściwym zamknięciem wątku
głównych par. Blair i Chuck razem, ślub Danna i Sereny. Jeśli chodzi o
pozostałe postaci ich zakończania nie były najistotniejsze. Pocieszające jest
to, że ci którym się kibicowało przez cały serial ostatecznie są razem
(zwłaszcza Chuck i Blair). Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki postaci
„Plotkary” to nienajlepiej z tego wybrnięto. Przypuszczam, że gdyby oglądać
cały serial ze świadomością, że Plotkarą jest Dan, to bardzo wiele rzeczy by
się tu nie zgadzało. Lepszym rozwiązaniem byłoby jednak stworzenie postaci
odgrywanej przez Krisetn Bell i pokazanie kilku retrospekcji ze szkoły, iż była
ona niezauważalną personą, która zaczęła plotkować, a potem tworzyła stronę
dzięki plotkom które do niej wysyłano…
Moje top 3 seriali, które wciąż oglądam, choć żałuję, że nie zakończyły się one w momencie swojej świetności
- Supernatural – każdy chyba się ze mną zgodzi, że moment w którym Sam ląduje w klatce a Dean zakłada rodzinę byłby zacnym zakończeniem…
- Czysta krew – im dalej tym gorzej i bardziej absurdalnie. Serial powinien się skończyć w okolicach zniknięcia Sookie na cały rok.
- Pamiętniki wampirów – serial powinni zakończyć w momencie rozwiązania wątku Pierwotnych, albo ostatecznie wyjaśnienia źródła sobowtórów. Im dalej tym nudniej.
Moje top 3 seriali, które mogą kręcić przez jeszcze dobre kilka sezonów
- Big Bang Theory – zdecydowanie tu wciąż są ogromne możliwości głównie dzięki temu, że „rozwój” fabularny (i emocjonalny Sheldona) następuje tu niezwykle powoli. Jak dla mnie serial może jeszcze gościć na ekranach przez dobrych kilka lat.
- Żona Idealna – pomimo twistu jaki zaserwowano nam niedawno, scenarzyści znakomicie potrafią wybrnąć z wszelkich wielkich zmian i sprawić, że robi się jeszcze bardziej interesująco (myślałam, że odejście Alicji z kancelarii, to początek końca, a okazało się, że serialowi wyszło to na dobre – potyczki pomiędzy kancelariami).
- W Garniturach – Sprawa tajemnicy Mike`a wydawała się być nieuchronnym bliskim końcem tej serii, jednak po zakończeniu ostatniego sezonu wydaje mi się, że scenarzyście całkiem zgrabnie planują wybrnąć z tej sytuacji. Zapowiada się bardzo dobrze.
Oj, a moim ulubionym zakończeniem serialowym był właśnie finał "Lost". Właśnie przez wspomnianą przez Ciebie metafizykę koniec był w moim przekonaniu epicki. No ale.... co widz to opinia :)
OdpowiedzUsuńDzięki za zakończenie "Jak poznałem waszą matkę" bo to serial mojego męża który już był znudzony przedłużającymi się kolejnymi sezonami. W końcu mu opowiem jak się skończył. Musze przyznać że jest to faktycznie bardzo rozczarowujące ...
OdpowiedzUsuń