niedziela, 19 maja 2013

Hansel i Gretel – łowcy czarownic – kiedy bohaterowie bajek dorastają


Już nie raz pisałam o tendencji w Hollywood do przenoszenia na ekran znanych baśni i opowieści w nieco zmienionej wersji (Dziewczyna w czerwonej pelerynie, Królewna śnieżka i łowca, Królewna śnieżka, Jack pogromca olbrzymów). Jestem wierną fanką serialu Once upon time i tego jak pomysłowo potrafią tam przekształcić wątki ze znanych baśni (serial ma jak na razie 2 sezony i dostał zamówienie na trzeci). O ile wspomniane przeze mnie filmowe wersje historii o Jasiu i magicznej Fasoli, Królewnie Śnieżce czy Czerwonym kapturku przedstawiają nieco bardziej rozbudowaną i przekształconą wersję baśni, to Hansel i Gretel jest swoistym sequelem historii Jasia i Małgosi. Co rodzeństwo, które spaliło czarownicę robiło, gdy dorośli? Hansel i Gretel wyspecjalizowali się w zabijaniu czarownic…



Po pierwsze: Nie wchodź do chatki ze słodyczy
Po drugie: Jeśli chcesz zabić wiedźmę, to ją spal
(działa też odcięcie głowy, obdarcie ze skóry, najlepsze jednak jest spalenie)
Czarownicę można rozpoznać po rozkładzie i zgniliźnie
Dobra wiedźma to martwa wiedźma

Hansel i Gretel jako doświadczeni łowcy czarownic zjawiają się w miasteczku z którego czarownice porywają dzieci. Zostali wynajęci przez burmistrza. Jednak tym razem dowiedzą się prawdy o swojej przeszłości, i o tym, że nie wszystkie czarownice są takie same.

Hansel i Gretel to lekka przygodowa, niezbyt skomplikowana historia łowców czarownic, która zawiera elementy „uwspółcześnione” nieprzystajace do czasów z „dawno, dawno temu”. Hansel po historii z jedzeniem słodyczy w chatce czarownicy ma cukrzycę i co kilka godzin, gdy jego skomplikowany zegarek daje sygnał musi sobie wstrzykiwać pewną miksturę. Gretel ma obusieczny łuk. Rodzeństwo do zwabienia czarownicy w pułapkę używa gramofonu. Oboje mają pistolety i Shodguny wystrzeliwujące pociski zdolne rozerwać na strzępy czarownice. Posiadają również paralizator zdalny przywrócić akcje serca rannemu trollowi. Rysunki zaginionych dzieci znajdują się na butelkach z mlekiem. Rodzeństwo ma akta „sprawy” i prowadzi „dochodzenie”. W karczmie są traktowani niczym celebry lokalnej społeczności i proszeni o autograf. Swobodne podejście do realizmu umownych czasów i brutalność scen, których ciała rozbryzgują się po ścianach, flaki rozbryzgują się wszędzie i niejednej postaci odstrzelono głowę. Nie brak tu też przekleństw a i nagie pośladki pewnej niewiasty w kąpieli się pojawiają. Gretel dostaje straszne lanie i dochodzi prawie do sceny gwałtu. Wszystko to jednak zostało podane w „lekkiej” przygodowej otoczce sprawiającej, że trudno „te rozbryzgi” krwi brać na serio. Wszystko to sprawia, że jest to „lekka” przygodowa historia z całkiem nieźle utrzymanym tempem akcji.
Film można obejrzeć ze względu na Jeremiego Reinera, który ostatnio dostaje coraz bardziej znaczące role (The Avengers, Dziedzictwo Bourne`a). Co ciekawe role jednej ze złych czarownic gra w tym filmie Joanna Kulig (Sponsoring), ale niestety fiest on praktycznie nie do rozpoznania pod charakteryzacją.
Dla fanów baśni filmowych do obejrzenia, lekki niewymagający film, jednak bez zachwytów i niezwykłych pomysłów w porównani do innych tego typu filmów. Mocne 6/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

12 księżyców 6 chłopców 6 dziewczynek urodzonych w poszczególnych miesiącach było potrzebnych czarownicom. Dawno temu, w pobliżu miasteczka na zadupiu żył sobie rolnik, który zakochał się w czarodziejce (białej wiedźmie). Mieli dwójkę dzieci  i wiedli szczęśliwe życie. Lecz nie z za długo…Wypicie pewnej mikstury podczas krwawego księżyca  sprawia, że jest się odpornym na ogień. Kluczowym składnikiem tej mikstury jest serce czarodziejki. Matka Hansa i Gretel była dla czarownic za potężna. Wiec musiały się zadowolić sercem Grtel. Matka Hansa i Gretel została spalona na stosie a ojciec powieszony. Złe czarownice musiały czekać do kolejnej krwawej pełni. Czarownice porwały Gretel. Hans dzięki pomocy Miny, która okazała się dobra czarownicą zabija większość uczestniczek sabatu. Edward-troll ratuje Gretel. Mina zostaje zabity przez Muriel (zła czarownica). Ostatecznie zabijają Muriel w starym domku ze słodyczy. Wyruszaja dalej, by polować na czarownice wraz z Benem i Edwardem…KONIEC

Zemsta nie zmienia przeszłości. Nie przywróci nam rodziców, ale poprawia samopoczucie. Znamy prawdę, wiemy kim jesteśmy, tak jak i oni znają naszą historię, naszą moc. Do czego jesteśmy zdolni. Powinni się nas bać. Całej ekipy. Teraz już wiemy, że na świecie są dobre czarownice, ale jeśli praktykujesz czarną magię, miej się na baczności, bo idziemy po ciebie. Nie ukryjesz się przed nami. Weźmiemy cię żywą lub martwa. JA obstawiam, że martwa.

sobota, 11 maja 2013

Iron Man 3 - emerytury i odrodzenia superbohaterów


Mam ostatnio wrażenie, że wielu bohaterów wybiera się na emeryturę albo rodzi się na nowo. Za nami kolejne reebooty Batmana (który to zdążył się odrodzić w nowej postaci w wersji Nolana i odejść na zasłużoną emeryturę jako legenda), Spider-Mana, który przeżył ponownie szkolne problemy i ugryzienie pająka (Niesamowity Spider-Man), a teraz czekamy na Supermana (Człowieka ze stali). za to ostatni James Bond (Skyfall) był zmęczony, nie w pełni formy i na ekranie oglądaliśmy rozliczanie się z demonami przeszłości.



I Tony Stark w trzeciej odsłonie Iron Mana rozlicza się z przeszłością. W 1999 roku nie zdając sobie wtedy z tego sprawy stworzył sobie antagonistę (Sami tworzymy własne demony) i po latach będzie musiał się z nim zmierzyć. Ponadto wydaje się słabszy, ma problemy ze snem i ataki paniki. Zamknął się w swojej pracowni i konstruuje kolejne zbroje (Każdy musi mieć jakieś hobby). To wydarzenia z Avengersów wpłynęły tak negatywnie na Tony`ego. [Uważam  że to bardzo dobre rozwiązanie. Zachowano spójność Unversum Marvela. (Serię należy oglądać w kolejności Iron Man, Iron Man 2, Avengers, Iron Man 3)].Tylko, że teraz Tony już nie popisuje się, nie szpanuje, wydaje się być statecznie porządny. Owszem ten Tony wciąż ma poczucie humoru (Świetne sceny testowania kolejnej wersji zbroi przypominające te z części pierwszej, rozmowy z robotem – w czapeczce „głupek”), ale mam wrażenie, że w trzeciej odsłonie poniekąd zaserwowano nam powrót do przeszłości i Stark znowu musi sobie w ekstremalnych warunkach przez pewien czas radzić bez zbroi, skonstruować coś nowego, z rzeczy które można kupić w markecie (Kupujesz spinacze, szczypce, butelki i konstruujesz ładunki wybuchowe, dzięki którym może dostać się do twierdzy złoczyńców.) a jago nowym asystentem jest mały chłopiec. Iron Man ponownie jest tylko "mechanikiem". Głównym złym (figurantem) w tej części jest Mandaryn (Ben Kingsley-dobra rola) – terrorysta, którego to kreacja w filmie niezbyt pokrywa się z wersją komiksową tej postaci, a szarą eminencją Aldrich Killian (słaba rola Guy`a Pirce`a). Podobał mi się rozwój postaci Panny Potts (urocza kłótnia o wielkiego królika), nabrała ona znaczenia i nie jest już tylko asystentką Starka. Jednak za mało było w tej części pewności siebie, za mało autoironii Tony`ego. Gdzie ten dumny Tony mówiący Ja jestem Iron Manem! Owszem, film zawiera kilka bardzo dobrych scen akcji (łapanie pasażerów, którzy wylecieli z samolotu), na plus też zaliczam kolejny etap „ewolucji” zbroi. Brakowało jednak mi w tej części odpowiedniego stopniowania napięcia. Akcja była zbyt podzielona na kolejne sekwencje ratowania Papper Potts, budowania/naprawiania zbroi, kolejnych potyczek z „wrogiem”, które to sprawiły, że finalna sekwencja ostatecznej rozgrywki nie wydała mi się zbyt imponująca. Ot, kolejne spotkanie tym razem doprowadzone do finalnej potyczki. Jakoś w tym przypadku powrót do początków, źródeł nie przekonał mnie (takie wrażenie zrobiło na mnie odrodzenie bohatera w Mroczny rycerz powstaje), ponieważ Iron Mana głównie lubię we wcieleniu rozrywkowym, komicznym. Nie oczekiwałam patosu. Zakończenie tej części zwiastuje rozstanie się na dłużej z tym bohaterem (obyśmy mogli go zobaczyć w Anengesach 2), i jakoś nie jest mi z tego powodu szczególnie przykro.

Z ciężkim sercem, ale jednak uczciwie muszę przyznać tej części o oczko niżej od Iron Mana 2, czy choćby Avengersów, 7/10, ale film warto obejrzeć dla wielkiego królika, latającej zbroi, zegarka z limitowanej kolekcji i Roberta Downey Jr`a.

Ps. Efekt 3D w kinie właściwie żaden. Kiedy przestaną na siłę wszędzie pchać to 3D? Nie wypominając już o dubbingowaniu wszelkiego kina przygodowego i o superbohaterach. Władca pierścieni był z napisami, ale Hobbita już musieli zdubbingować? Iron Man 1 i 2 nie był zdubbingowany, ale już część 3 oczywiście. Nie podoba mi się ta nowa moda. Jestem przywiązana do starego dobrego lektora na wydaniach DVD (których to już nie ma w tych nowo-dubbingowanych filmach. Albo dubbing, albo dźwięk oryginalny z napisami...).

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Mandradyn okazał się być aktorem wynajętym przez Aldricha Killiana. Wiceprezydent współpracuje z Aldrichem, nie zareagował na grożące niebezpieczeństwo, przed którym uprzedzał go Stark (ma córkę  z amputowaną noga, jest sugestia, ze to prawdopodobnie dla niej...) Aldrich porywa Papper (żeby dopiec Tony`emu, ale jest też jego prywatnym trofeum) i dawkuje jej Extremis, miksturę sprawiającą, że można wybuchnąć (dosłownie). Iron Man i Rhodes podkradają się do łodzi, na której jest przetrzymywana Pipper a prezydent w zbroi War Machine (Iron Patriot) wisi nad ładunkami wybuchowymi. Na początku walczą bez jakiejkolwiek zbroi, ale Tony uruchamia operację „Melanż” i nadlatuje kilkanaście zbroi Iron Mana (nie wiem, czemu od samego początku nie zaatakowali w ten sposób?), które likwidują kolejne cele (o podwyższonej temperaturze ciała) Iron Man już już ma uratować Pipper, ale Alrdrich staje z nim do walki (też jest na sterydach). Piperr spada w płomienie. Tony myśli, ze zginęła  walczy z Andrichem. Udaje mu się go bardzo zranić – zakuwa go w zbroje Iron Mana i wydaje komendę autodestrukcji. Jednak Aldrich wciąż żyje, już ma zabić Starka, kiedy uderza go Pipper – żyje, ponieważ miała w organizmie usadawiającą miksturę. Pipper zabija Aldricha. Wróg pokonany. Tony wydaje komendę do autodestrukcji wszystkich Zbroi (po co?). Koniec z walką. W epilogu Tony "naprawił" Pipper. Naprawił też siebie – kawałek metalu z jego serca został wyciągniety. Tony odjeżdża w siną dal ze zniszczonym robotem-asystentem na pace. Mogli mu zniszczyć wszystkie zabawki, ale on wciąż jest Iron Manem. Koniec.  

Zajrzyj też:


http://filmowerefleksje.blogspot.com/2012/07/mroczny-rycerz-powstaje-koniec-trylogii.html

http://filmowerefleksje.blogspot.com/2012/07/niesamowity-spider-man-reboot-sia.html

http://filmowerefleksje.blogspot.com/2012/05/avengers-superbohater-razy-szesc-akcja.html






wtorek, 23 kwietnia 2013

Filmowe oblicza Pana Gray`a


Po sukcesie książkowej trylogii E.L. James Pięćdziesiąt odcieni opowiadającej o mrocznym miliarderze Christianie Gray`u i jego niewinnej uległej Anastasi Steele (Pięćdziesiąt twarzy Gray`a, Ciemniejsza strona Gray`a, Nowe oblicze Gray`a) zrobił się boom na książki erotyczne, a prawa do ekranizacji powieści James zakupił Universal za astronomiczną sumę. Rozpoczęły się spekulacje kto powinien zostać filmowym Gray`em, data kręcenia tego filmu jak na razie ciągle jest przesuwana, a główne newsy związane z tą produkcja wiążą się z konkurencyjną porno wersją i rozprawami w sądzie.
Dlatego dziś zadając pytanie w przestrzeń popkultury: jak brzmi imię Gray`a, najprawdopodobniej usłyszelibyśmy: Chrystian!. Czy nikt już nie pamięta o Dorianie? Doczekał on się przecież kilku filmów. 
Była bowiem taka powieść, i to nie byle kogo, ale samego Oscara Wilde`a (Poeta, prozaik, „korzystający z życia” uznawany za  ówczesnych pozbawionego moralności dandysa). Mam tu na myśli Portret Doriana Gray`a. Historia urodziwego młodzieńca, który w skutek wypowiedzianego życzenia zachowuje młodość i urodę, a oznaki starzenia się i zepsucia pojawiają się na jego portrecie. To był pierwszy Gray.

„Współcześnie” na ekranie postać tę można było już zobaczyć w filmie Ligia niezwykłych dżentelmenów z 2003 roku z Seanem Connerym (Allan Quatermain) w jednej z głównych ról, a w postać nieśmiertelnego Doriana Gray`a wcielił się Stuart Townsend. Film z serii o grupie bohaterów „dziwaków/wybrańców” ratujących świat. Oprócz Doriana Gray`a na ekranie można zobaczyć Kapitana Nemo, Minę Harker (postać z Draculi) Jekylla i Hyde`a i niewidzialnego człowieka. Dobry przygodowy film czerpiący z „dobrodziejstw”znanych postaci (bardzo rozbudowany crossover). W filmie tym Dorian Gray jest głównie postacią nieśmiertelną, w tłumie znanych bohaterów nie było zbyt wiele czasu na rozwiniecie jego historii.

Za to już w ekranizacji samej powieści z 2009 roku można nieco lepiej poznać młodego Gray`a - hedonistę. W rolę Gray`a w tym filmie wcielił się Ben Barnes, który znany może być jedynie z roli Księcia Kaspiana z Opowieści z Narnii, a aktorem o wiele bardziej rozpoznawalnym i znanym z tej produkcji jest Colin Firth (Zdobywca Oscara sprzed dwóch lat za Jak zostać królem, dla mnie na zawsze Pan Darcy, w wersjach dwóch [patrz: Duma i Uprzedzenie, Dziennik Bridget Jones]). W tym filmie Dorian jest początkowo niewinnym młodzieńcem wiedzionym na zatracenie przez Lorda Henry`ego Wottona (Colin Firth) ku hedonizmowi i zepsuciu, którego skutki widać jedynie na portrecie skrywanym przez Doriana na strychu. Film dobry, może i nie do końca wierny klasyce literatury, ale warto obejrzeć.

Pan Gray filmowy jednak posiada jeszcze inne imię. Czy ktoś słyszał o E. Edwardzie Gray`u? Jeśli którymś Panem Gray`em inspirowała się James, to najprawdopodobniej właśnie tym.  W filmie Sekretarka Stevena Sheinberga z 2002 roku bowiem na ekranie mamy klapsy, uległość i jedzenie przez nie tak niewinną Lee czterech groszków na obiad, ziemniaków i lodów ile dusza zapragnie, zgodnie z zarządzeniem „Pana”. Relacje tego pana Gray`a (James Spader) – adwokata i jego sekretarki Lee Halloway (Maggie Gyllenhaal) są nieco bardziej skomplikowane niż w romansowej wersji James relacji sadomasochistycznych. Jeśli oglądać film o dwojgu ludzi, którzy odkrywają, że mają podobne „upodobania”, gdzie „ona to lubi”, a on zmaga się ze swoimi „potrzebami”, to zdecydowanie polecam Sekretarkę.

30/07/2013
W ramach ciekawostki: W Strasznym filmie 5 jest scena z Pięćdziesięciu twarzy Gray`a. Jest to oczywiście parodia, jak to na tę serię przystało. Bohaterka znajduje się w swoim śnie (podczas Incepcji - parodia filmu Incepcja), jak się budzi i parodysta DiCaprio pyta, co to za sen? Bohaterka odpowiada, że nie wie i upycha lepiej książkę Pięćdziesiąt twarzy Gray`a w torebce. W tym śnie Pana Graya gra Jerry O`Connell. Pokazana scena jak bohaterka wchodzi do czerwonego pokoju pełnego "zabaweczek".


środa, 10 kwietnia 2013

Intruz – romans i porywacze ciał w wersji Stephanie Mayer


Nie oszukujmy się, o powieści Intruz autorstwa Stephanie Mayer usłyszał świat tylko i wyłącznie dzięki popularności Sagi Zmierzch. Intruz był pierwszą powieścią tej autorki, jednak jak to powszechnie w świecie komercyjnej dystrybucji dóbr wszelakich wiadomo, kiedy autor staje się popularny wydaje się, wznawia i reklamuje cokolwiek pod czym się kiedykolwiek podpisał. Na fali popularności Zmierzchu dobrych kilka lat temu dałam się wciągnąć komercyjnej machinie i również Intruza przeczytałam. [Książka ta stoi na mojej półce obok Igrzysk Śmierci, Sagi Zmierzch, Drugiego Życie Bree Tanner, Bali maturalnych z piekła rodem, Pamiętników wampirów Trylogii  Graya i Czystej krwi, a Piękne istoty i Wiecznie żywy cierpliwie czekają aż  nastanie czas i na nie by po przeczytaniu trafić na półkę]. Z tego co pamiętam Intruz nie był zbyt lekką początkowo lekturą (Przydługie opisy, nim rozpoczęła się właściwa „akcja” a im dalej czytałam tym bardziej przypominało to Zmierzch, a właściwie było jego zapowiedzią, w której to Mayer umieszcza bohaterkę w miłosnym trójkącie z dwoma przystojniakami. Paradoksalnie była to też powieść dosyć refleksyjna starająca się uchwycić wyjątkowość człowieczeństwa, której to zakończenie wszystko popsuło). Czekaliśmy długo na ekranizację Intruza zważywszy na czas jaki minął od daty publikacji powieści, ale zrozumiale jest to oczywiście zważywszy na fakt, że dopiero pół roku minęło odkąd pożegnaliśmy filmowych Bellę i Edwarda.



Intruz nie był łatwą powieścią do zekranizowania. Główną bohaterką (a właściwie bohaterkami) jest Melanie silna dziewczyna, której udało się umknąć kosmitom kolonizującym Ziemię (Przejmują ciała Ziemian i żyją pokojowo, udoskonalając społeczeństwo). Nawet gdy dziewczyna zostaje schwytana nie poddaje się i walczy ze swoim „intruzem” Wagabundą (straszne tłumaczenie imienia Wanderer) [Brzmi trochę znajomo? Kto słyszał o Inwazji porywaczy ciał  Jack`a Finneya ręka do góry. Tak wszystko to już było, podobnie jak wampiry, tylko że w wersji Mayer ma to wydźwięk głównie romansowy]. Wagabunda kieruje ciałem Melanie, ale jej „dusza” wciąż jest w środku i walczy, przemawia do Wagabundy, przekonuje ją do ludzi. Ciekawa byłam jak rozwiążą problem wewnętrznych rozmów dwóch bohaterek w jednym ciele i przyznać muszę, że wyszło to całkiem nieźle. Nie byle kto zabrał się przecież za ekranizację. Reżyserem Intruza jest Andrew Niccol twórca takich filmów jak Gattaca – szok przyszłości,  Simone, Pan życia i śmierci, Wyścig z czasem, filmów które są moim zdaniem - co najmniej dobre. W tym przypadku również do odegrania głównej roli wybrano aktorkę, która ma na koncie już kilka głośniejszych produkcji, ponieważ o Saoirse Ronan można było usłyszeć przy okazji takich filmów jak Nostalgia anioła w reżyserii Petera Jacksona czy Hanna Joe Wrighta (Przepraszam, ale kto przed Zmierzchem słyszał o Pattinsonie czy Stewart?). Wszystko w tym filmie było zekranizowane jak trzeba i właściwie nie mam zastrzeżeń. Rola Ronan udana (Choć aktorka ta wydaje mi się jakoś mało wyrazista i jak usłyszałam, że to ona dostała główną rolę w Intruzie nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona). Za to Jake Abel (nie kojarzę go z niczego innego, grał tylko jakieś pomniejsze role) i Max Irons (Mała rólka w Dziewczynie w czerwonej pelerynie) nie musieli zbyt wiele grać (choć potencjał moją obaj), wystarczyło, że wyglądali. (Jeśli porównywać, to Pattinson i Lunter stoją o co najmniej o klasę niżej, a ani Abel ani Irons nie ściągali koszulek). Paradoksalnie postaci drugoplanowe zasługują na to by to właśnie je zauważyć: William Hurt (wuj Jeb) – twardy przywódca w czasie zagłady i Diane Kruger (łowczyni) opanowana obsesją schwytania uciekinierki.  
Niestety film w swej fabule nie jest zbyt porywający i można by wszystko streścić w kilku zdaniach (ponieważ powieść taka nie była), jednak biorąc pod uwagę materiał z którym przyszło twórcom tego filmu pracować uważam, że to dobra ekranizacja. Oglądałam bez ekscytacji, ale też się nie nudziłam. Czy obejrzałabym jeszcze raz? Żeby popatrzeć na Abela i Ironsa, by śledzić poczynania głównej bohaterki - nie. W porównaniu do Zmierzchu zabrakło tu też muzyki, która „dałaby” się słyszeć (Ścieżkę dźwiękową z Muse na czele saga ma całkiem dobrą). Intruz wpisuje się w typ filmów kręconych przez  Niccol`a i jeśli pojawi się kolejna jego produkcja to najprawdopodobniej również obejrzę. 7/10 bo nie mam filmowi nic do zarzucenia w swoim gatunku, takie lekkie romansowe SF.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
W drodze powrotnej z wyprawy po zapasy (Po tym jak wszyscy zaufali Wandzie po tym jak uratowała Jamie`go) Melanie, Ian i Jared zostają zaatakowani przez łowczynię. Wuj Jeb strzela do łowczyni i ją unieszkodliwia. Łowczyni staje się więźniem. Ludzie chcą ją zabić. Jednak Wanda proponuje inne rozwiązanie. Pokazuje ludziom jak wydostać dusze z ludzkiego ciała nikogo nie zabijając. Duszę, która zamieszkiwała łowczynię wysyłają na inną planetę. Okazało się, że łowczyni tak bardzo ścigała Melanie, ponieważ i ona nie mogła zwalczyć swojego gospodarza i właścicielka jej ciała nie dawała jej spokoju. Wanda poprosiła doktora by usunął ja z ciała Melanie i pozwolił jej umrzeć. Wanda żegna się z Melanie. Doktor usuwa ją z ciała dziewczyny. Wanda budzi się w innym ciele. Wszyscy jej wyjaśniają, że od miesięcy usuwali obcych z ludzkich ciał, ale osoba, w której ciele się znajdują się nie obudziła i ciało umierało (tak, żeby Wanda nie miała wyrzutów sumienia). Jader może być z Melanie. Wanda ma swoje ciało i może być z Ianem. Dwie szczęśliwe pary jadą samochodem. Zatrzymuje je policja. Wysiada policjant i ich sprawdza. Widzi, że są ludźmi. Woła swoich towarzyszy – ludzi. Okazuje się, że przeżyło więcej ludzi i nie tylko Wanda z kosmitów przeszła na ich stronę. Jest nadzieja na odzyskanie planety. Koniec


W zakończeniu powieści najbardziej zdenerwował mnie ten happy end. Gdyby Wanda umarła, Ian został sam, a Melanie i Jared siebie odzyskali kosztem Wandy nie byłoby to takie słodkie i w stylu Mayer. Tak jak w Zmierzchu Bella dostała wszystko. Nie dość że została wampirem i pozornie ceną tego miało być nigdy nie założenie rodziny, to jej jakoś się udało, a zakochany w niej Jacob odnalazł swoja druga połówkę w postaci jej córki…