O polskim kinie piszę absurdalnie
mało. Ostatnim filmem jakiemu poświeciłam cały tekst był Sęp przy okazji którego wyjaśniam również, czemu tekstów poświęconym rodzimej produkcji jest tu tak niewiele. Ostatnio piszę raczej o filmach dobrych, które
mnie zaskoczyły i tych które widziałam w kinie (a mam zasadę, że do kina na
filmy polskie idę tylko gdy wygram zaproszenie w jakimś konkursie i raz do roku
na Noc kina Polskiego w Multikinie, żeby nieco nadrobić zaległości). Od czasów
Sępa z 2013 roku obejrzałam ledwie 6 polskich filmów (Shame on me!) i moje
zdanie od tamtej pory niewiele się zmieniło.
Kac Wawa okazała się produkcją tak złą jak wszyscy twierdzili.
Wałęsa był filmem który ponownie ściągnąć do kina miała nasza
polska historia z wstawkami dokumentalnymi. Czasami jednak dobry Więckiewicz to
za mało.
Obywatel, czyli Stuhr i Stuhr okazał się filmem nudnym, choć miał
to być chyba takim naszym polskim Forestem Gumpem, który przez lata przez
przypadek był wplątywany w ważne wydarzenia historyczno-społeczne. Jednak coś
poszło w tym filmie nie tak, ponieważ fabuła wlecze się niemiłosiernie, ani nam
nie szkoda obywatela Jana Bartka, ani mu nie kibicujemy. Jedynie dobrze wypada „spójność”
postaci przez lata gdy młody Stuhr gra jak stary Stuhr (albo odwrotnie).
Po Idzie zostało mi tylko uczucie znużenia i niezrozumienia, o co tyle
hałasu (tak o Oscary tyle hałasu). Zdjęcia dobre, gra aktorska może też, ale
jakie to nużące…
Filmem dobrym okazało się Chce się żyć. Smutna historia,
przyzwoicie nakręcona (nie sposób nie skojarzyć tego filmu z Motyl i Skafander). Film ogólnie dobry. Świetna
rola Dawida Ogrodnika (choć chciało by się rzec, tak to było wyzwanie, które pozwoliło
mu się wykazać). Zaczynać jednak od dramatów (ma również rolę w oscarowej Idzie) by następnie zagrać w filmie Disco Polo?
Oj można było rozwijać karierę
nieco ambitniej, ale co mógł zrobić, jeśli na ekranach polskich kin pojawiają się
takie tytuły jak Polskie gówno
(Serio? Trailer zapowiada tu kpinę z poleskiego show biznesu, ale jednak po zapowiedziach
wnioskuję, że to co miało być pastiszem stało się produkcją tego samego rodzaju,
z którego miało kpić).
Nadzieję jednak pozostawiają takie
filmy jak Bogowie (dobra rola Kota,
solidnie nakręcone, bez szalu i fajerwerków, ale dobrze poprowadzona historia).
Równie przyzwoicie zapowiada się Warsaw by Night czy Carte Blanshe, Serce
Serduszko i pewnie inne tytuły, których nie jestem w stanie tu przywołać,
ponieważ zdecydowanie kino polskie nie jest moim „pierwszym wyborem”.