Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Nieracjonalny mężczyzna – Woody Allen w świetnej kryminalnej formie

Wakacje to czas urlopów, ale również gdy nadchodzą ciepłe, letnie dni pojawia się w kinach zazwyczaj nowy film Woody`ego Allena.  Wśród wakacyjnych blockbusterów warto sięgnąć po nieco bardziej intelektualnie wymagającą produkcję, która jednocześnie sama w sobie jest świetną lekką rozrywką.

Jest to film w stylu Wood`ego Allena jakie bardzo dobrze znamy. Nieracjonalny mężczyzna jest dobry jak Scoop—gorący temat i Wszystko gra będący jednocześnie nawiązaniem do literackiego pierwowzoru jak w ostatniej Magii w Blasku księżyca.

Wszystko to już u Allena było, ale nie chodzi o to by nas reżyser zaskoczył, raczej cieszy, że niezawodnie znów fabularnie prowadzi nas przez znakomite dialogi (jakich próżno szukać w innych produkcjach, tylko u Woody`ego całość filmu opiera się tylko i wyłącznie na serii świetnych wymian zdań pomiędzy bohaterami) do znakomitego twistu na końcu, który co prawda dało się przewidzieć, ale jednocześnie wątpiąc czy się to wydarzy pamiętając, że Allen potrafi zaskakiwać.



Główny bohater Abe (Joaquin Phoenix) znowu, jak to u Allena, jest pisarzem. Przyjeżdża na uniwerek w niewielkiej miejscowości by wykładać filozofię. Jest znany i jego przyjazd budzi ciekawość lokalnej społeczności. Abe ma blokadę twórczą (jak to pisarze u Allena), jest w depresji, stracił sens życia (a plotki na temat źródła tej depresji są wyolbrzymiają prawdziwą historię. Ludzie uwielbiają przesądzać by uatrakcyjnić prozę życia). Pije whisky przed południem, emanuje z niego zniechęcenie życiem i marazm. Nie widzi sensu w nauczaniu (to grupa przyszłych dorosłych, który i tak będą prowadzić bezsensowne życie), nie widzi sensu w niczym. Wywołuje na uczelni sporą ekscytację, kobiety są zainteresowane. Jest i ona młoda studentka Jill (Emma Stone), zafascynowana niezwykle inteligentnym charyzmatycznym i interesującym wykładowcą. Jej chłopak jest porządny, bardzo ją kocha, ona jednak nie potrafi się oprzeć filozofowi i pragnie odmiany od nudnej uporządkowanej codzienności.

Ponownie jest intelektualnie, padają nazwiska Hildegarda, Kanta i innych filozofów, jest egzystencjalizm, dysputy o moralności, prawdzie i kłamstwie. Początkowym tropem do rozwinięcia fabuły jest minimalne napomkniecie bohatera, że uwielbia Dostojewskiego, a gdy dochodzi do swoistego katharsis bohatera można się domyślić w jakim kierunku potoczy się historia. Mamy tu świetnie zarysowany wątek kryminalny, fabuła rozwija się w przewidywalny, jednak wciąż charakterystyczny dla Allena lekki komediowy sposób.

Ponowie  jak to u Woody`ego mamy w filmie serię świetnych dialogów i grę aktorską na najwyższym poziomie.
Joaquin w tym filmie ma pijacki brzuszek, świetnie wychodzi mu granie zblazowanego profesora, a potem znakomicie odgrywa role człowieka, który ponownie odnalazł sens życia. Jego bohater jest przekonujący w odgrywaniu zaskoczenia i ukrywaniu prawdy.
Emma Watson ponownie gra rolę słodkiego niewinnego dziewczątka. Stone zapowiada się na kolejną ulubienicę Allena, więc może i w kolejnych filmach odgrywać będzie młodą dziewczyną, którą pociągają starsi mężczyźni (W Magii w Blasku Księżyca partnerował jej Colin Firth, tu mamy Phoenix`a).
Ta dwójka na ekranie wypada razem bardzo dobrze, choć "chemia" pomiędzy nimi nie jest w stu procentach przekonująca, lepiej wypada intelektualna "więź".

Woody Allen zdecydowanie w formie, dla fanów reżysera pozycja obowiązkowa! 8/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Tym razem Allen zaczerpnął ze Zbrodni i Kary Dostojewskiego (Abe wspomina na początku filmu, że uwielbia tego pisarza, a w końcówce filmu Jill odnajduje w mieszkaniu Abe`a Zbrodnie i karę z notatkami Abe`a). Abbe podsłuchawszy w restauracji opowieść kobiety o niesprawiedliwym sędzi, który chce odebrać jej dzieci,  postanawia zabić mężczyznę. Abe doznaje olśnienia, trzeba działać. Odnajduje sens życia ponownie, gdy zabijając sędzię pomoże nieznajomej kobiecie. To zbrodnia doskonała (tak jak w Zbrodni i karze). Abe nie zna sędzi, nie ma żadnego motywu, nikt nie będzie go podejrzewał. Od momentu, gdy filozof podejmuje decyzję o popełnieniu morderstwa, chce się mu żyć, czuje się spełniony. Wymyśla idealny plan zabicia sędziego. Kradnie klucz do pracowni chemicznej swej kochance. Kradnie cyjanek, śledzi sędziego i dowiaduje się że regularnie biega w soboty i pije sok pomarańczowy. Abe zatruwa Sok pomarańczowy i podmienia sędziemu napój w momencie gdy przysiada się do niego na ławce w parku. sędzia umiera. Abe czuje się szczęśliwy i spełniony. Nie ma wyrzutów sumienia. Sprawa śmierci sędziego staje się głośna. Jill rozmawiając przypadkowo z różnymi osobami (Koleżanka widziała Abe`a w pracowni chemicznej, inna mówiła, że ktoś widział go rano wychodzącego w sobotę, gdy zabito sędziego z uczelni, Abe widział, że zamordowano sędziego cyjankiem) o sprawie zamordowanego sędzi składa wszystkie elementy układanki. Konfrontuje zebrane informacje z Abe`m. Abe się przyznaje. Jill nie może z nim już być, dla niej to co zrobił Abe było moralnie złe. Abe postanawia wyjechać do Europy, Jill wraca do Roy`a, jednak to on był dla niej odpowiednim mężczyzną. Policja zatrzymuje podejrzanego (brat jednego ze skazanych przez sędziego przestępców, który miał dostęp do środków farmaceutycznych). Jill każe się przyznać Abe`owi, ponieważ nie może dopuścić by niewinny człowiek poszedł do więzienia. Abe obiecuje jej, że przyzna się w poniedziałek. Abe postanawia zabić Jill (tak jak dziewczyna mówiła, jedna zbrodnia otwiera drzwi do kolejnych). Abe znając  rutynę Jill (co sobotę ma lekcje gry na fortepianie) postanawia ją zabić wrzucając do pustego szybu windy (wiedział jak ją popsuć). Jednak w trakcie szamotaniny, gdy Jill próbuje mu się wyrwać Abe potyka się na latarce, którą wygrał dla Jill i wpada do szybu windy. Abe ginie. Jill z czasem próbuje dojść do siebie po tych wydarzeniach. Świetny scenariusz. KONIEC.

sobota, 7 lutego 2015

Ziarno prawdy – dobry polski kryninał i słów kilka o kinie polskim

O polskim kinie piszę absurdalnie mało. Ostatnim filmem jakiemu poświeciłam cały tekst był Sęp przy okazji którego wyjaśniam również, czemu tekstów poświęconym rodzimej produkcji jest tu tak niewiele. Ostatnio piszę raczej o filmach dobrych, które mnie zaskoczyły i tych które widziałam w kinie (a mam zasadę, że do kina na filmy polskie idę tylko gdy wygram zaproszenie w jakimś konkursie i raz do roku na Noc kina Polskiego w Multikinie, żeby nieco nadrobić zaległości). Od czasów Sępa z 2013 roku obejrzałam ledwie 6 polskich filmów (Shame on me!) i moje zdanie od tamtej pory niewiele się zmieniło.

Kac Wawa okazała się produkcją tak złą jak wszyscy twierdzili.

Wałęsa był filmem który ponownie ściągnąć do kina miała nasza polska historia z wstawkami dokumentalnymi. Czasami jednak dobry Więckiewicz to za mało.

Obywatel, czyli Stuhr i Stuhr okazał się filmem nudnym, choć miał to być chyba takim naszym polskim Forestem Gumpem, który przez lata przez przypadek był wplątywany w ważne wydarzenia historyczno-społeczne. Jednak coś poszło w tym filmie nie tak, ponieważ fabuła wlecze się niemiłosiernie, ani nam nie szkoda obywatela Jana Bartka, ani mu nie kibicujemy. Jedynie dobrze wypada „spójność” postaci przez lata gdy młody Stuhr gra jak stary Stuhr (albo odwrotnie).

Po Idzie zostało mi tylko uczucie znużenia i niezrozumienia, o co tyle hałasu (tak o Oscary tyle hałasu). Zdjęcia dobre, gra aktorska może też, ale jakie to nużące…

Filmem dobrym okazało się Chce się żyć. Smutna historia, przyzwoicie nakręcona (nie sposób nie skojarzyć tego filmu z Motyl i Skafander). Film ogólnie dobry. Świetna rola Dawida Ogrodnika (choć chciało by się rzec, tak to było wyzwanie, które pozwoliło mu się wykazać). Zaczynać jednak od dramatów (ma również rolę w oscarowej Idzie) by następnie zagrać w filmie Disco Polo?
Oj można było rozwijać karierę nieco ambitniej, ale co mógł zrobić, jeśli na ekranach polskich kin pojawiają się takie tytuły jak Polskie gówno (Serio? Trailer zapowiada tu kpinę z poleskiego show biznesu, ale jednak po zapowiedziach wnioskuję, że to co miało być pastiszem stało się produkcją tego samego rodzaju, z którego miało kpić).

Nadzieję jednak pozostawiają takie filmy jak Bogowie (dobra rola Kota, solidnie nakręcone, bez szalu i fajerwerków, ale dobrze poprowadzona historia).
Równie przyzwoicie zapowiada się Warsaw by Night czy Carte Blanshe, Serce Serduszko i pewnie inne tytuły, których nie jestem w stanie tu przywołać, ponieważ zdecydowanie kino polskie nie jest moim „pierwszym wyborem”.