sobota, 25 października 2014

Grace księżna Monako – nie bajkowa historia? Czyli nieudany wyścig po Oscara

Mówi się, że życie pisze najlepsze scenariusze. Może to i prawda, a kolejne filmy pokazujące historie sławnych, znanych, wizjonerów, traktujące o reżyserach, aktorach, politykach czy projektantach nie powinny dziwić w czasach, kiedy 90% filmów oglądanych przez nas na wielkim ekranie są na podstawie…powieści, komiksu, gry, czy prawdziwej historii jak to jest w przypadku filmu Grace księżna Monako.
Recenzent Filmwebu przy okazji oceniania filmu Yves Saint Laurent wspomina, że Quentin Tarantino  w jednym z wywiadów, stwierdza, że nie lubi całego biograficznego gatunku i radził: Jeśli chcesz zrobić film o Elvisie, zrób film o jednym dniu z życia Elvisa i niewątpliwie miał rację.
Grace Kelly była aktorką, ulubienicą Hollywood, zdobywczynią Oskara za rolę w Dziewczynie z prowincji, była też księżną Monako. Chwała za to Olivierowi Dahanowi, że na ekranie pokazał nam jedynie krótki wycinek z życia Grece nie próbując pokazać wszystkiego, bo zwyczajnie w ciągu stu dwudziestu minut się nie da (co jest słabością wielu filmów biograficznych).



Trudno stwierdzić, czy był to najciekawszy wycinek, jaki można było pokazać z życia Grace, niemniej jakiś pomysł na film był i starano się go ciągnąć przez cały seans rozpoczynając historie cytatem:

Koncept mojego życia jako bajki sam w sobie jest bajką

gdyż oglądamy Grace nie jako aktorkę i gwiazdę Hollywood, ale jako Księżnę Monako trzymaną „w złotej klatce” gdzie nie wolno jej podnosić rzeczy z podłogi, trzeba uważać co się mówi na przyjęciach, jakie kwiaty każe się wstawić do wazonu, służba konspiruje, a wymarzony książę jest zajęty polityką w trudnym dla kraju momencie. Motyw ułudy historii z bajki przewija się przez cały film, gdy Grace ogląda swój bajkowy ślub, gdy jej życie wcale takie bajkowe okazuje się nie być.

Niestety pokazuje nam się tu też schemat „dziewczyny z ludu” poślubionej arystokracie, która w pewnym momencie postanawia nauczyć się zwyczajów swojej nowej ojczyzny (mając za pomocników wiernego klechę i guru etykiety) i pokazuje, że potorfi być prawdziwą księżną Monako (kłania się schemat niczym z historii o Dianie, Księżniczki Sissi i wielu innych). Niestety ten watek wypada słabo, zwłaszcza w kontekście tego, że chwile, których oglądamy Grace była ona już księżną od lat pięciu, a przemiany i spektakularnego „wyuczonego” zachowania w drugiej części filmu trudno się doszukać.

To też historia kobiety mającej swoje zdanie w iście amerykańskim stylu, a odrzuciwszy propozycje zagrania głównej roli w nowym filmie Alfreda Hitchcocka Marnie wybiera inną rolę : księżnej Monako i staje się wsparciem dla męża monarchy, którego nie mogła zostawić, nawet gdyby tego chciała.

Fabularnie mamy więc niestety zlepek kilku wątków: rozdarcie Grace między tym kim była (aktorką) a kim powinna starać się być (księżną), obrazy adaptacji do nowej roli, polityczne tło i zaangażowanie w politykę oraz spiski pałacowe. Udało się wybrać krótki wycinek z biografii Grace Kelly, ale nie udało się reżyserowi i  scenarzyście wybrać jednego wątku.

W filmie Dahan zastosował wręcz już nudny i tak zestandaryzowany sposób sceny otwarcia filmu biograficznego kiedy to naszą postać historyczną oglądamy wpierw z daleka, wśród ludzi, nie widząc twarzy,  budując napięcie do momentu, gdy zobaczymy głównego bohatera (bardzo podobne do początkowych ujęć np. z filmu Diana). Reżyser starał się też nieco urozmaicić obraz drgającą kamerą, momentami, w których bohaterowie oglądają prawdziwe zapisy wydarzeń, ale film niestety pozostał liniowy pokazując nam punkt po punkcie kolejne wydarzenia aż do finałowej sceny przemówienia Grace na Balu Charytatywnym Czerwonego Krzyża.

Niestety oglądając w głównej roli Nikole Kidman, wciąż widzi się Nicole Kidman, a nie księżnę Monako. W tej kreacji brakuje znacznie oderwania się i upodobnienia do odtwarzanej postaci historycznej (z czym poradzili sobie inni aktorzy w filmach biograficznych), może to niewystarczający warsztat Kidman, może Grace nie była też aż tak charakterystyczną postacią której można naśladować sposób chodzenia (patrz Jobs) czy śmiech (patrz Marylin Monroe). Podglądanie prób aktorskich Kelly przed lustrem w wydaniu Kidman również nie porywa.
Nieco lepiej wypada Tim Roth (Magia Kłamstwa) jako książę Rainer, ale zdecydowanie w filmie tym nikt nie błyszczy.


Mówiło się w kontekście tej produkcji o nagrodach, o Oscarach. Marne szanse. Można obejrzeć, ale nic wyjątkowego 6/10.

niedziela, 19 października 2014

Dracula Untold – historia nieznana?

Wampiry w kinie wciąż są nieśmiertelne. Ponad dwadzieścia lat minęło od daty premiery klasycznego już dziś filmu Coppoli, który to przedstawił Hrabię Draculę popkulturze. Coppola na potrzeby filmu zrobił z Draculi może nie tak romantyczną i niewinną istotę jak obecnie lansowana jest ona w filmach dla nastolatków (po raz setny zmuszona jestem przypomnieć tu w kontekście wampirów i ich współczesnego wizerunku niestety o Sadze Zmierzch), choć i u Coppoli Dracula był postacią, która pamiętała o swej ludzkiej naturze tęsknie pożądając niewinnej Miny, która przypominała mu ukochaną, ale jednak był „potworem”. Coppola znacznie odbiegł od historii przedstawionej przez Bram Stokera w powieści Dracula, która była podstawą filmu z 1992 roku (choć mało kto pewnie o tym wie i pamięta? To powieść epistolarna – ma postać listów Jonatana pisanych do Miny i Dracula jest tam postacią mroczną, tajemniczą i z cała pewnością nie za wiele wiadomo o jego przeszłości). Jednak Bram Stoker imienia Dracula nie wyssał z palca i zaczerpnął ten przydomek od postaci historycznej jaką był Vlad Palownik zwany Draco (z zakonu smoka, przekształconego na Draculę - syn diabła). Vlad w historii zapisał się krwawym wyczynem nabijając na pale swoich licznych wrogów i to właśnie historia Vlada Palownika w filmie Dracula Untold jest nam przedstawiona (swoista geneza Draculi).



Na potrzeby filmu wykorzystano kilka historycznych faktów. Vlad był księciem, składał coroczny haracz, sułtana zażądał chłopców z ziem Vlada, którzy mieli zostać Janczarami, Vlad nabił na Pale swoich wrogów – patrz Las Pali. Z dobrodziejstw popkultury zachowano również kanoniczne wampiryczne cechy: pragnienie krwi, wrażliwość na dzienne światło i srebro i nawet zdolność Draculi do zamieniania się w chmurę nietoperzy. Jednak na potrzeby filmu zrobiono z Vlada postać honorową, gotową zrobić wszystko dla swoich ludzi, męża i ojca kochającego swą rodzinę. Na ekranie nie było wcześniej„oryginalnej” historii Vlada, ponieważ kino sobie upodobało jego bardziej wampirzą formę, ale Dracula Untold nie stanie się filmem „wyjątkowym” (choć jednoznacznie producenci, reżyser liczą na kontynuację, sądzę, że to płonne nadzieje). Niestety postaci pokazane w filmie są zbyt papierowe i „jednoznaczne”. Reżyser a priori każe nam przyjąć, że Vlad jest postacią z mroczną przeszłością nie czującą nic zabijając swych wrogów (był Janczarem). Na ekranie niestety tego nie widać. Jawi nam się on bardziej jako uległy i tak uczuciowy władca, niepotrafiący oddać syna w niewolę i co kilkanaście minut wyznaje swojej żonie uczucia a nie nieczujący nic wojownik zabijający tysiące wrogów. W tym filmie zabrakło wyrazistej przemiany w postać wampira, ponieważ Vład jawi się raczej jako bohater romantyczny (przeklęty, nie mający wyjścia, skłonny do poświęceń dla „ojczyzny” bliżej mu do Edwarta Cullena niż Draculi). Fabuła jest zbyt liniowa i banalna niestety. Pokazać więzi rodzinne, zło czające się w górach, zmusić bohatera do drastycznych poczynań (wystarczy jeden powód), wyznaczyć jasno mu czas na ukończenie zadania, pokazać wyklęcie przez zabobonnych mieszkańców (scena bezsensowna, po próbie zamordowania Vlada przez mnicha, ten wygłasza mowę, w której przypomina poddanym, że żyją tylko niemu i jego poświeceniu i idzie na do zamku i wszyscy to akceptują?), finałowa walka z wrogiem. Film trwa jedyne 90 minut! (jak na obecne standardy znacznie poniżej przeciętnej) i reżyser punkt po punkcie pokazuje fabularne klisze. Wizualnie próbowano obraz nieco urozmaicić ujęciami walki z odbić miecza, upadającego wojownika, ale jak na obecne standardy przeistaczanie się bohatera w chmurę nietoperzy nie jest już niczym „wyjątkowym”. Wszystko było takie nijakie i banalne, że jak to zwykle w takich przypadkach szkoda niewykorzystanego potencjału. Sam pomysł był dobry, ale zabrakło tu bardziej nieliniowej narracji (można było dodać trochę więcej bardziej krwawych retrospekcji by uwiarygodnić postać Vlada, jakoś wyjaśnić chęć oddanie się pod rozkazy Vlada „sługusa”, dodać przerażenie żony zamiast nielogicznej akceptacji tego, ze mąż zmienia się w potwora i wiele, wiele innych),. Nieco ciekawszą postawiał jest „potwór z jaskini”, który więcej ciekawego zapowiada, niż potem dzieje się na ekranie (scena w jaskini chyba najciekawsza z całego filmu). Można obejrzeć (tylko 90 minut), dla fanów, ale nic wyjątkowego, kontynuacji na pewno nie będzie… 6/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE

Żona Vlada zostaje zepchnięta w przepaść, nie udaje mu się jej uratować. Syn Vlada zostaje porwany. Żona po upadku z ogromnej wysokości! wciąż żyje na tyle długo by namówić Vlada by napił się jej krwi i dokonał zemsty i uratował ich syna. (Balnie, ktoś musiał zginąć mu bliski by do końca poddał się sile ciemności – kolejny punkt desperacji). Vlad się przeistacza i uzyskuje jeszcze większą moc. Wyrusza za sułtanem, ale wcześniej tworzy z pozostałych swoich towarzyszy wampiry, by mogli wspólnie dokonać zemsty. W finałowej scenie Vlad walczy z sułtanem, ale by miało to sens namiot sułtana jest wypełniony srebrem, który osłabia Dravculę. Vlad zabija sułtana, ratuje syna. Jednak gdy wychodzi z namiotu otaczają go jego „wampirzy” sojusznicy przekonani, że chłopca tez trzeba zabić bo nie jest taki jak oni. Chłopca ratuje mnich (broni się przed wampirami krzyżem) Vlad oddaje pod opiekę mnicha syna i rozpościera niebo by wszystkie wampiry włącznie z nim spłonęły. Syn Vlada zostaje koronowany. Sługus zaciąga spopielone szczątki Vlada pod namiot i daje mu się napić krwi. W kolejnej scenie widzimy współczesny miasto! I Vlada przechadzającego się ulicą dostrzegającego kobietę podobną do zmarłej żony. Zagaduje ją słowami, które powtarzała mu żona. Pierwotny wampir, który przemienił Vlada ubrany w garnitur wstaje i mówi, że gra się rozpoczyna…Koniec, a szanse na dokończenie historii są jak sądzę zerowe…


niedziela, 12 października 2014

Zaginiona dziewczyna – pomóż odnaleźć Amy?

Nowy film Davida Finchera pojawił się na wielkim ekranie. Właściwie tylko nazwisko tego reżysera powinno wystarczyć by czym prędzej udać się do kina. To twórca filmów niewątpliwie bardzo dobrych takich jak The Social Network, Dziewczyna z tatuażem, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, Fight Club, Siedem… Żadnego z filmów tego reżysera nie oceniłam poniżej 8/10, a jak już zabrał się za serial telewizyjny stworzył coś takiego niewątpliwie wyjątkowego i wciągającego jak House of Cards. Trailer teoretycznie wiele zdradzał, jednak nic nie jest takim jak się wydaje. Pisanie czegokolwiek więcej poza tym iż pewnego dnia Nick Dunne zgłasza zaginięcie żony mogłoby się okazać ogromnym spoilerem.


Jedyne co sprawiało, że miałam wątpliwości co do Zaginionej dziewczyny to obsadzenie w roli głównej Bena Afflecka. Wciąż trudno zapomnieć o jego lekkich rolach w komediach romantycznych i porażce jakim był Dardevil, a na wieść, że ma być nowym Batmanem chciało się krzyczeć „błagam, nie!”. Jednak Fincher wiedział co robi, ponieważ Affleck nadawał się do roli Nicka Dunne`a. Nick w jego wydaniu jest nieco „drewniany” i niejednoznaczny, niekonsekwentny i znakomicie stwarza w widzu kolejne wątpliwości. (Zrobił to i świetnie udaje, czy nie zrobił i jest taki naiwny i nic nie wie o własnej żonie?). Affleck gra i romantyka i męża i zadufanego w sobie niedojrzałego nieudacznika. Trzeba przyznać, że to jego bardzo dobra rola.
Rosamund Pike, aktorka, która ma na koncie wiele znanych tytułów, choć jak dotąd nigdzie nie zagrała tak by dać się zapamiętać, w tym filmie pokazała, że ma potencjał (zasługa reżysera?). Amy w jej wydaniu to wspaniała Amy, ofiara, tłamszona żona. Wspaniale rozwinęła te postać, zwłaszcza pod koniec.  
Film powstał na podstawie powieści Gillian Flynn Zagoniona dziewczyna i autorka również napisała scenariusz do filmu, sądząc po efekcie końcowym prawdopodobnie autorka przekształciła książkę na scenariusz filmowy tak by zachować najważniejsze jej watki. (niestety nie mam porównania, nie czytałam oryginału). Niewątpliwie historia jest wciągająca, niejednoznaczna. Początkowo oglądamy gatunkowy film o zaginięciu i śledztwie policyjnym, grę w zagadki, love story (poznanie się Nicka i Amy), obraz zmian zachodzących w małżeństwie (jego wzloty i upadki), ale nic nie jest takim jakie się wydaje (jak słusznie recenzenci zauważają tu podobieństwa do filmów Hitchcocka). Dostajemy intrygę, pastisz na media i twist fabularny na końcu. Fincher buduje napięcie, grę pozorów, stopniowo charakteryzuje bohaterów pokazując grę manipulacji i budowy medialnego wizerunku. Historia pokazana jest niechronologicznie, Fincher przeplata fabułę retrospekcjami, pokazując nam historię z dwóch różnych perspektyw wciąż pozostawiając nas w niepewności, komu powinniśmy „kibicować”, ponieważ ze sceny na scenę nasze postrzeganie bohaterów się zmienia. Niezwykłe jest to, że pomimo tego, że film trwa ponad dwie godziny, a nie mamy w nim akcji czy efektownych scen, a raczej zimne spokojne następujące pozornie monotonnie za sobą obrazy pokazujące małomiasteczkową społeczność, to wciąż zadajemy sobie pytanie jak to się skończy? Jeszcze zbyt wcześnie by mówić o Oscarach (konkurencja dopiero pojawi się na ekranach kin zapewne), ale może Fincher w końcu się doczeka. Potrzeba mistrzostwa by tak poprowadzić historię 9/10. Polecam!

SPOILER-ZAKOŃCZENIE


Odpowiadając na pytanie: Czy Nick zrobił to, czy nie zrobił i gdzie jest Amy: Nick Dunne nie zabił swojej żony. Ona sama to zrobiła. Zdradzana żona postanowiła się w psychopatyczny sposób zemścić na mężu. Upozorowała bardzo skrupulatnie własne morderstwo, tak by wszystkie poszlaki wskazywały na to, że to Nick ja zabił. Przygotowała wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Prowadziła pamiętnik, zwiększyła swoją polisę na życie, na karty męża nakupowała zabawek i drogiego sprzętu by podsunąć policji motywy Nicka do zabicia żony. Amy wyjechała i zaczęła się ukrywać oglądając w telewizji jak Nick staje się ofiarą i zostaje oskarżony o  jej zabicie. Nick powoli zaczyna rozumieć, że żona go w ten sposób karze i go wrabia. Rozmawia z jej byłym chłopakiem i okazuje się, że Amy już kiedyś w psychopatyczny sposób ukarała byłego chłopaka oskarżając go o gwałt. Nick podejmuje grę Amy. Wie, że jeśli nie chce bu skazano go na karę śmierci musi przekonać Amy by wróciła. Nick w telewizji gra skruszonego męża zapewniając, że wciąż kocha Amy. Amy popada w kłopoty, zostaje okradziona z pieniędzy. Nie mając wyjścia dzwoni do byłego bogatego chłopaka Desi`ego, który miał obsesję na jej punkcie. Były chłopak umieszcza ją w swoim wiejskim luksusowym domku. Amy wpada w kolejną pułapkę. Psychopatyczny były chłopak cieszy się, że będzie miał ja tylko dla siebie. Amy po zobaczeniu w telewizji skruszonego Nicka wymyśla nowy plan. Zabija bezwzględnie Desiego podrzynając mu gardło i wcześniej przygotowując wszystko tak, by wyglądało na to, że to on ją porwał, więził i gwałcił w swoim domu. Amy cała we krwi wraca do Nicka i na oczach mediów pada mu w ramiona jak wycieńczona ofiara. Cudem ocalała Amy gra swoją rolę przed policją i mediami. Tylko Nick jego siostra i prawnik wiedzą jak było na prawdę. Amy nie daje Nickowi wyjścia mówiąc mu, że jest w ciąży. Nick nie może od niej odejść, a jeśli znowu ją zdenerwuje i nie będzie robił to czego ona chce Nick nie może mieć pewności, że znowu go o coś nie oskarży. Nick i Amy udzielają wspólnie wywiadu obwieszczając światu, że będą rodzicami. Nick jest w pułapce, ma za żonę psychopatkę. KONIEC.

niedziela, 21 września 2014

Więzień labiryntu – przygoda wraz z „drugim dnem” na dobrym poziomie

Po obejrzeniu Więźnia Labiryntu mogę powiedzieć jedno: Panie i Panowie mamy następcę Igrzysk śmierci tylko tym razem głównym bohaterem jest nie odważna (wyjątkowa) dziewczyna, ale wyjątkowy chłopak. Możemy powoli żegnać się z Katniss i zacząć kibicować Thomasowi. Więzień labiryntu jest oczywiście częścią pierwszą trylogii książkowej, która zgodnie z ostatnio panującą modą na ekranizacje książek dla nastolatków trafiła do kin. Cykl Więzień Labiryntu autorstwa Jamesa Dashnera składa się z trzech części: Więzień labiryntu, Próby ognia,  Lęk na śmierć. Na szczęście tym razem nie mamy tu wątku utopijnego, który po obejrzeniu Igrzysk śmierci, Niezgodnej czy najnowszego Dawcy pamięci mógł nam już nieco spowszednieć, ale bardzo dobry film, który można by podpiąć pod kategorię surivalu (sztuka przetrwania) przynajmniej w tej części pierwszej, bo w całości zapowiada się na SPOILER serię postapokaliptyczną.




Główny bohater Thomas budzi się w jadącej w górę windzie. Gdy otwierają się drzwi widzi kilkudziesięciu młodych chłopaków. Thomas podobnie jak reszta nie pamięta niczego poza swoim imieniem. Okazuje się, że znajduje się w środku Labiryntu, gdzie młodzi chłopcy stworzyli wspólnotę, mają swojego lidera, każdy ma przydzielone zadanie by udało im się wspólnie przeżyć w tym specyficznym „więzieniu”, gdzie nie wiedzą kto i dlaczego ich umieścił. Specjalna grupa biegaczy codziennie próbuje znaleźć drogę do wyjścia przez labirynt, w którym w nocy grasują potwory (tzw. Bóldożercy, których ukłucie sprawia, że ofiara staje się zainfekowana i umiera szaleńczo majacząc). Wraz z przybyciem Thomasa jednak wszystko się zmienia. Thomas łamie zasady rządzące społecznością (nikomu poza biegaczom nie wolno wchodzić do labiryntu), a wraz z kolejną dostawą pojawia się dziewczyna, która zna Thomasa. Jednak nic nie jest takim jakim nam się wydaje…

Film do pewnego stopnia jest mieszanką Władcy Much Williama Godlinga (Grupa nastolatków próbująca przeżyć, tworząca zorganizowana społeczność, gdzie liderem jest „ten, który przybył pierwszy”, mają jasne zasady, których nie można łamać, karą jest zamknięcie, konflikt przywódców, rytualne spotkanie przy ognisku, inicjacja nowego członka grupy, wprowadzenie itd.) z The Cube (wątek labiryntu/pułapki z ruchomymi częściami i próby rozgryzienia „układu”) czy Eksperymentu (oryginalny niemiecki Das Eksperiment i jego amerykański Remake – wątek badania psychologiczno/socjologicznego) i podobnego w koncepcji Pokoju śmierci (bardzo luźne skojarzenie).

Więzień labiryntu w przeciwieństwie do ciągle tu przywoływanych Igrzysk śmierci, czy Niezgodnej (gdzie realizowany jest schemat wyboru/ losowania./ rytuału przejścia, etapu przygotowania do próby, który  kończy się finalnym sprawdzianem) rządzi się czasem przygodowym, gdzie Thomas przeżywa kolejne „przygody” (atak zainfekowanego nastolatka, wbiegniecie do Labiryntu – bardzo dobra sekwencja walki z Bóldożercą, kolejna próba eksploracji labiryntu, nocny atak itd.), przerywanym sekwencjami „spokoju” gdzie Thomas próbuje znaleźć swoje miejsce we wspólnocie, chce odpowiedzi na pytanie skąd się wszyscy wzięli w labiryncie i dlaczego? Kto im to zrobił? Czy jest wyjście z labiryntu? Napięcie jest odpowiednio stopniowane i nie ma tu czasu na niejakie zapychacze. Pomimo pojawienia się wśród chłopaków dziewczyny nie zaserwowano nam tu ostatnio wszędzie dodawanego wątku romansowego na siłę (patrz Dawca pamięci, gdzie dodano na siłę wątek romansowy, choć nie było tego w książce). Nie było na to czasu, ponieważ bohaterowie muszą walczyć o przeżycie. Dostajemy dużo akcji i przygody. Zdecydowanie jednak w przypadku Więźnia Labiryntu broni się sama w sobie fabuła, ponieważ to nie tylko "zwykła" akcja, ale również posiadająca drugie dno historia, w której pokazano schematy rządzące się hermetyczną społecznością, poruszono motyw wybrańca, testu , a zapowiada się w kolejnej części na o wiele więcej.

Z plakatu nie patrzy na nas żadna znana twarz, mająca promować film (patrz Jeff Bridges i Meryl Streep w Dawcy pamięci, Kate Winslet w Niezgodnej), bo główne role grają młodzi aktorzy, którzy poradzili sobie bardzo dobrze. Dylan O`Brienn znakomicie się sprawdził w roli Thomasa (chłopak całkiem dobrze zagrał skonfundowanie, zagubienie, czy determinację i da się lubić o wiele bardziej niż Brenton Thwaites w Dawcy). Nieco bardziej rozpoznawalny dla Fanów Gry o tron może być Thomas Brodie-Sangster (grał Jojena Reeda), zdecydowanie chłopak z potencjałem, a Willa Poultera (Gally) można było zobaczyć w tym roku również w Millerach.


Pod względem efektów specjalnych film również nie rozczarowuje. Labirynt jest imponujący (poruszające się kamienie, potwory, świetne końcowe ujęcie labiryntu). Kolejna cześć zapowiada się równie interesująco i oby ją nakręcili (trzymam kciuki za dobry wynik Boxoffice`u). W kategorii ostatnio popularnych filmów o nastolatkach zdecydowanie polecam. Bardzo mocne 8/10.


SPOILER-ZAKOŃCZENIE


Po nocnym ataku Bólożerców, podczas którego ginie Alby, Thomas postanawia wejść do Labiryntu i spróbować przejeść przez otwór, który wcześniej odkryli w nowej strefie wraz z Minho. Gally sprzeciwie się temu planowi, chce by wszystko było jak dawniej i obwinia za zmiany Thomasa. Thomasowi udaje się przekonać sporą grupę chłopaków i wspólnie wraz Teresą wyruszają w głąb labiryntu, mając klucz, który uzyskali po zabiciu Bólożercy. Gally i kilku mu najwierniejszych chłopaków zostają. Grupa biegnie przez Labirynt. Pojawiają się Bóldożercy. Wszyscy starają się umożliwić Chuckowi i Teresie dotarcie do drzwi. Okazuje się, że do otwarcia drzwi potrzebny jest kod. Minho podaje Teresie układ stref labiryntu – to właściwy kod. Drzwi się otwierają i pozostali przy życiu członkowie drużyny przechodzą przez drzwi i wchodzą do ciemnego korytarza, w którym zapalają się światła. Znajdują drzwi z napisem „Exit” (jeden z chłopaków słusznie komentuje: „Serio?”). Wchodzą do „laboratorium”/„centrum badawczego”, który pojawiał się w snach Thomasa. Znajdują martwych naukowców. Odtwarzają film. Na filmie przewodnicząca centrum badawczego wyjaśnia, że świat uległ zniszczeniu w wyniku spalenia słońcem, ale również pojawił się dziwny wirus atakujący mózg. Ich zamknięcie w labiryncie było formą testu, próbą odnalezienia lekarstwa, ponieważ więźniowie labiryntu byli wyjątkowi. To był pierwszy etap. Przewodnicząca w momencie wejścia żołnierzy strzela sobie z pistoletu w głowę – koniec odtworzonego nagrania. W Sali pojawia się Gally, mówi im, że nie mogą uciec (został dźgnięty). Strzela. Thomasa zasłania Chuck. Chuck umiera. A Gally zostaje przebity włócznią, umiera. Do Sali wpadają żołnierze, wyciągają nastolatki z budynku i wsadzają do helikoptera. Żołnierz ściąga kominiarkę i mówi, że są bezpieczni i wszystko będzie dobrze. Z helikoptera Thomas i reszta widzą pustynię wokół ogromnego kompleksu Labiryntu i lecą w kierunku posapokaliptycznych ruin miasta. W końcowej scenie widzimy kierowniczkę projektu zmywającą z siebie ślady krwi. To co wszyscy zobaczyli na filmie w centrum to była mistyfikacja. „Przedstawienie” dla więźniów labiryntu. Kierowniczka mówi, że nie spodziewała się, że tak duża grupa przejdzie pierwszy etap, że wszystko poszło zgodnie z planem i pora rozpocząć drugi etap. Wciąż nie wiadomo o co chodzi (czy wyjaśnienie o postapokalipsie i wirusie to prawda, czy też kłamstwo?), a kolejna cześć zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. KONIEC.