sobota, 9 maja 2015

Avengers: Czas Ultrona – superbohaterowie do dziewiątej potęgi, czyli co trzeba wiedzieć i obejrzeć przed seansem nowych Avengersów

Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku: Avengersi powrócili na ekrany kin. Przez ostatnie lata mogliśmy oglądać indywidualne poczynania naszych bohaterów, które składają się wspólną całość, a dla najbardziej uważnych widzów we wszystkich produkcjach roi się od smaczków (Easter Eggs) i nawiązań do komiksów.


Na szczęście w przeciwieństwie do serii o X-Manach kolejność filmów oglądania tutaj jest prostsza (należy serię oglądać chronologicznie wg kolejności pojawiania się filmów w kinach, nie mamy tu jeszcze do czynienia z retrospekcjami). Nie sposób wymienić tu wszystkich tropów związanych z uniwersum, które sceny są z których komiksów i jak się to wszystko wiąże o tym trzeba pamiętać przed obejrzeniem Avengersów: Czas Ultrona:

  • Iron Man
  • Iron Man 2
  • Thor  - ważna postać Loki`ego i jego Berła. Scena po napisach z Nickiem Furym zapowiadająca wydarzenia z Capitana Ameryki.
  • Capitan Ameryka: Pierwsze starcie -  motyw kostki przeznaczenia
  • Avengers – film łączący postaci Iron Mana, Thora i Capitana Ameryki oraz czarnej wdowy z filmów o Iron Manie i Sokolego Oka i Agenta Coulsona z filmu o Thorze. Thor zabiera kostkę ale berło Loki`ego pozostaje na ziemi. Tu istotna jest scena po napisach pokazująca po raz pierwszy Thanosa.
  • Jako uzupełnienie można obejrzeć również oba filmy o Hulku, choć nie ma tu jedności postaci Hulka (w Avengersach zadebiutował Mark Ruffalo jako Bruce Banner, a we wcześniejszych filmach o Hulku był to Norton i Eric Bana). Jednak w scenie po napisach z Hulka pojawia się Tony Stark. T
  • Iron Man 3  - Na początku bardzo duże nawiązanie do Avengersów, kiedy Tony zmaga się ze wspomnieniami i przeżywa swoista traumę.
  • Thor: Mroczny świat.  Ważna scena po napisach z kolekcjonerem, gdzie Asgardczycy oddają mu kostkę.
  • Capitan America: Zimowy Żołnierz. Upadek Shield, odsunięcie się Fury`ego, scena po napisach pokazująca bliźniaki, które pojawią się w Avengersach: Czas Ultrona i Berło Loki`ego będące w posiadaniu Hydry.
  • Marvles Agents of Shield (serial) - Sezon Pierwszy jest uzupełnieniem wydarzeń z Zimowego Żołnierza. Pokazane są wydarzenia przed i po upadku Tarczy oraz co się stało z agentem Coulsonem (Zabity przez Loki`ego w Avengersach). Wprowadzenie Asgardczyków (Lady Sif z Thora dwukrotnie pojawia się na Ziemi) oraz ponownie powrotem w drugim sezonie do motywu Berła Lookiego, Tesseracku, oraz postaci Struckera i jednego z przywódców Hydry jak i wspomnienie Kree (patrz Strażnicy galaktyki).
  • Strażnicy galaktyki - Postać Thanosa, postać Kolekcjonera z Thora i kamienie (pojawiające się wszędzie) kolejny Infinity Gem z rękawicy Thanosa. Postać Ronana, który jest przedstawicielem Kree.

Marvel stworzył genialne uniwersum, w którym wszystko się łączy. Największa siła jednak tkwi w grupie. To oglądanie wszystkich Avengersów razem, tworzy znakomita mieszankę. W nowym filmie widzimy nie tylko głównych bohaterów ale i większość postaci „drugoplanowych” (War Mashine z Iron Mana, Sam Wilson z drugiej części Capitana Ameryki, Profesor Selvig z Thora, bliźniaki ze sceny po napisach z Capitana, Maria Hill z Iron Mana i Agentów T.A.R.C.Z.Y) i oczywiście Nick Fury (pojawia się w większości filmów).

Powtórzono elementy z części pierwszej które sprawiły, że produkcja odniosła ogromny sukces. Mamy sceny walki pomiędzy Avengersami (Tu świetna sekwencja walki Iron Mana z Hulkiem), żarty Tony`ego skontrastowane z poważnym Capitanem Ameryką (Watch your language! Kultura!), Rozbudowanie postaci czarnej Wdowy (wspomnienia z etapu szkolenia) i Sokolego Oka (niespodzianka dotycząca prywatnego życia). Jest świetna scena po imprezie gdzie wszyscy próbują podnieść młot Thora (ale są niegodni!) [nawiązanie do któregoś z komiksów]. Tony i Thor „przechwalają się swoimi dziewczynami”(choć niestety ani Pipper ani Jane się nie pojawiają). Jak zwykle znalazła się rólka dla Stana Lee (Tym razem na imprezie u Tony`ego wypija napój z ze specjalnym dodatkiem eliksiru Thora).
Do tego w jednym filmie udało się Marvelowi zmieścić mnóstwo akcji w postaci ataku na twierdzę, pościgu i ponowie pokazano świetną finałową sekwencję walki.

Postać głównego „złego” tym razem może nie jest tak charyzmatyczna jak w przypadku Loki`ego, choć trzeba przyznać, że i Ultron ma swój urok (Dowcip po Tatusu Tonym). Pojawia się (jeszcze jeden!) nowy bohater Vision [tu ponownie postać z komiksów]. (Dobra scena jak sobie po „przebudzeniu” dorabia pelerynę widząc tę u Thora i gdy bierze młot!) i nawet zmieszczono watek romansowy (choć można było to pominąć). 

Bardzo mocne 8/10! (bo nie jest to tak wielkim „odkryciem” jak pierwsza odsłona). Pozycja obowiązkowa.

SPOILER- ZAKOŃCZENIE
Podczas „transferowania” danych do ciała tworzonego przez Ultrona Wanda Maximoff mogąc już czytać w jego "umyśle" widzi plan Ultrona (zniszczenie ludzkości). Wanda i jej brat dołączają do Avengersów by go powstrzymać. Avengersi przejmują ciało tworzone przez Ultrona. Tony transferuje Jarvesa do tego ciała i powstaje Visteon. Wszyscy bohaterowie zjednoczeni w finałowej scenie walczą z Ultronem i armią jego robotów. Podczas ewakuacji miasta do akcji wkracza T.A.R.C.Z.A (ważne w kontekście serialu, był to tajny projekt agenta Coulsona). W walce ginie Pierto Maximoff (Quicksilver). Ultron zostaje pokonany (ostatecznie ostatniego robota niszczy Vision). Hulk odlatuje jednym z samolotów i się ukrywa. Tony odjeżdża swoim samochodem. Thor wraca do Asgardu. Capitan Ameryka i Czarna wdowa rozpoczynają treningi nowej drużyny (Nowi Avngersi, czekają na nich War Mashine, Falcon, Scarlet Witch). 
KONIEC

SCENA PO NAPISACH:
Pojawia się Thanos mówiąc, że pora wziąć sprawy we własne ręce i zakłada rękawicę z miejscem na 6 kamieni nieskończoności (Infiniti Gems).


niedziela, 26 kwietnia 2015

Siódmy Syn – czyli ABC Fantasy

Siódmy syn jest efektem niesłabnącej ostatnio filmowej mody na fantasy, baśnie i since fiction. Na wielki ekran przeniesiono książkę Josepha Denaley`a o tym samym (angielskim) tytule (część pierwsza z 13! Powieść wydana w 2004 roku).

Zaangażowano znanych aktorów do głównych „wspierających ról” (Juliane Moore w roli złej Malakin i Jeff Brigges jako Mistrz Gregory - Stachlarz). Tytułowym siódmym synem został Ben Barnes znany najbardziej z Opowieści z Narni i roli Doriana Graya (nie mylić z Christianem, Barnes zagrał główna role w ekranizacji powieści Oskara Wilde`a).

Na plakacie mamy więc znane twarze, trailer zapowiadała sporą dawkę efektów specjalnych i przygodę. Niestety fabuła była tak boleśnie schematyczna, postaci tak papierowe i przewidywalne, którym w usta wciśnięto tak narzucające się na siłę sentencje, że wydaje nam się jakby reżyser krzyczał: oto film nakręcony na fali mody, którym macie wszystko to co wam się podoba w fantasy, wszystko.



[Możliwe spoilery, ale w trakcie oglądania filmu wszystko można przewidzieć]
  • Młody Tom Ward marzy o wyrwaniu się z monotonnego życia na wsi. Nie chce do końca życia paść świń. Wierzy, że przeznaczone jest mu coś lepszego. Ponadto ma niepokojący dar, czasami miewa wizje przyszłości (Harry Potter, Luke Sywalker, Jupiter z Jupiter Intronizacja, Dawca pamięci, Ender itd). Jest wyjątkowy.
  • W życiu bohatera pojawia się mistrz Gregory, który niedawno stracił swojego ostatniego ucznia. Przybył po siódmego syna, siódmego syna. Gregory chce by Tom został jego nowym uczniem i pomógł mu zgładzić złą królowa Malakin (która dzięki wschodowi czerwonego księżyca wyrwała się z wieloletniego więzienia w którym zamknęła ją Gregory) [może być tez pełnia księżyca, rocznica, specjalny rok, niepotrzebne skreślić], a chłopak widział, że przeznaczone jest mu z nim iść, ponieważ widział go wcześniej w swojej wizji (Obi Wan, Yoda, Profesor Dumbeldore, Gandalf Szary). Żeby scena wyruszenia w podróż była jeszcze bardziej wymowna mistrz płaci za swojego ucznia jego ojcu.
  • Matka naszemu bohaterowi gdy wyrusza w podróż daje medalion (ale może być to pierścień, mapa, miecz świetlny albo znamię).
  • Młody uczeń musi przejść etap szkolenia u swego mistrza i nauczyć się tajników polowania na czarownice, zmory i inne potwory.  Srebro osłabia, przydaje się żelazo, a najlepiej kończyć żywot monstrum go podpalając. Siódmy syn miał na to aż siedem dni, ponieważ podczas pełni Czerwonego księżyca Malakin odzyska pełnię sił. Czas podróży naszych bohaterów jest jasno zdefiniowany (Tylko siedem dni, gdy jego poprzednik był szkolony przez 10 lat) [Harry Potter, Luke Sywalker, Anakin Skywalker, Uczeń czarnoksiężnika].
  • Bohater jest „dorosły” obowiązkowo należy dorzucić tu również piękną dziewczynę, najlepiej niedostępną (by mogło być to uczucie zakazane), której natura sprawi, że nie mogą być razem. Tom poznaje Alice, która jest czarownicą (obowiązkowo ratuje ja z opresji, gdy mieszkańcy miasta chcieli spalić ją na stosie) [ale można kochać również Elfa jakby ktoś nie kojarzył, albo królową Padme). Tych dwoje od początku łączy coś niezwykłego, a nawet pomiędzy ich dłońmi pojawia się niebieska iskra (Młoda czarownica sprawdza, że może to być przeznaczenie, ale tylko pył na dłoniach). Przeznaczenie to w miłości podstawa.
  • Mistrz Gregory ma swoją smutną historią. Popełnił kiedyś błąd. Królowa Malakai kiedyś była jego ukochaną, ale zeszła na ciemną „stronę mocy” (To takie teraz modne, że te złe ale piękne antybohaterki zostały kiedyś zranione i dlatego takie się stały. Patrz zła królowa z Królewny śnieżki i łowcy, Maleficent w wydaniu Angeliny). Mistrz nie chce by uczeń powtarzał jego błędy i zakazuje Tomowi kontaktów z Alice.
  • Okazuje się, że matka Toma nie była zwyczajną kobietą, była czarownicą (Może się też w fantasy okazać, że ojciec był z innej galaktyki, albo rycerzem Yedi, ale że rodzice byli czarodziejami Niepotrzebne skreślić).
  • Młody uczeń wraz ze swym mistrzem nim dotrą do zamku, w którym Malakai zbiera swoich sługusów (zbyt wielu w tak krótkim filmie) idealnie realizując czas przygodowy zabijają kolejnych „wrogów”.
  • Nim mistrz i uczeń dotrą do celu Tom musi przejść moment zwątpienia, czy nadaje się do tego fachu, czy wszystkie czarownice są złe i czy chce się stać taki jak jego mistrz? Na właściwą drogę naprowadza go jego wizja (jeśli nie pomoże Gregorowi to ten zginie).
  • Mistrz Greorgy jest ostatnim pogromcom czarownic (To zawsze musi być ostatni mistrz i na ręce nosi znak przynależności do grupy pogromców. Tatuaże na znak przynależności do grupy to podstawa). Towarzyszy mu też brzydki, ale wierny „ogr”. (może być też Wiery rumak).
  • W trakcie finałowej potyczki uczeń osiąga apogeum swych możliwości i udowadnia że naprawdę jest wyjątkowy.
  • Na końcu mistrz przekazuje pałeczkę swemu uczniowi, by on kontynuował jego pracę.


Gdzieś po drodze i piękna dziewczyna ma wątpliwości, zdradza swe prawdziwe zamiary, mamy tu też poświecenie matki dla córki, słabość mistrza i triumf ucznia w momencie ostatecznej próby. Ponadto smoki są ogromnie w modzie, wiec im więcej tym lepiej, dlatego większość czarowników przemienia się właśnie we smoki.


Uwielbiamy wszystkie te powyższe elementy, ale tak ogromne ich nagromadzenie w niespełna 100 minutowym filmie sprawiło, że wszystko wyszło bardzo umownie. Pragnienie czegoś więcej przez Toma zamyka się w wypowiedzeniu przez niego jedynie zdania ”nie chce do końca życia paść świń”, Nagłe uczucie dwojga młodych). Bridges sili się na humor i nośne sentencje (Nie masz honoru? Jest tak wierny jak brzydki. Złe pytanie. Zadając złe pytanie otrzymasz złą odpowiedź). Juliane Moore jest zła, i piękną, ma niezłe momenty, ale wciąż wypada to bardzo sztucznie gdy na końcu musi okazać skrzywdzoną i zdradzoną.
Nie było tu czasu na zbudowanie postaci. Na początku w filmie zmarnowano kilka minut na scenę uśmiercenia wcześniejszego ucznia mistrza (w tej roli Kit Harington, czyli John Snow z Gry o tron! Ale ma tylko 5 minut na ekranie, wygląda jakby nawet nie musiał zmieniać kostiumu i pojawił się na planie Siódmego syna w przerwie nagrywania Gry o tron).

Nadmierne nagromadzenie „złych” postaci (niedźwiedź, tygrysica, mistrz mieczy) sprawiło, że bohaterowie tylko biegają i zabijają kolejne potwory i nie ma tu ani czasu na zbudowanie więzi pomiędzy mistrzem a uczniem, ani miejsca na zbudowanie świata przedstawionego (umowne dawno temu, średniowiecze).

Możliwe, że w książce było to lepiej poprowadzone, a postaci bardziej rozbudowane, jednak w filmie dostaliśmy szereg obowiązkowych scen, które prowadzą nas liniowo punkt po punkcie od początku do końca do zapowiadanego finału. Bardzo dobre efekty specjalne i w dobrej formie Barnes (przystojniak). Można obejrzeć, dla fanów fantasy, zapominając że do jednego worka wrzucono wszystkie elementy historii o bohaterze, który dowiaduje się, że jest niezwykły i pisane mu są czyny wielkie 6/10.



sobota, 28 marca 2015

Odkrycia serialowe sezonu 2014/2015. Seriale, które wciąż warto oglądać



Serialami świat się kręci i niejednokrotnie są to produkcje kręcone ostatnio w znakomitej obsadzie, z ogromnymi budżetami, reżyserowane przez najlepszych reżyserów. Wystarczy wspomnieć Grę o tron czy House of Cards. Stacje telewizyjne produkują kolejne Spin-offy stawiając już na raz sprawdzone formaty. Powstaje serial za serialem o superbohaterach (Superbohaterowie są ostatnio bardzo modni). Flash nie przyciągnął mnie na dłużej (może nadrobię, jeśli serial przetrwa), Constantine mam na liście do zapoznania się, po Gotham raczej nie sięgnę (czym jest to miasto bez Batmana?). Jednak nigdy nie wiadomo, który serial przetrwa w ramówce. Z zasady czasami lepiej przeczekać i sprawdzić kto przeżyje, zamiast się zaangażować i rozczarować. Całkiem dobrze sprawdza się śledzenie nominacji do Złotych globów (serial nominowany w którejś kategorii może być spokojny, że utrzyma się w ramówce). 


W sezonie serialowym 2014/2015 z telewizyjnych nowości przed ekran z tygodnia na tydzień potrafiły mnie utrzymać jedynie kilka premierowych pozycji:


Outlander


Serial ten jest moim absolutnym numerem jeden tego sezonu. Jest to połączenie wszystkich moich ulubionych elementów: Magii, czarów (bohaterka przenosi się w przeszłość do XVIII wieku) romansu, historii i przygody. Ponadto akcja rozgrywa się w pięknych plenerach i jest mnóstwo świetnych zwrotów akcji. Serial nakręcono na podstawie książki Diany Gabaldon i producenci mają materiał co najmniej na kilka sezonów. Super!

Jane the Virgin


Ah te czasy kiedy oglądało się telenowele. Serial ten opiera się na pomyśle telenoweli brazylijskiej, początkowy zarys fabuły jest banalny. Jane zostaje przez przypadek zapłodniona w klinice podczas rutynowego badania (lekarka pomyliła pacjentki). Mieliśmy w Polsce odpowiednik tej historii w postaci TVN`owskiego serialu Majka. Jednak sposób w jaki amerykanie wykorzystali i przetransformowali ten pomysł jest o wiele, wiele lepszy od zapewne oryginału i jego krajowych odpowiedników. To przede wszystkim jest komedia, która kpi ze schematu, który wykorzystuje. Ponadto dodano watek kryminalny, spisku i wszystko to razem wymieszane tworzy dobry lekki serial. Aktorka odgrywająca główną rolę w serialu Gina Rodrigez została nagrodzona Złotym Globem w kategorii Najlepsza aktorka w serialu komediowym lub musicalu, serial był nominowany w kategorii najlepszy serial lub musical.


How to get away with murder


Nowość, typowy serial prawniczo-kryminalny. Przed ekran przyciągnęła mnie głównie  Viola Davis. Generalnie bardzo lubię seriale prawnicze, a tutaj ponadto główną osią fabularną jest seria retrospekcji dotyczących jednego morderstwa, które zostało popełnione na początku serialu. Cenię bardzo produkcje, w których w ten sposób konstruuje się fabułę. Nic nie jest takim jakie się wydaje na początku, a w trakcie oglądania tak się manipuluje widzem, że kilka razy można zmienić swój typ w odpowiedzi na pytanie: kto jest mordercą? Warto.

Forever



Kolejny serial kryminalny. Dobry na zapełnienie "pustki" pomiędzy odcinkami innych tego typu produkcji. Główny bohater jest koronerem (takie skrzyżowanie Sherlocka Holmesa z lekarzem). Na co dzień współpracuje z policją i w większości przypadków to jego wskazówki i teorie doprowadzają pracującą z nim Panią detektyw do rozwiązania sprawy. Poszczególne odcinki są bardzo podobne do Anatomii prawdy (gdzie mamy Panią koroner jako główną bohaterkę). Jednak w tym serialu najciekawszy jest wątek "główny" i pomysł na serial. Otóż Henry Morgan jest nieśmiertelny. Jeśli zostaje zabity "przebudza" się w rzece. Nie starzeje się i nie wie jak można by go zabić "na dobre". W serialu przewija się seria retrospekcji z poprzednich "żyć" Henry`ego oraz pojawia się również watek "wroga" podobnego do niego samego. Warto, choć bywają słabsze epizody.


Poldark


Jestem na razie po pilocie, ale zapowiada się serial w klimacie podobnym do Outlandera. 
Żołnierz wraca z wojny, okazuje się, ze jego ukochana wychodzi za innego, majątek jest w ruinie i musi zaczynać wszystko od nowa. Mi to wystarcza. Ponownie na podstawie książki. 

The Strain 


Nadrobiłam w maratonie. Ponownie serial, który w pewnym momencie stał się pastiszem schematu. Miał świetny początek (tajemniczy wirus na pokładzie samolotu), potem poszło to w kierunku ala Resident evil czy Walikng dead, by skończyć na seriach retrospekcji i wampiryzmie. Mix rożnych gatunków, kręcony jednak w miarę mam nadzieje z zamierzonym dystansem. Na pewno obejrzę drugi sezon.

The Affair


Serial po który sięgnęłam po rozdaniu Złotych Globów. Zdobywca statuetki w kategorii najlepszy serial dramatyczny, zdobywczyni statuetki Ruth Wilson w kategorii najlepsza aktorka w serialu dramatycznym, Dominic West nominowany w kategorii najlepszy aktor w serialu dramatycznym. Jest to historia małomiasteczkowego romansu. Tym co jednak wyróżnia tę produkcję jest konstrukcja fabularna. Te same wydarzenia są przedstawiane z perspektywy JEJ i JEGO. Świetnie pokazane jak bardzo różnie to samo zdarzenie może być opowiedziane i zinterpretowane przez kobietę i mężczyznę. Świetny dramat. Warto.

The Mindy project


Po ten serial sięgałam w ramach "zapychacza". Lekkie 20 minutowe komediowe odcinki opowiadające perypetie pani ginekolog Mindy szukającej prawdziwej miłości, które bardzo często poszukiwane tego jedynego nie wychodzi. Momentami dobre teksty odnoszące się do współczesnej popkultury. Taka serialowa Bridget Jones. Niezbyt wybitne, ale można obejrzeć (sezon pierwszy nadrobiony, drugi w trakcie, co jakiś czas oglądane kolejne odcinki).


Nie mogę odżałować skasowania Manhattan love story. Fajna komedia, miało to potencjał by pociągnąć to dłużej. Wciąż obiecuję sobie nadrobić Vikings


Z kontynuacji z lat ubiegłych drugi sezon Hannibala pochłonęłam w trybie ekspresowym w przerwie świąteczno-noworocznej, podobnie było  z nowym sezonem Downtown Abbey (kolejny sezon ma być już tym ostatnim niestety. Choć może BBC wie kiedy należy odejść). Z tygodnia na tydzień śledziłam drugi sezon Witches of the east end ale niestety serial skasowano (I do tego fabuła się urywa w bardzo ciekawym momencie) przyjrzałam się Galavantowi (ale raczej nie zostanę z tym serialem na dłużej). The Orginals czekam na zakończenie sezonu, żeby wciągnąć w maratonie, podobnie z Supernatural. Przymierzam się do obejrzenia Agentów T.A.R.C.Z.Y. (obowiązkowo trzeba to nadrobić by przygotować się do pójścia do kina na Avengersów, dwa sezony do nadrobienia...). American horror story - ledwie się przymierzyłam, choć dwa pierwsze epizody mnie nie wciągnęły. Planuję pociągnąć to dalej w maratonie, podobnie jak House of Cards przy okazji najbliższego urlopu.



Wciąż w kolejnym sezonie z tygodnia na tydzień śledzę:
  • Teoria wielkiego podrywu - serial ma wzloty i upadki (trochę słabiej się zrobiło odkąd Penny i Leonard są na dobre razem, a związek Sheldona i Amy zbytnio się ustabilizował. Przydałaby się w serialu "świeża krew". Czekam aż któraś z dziewczyn zajdzie w ciążę...).
  • The Good Wife - każdy odcinek jest świetny. Pomimo odejścia Willa scenarzyści wciąż wiedzą jak budować napięcie.
  • The Vampire diareis - oglądam, chociaż nie wiem po co. Serial zaczyna być boleśnie powtarzalny. Już każdy z każdym i wszyscy po kolei "wyłączają ludzkie emocje". Pokonali kogo tylko się z wrogów się da, a co drugi okazuje się "dobry".
  • Chirurdzy - nieustanie bardzo dobry. Pomimo zniknięcia kolejnych najważniejszych postaci, Shonda wciąż wie jak zrobić świetny odcinek.
  • Elementary - ostatnio tendencja spadkowa po tym jak próbowano dodać nową stałą postać do obsady.
  • Suits - trochę się scenarzyści pogubili i ostatecznie postanowili jednak przywrócić Mike`a do kancelarii po tym jak próbowali "wyprostować" ryzyko odkrycia kłamstwa.
  • Once upon time - po zakończeniu wątku z Krainy lodu, wciąż mnie zadziwia wyobraźnia scenarzystów. Jest dobrze, choć może jeszcze sezon lub dwa i się muszą w końcu wypalić.


A jak tam wasze odkrycia tego sezonu?

niedziela, 15 marca 2015

Kopciuszek – Disney`owska klasyka w wersji aktorskiej

Po przeniesieniu na kinowy ekran Królewny Śnieżki, Śpiącej królewny, Jasia i Małgosi, Jasia i łodygi fasoli (więcej patrz w Zestawianiu filmowych baśni) w ostatnich latach pora przyszła na ukochaną bohaterkę wszystkich małych dziewczynek, historię uniwersalną (biedna, dobra dziewczyna spotyka księcia) maglowaną, transformowaną setki razy w różnych epokowych kostiumach, bardziej dosłownie lub jedynie umownie. Disney wyprodukował aktorską wersję Kopciuszka.



Można by ocenić ten film przyjmując dwa odmienne podejścia:

Wytknąć tej absolutny brak oryginalności, banalność, gdzie scena po scenie przeniesione zostały ujęcia z klasycznej animacji z roku 1950. Kopciuszek rozmawia z myszkami, szyje sobie sukienkę na bal, która jest potem rozerwana przez złą macochę, dynia jest zamieniona w karocę, myszki w konie, odbywa się bal, Kopciuszek ucieka o północy i gubi pantofelek, książę poszukuje dziewczyny. Historia jest prostolinijna, absolutnie nic nas nie zaskoczy. Kopciuszek jest dziewczęciem dobrym i odważnym, dającym się zdominować złej macosze. Książę przystojny i wystarcza mu jedno spotkanie by piękna nieznajoma skradła mu serce. Nic nowego, po co więc oglądać dokładnie to samo?

Jednak pamiętając o słabościach, które wytykałam Królewnie Śnieżce i łowcy oraz Czarownicy gdzie (moim zdaniem) zapomniano o tym, kto powinien być głównym bohaterem historii (Disney`owskie księżniczki zostały tam przyćmione przez czarne charaktery) in plus zaliczam, to że to wciąż historia Kopciuszka. Nie zachwiano tu równowagi i to Elę obserwujemy przez większą cześć seansu (Siostry przezwały ją po tym jak ubrudziła sobie twarz popiołem śpiąc przy ognisku Cinderella).

Dodano kilka scen pozwalających lepiej zbudować postać Kopciuszka wyjaśniając jej przywiązanie do rodzinnego domu (oglądając animację przecież można było sobie zadawać pytanie dlaczego Kopciuszek dał z siebie zrobić służącą i po prostu nie odszedł z domu gdzie była wykorzystywana do ciężkiej pracy?). Ponadto pierwsze spotkanie księcia i Kopciuszka w lesie wyjaśnia późniejszą determinacje dziewczyny by pójść na królewski bal.

Dla mnie poprowadzenie tej historii w sposób „klasyczny” jest zaletą. Pod względem realizacyjnym nie można tej produkcji nic zarzucić. Film jest nakręcony z ogromnym rozmachem. Zamek jest imponujący, szerokie ujęcia pokazujące królestwo i drogę do zamku robią ogromne wrażenie. Kostiumy wszystkich bohaterów są baśniowo kolorowe, wręcz pstrokate (stroje złych sióstr Kopciuszka). Suknia Kopciuszka jest przepiękna, Książę ma wyraziście niebieski i zielony mundur jak w oryginale. Pantofelki są jak w bajce ze szkła, myszki, kot, jaszczurki, sceny czarowania przeniesione zostały idealnie z animacji.











Pod względem aktorskim, co jest słabością większości filmowych baśni, ciekawiej wypadają i tutaj czarne charaktery oraz kilkuminutowe występy innych postaci. Cate Blanchett jest znakomita. Jest wcieleniem złej macochy dbającej tylko o siebie i swoje córki jednak, jej śmiech, złośliwe spojrzenie i knucie tworzą postać o silnym wyrazistym charakterze. W zaledwie kilku scenach również Helena Bonham Carter świetnie zagrała nieco poczciwą, roztrzepaną wróżkę-dobrą matkę chrzestną (sceny mające w sobie najwięcej humoru, gdzie dynia przesadnie rośnie, myszki są zmieniane w konie a jaszczurki w Stangretów).
Natomiast Lily James w roli Kopciuszka jest tylko ładna i mdło dobra (mało wyrazisty charakter niestety). Trochę lepiej wypada książę i w tej Richard Madden (Rob Stark z Gry o tron!).

Podsumowując Kenneth Branagh przeniósł na ekran praktycznie scena w scenę klasyczną animację, minimalnie ją uzupełniając. Pokazując na ekranie baśniową magię, przepych, przestronny pałac, kolorowe suknie przenosi nas ponownie do lat dzieciństwa i przypominamy sobie, że to właśnie tak było w oryginale (i mam tu na myśli oryginał-animację z 1950, a nie historię Kopciuszka samą w sobie w wersji Grimmów). 7/10 film dla 10-letnich dziewczynek, ale warto obejrzeć choć dla mnie wciąż najlepszą wersją Kopciuszka pozostaje Długo i szczęśliwie z Drew Berrymore.