Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hobbit zakończenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hobbit zakończenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

Hobbit: Bitwa pięciu armii – książka a film, czyli pewien Hobbit na polu bitwy

Dotarliśmy do celu tej długiej trzyletniej podróży. Ostateczny rozdział historii pewnego Hobbita, który wyruszył w niezwykłą podróż króluje aktualnie na ekranach kin (choć w okresie świąteczno-noworocznym konkurencja nie jest zbyt duża). Miała być to wielka kulminacja, widowisko, zwieńczenie (sztucznie utworzonej) trylogii, wielki finał. I tak właśnie było dostajemy: wielką bitwę, a Peter Jackson jest wciąż konsekwentny w kreowaniu Hobbita jako prequela Władcy pierścieni dodając kolejne nawiązania i zapowiedzi wydarzeń, które mają nastąpić.

W części trzeciej do obejrzenia na ekranie nam pozostały jedynie wydarzenia podniosłe i ważkie, walki na śmierć i życie, starcie zbrojne wielkich pięciu armii, uderzenia mieczy, śledzenie taktyki wojennej u wejścia do Samotnej Góry. Możemy zapomnieć o beztroskim rozmawianiu o porze na posiłek, żartach z trolli i poczciwym podejściu do życia Bilbo Bagginsa. 



Bitwa pięciu armii rozpoczyna się w momencie, w którym opuściliśmy naszych bohaterów rok temu: Smaug wypłoszony przez Krasnoludy z Samotnej Góry ruszył rozwścieczony by spalić Miasto na Jeziorze. Na ekranie możemy śledzić pustoszenie miasta, ogień trawiący domy, panikę jego mieszkańców, ratowanie dobytku i typową reakcję władcy Miasta w takim momencie (wywożenie kosztowności). Ataki Smoka w filmie wyglądały imponująco a jego rozmowa z Bardem to pokaz świetnych efektów komputerowych (choć wciąż twierdzę, że nie tak dobrych jak mimika twarzy Golluma z części pierwszej). Film pod względem trzymania tempa jest nierówny (cóż poradzić, taka kolejność wydarzeń). Płoniecie miasta to seria dynamicznych scen, gdzie główną rolę odgrywa Bard, a postacią rozładowującą napięcie ma być Afrid: tchórzliwy sługa władcy Miasta. Niestety postać ta paradoksalnie ma na ekranie więcej „momentów” niż większość Krasnoludów. Śledzimy poczynania tchórza podczas ewakuacji miasta i podczas finalnej bitwy i absurdalnym się wydaje powierzenie mu kolejnych istotnych zadań (pełniej wartę w nocy – nie zauważył przybycia armii Elfów, zaprowadź kobiety i dzieci do wielkiej Sali – przebiera się za staruszkę by nie brać udziału w walce, pilnuj Hobbita – Bilbo bez trudu wydostaje się z Miasta). Oczywistym jest, że nie można było pokazywać jedynie scen batalistycznych, jednak chętniej oglądałabym nieporadność Bilba we wnętrzu Samotnej Góry, przeczesywanie przez Krasnoludy pokładów złota, zamiast poczynań Afrida. Ponadto niestety „szaleństwo Thorina” jest bardzo rozwleczone, dokonano tu sporej psychologizacji postaci (kiedy w książce upór Thorina jest tłumaczony jedynie usposobieniem Krasnoludów do bogactw). W pierwszej części filmu na bohatera kreuje się Barda, to on dowodzi wszystkimi, potem długo czekamy, by bohater po stronie Krasnoludzkiej, tj. Thorin Dębowa tarcza otrząsnął się z zaślepienia złotem i ruszył wraz z wszystkimi do walki. Wielkie wrażenie robią Elfy i król Thranduil na wielkim łosiu (?) z imponującym porożem. Mało niestety było scen takich jak ta, w której Thorin daje Bilbo srebrną kolczugę (przypominam, tę kolczugę, którą potem nosić będzie we Władcy Frodo), jak krasnoludy martwią się o Thorina (Dobra scena rozmowy zatroskanego Bilba z Balinem). Wizualnie wszystko wygląda imponująco i seria dalekich planów robi wrażenie, ale niektóre pojedynki pokazane na ekranie były zbyt długie i patetyczne (ile można dobijać Goblina?). W tej części dla mnie zbyt wiele było walk, za mało „magii” Śródziemna i nie mogłam się doczekać aż Bilbo wróci do Shire.

Jak wspomniałam Jackson konsekwentnie konstruuje Hobbita jako preludium do Władcy pierścieni i oprócz wydarzeń, których się spodziewamy (wszyscy czytali Hobbita, prawda?) pojawia się mnóstwo dodatkowych scen, jak wspomniałam przy okazji Niezwykłej podróży i Pustkowa Smauga.

Dalej możliwe SPOILERY

Podstawowe różnice pomiędzy książką a filmem
(które udało mi się wyłapać, jednak już po ponad roku od przeczytania książki, komentarze, sprostowania, dodatkowe spostrzeżenia, inne ważne różnice mile widziane)

  • Bard zabija Smoka, w książce jednak dokonuje tego dzięki informacjom, które podszepnął mu Drozd – Bard miał szukać odsłoniętego miejsca pod lewą piersią (Dojrzał to miejsce Blilbo, gdy rozmawiał ze Smokiem we wnętrzu Góry – patrz tekst dotyczący Pustkowa Smauga). W książce Bard bierze ostatnią czarną strzałę i zabija Smoka. W filmie natomiast oglądamy dramatyczną walkę, pomoc syna Barda, który mu przynosi strzałę, rozmowę ze Smaugiem, „stworzenie łuku” i użycie ramienia własnego syna by wystrzelić strzałę. W filmie Bard sam dostrzega słaby punkt smoka, strzela i go zabija. 
  • W książce zaraz po pokonaniu smoka Bard zostaje okrzyknięty Królem. W filmie dzieje się to nieco później, gdy wszyscy docierają do brzegu i Bard pojawia się wśród nich żywy. 
  • W książce Władca miasta przeżył, w filmie zostaje przygnieciony przez zabitego Smoka. W książce wspomniane są dalsze losy Władcy miasta, który opuścił Miasto na Jeziorze odbudowywane przez Barda i został zapomniany. Wszystkie poczynania Afrida w filmie są dodane.
  • W książce Krasnoludy dowiadują się o śmierci Smauga od Kruka, którego sprowadził Drozd. W filmie widzą z oddali jak Smok upada.
  • Scena rozmowy Barda z Thorinem i próby negocjacji się zgadzają. W filmie jednak dodano sceny, których Bard wcześniej rozmawia z Królem Elfów i przekonuje go że należy najpierw porozmawiać z Thorinem nim ruszą zbrojnie na Górę.
  • W książce Krasnoludy dowiadują się o nadciąganiu wszystkich wojsk łącznie z wojskami Daina od Kruka i też za pomocą Kruka Thorin komunikuje się z Dainem. W filmie wydaje się, że Thorin tylko czeka, bedac pewnym, że Krasnoludy przybędą, albo nie dzieli się tymi informacjami z Bilbem.
  • Bilbo wydostaje się z Góry i idzie rozmawiać z Bardem i w książce to Bilbo informuje Ludzi i Elfy, że nadciągają Krasnoludy.
  • W książce nie wiadomo co robił Gandalf jak go nie było, pojawia się on nagle, gdy Bilbo wraca do Krasnoludów po tym jak oddał Arcyklejnot Bardowi. 
  • W filmie dodano wszystkie sceny dotyczące tego co się działo z Gandalfem. Jego uwięzienie ponownie w klatce (Gandalfowi często zdarza się być uwięzionym). Z odsieczą w filmie przybywają mu Saruman, Elrond i Galadriela. Walczą z duchami ludzi. Galadriela (znowu przybierając dziwny kolor jak w scenie z Władcy, kiedy opiera się mocy pierścienia) mierzy się z Sauronem i go przepędza na Wschód. Gandalfa ratuje Radagast Bury, który przybywa swym zaprzęgiem króliczym i ucieka z Gandalfem. Ernold zajmuje się osłabioną Gradielą, a Saruman mówi, że zajmie się Sauronem (Z Władcy pierścieni wszyscy wiemy, że Saruman zdradzi dobro i przyłączy się do Saurona). Te wydarzenia w książce są ledwie wspomniane, gdy Bilbo już w drodze powrotnej będąc u Ernolda w Rivendell słyszy jak Gandalf wspomina Elfowi, że „uczestniczył w wielkiej naradzie dobrych czarodziejów, mędrców i mistrzów białej magii i że wreszcie udało  im się wypędzić Czarnoksiężnika z jego mrocznej fortecy w południowej Puszczy”.
  • Odtworzono scenę pokazania Thorinowi Arcyklejonotu, ale w filmie dodano wszystkie sceny powiązane z „szaleństwem Thorina”.
  • W książce Thorin zgadza się oddać Bilbowi jego cześć zysków w zamian za Arcyklejnot – Krasnoludy miały przygotować jego część złota, a Bilbo opuszcza Górę. W filmie Thorin jest wściekły i nie idzie na żadne ustępstwa.
  • W książce Pięć Armii: Gobliny, dzikie wilki (Wargowie), Ludzie, Krasnoludy i Elfy. W Filmie trudniej nieco rozpoznać te pięć armii, ponieważ armie Goblinów składają się z dwóch grup.
  • W filmie do walki doszło nagle. W książce Krasnoludy, ludzie i Elfy wraz z Gandalfem uzgodniły strategię jak walczyć z Goblinami. w ksiażce lepiej jest nakreślony upływający czas i zaznaczone że wiele dni trwało nim poszczególne armie dotarły pod Górę.
  • Bilbo w książce też krzyczał, że nadciągają Orły, ale w książce Bilbo towarzyszy w walce Elfom i  traci przytomność uderzony kamieniem. W książce Bilbo nie widział nic z bitwy bo strącił przytomność, wszystko mu potem opowiadają. W filmie mamy to wszystko pokazane spektakularnie: pojedynek, za pojedynkiem i bardziej czynny udział Bilba w walkach (łącznie z ruszeniem na odsiecz Krasnoludom).
  • W książce kiedy Bilbo oberwał kamieniem miał na sobie pierścień i nikt go nieprzytomnego nie mógł znaleźć póki się nie ocknął po wszystkim. W książce prowadzą go do namiotu, gdzie rany po bitwie leży Thorin i żegna się z Hobbitem. W filmie mamy bardziej spektakularne pożegnanie na polu bitwy.
  • Zgadza się pojawienie Beorna (wielkiego niedźwiedzia). W książce to Beorn pokonał  Bolga nie Thorin.
  • W książce Arcyklejnot zostaje pochowany wraz z Thorinem. W filmie nie jest pokazane co się stało z Arcyklejnotem (chyba?).
  • W książce Kili i Fili giną, ale szczegóły ich śmierci nie są opisane. Udział Turiel w walce i jej opłakiwanie Kiliego są dodane.
  • W filmie wszystkie sceny dotyczące poczynań Turiel i Legolasa są dodane.
  • Bilbo w książce przez znaczną cześć drogi do domu szedł nie tylko z Gandalfem ale i z Beornem (zatrzymali się u niego na jakiś czas), zajrzeli też do Rivendell.
  • Bilbo w drodze powrotnej wrócił też po złoto trolli, które na początku podróży schowali (po tym jak trolle zamieniły się w kamień). Cała droga powrotna Bilba do Shire została skrócona.
  • Zgadza się scena licytacji dobytku Bilba w Shire.
  • W Filmie Legolas mówi Władcy Elfów, że nie może z nim wrócić. Król mu mówi, żeby udał się na wschód i odnalazł syna dobrego człowieka, którego nazywają Obieżyświatem i który może stać się kimś wielkim (Aragorn z Władcy Pierścieni!).
  • Bilbo wraca po 13 miesiącach do Shire, gdy jego dobytek jest licytowany. W filmie dodano scenę udowadniania przez Bilba swojej tożsamości poprzez pokazanie kontraktu, który podpisał z Krasnoludami i wspomnieniu o tym, że Thorin był przyjacielem Bilba.




Film kończy się powrotem Bilba do domu i pokazaniem jak po latach Gandalf ponownie go odwiedza. Moim zdaniem była to najsłabsza część. Serie walk niestety mi się dłużyły, ale z sentymentu zaślepiona magią Śródziemna i tak daję 8/10 choć będzie to film, do którego będę mniej chętniej wracać i oglądać kolejny raz.

sobota, 28 grudnia 2013

Hobbit: Pustkowie Smauga – Książka a film, czyli pewien Hobbit wszedł do legowiska Smoka…

Nastał grudzień, nastały święta, w kinach nastał również czas Hobbita. Jedna z bardziej oczekiwanych premier tego roku, bo jakżeby inaczej nazwać produkcję, na którą czekaliśmy od momentu zakończenia Niezwykłej podróży? Czekać będziemy jeszcze cały kolejny rok na cześć trzecią i pewna jestem, że i kolejnym razem dostaniemy bardzo dobry film. Można było mieć wątpliwości przy okazji zeszłorocznej premiery Hobbita, czy Peter Jackson po latach przerwy od Władcy Pierścieni będzie potrafił ponownie odtworzyć klimat Śródziemia (Zawłaszcza, że właściwie dla mnie jednak jest to tylko reżyser Tolkienowskich historii, bo żaden inny jego film  od czasów Władcy Pierścieni jakoś specjalnie mi się nie spodobał. Patrz: Nostalgia Anioła, był jedynie producentem całkiem dobrych produkcji: Dystrykt 9, Przygody Tintina). Jednak jeśli ktoś opanował sztukę przelewania na ekran magii świata Elfów, Krasnoludów i Ludzi to jest to właśnie Jackson.



Druga odsłona przygód Pana Bilbo Baginnsa i drużyny 13 Krasnoludów (Dla przypomnienia:  Balin, Dwalin, Fili, Kili, Dori, Ori, Nori, Oin, Gloin, Bifur, Bofur, Bombur i Thorin Dębowa Tarcza) jest produkcją o wiele bardziej dynamiczną i obfitującą w o wiele bardziej niebezpieczne przygody dzielnej kompani w porównaniu do Niezwykłej podróży. Można by zarzucić temu filmowi, że nie ma tu już czasu na dowcipy, spokojne jedzenie zupy, rozpalanie ogniska, zakłady, narzekanie na deszcz, długą podróż i podziwianie pięknych scenerii. Przygoda stała się niebezpieczną wyprawą, Krasnoludy są ścigane przez Wargów i Orków i nie mają czasu na odpoczynek i mniej tu czuć klimat Śródziemia. Jednak części pierwszej zarzucano właśnie to rozwlekanie się fabuły na rzecz sentymentalnych pieśni i pięknego beztroskiego widoku pagórka, cóż koniec z tym w Pustkowie Smauga.  Co prawda na szczęście zmieszczone kilka minut „nuty hobbitowej” i możemy poczuć „magię”.
Pustkowie Smauga wciąż jest integralną częścią trylogii (tyle, że więcej się w niej dzieje), kontynuuje również kreację Hobbita jako preludium do Władcy Pierścieni i większość scen „naddanych” dotyczy poczynań Gandalfa po opuszczeniu drużyny, o czym nie ma ani słowa w książce, co się z nim działo po opuszczeniu, za to na ekranie możemy również śledzić poczynania Gandalfa, co jest zapowiedzią Władcy Pierścieni – wielkie zło nadchodzi (Wspomina o tym również Smaug.
[Pan Baggins, drżący z chłodu na tratwie z beczek, zapewne pocieszyłby się nieco, gdyby wiedział, że wieści o tym wszystkim dotarły do Gandalfa w dalekich stronach i mocno go zaniepokoiły, że czarodziej właśnie kończył inne sprawy (nie należące do tej historii,) i przygotowywał się na poszukiwanie kompanii Thorina. Ale o tym Bilbo nic nie wiedział, J.R.R Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa 1997, s. 197]

Jak wspomniałam, ponownie nie można nic zarzucić stworzonemu światu. Las jest mroczny, pająki realistyczne, a wygenerowany komputerowo smok z głosem Benedicta Cumberbatcha (!) przerażający (choć w kwestii możliwości komputerowych uważam, że jednak mimika na twarzy Smeagola z Niezwykłej podróży zrobiła na mnie większe wrażenie). Może tylko tym razem Elficka siedziba z Mrocznego lasu nie jest tak imponująca jak Rivendell.  Po obejrzeniu części drugiej utwierdzam się również w przekonaniu, że gdyby robić plebiscyt na najlepszego Hobbita, to z całą pewnością odtwórca roli Bilba - Martin Freeman wygrałby go odstawiając konkurencję (tj. Froda, Pipina, Merry`ego i Sama) w przedbiegach. Sposób w jaki chodzi, niepewnie się rozgląda, na jego twarzy maluje się zwątpienie, lęk jest tak niziołkowaty, że bardziej hobbitowy już ten Hobbit być nie mógł. W kwestii pozostałych ról McKellen w roli Gandalfa nie zawodzi (te sceny zbliżenia na jego oczy w rozmowach z Bilbem jedne z lepszych ujęć kamery i tylko taki aktor jak McKellen potrafi chyba grać spod takiej czupryny włosów), a Orlando Bloom jako Legolas niestety, ale się postarzał. Akurat pomysł na wprowadzenie na siłę do Hobbita postaci Legolasa, który wygląda może nie dosłownie starzej, ale dojrzalej w porównaniu do kreacji tej  postaci we Władcy Pierścieni (od której części minęło to 10 lat i niestety po twarzy Blooma to widać, a Elf teoretycznie przecież nie powinien się zmieniać), ponadto naddany z tą postacią wątek miłosny moim zdaniem również nie był potrzebny. (Przecież Hobbita ogląda się nie dla romansu, ale dla magicznej przygody, walk i smoka). Jedynym plusem z wprowadzenia jeszcze postaci Tauriel i stworzenia „trójkąta” miłosnego były dodatkowe sceny poświęcone Killiemu, dzięki czemu stał on się kolejnym po Thorinie (przywódca grupy), Balinie (najstarszy, najbardziej doświadczony, negocjował z Bardem przewóz przez jezioro) i Borfurem (Rudy i gruby) rozpoznawanym przeze mnie Krasnoludem z drużyny z imienia. Ponadto przetransformowana w porównaniu do książki scena ucieczki w beczkach od Elfów jest moim zdaniem jedną z lepszych sekwencji w filmie. Dobre dynamiczne ujęcia, przeskakiwanie pomiędzy beczkami, Legolas skaczący po głowach krasnoludów - wspaniałe widowisko. Na szczęście znaleziono też odrobinę czasu na nieco humoru (choć znacznie mniej w porównaniu do Niezwykłej podróży) w postaci obładowania Krasnoludów rybami i dodano śmieszną scenę w której Elfy przeszukują krasnoludy. [Jeden z Elfów zabiera Gloinowi portrety rodziny pytając czy to jego brat (postać miała brodę) na co Golin, że to jego zona, Elf patrzy na drugą postać i pyta co za „potworek” na co Gloin, że to jego syn Gimli (Krasnolud będący członkiem drużyny pierścienia! – fajne nawiązanie]

Dalej możliwe SPOILERY

Podstawowe różnice pomiędzy książką a filmem
(które udało mi się wyłapać, jednak już po ponad roku od przeczytania książki, komentarze, sprostowania, dodatkowe spostrzeżenia, inne ważne różnice mile widziane)

  • Pierwsza scena. Spotkanie Thorina i Gandalfa w tawernie Pod rozbrykanym kucykiem, kiedy Gandalf namawia Thorina do wyruszenia w podróż. W książce gdzieś na początku było jedynie wspomniane, że Gandalf dał Thorinowi mapę. 
[Smaczek dla spostrzegawczych: W pierwszej minucie filmu można zauważyć Petera Jacksona we własnej osobie! Pojawia się krótkie ujęcie jak stoi chyba pod tawerną!!! Jest też scena z udziałem Jacksona we Władcy pierścieni]
  • Wizyta w domu Beorna. W książce drużyna wcale się tak nie spieszyła. Najpierw na spotkanie Beorna poszedł Gandalf z Bilbem, a gdy Gandalf zagwiżdże miały pojawiać się kolejne krasnoludy po dwóch na raz. Krasnoludy przychodziły po kolei jak powoli Gandalf wyjaśniał Beornowi, że było ich więcej opowiadając swoje przygody. W ten sposób Beorn przyjął w swoim domu tak dużą drużynę, inaczej gdyby zjawili się wszyscy na raz, to by ich odprawił. Ważna scena wyjaśniająca spryt czarodzieja. W filmie to skrócono do ucieczki przed Orkami i wtargnięcia właściwie do domu Beorna podczas gdy był we wcieleniu niedźwiedzia i czekali aż za dnia przeobrazi się w gościnnego człowieka.
  • Zgadza się moment nazwania miecza Bilba "Żądłem", kiedy pająki syczały, że je żądli. Bilbo uwolnił Krasnoludy, jednak to nie Elfy w książce uratowały ich przed pająkami. Krasnoludy wraz z Bilbem sami się uwolnili i pozabijali pająki i po tej bitwie zauważyli, że nie ma wśród nich Thorina, który to wcześniej został porwany przez Elfy. Drużyna bez Thorina pozostała w Lesie i zostali pojmani dopiero kolejnej nocy.  W książce około dwóch tygodniu zajęło Bilbowi odnalezienie się w pałacu i uwolnienie Krasnoludów. W filmie wydaje się to kwestią jednej nocy.
  • Ucieczka z Królestwa Elfów. Zgadza się, uciekli w beczkach, ale w książce nie było pościgu ani Elfów ani Orków w trakcie.
  • Sposób poznania Barda. W książce Krasnoludy zwyczajnie wkroczyły do miasta i przedstawiły się władcy miasta z prośbą o pomoc. W samym mieście według książki przebywali dwa tygodnie nim udali się w dalszą podróż. Znowu w książce aż tak im się nie spieszyło.
  • Scena odnalezienia wejścia do góry (stukanie drozda, Biblo wołający Krasnoludy, które już się poddały  - się zgadza). Bilbo wchodził do Góry kilka razy nim weszły tam za nim Krasnoludy. Scena rozmowy ze Smokiem wiernie odtworzona (pochlebstwa na temat Smauga, sposób uprzejmej rozmowy Bilba). W książce informacja o słabym punkcie w zbroi Smoka pojawia się właśnie w trakcie rozmowy Bilba ze Smaugiem.
  • Nie było w książce walki ze Smokiem w górze. Wzbudzony ze snu po rozmowach z Bilbem smok  zwyczajnie zaatakował miasto, podczas gdy Krasnoludy weszły do góry i długo szukały tam żmudnie Arcyklejnotu.
  • Właściwie postać Barda powinna pojawić się dopiero w trzeciej części filmu, kiedy to walczy on ze Smokiem.
  • Legolas nie pojawia się w Hobbicie, podobnie Tauriel. Wszystkie sceny z jego udziałem są dodane.


Skrócony plan wydarzeń Hobbit: Pustkowie Smauga:

  1. Retrospekcja: scena rozmowy Gandalfa z Thorinem
  2. Wizyta u Beorna, dotarcie na kucykach na skraj Lasu
  3. Gandalf opuszcza drużynę
  4. W lesie krasnoludy złapane przez pająki
  5. Ratunek Elfów, niewola u Elfów
  6. Ucieczka na beczkach
  7. Spotkanie  Barda, wkradniecie się do Miasta na Jeziorze
  8. Choroba Fili`ego
  9. Ujawnienie się w mieście, obietnice podzielenia się łupami, otrzymanie ekwipunku
  10. Wyruszenie na Samotną Górę
  11. Ostatnie światło w dniu Dorina- księżyc- wejście do Góry
  12. Obudzenie smoka – Bilbo uprzejmie rozmawia ze Smokiem
  13. Krasnoludy wchodzą do wnętrza góry
  14. Walka ze smokiem
  15. Smok odlatuje by zaatakować miasto

KONIEC


Hobbit Pustkowie Smauga kończy się wyruszeniem Smoka by zaatakować Miasto na Jeziorze – w moim wydaniu książki 255 strona na 314 (Przypominam, że jak pisałam w recenzji pierwszej części, tamta skończyła się na 118 mojego wydania). Znaczy to że tym razem Peter Jackson zekranizował największą część: 137 stron materiału jełkiej mu dostarczał J.R.R. Tolkien i mamy za sobą prawdopodobnie najbardziej treściwą (najwięcej wydarzeń) część. Pozostała właściwe sama końcówka tej historii do pokazania w Tam i z powrotem, ale gdzieś czytałam, że będziemy mogli w kolejnej części filmu zobaczyć jak Bilbo wracał spod Samotnej Góry, co w książce mieści się w 7 stronach (SPOILER: w drodze powrotnej przebywa trochę u Beorna, potem w Rivendell) w kolejnej części filmu z pewnością czeka nas efektowna wielka bitwa Ludzi, Krasnoludów i Elfów z Goblinami, którą będziemy oglądali przez zapewne większą cześć seansu (co Tolkien zmieścił na jakiś kilkunastu stronach).

Hobbit: Pustkowie Smauga to bardzo dobry film i pewnie obejrzę go jeszcze kilka razy. Bardzo dobre fantasy profesjonalnie zrealizowane ze świetną obsadą, czegóż chcieć więcej? 8/10 Polecam, pozycja obowiązkowa dla wszystkich.

czwartek, 27 grudnia 2012

Hobbit: Niezwykła podróż – Książka a film, czyli w pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Hobbit...


Jedna z najbardziej oczekiwanych premier (obok Mroczny Rycerz powstaje  i Zakończenia Sagi Zmierzchpytanie o to kiedy pojawi się ostatnia cześć tego niby „gniota” i filmu dla nastolatek słyszałam z cztery razy częściej niż pytania o inne filmy, naprawdę) tego roku. Pisząc o oczekiwanym filmie mam na myśli fakt, iż o tym, że Hobbit pojawi się w kinach w grudniu wiedziałam od na pewno ponad roku, o pracach nad tym filmem jeszcze wcześniej, a im bliżej premiery było tym większą ilością wiadomości byłam zarzucana w sieci (48 klatek, jednak będą trzy filmy – absurd i kpina jak to możliwe?, złe traktowanie zwierząt na planie, świetna reklama biura podróży, znaczki, gadżety, polski dubbing, ilość wersji wyświetlanych w kinie, zmiany dat premiery itd.). Moim zdaniem żaden tegoroczny film nie miał takiej promocji w sieci i nie zrobił takiego powszechnego szumu wokół siebie, dlatego też dla mnie Hobbit był najbardziej oczekiwanym filmem tego roku…czy najlepszy? Dojdziemy do tego. 

Jeśli czegoś oczekujemy należy odpowiednio przygotować się na przybycie jakże głośno zapowiedzianego gościa. W przypadku takiej premiery pierwszym moim przygotowawczym posunięciem na początku grudnia było przypomnienie sobie trylogii Władcy Pierścieni by poczuć klimaty Śródziemia (Wszystkie filmy widziałam w kinie, potem na pewno cześć pierwszą zdarzyło mi się obejrzeć w TV, ale np. Powrotu króla nie pamiętałam ze zbytnimi szczegółami, no oczywiście poza zakończeniem). Potem zabrałam się za czytanie książki J.R.R Tolkiena, na podstawie której powstał film, choć było to moje drugie podejście. Już w wakacje chciałam przeczytać Hobbita (tak, pół roku wcześniej już wiedziałam, że książkę koniecznie przeczytać muszę), ale mi nie wyszło (na urlopie pochłonęła mnie trylogia Igrzysk śmierci) może i dobrze, ponieważ byłam zupełnie na świeżo przed seansem kinowym (skończyłam powieść na dwa dni przed pójściem do kina. To samo miałam z Władcą pierścieni, do dziś pamiętam, że w dzień premiery Drużyny pierścienia kończyłam czytać książkę). Tak przygotowana poszłam na seans w wersji z napisami 3D (Tak od razu: efektów 3D kilka na krzyż, nie warto dopłacać). Dalej możliwe spoilery, dla tych, którzy nie czytali książki jednak bez nadmiernych szczegółów, które by zdradzały zbyt wiele.

Oglądając Hobbita starałam się głównie wyłapać różnice, miedzy książką a filmem, dodane elementy i te, które zostały dokładnie zekranizowane. Może gdzieś słyszałam, może wyczytałam, ze Peter Jackson tłumaczył podzielenie książki na aż trzy filmy tym, że W Hobbicie pewne wydarzenia są streszczone w kilku zdaniach a w filmie przedstawienie tego wymaga kilku długich scen, oraz uzupełnienie Hobbita o fragmenty zawarte w Silmarillionie i w przypisach z Władcy Pierścieni. Porównując książkę i film:  sporo scen istotnie zostało dodanych, większość stanowi punkt łączący Hobbita z Władcą Pierścieni. Na początku widzimy już wiekowego Bilba zwracającego się w myślach do Frodo, że nie wszystko opowiedział mu o swoich przygodach. Bilbo zaczyna spisywać swoją historię. Tak samo jak po swoich przygodach na końcu Władcy zrobił to Frodo, co stanowi doskonałe nawiązanie do wydarzeń,  które mają się jeszcze później rozegrać. Te sceny wstępne rozstrzygam bardzo na plus (wszyscy wiemy jakie przygody czekają Froda, co później wydarzy się w Śródziemiu, dlaczego tego nie wykorzystać? Ah zobaczyć Elijah`a Wood`a, w roli Froda takiego młodego, niewinnego zanim on sam wyruszy w niezwykłą podróż). W całym filmie o wiele bardziej uzupełniano i pogłębiono motywacje bohaterów. O wiele więcej można się dowiedzieć o Thorinie dębowej tarczy, historii Krasnoludów i ich losach po tym jak smok zajął Samotną Górę. W książce jest to opisane niezwykle skrótowo, grupa Krasnoludów wyrusza w podróż, ponieważ w ich ręce trafiła mapa i klucz, a potrzebowali czternastego towarzysza podróży by uniknąć pechowej trzynastki. Gandalf wskazał im Pana Bilbo Bagginsa-włamywacza. W książce wszystko dzieje się zwyczajnie, bez pogłębiania historii bohaterów, wyjaśniania głębszego ich zamiarów. W filmie o wiele więcej działań Gandalfa nam pokazano i przygotowywano zapowiedź widma zła, które  spotka wszystkich we Władcy Pierścieni. Głównie te sceny są naddane w porównaniu do książki (W książce nie ma sceny rozmowy Gandalfa z Sarumanem, Elrondem i Galadrielą , nie ma też postaci Czarnoksiężnika Burego, który przyniósł niepokojące wieści o Czarnoksiężniku necromancerze). W książce śledzimy głównie przygody Bilba, wydarzenia, które nie były jego udziałem nie są szerzej opisane. (Wszystkie sceny retrospekcji w filmie: Śmierć ojca Thorina, bitwy stoczone przez krasnoludów). Za to pozostałe wydarzenia opisane w książce zostały całkiem wiernie odtworzone. Począwszy od pierwszego spotkania Gandalfa z Bilbem i rozmowy o "Dzień dobry", skończywszy na zagadkach, które zadawali sobie Gollum i Bilbo (choć zagadek w filmie było mniej, pominięto 4 zagadki). Scena zagadek moim zdaniem jest jedną z lepszych z całego filmu, oglądając w akcji Golluma przyszło mi na myśl pytanie, czy dają jakieś nagrody za niezwykłą rolę postaci generowanych komputerowo. Mimika i oczy tego stwora były znakomite, w tych oczach malowało się zmaganie ze sobą, zamyślenie, moment odgadnięcia zagadki, radość i złość. Świetne!
Podstawowe różnice jakie wyłapałam pomiędzy książką a filmem oprócz dodanych scen: 

  • Spotkanie z Trollami, z całych tarapatów wyciągnął Krasnoludy Gandalf, w książce wcale to nie Bilbo grał na zwłokę – w filmie w tej scenie nadano mu znaczenia i przedwcześnie ujawniono jego spryt. W książce skrótowo było jedynie opisane, że krasnoludy idące po kolej zobaczyć co zatrzymało ich towarzyszy były łapane w worki. W filmie mieliśmy scenę walki, która zakończyła się groźbą zabicia Bilba, jeśli Krasnoludy się nie poddadzą i zapoczątkowało to jakby motyw w którym Krasnoludy sądziły, że  Bilbo jest uciążliwym towarzyszem podróży, co w książce nie było aż tak podkreślone. Głównie Gandalf ratował Krasnoludy z większości tarapatów, później w książce był to Bilbo. 
  • Wizyta w Rivendell również została pokazana nieco inaczej (Bez zaplecza politycznego i całych rozmów Gandalfa z Sarumanem Elrondem jak wspomniałam). 
  • Znalezienie przez Bilba pierścienia. W książce znalazł go w wodzie i nie wiedział do kogo on należał. W filie Bilbo widzi jak Gollumowi pierścień wypada podczas zabijania Orka. Bardzo dobra sceną nawiązującą do Władcy był pierwszy raz kiedy Bilbo nałożył pierścień – tak samo jak zrobił to Frodo – podczas upadku pierścień wleciał mu na palec. Dobrze też, ze utrzymali konwencję nakręcenia scen podczas niewidzialności – dokładnie jak we Władcy.  
  • W książce krasnoludy miały różnokolorowe kaptury, które wieszały na wieszaku przychodząc do Bilba, w filmie krasnoludy są ubrane w miarę jednolicie, choć są charakterystyczne, od razu rozpoznałam Bombura – jako tego najgrubszego, Fili i Kili – dwaj najmłodsi, i Dolin ten najważniejszy po Thorinie. Reszta w książce nie była zbyt zindywidualizowana, w filmie wypada to raczej o wiele lepiej. 
  • Znacznie rozbudowano scenę ucieczki przed Wargami na drzewa. W książce byli przez dłuższy czas uwiezieni na drzewach, bronili się podpalonymi przez Gandalfa szyszkami do momentu ratunku przez Orły, w filmie dano nam dramatyczną scenę walki Thorina z Orkiem, plus akt bohaterstwa Bilba, oraz wiszenie nad przepaścią i ratunek dosłownie w ostatniej chwili. 
  • W książce drużyna trochę zabawiała u Orłów. W filmie Orły tylko transportują naszych bohaterów w bezpieczne miejsce
Pierwsza cześć Hobbita kończy się w momencie ucieczki przed Wargami, gdy drużyna uratowana przez Orły stoi na wzgórzu i widzi w oddali Samotną Górę.
Sprawdziłam: w książce strona 118 na 314 mojego wydania. Zekranizowano 1/3  książki, co moim zdaniem oznacza, że w kolejnych częściach dopiero wszystko się na dobre rozkręci, bo im bliżej zakończenia przygody było, tym większe było nagromadzenie wydarzeń. Czeka nas więcej akcji z pewnością w kolejnych odsłonach przygód Bilba. 

Skupiając się w końcu jednak na samym filmie i kończąc to przydługie porównanie. Czuć magię Śródziemia, piękne są zielone pagórki Shire, Rivendell, droga drużyny długa przez pustkowia, mroczny las. Twierdza orków i walki olbrzymów, Orły, wygląd Troli i króla orków imponujący, kawał dobrej roboty speców od efektów specjalnych. Jak już wspomniałam znakomita animacja Golluma! Jeśli chodzi o charakteryzację postaci, to Thorin dla mnie nieco zbyt ludzki jak na Krasnoluda momentami, pozostali są o wiele bardziej „krasnoludzcy”. U jednego z Krasnoludów ewidentnie było widać, że łysina jest elementem charakteryzacji – coś mi tam nie grało. 
Pozostali tworzą przezabawną, jak wypomniałam  zróżnicowaną kompanię. Sam Bilbo Baggins, bardzo go polubiłam a Martin Freeman znakomicie odegrał tę rolę. Bilbo w jego wydaniu jest poczciwym hobbitem, w którym odezwały się korzenie Tuków i wyrusza w niezwykłą podróż. Na jego twarzy widać wewnętrzne zmaganie się z samym sobą gdy podejmuje decyzję, jego niezadowolenie z odwiedzin Krasnoludów, zniecierpliwienie, zadowolenie, niepewność, noż poczciwy z niego niziołek. Znakomita rola! To był cały Bilbo! (W Shelrocku tego aktora przebił Benedict Cumberbatch na głowę i nie zdobył on mojej największej uwagi, za to w Hobbicie Martin gra zdecydowanie pierwsze skrzypce). Nie mogę również nie wspomnieć o Ianie McKellenie. On po prostu jest Gandalfem! Spod tej siwej czupryny i długiej brody widać w oczach tego czarodzieja niepokój, rozbawienie, skruchę i błysk sprytu oraz momenty knucia. Krasnoludów było aż 13 tj. Balin, Dwalin, Fili, Kili, Dori, Ori, Nori, Oin, Gloin, Bifur, Bofur, Bombur i Thorin Dębowa Tarcza (Po przeczytaniu książki potrafiłam wymienić koło 10, ale pogubiłabym się z tym kogo wymieniłam). Z resztą sam Gandalf miał trudności z liczeniem drużyny wymieniając ich po kolej z imienia i licząc na placach by sprawdzić czy wszystkim udało się uciec to z jednych, to z drugich tarapatów, co było całkiem zabawne. Tym samym dochodzę do kwestii humoru. Bardzo udana scena z Trolami (Rozmowa o sposobie przyrządzania, chustka do nosa, wysmarkanie Bilba i pieczenie Krasnoludów). Plus za Krasnoludy, które narzekały na jedzenie w Rivendell, założyły się o to czy Bilbo z nimi wyruszy. Potem robiło się trochę poważniej i poważniej, melodramatyczne wybory, akty odwagi i gromada orków do zwyciężenia. Muzyka w klimacie znanym nam z Władcy, pojawienie się pierścienia, śpiewy krasnoludów, ponownie czuło się magię.
Podsumowując, to jeden z dłuższych tekstów przeze mnie napisanych po obejrzeniu filmu (i dlatego był to jeden z bardziej oczekiwanych filmów tego roku! Tyle do powiedzenia po obejrzeniu Zmierzchu nie miałam!). Hobbit filmowy jest o wiele bardziej wstępem do Władcy pierścieni niż książka, również o wiele bardziej szlachetną/dorosłą jej wersją (książka napisana jest językiem prostym, nie zawiera tak rozbudowanych opisów świata jak Władca). W filmie widać, że jest to niezwykle ważna wyprawa, którą interesują się wszystkie rasy żyjące w Śródziemiu. W kwestii rozwleczenia fabuły, by zrobić z cienkiej 300-stronicowej książeczki trzy bardzo długie filmy (Niezwykła podróż: 2 godziny 49 minut). Tak, jest to rozciągnięte, na rzecz rozbudowywania postaci i stworzenia z tej trylogii preludium do Władcy, mnie to nie przeszkadzało  Czekam na kolejne części, czekam na trzynastu krasnoludów, Hobbita i Czarnoksiężnika Gandalfa. 
Kwestia oceny: tego się spodziewałam, na plus zaliczam zmiany jakie wprowadzono w stosunku do książki bo nie powaliła mnie ona fabularnie (a z tego co pamiętam Władca zrobił na mnie większe wrażenie). 8/10 myślę, że kolejne części mają szansę być jeszcze lepsze.