Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja czasem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja czasem. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2014

Na skraju jutra – żyj, giń, powtórz, czyli Dzień świstaka w wersji SF

Po seansie Na skraju jutra można ująć esencję tego filmu w jednym stwierdzeniu: To Dzień Świstaka (świetna komedia z Billem Murray`em z 1993 roku) w wersji SF. Schemat fabularny z Dnia Świstaka został zachowany, wymieniono jedynie elementy komediowo-obyczajowe zastępując je tymi z filmów Scince-fiction i walk z kosmitami. Samolubny, nieco gburowaty dziennikarz w Dniu Świstaka odtwarzając wciąż ten sam dzień z czasem staje się lubianym człowiekiem i częścią społeczności małego miasteczka, a w Na skraju jutra figurant wojskowy bojący się wziąć udział w bitwie, stać się musi świetnie wyszkolonym żołnierzem. Prosty pomysł został znakomicie wykorzystany, a nawet zręcznie rozbudowany (w przeciwieństwie do Dnia Świstka w Na skraju jutra wyjaśniono dlaczego bohater wciąż może odtwarzać ten sam dzień). W filmach manipulacją czasem trzeba umieć się bawić i choć Na skraju jutra nie jest stricte tego typu produkcją, nie mam scenariuszowi tego filmu absolutnie nic do zarzucenia (a niezwykle rzadko mi się to zdarza). 



Ile jest możliwości rozwoju wydarzeń? Jeśli coś się nie udaje trzeba znaleźć „inną drogę”, jeśli mamy nieskończoną ilość prób można dojść do perfekcji w wypełnieniu misji. Odtworzenie tych samych scen z drobnymi zmianami, wątki nieco komediowe i dobre efekty specjalne dają znakomitą mieszankę (bardzo dobry montaż). Świetne sceny, w których pokazane jest ile razy pewne wydarzenia musiał przeżyć Cage, by dojść do wprawy (turlanie się pod samochodem, bieg przez pole bitwy, ciągłe umieranie, gdy się coś nie udaje), dobre dialogi (uprzedzanie tego, co ktoś chce powiedzieć, minimalne zmiany, które sprawiają, że udaje się coś w końcu osiągnąć) to doskonale wykorzystany potencjał scenariuszowy.
Tom Cruise dosyć często wybiera produkcje tego typu filmy (ostatnio nieco mniej udana była z jego udziałem Niepamięć, ale wcześniejsza Wojna światów czy Raport mniejszościi to bardzo dobre SF) i dobre filmy akcji (Seria Mission Impossible, czy zeszłoroczny Jack Reacher) i doskonale wie, jak grać świetnie wyszkolonego żołnierza i dokładnie takim możemy go zobaczyć w Na skraju jutra. W filmie tym mamy „typowego” Toma: pewny siebie, czarujący, ratujący świat, wiecznie młody, takim go najbardziej właśnie lubię i tego się spodziewałam. Natomiast Emily Blunt zazwyczaj grająca postaci raczej delikatne (Połów szczęścia w Jemenie, Władcy umysłów, Jeszcze dłuższe zaręczyny) w filmie tym jest Full Metal Bitch i bardzo dobrze jej to wyszło. Umięśniona, wysportowana Rita w Na skraju jutra w wydaniu Emily jest zdeterminowana, momentami bezwzględna i w tej roli zdecydowanie przekonywująca. Ponadto jak na film, w którym cały czas na ekranie śledzimy poczynania Cage`a postaci drugoplanowe również są znakomicie zindywidualizowane (odział Cagea, generał).
Świetne SF i gdyby nie X-Men: przyszłość, która nadejdzie zdecydowanie jak dotąd byłby to mój numer jeden tego gatunku w tym roku, i zdecydowanie jest to z najlepszych filmów Cruise`a ever. Zdecydowanie polecam, do obejrzenia więcej niż na raz. Bardzo mocne 8/10!


SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Cage niezliczoną ilość razy próbuje wydostać się z Ritą z pola bitwy. Okazuje się że Mimiki chciały, by Cage znalazł się w miejscu ze swoich wizji. Mimiki chciały go zranić by Cage się wykrwawił i nie mógł restartować dnia. Ostatecznie Rita i Cage postanawiają zdobyć urządzenie, które stworzył „doktor” pozwalające na połączenie „jaźni” z „jądrem”. Niestety urządzenie ma to zamknięte generał w swoim sejfie. Cage i Rita niezliczoną ilość razy próbują uzyskać urządzenie od generała, aż w końcu im się to udaje, jednak gdy wychodzą z ambasady żołnierze chcą ich aresztować. Rozpoczyna się pościg, w  wyniku którego Cage traci przytomność i niestety budzi się bez możliwości restartowania dnia (przetoczono mu krew). To ostatnia próba jaką będą mieli. Dzięki urządzeniu dowiadują się, że „serce” Mimików jest pod Luwrem w Paryżu. Organizują akcję przy pomocy oddziału Cage`a (Cage przekonuje wszystkich, dzięki informacjom, które o nich uzyskał przy kolejnych podejściach). W wyniku akcji giną kolejni żołnierze, ale Ricie i Cage`owi udaje się dotrzeć i znaleźć najważniejszego Mimika. Rita się poświęca, by Cage dotarł do wroga (wiedzieli, że nie uda im się tego przeżyć). Cage w ostatniej chwili rzuca granatami w „serce” Mimików i ginie. Cage znowu się budzi, tym razem dzień wcześniej (początek filmu), zanim generał wysłał go na pole bitwy. Mimiki zostały pokonane. Cage spotka się z Ritą jako major (bo nie został zdegradowany). Rita na sali wstaje, tak jak za każdym razem, gdy się spotykali. Cage się śmieje. Koniec. 

sobota, 24 maja 2014

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie – zjednoczeni by ratować przyszłość

Jeden z bardziej oczekiwanych filmów tego roku (jeśli nie najbardziej oczekiwany, choć w tym roku czeka nas jeszcze Czarownica, kontynuacja Jak wytresować smoka, będziemy mogli obejrzeć długo zapowiadaną Ewolucję Planety małp, z Uniwersum Avengersów Strażników Galaktyki, odświeżone Wojownicze Zolowie Ninija i  Interstellar Nolana) jeśli się zastanowić z taką obsadą, która wystarczyłaby na obsadzenie kilku produkcji i może gdyby nie był to film o superbohaterach w ciemno można by obstawiać nominacje do nagród filmowych. X-Men: przeszłość, która nadejdzie łączy w jednym filmie „starą trylogię” X-Menów z prequelem tj. X-Men: Pierwsza klasa i tym samym znakomita obsadę owych filmów. 

Chwała za to producentom, że wszystkie znane nam ważne postaci z powracają, choć aktorzy odgrywający role mutantów przez ostatnie lata zdążyli już nie raz zagrać role pierwszoplanowe i zdobyć kilka nominacji do Ocara. Jennifer Lavrence (Mistique) od czasów pierwszej klasy zdobyła statuetkę Oscara (Poradnik pozytywnego myślenia, nominacja za American Hustle) i stała się gwiazdą Igrzysk śmierci. Miachael Fassbender (Magneto) był nominowany do Oscara za Zniewolony. 12 Yeras a Slave. Hugh Jackman  był nominowany do Oscara za Nędzników. Nicholas Hoult (Bestia) zdążył wystąpić w Wiecznie żywym i Jacku pogromcy olbrzymów. Anna Pquin od czasu X-Menów stała się gwiazdą Czystej krwi. Ponadto na ekranie możemy zobaczyć klasę samą w sobie tj.  Iana McKellen`a (Nie wiem czy lepszy z niego Gandalf czy Mangeto), świetnie dobranego do roli Profesora Patricka Stewarta. Helle Berrey ponownie wcieliła się w Sztorm, powróciła Ellen Page jako Kitty i Sahwn Ashmore jako Bobby. Ogromnym plusem ponadto jest dobór castingowy nowych postaci, aktorów znanych z głośnych seriali. Peter Dinklade, wcielenie Tyriona z Gry o Tron zagrał Traska, a Evan Peters (Quicksilver), znany z American Horror story okazał się moim zdaniem jedną z najlepszych wprowadzonych postaci i źródłem najlepszych, zabawniejszych scen. Nawet w roli Bishopa pojawia się Omar Sy znany z francuskiej komedii, która odniosła ogromny sukces (Nietykalni). Reżyserem filmu wciąż jest Bryan Singer, który z całej serii nie wyreżyserował jedynie  X-Men: Ostatni bastion (która to część pozamykała wszelkie furtki do kontynuacji do tego stopnia, że nakręcono prequel Pierwszą klasę i Przeszłość, która nadejdzie, by odkręcić wydarzenia z Bastionu i przywrócić do życia ważnych X-Manów. Tyle zachodu by jednak móc dalej kontynuować serię.)



X-Men: Przeszłość, która nadejdzie wymaga znajomości wszystkich filmów z uniwersum X-Menów, począwszy od „starej trylogii” – poprzez Genezę Wolverina i Wolverina łącznie z istotnymi scenami po napisach (które rozwiewają kilka wątpliwości np. dlaczego Magneto ma swoje moce, skoro w Ostatnim Bastionie jest stracił, dlaczego Profesor X żyje, skoro Jane Gray go „wysadziła”) i X-Men: pierwsza klasa którego właściwie bezpośrednią kontynuacje możemy oglądać w Przeszłości która nadejdzie. Przeszłość, która nadejdzie jest tak związana ze swoimi poprzednikami, że nie może funkcjonować jako osobny film, a widz nieznający poprzednich filmów całkowicie by się pogubił.

Kolejność w jakiej należy oglądać X-Men:

  • X-Men - Pierwsza Klasa
  • X-Men Geneza – Wolverine
  • X-Men
  • X-Men 2
  • X-Men 3 - Ostatni Bastion (scena po napisach wyjaśniająca dlaczego Profesor żyje)
  • Wolverine (Scena po napisach wprowadzająca do X-Men: przeszłość która nadejdzie)
  • X-Men: przeszłość, która nadejdzie


W X-Men: Przeszłość, która nadejdzie Wolverine cofa się w czasie do lat siedemdziesiątych i wydarzeń, które miały miejsce wkrótce po zakończeniu Pierwszej klasy. Misją Wolverina jest powstrzymanie Mistique przed popełnieniem morderstwa, które w przyszłości doprowadzi do wielkiej wojny i eksterminacji mutantów. Wolverine będzie musiał doprowadzić do pogodzenia się Profesora X i Magneto, by wspólnie mogli odwieść Mistique od popełnienia ogromnego błędu.
Najlepszy był początek filmu, który zaczyna się dynamiczną sceną walki i powrotem znanych nam postaci (Kitty, Bobby, Profesor X, Magneto, Sztorm). W scenariuszu wprowadzono elementy, które zapowiadają film akcji i napięcia, ponieważ Wolverine nie będzie miał zbyt wiele czasu aby naprawić przeszłość. Jak w większości filmów, w których mamy do czynienia z manipulacją w czasie bohater będzie musiał przekonać młode wcielania swoich towarzyszy, że przybył z przyszłości. Świetnym pomysłem było umieszczenie Magneto w więzieniu (za zabicie prezydenta Kennedy`ego!) i cała akcja związana z ucieczką z Pentagonu. Wprowadzenie postaci Petera Quicksilvera było najlepszym moim zdaniem pomysłem całego filmu. Evan Peters znakomicie wcielił się w postać niezwykle szybkiego mutanta i wprowadził on najwięcej humoru w całym filmie. Jeną z lepszych scen jest ta, podczas której widzimy w tempie Quickslilvera jego poczynania, kiedy to zaskoczona drużyna przez strażników zdolna jest jedynie minimalnie się poruszyć, a Peter w tym czasie poprzestawia wystrzelone kule, wyciągnie gacie strażnikowi, skosztuje rozlewającego się sosu, przestawi ręce strażników by uderzyli siebie nawzajem w rytmie skocznej piosenki. Wiele późniejszych wydarzeń w filmie mogłaby potoczyć się inaczej, gdyby X-Meni wzięli w dalszą podróż ze sobą Petera, wielka szkoda. (MINI SPOILER. Po tym jak Peter ratuje Magneto i wsiadają razem do windy, Peter mówi: Hej ponoć potrafisz kontrolować metal? Moja mama kiedyś znała kogoś takiego. Tak, Peter Quicksilver jest synem Magneto!). Reszta fabuły jest bardzo podporządkowana postaci Mistique (czyżby zdobycie Oscara przez Jennifer sprawiło, że postanowiono uczynić jej postać w Universum X-Menów o wiele ważniejszą?), a niektóre poczynania bohaterów momentami są niezrozumiałe, a pewne zabiegi naciągane, by utrudnić osiągnięcie celu mutantom. Profesor X pozbawiony swojej mocy (by trudniej było odnaleźć Mistique) w wyniku serum pozwalającego mu chodzić po postrzale w kręgosłup (X-Men: Pierwsza klasa), Magneto wybierający środki drastyczne, zamiast pokojowych (choć fakt, zgadza się to z cała ideą kreowania tej postaci), którego postępowanie trochę na silę komplikuje wypadki. Brak w tym filmie jednoznacznego wroga [Postać Traska nie jawi się jako zły do szpiku kości „zły”, nieco lepiej wypada Stiker (choć jego starsze wcielenie było ciekawsze)], a całość fabuły opiera się głównie na „uczuciach”, braku pewności siebie Profesora, utraconej nadziei, rozpamiętywaniu przeszłości, cierpienia Wolverina, zmiany jaka zaszła w Mistique (zdecydowanie zbyt wiele scen jej poświęcono) Wierni fani serii z pewnością potrafiliby wytknąć wiele „historycznych” błędów temu filmowi (trzeba umieć manipulować czasem w filmach i bardzo pilnować się by być konsekwentnym. Jednym z większych błędów jest postać Strykera ponieważ wg. Genezy Wolverina Logan i Stryker poznają się w Wietnamie (i Stryker wtedy nie był taki młody)]. Jak zmiany w przeszłości wpłynęły na przyszłość, choćby jak zmieniło się wszystko po tym, kiedy jednak Wolverine poznaje Profesora i Magneto o wiele wcześniej niż miało to miejsce w „pierwotnej historii”? 
Niemniej jednak X-Men: Przeszłość, która nadejdzie to wciąż film o mutantach, gdzie możemy oglądać imponujące umiejętności Magneto (wyrwanie z ziemi stadionu), umięśnioną klatę Wolverina (Jackman chyba znowu musiał sporo popracować nad rzeźbą) i sceny przyszłości walki z Sentinelami. Ilość przedstawionych w filmie postaci i ta obsada to główny plus filmu (wszystko razy dwa, bo mamy przecież dwóch Profesorów i dwóch Magneto!), choć oczekiwałam większych popisów umiejętności. Nawet ten potrafiący się regenerować Wolverine nie miał szansy pokazać swojej siły (poza sceną ze zbirami strzelającymi do niego, gdy przebudził się w przeszłości). Jednak Singer do pewnego stopnia pomimo tej znacznej psychologizacji postać dał nam również takie sceny jak odzyskacie Chełmu przez magneto (jego podstawowy atrybut!) i postanowienie Profesora by usiać na swoim wózku. Można narzekać, ale i tka film mi się bardzo podobał, nie byłam rozczarowana i obejrzałabym z przyjemnością jeszcze raz 8/10 (tak, tak, mam słabość  do filmów o superbohaterach)


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
W finalnej scenie Mistique chce zabić Traska na demonstracji publicznej Sentineli. W tym czasie Magneto przygotowuje atak siły, a Profesor, Wolverine i Bestia chcą powstrzymać Mistique. Magneto przejmuje kontrolę nad Sentinelami, zrzuca stadion na teren Białego domu, kieruje na siebie kamery telewizyjne i wygłasza oświadczenie, że to jedynie namiastka siły Mutantów i lepiej z nimi nie zadzierać. Wtedy Mistique pod postacią prezydenta prosi Magneto by ich nie zabijał i strzela do Magneto (draśnięcie w szyję). Na oczach wszystkich Mistique ratuje prezydenta i rząd, ale obraca się by zabić Traska. Wtedy Profesor X ją przekonuje, że nie musi tego robić, że to jej decyzja. Mistique rezygnuje z zabicia Traska i odchodzi. Magneto również odlatuje. Wolverine wrzucony do morza przez Magneto zostaje wyciągnięty z wody przez Mistique pod postacią Strykera. Wolverine budzi się w przyszłości. Zmienił przeróść jest w szkole, wszyscy żyją (Ostatni Bastion zostaje wymazany, choć Rouge ma siwe pasemka, czyli teoretycznie chyba jednak doszło do wydarzeń z pierwszej cześć). Widzi Hanka, Jane Gray, Scota, Rouge, Bobby`ego idzie do Profesora i mówi mu, że własnie się obudził. Profesor mu odpowiada, że ma mu w takim razie wiele do opowiedzenia. KONIEC

SCENA PO NAPISACH
Na tę scenę trzeba bardzo cierpliwie czekać. Muszą minąć wszystkie napisy i dopiero pojawia się scena:
Starożytny Egipt. Zakapturzona postać za pomocą telekinezy buduje piramidy, a przed nią ludzie biją pokłony.
To zapowiedź Apokalipsa.

wtorek, 6 listopada 2012

Looper- pętla czasu - zapętlone zabawy z czasem

O filmie Looper słyszałam już od jakiegoś czasu, słyszałam to znaczy, że zarzucano mnie na moim Wallu (Facebookowym) konkursami, recenzjami, nowymi informacjami. Zewnętrzna reklama też jest niezła, gdyż słyszy się o Loperze (Widziała już pani?). Poza tym to film z Brucem Willisem, a gdy słyszę Bruce kojarzę Szklaną pułapkę, Szósty zmysł, Armagedon, Niezniszczalny i Piąty element (film z serii widziałam z 10 razy). Ponadto jestem fanką SF a już podróże w czasie szczególnie mnie interesują (Ah stary dobry Powrót do przyszłości  łezka się w oku kręci, słuchy chodzą, że chcą kręcić nową część!, Sam i Dean Winchesterowie spotykający własnego ojca w czasach jego młodości... Jakbym się dłużej zastanowiła można by wymieniać i wymieniać łącznie z jakimś filmem z Van Dammem w roli głównej. Watek podróży w czasie wiec wystarczył mi w każdym razie, by wybrać się do kina na Loopera. To i jeszcze Joseph Gordon Levitt (No nie można zignorować faktu, że grał w Icepcji i sami wiecie kogo w Mroczny Rycerz Powstaje) i kolejny film z tym panem to wypada zobaczyć.


Świat niezbyt dalekiej przyszłości. Wynaleziono podróże w czasie, ale ich zakazano. Są jednak one wykorzystywane przez mafię, by likwidować ludzi. Wysyłają związanych nieszczęśników w przeszłość, gdzie czeka na nich przygotowany Looper (Przygotowany na tyle, że delikwent ląduje na białej płachcie, w którą można, po oddaniu strzału w pierś, można ofiarę zawinąć i pozbyć się zwłok). Za dobrze wykonaną pracę Looper odbiera sztabki srebra przytwierdzone do skazańca. Po wszystkim korzysta z życia aż do kolejnego zlecenia. Gdy pewnego dnia na plecach trupa pojawiają się sztabki nie srebra, ale złota okazuje się że tzw. pętla zatoczyła koło i Looper zabił sam siebie po 30 latach...Takie są zasady gry. Wszystko oczywiście do czasu, aż coś pójdzie nie tak...

Jak już wspomniałam lubię motyw zabawy z czasem i by wyjaśnić moje wątpliwości dotyczące spójności w tym filmie musiałabym sporo zaspoilerować. Po pierwsze czemu akurat tylko mafia używała podróży w czasie i dlaczego właśnie w taki sposób? Wątki, które okazały się dosyć istotne w rozwinięciu fabuły były nieco zbyt niewyraźnie zaznaczone u jej początku, przez co wydawały się początkowo motywem niemającym sensu (patrz telekineza). Film mi się trochę dłużył i jak dla mnie brakowało w nim napięcia i jasno wytyczonego "celu". Było "dwóch bohaterów" mających różne cele, z czego moty tego starszego zarysowany jedynie za pomocą serii krótkich wspomnień nie pozwoliły wytworzyć współczucia, które sprawiłyby, że chciało mi się kibicować Bruce`owi. W sumie wszystkie wątki związane z konsekwencjami podróży w czasie miały racje bytu i prawie się to zgadzało (prawie). Emily Blunt niestety tym razem niezbyt piękna (SPOILER a już wrzucenie wątku romansu między Joe a  Sara było na siłę). Raczej dla fanów SF , niż film z serii "musisz zobaczyć". Gra aktorska bez szału, ciągnąca się fabuła 7/10. Słabe 7 na 10. Na DVD będzie ok, w kinie nieco rozczarowywujące.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Oczywiście wielkim złym, który w przyszłości będzie zamykał pętle okaże się mały chłopczyk z farmy, ale Joe młody da się przekonać, że jeśli Sara go wychowa na dobrego chłopca i nauczy kontrolować jego niezwykłe zdolności telekinetyczne, zło które miałby on czynić w przyszłości się nie wydarzy. Joe stary rozmawiać nie będzie chciał, tylko zabić chłopca by odzyskać zmarłą żonę. W finalnej scenie, gdy Sara uciekając z chłopcem w stronę pola jest gotowa poświecić życie by zasłonić chłopca, Joe młody zrozumiał, że to właśnie te wydarzenia stworzyły rozgoryczonego złego szefa mafii w przyszłości i zabija siebie, by powstrzymać starszego Joe. Koniec.
Starszy Joe znika. Zły deszczowiec nie stanie się taki, to jakim sposobem w przeszłości na początku pojawił się stary Joe skoro nikt nie zamykał pętli i wydarzenia z filmu nie miałyby miejsca? Jeśli na początku Joe młody nie zamknął pętli, to jakim sposobem potem przeżył te 30 lat i wykorzystał zgromadzoną kasę, skoro niezamykając pętli nie mógł dalej żyć spokojnie? To już pewnie by wyjaśnił Emmett Brown tłumacząc, że Stary Joe stworzył inną rzeczywistość. Głownie za to, że film potrafił wywołać u mnie tego typu rozmyślania dałam aż 7.

Ciekawostka: Ponoć Joseph Gordon Levitt był poprawiany komputerowo by bardziej upodobnić go do Bruca. Nieźle to wyszło, ponieważ Joseph nie jest podobny zbytnio do siebie jakim go znamy z Batmana czy Incepcji.

sobota, 26 maja 2012

Faceci w czerni 3 – urok kontynuacji z dawnych lat



Pierwsza część Facetów w czerni ukazała się w roku 1997. Dawne dzieje te lata 90. Wtedy to doświadczony agent K rekrutował młodego policjanta i objawia mu tajemnice wszechświata, czyli obcy są wśród nas! Agenci specjalni (Faceci w czarnych garniturach, czarnych okularach błyskający nam po oczach specjalnym urządzeniem wyjaśniają nam, że nie, nie widzieliśmy statku kosmicznego tylko odbicie Wenus) uratowali świat dwukrotnie (Część druga ukazała się w 2002).  Man In Black byli komedią osadzoną w konwencji filmów o kosmitach i specjalnych agentach, którzy mieli chronić Ziemian. W dwóch pierwszych częściach zapoznaliśmy się ze światem, w którym celebryci okazują się kosmitami, obcy miewają dwie głowy, mogą być ogromnymi robalami a agenci dysponują wysoce zaawansowaną technologią do obrony przed obcymi. Na część trzecią przyszło nam czekać 10 lat. Po latach współpracy agenci J. i K wciąż bronią nas przed nieautoryzowanymi poczynaniami kosmitów.  Pewnego pięknego zwyczajnego dnia (albo nocy, na Księżycu chyba nie ma pór dnia?) niebezpieczny kosmita ucieka z wiezienia i tak się składa, że 40 lat wcześniej został on uwieziony przez agenta K. Borys Bestia chce się zemścić i zabić agenta K. Fabuła MIB nie była nigdy zbyt skomplikowana. To lekka komediowa akcja. W części trzeciej jednak zaserwowano nam motyw podróży w czasie rodem ze świetnej serii Powrót do Przyszłości. Agent J (Will Smith wciąż energiczny i zabawny) musi cofnąć się w czasie by ratować J (Tomy Lee Jones jednak już młody nie jest i przez większość filmu gdy J cofa się do lat `60 na ekranie w tej roli możemy oglądać Josha Brolina). W tym sequelu otrzymujemy wszystko to, co bawiło nas w częściach wcześniejszych. (Wiedziałam, no wiedziałam, że wszystkie modelki to kosmitki!). Obcy są przezabawni (Świetny Griffin, który żyje na raz w kilku rzeczywistoścach), rzucanie głową w kręgle pewnego biedaka podczas przesłuchania. Tajny agent okazał się być artystą. Bardzo lubię motyw podróżowania w czasie i w tym filmie bardzo podobało mi się postrzeganie rzeczywistości przez Griffina rodem z Efektu Motyla. Jeden mały szczegół a właściwie setki małych szczegółów mogą doprowadzić do niesamowitego wydarzenia. Do kilku motywów można by się przyczepić (Kosmita mówi J. żeby unikał K z przeszłości bo to niebezpieczne a przez ¾ akcji potem agenci współpracują. Jeśli J i K. spotkali się w przeszłości, to czy K gdy rekrutował J. o tym pamiętał?). Zabawy z czasem wymagają konsekwencji. Twórcom Facetów w czerni mimo wszystko nieźle się udało z tego wybrnąć. Na tyle dobrze, że z pewnością obejrzę ten film ponownie, by tym razem uważniej przyjrzeć się pewnym szczegółom, które okazały się później istotne. Duet Willa Smitha i Brolina udany. Bardzo dobra kontynuacja serii, którą oglądałam z sentymentem po 10 latach (To już 10 lat temu było? Eh młodości miniona). 8/10 nieco na wyrost, ale robię się sentymentalna na stare lata. To było dokładnie to, czego się spodziewałam, czyli dokładnie to samo, co znałam z części poprzednich.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Oczywiście udaje im się na końcu pokonać Borisa Bestię. Musieli umieścić mini pole ochronne na rakiecie, która startowała na księżyc. Co ciekawe okazało sie, że generał który pomógł J. i K. dostać się do rakiety było Ojcem J.! Niestety zostaje on zabity przez Borisa i chwilę później K zabija tym razem Borisa. k. małemu j mówi, ze jego ojciec był bohaterem. na końcu jedzą szarlotkę w barze i wychodzą dalej ratować świat. W tym barze też siedział Griffin i na szczęście to była ta rzeczywistość, w której K. nie zapomniał zostawić napiwku. [Gdyby zapomniał na ziemię spadłby meteoryt ;-)]