środa, 28 marca 2012

Tower Heist: Zemsta cieciów- komik do komika i zbierze się komedia?


Ben Stiller, producent, aktor komediowy znany z takich filmów jak Poznaj mojego tatę, Jaja w tropikach, Dziewczyna moich koszmarów czy Noc w Muzeum ponownie w komediowej produkcji. Stiller gra „ciecia”, zarządcę personelu luksusowego wieżowca zmagającego się z takimi problemami jak pracownica, której kończy się wiza, konieczność zatrudnienia reprezentanta mniejszości narodowej. To dobry szef, profesjonalista oddany swojemu zadaniu. Żadnych komórek I-Phonów , sms-owania,  Twiterra [Facebooka pewnie też]. Pracownicy mają być do ciągłej dyspozycji mieszkańców. Punktem wyjścia do każdego filmu musi być jakaś „zmiana” naruszająca dotychczasowy ład w świecie bohaterów. W świecie Josha (Ben Stiller) był to moment, gdy aresztowano biznesmena, któremu wszyscy pracownicy powierzyli swoje pieniądze na emeryturę. Josh czuje się winy, czuje się bezradny. Poznaje kobietę, agentkę FBI, gdy wyładowuje swoją złość, zostaje zwolniony z pracy.

-Zawsze możesz zastosować metodę pradziadków…
-Czyli?
-Wziąć widły, skrzyknąć chłopaków i huzia na zamek

Ben Stiller więc skrzykuje chłopaków: Eddiego Murphy`ego, Matthew Brodericka, Casey Afflecka i kilku innych. Postanawiają włamać się do apartamentowca.

Film niezły. Scenariusz prosty. Całość fabuły została oparta na postaci Josha (Ben Stiller), profesjonalisty w pracy, życiowego nieudacznika. Edy Murphy zagrał właściwie rolę drugoplanową (Najlepsze lata Ediego chyba już za nim). Cały komizm tej komedii polegał głównie na tym, że grupa zwykłych pracowników postanawia dokonać wielkiego „skoku” by odzyskać swoje pieniądze. Zabawna jest ich nieporadność (niezła scena w sklepie, gdy muszą udowodnić swoje złodziejskie umiejętności). Kilka nawiązań do innych filmów [Jesteś moim braciszkiem Tuckiem (Robin Hood), kpina z drugiego imienia (Poznaj mojego tatę)]. Generalnie film typowo familijny 6/10. Można obejrzeć „do obiadu”, prasowania lub sprzątania…

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Nie było pieniędzy w sejfie, których szukali ciecie. zrezygnowani pod koniec odkrywają, że samochód jest cały ze złota. Po trudach wydostania samochodu z budynku chowają go w basenie na dachu. Potem wszystkim pokrzywdzonym wysyłają złote części samochodu.

sobota, 24 marca 2012

Igrzyska śmierci – potencjalnie dobre SF


Igrzyska śmierci to jeden z tegorocznych filmów z bardzo dobrą kampanią reklamową. Plakaty, reklamy w TV, mnóstwo konkursów, nowinek, bardzo dobry trailer zapowiadający intrygującą fabułę. Film został nakręcony na podstawie powieści o tym samym tytule autorstwa Suzanne Collins. Seria ta jest porównywana do sagi Zmierzch (Raczej nie ze względu na tematykę, ale na popularność jaką się cieszą te powieści w USA. Śmiem też przypuszczać, że ta powieść niesie za sobą nieco więcej pogłębionych wątków społecznych i zawiera mniej elementów romansowych). Niestety cały problem w przypadku tego filmu polega na tym, że trzeba chyba przeczytać książkę, by docenić film jak należy. Ja nie przeczytałam, cóż więc jako widz nie znający źródeł tego filmu zobaczyłam w kinie?

Świat przyszłości. Ludzie biedni, ciężko pracujący, głodujący żyją w 12 dystryktach. Elita, ci lepsi, będący przedstawicielami klasy wyższej żyją w luksusie. Grupa Panów i grupa podległych im, gorszych robotników. Obraz dysproporcji ekonomicznej. To skutki dawnych czasów i powstań ludu. Raz do roku są organizowane Igrzyska. Jako reprezentanci z każdego dystryktu są losowanie dwie osoby: kobieta i mężczyzna w wieku od 12 do 18 lat. Młodzi, silni, zmierzyć się mają w śmiertelnej walce, zwycięzca może być tylko jeden. Bohaterką jest Katniss, młoda dziewczyna bardzo dobrze strzelająca z łuku, mająca młodszą siostrę, którą się zajmuje. W dniu losowania, przypominającego zebranie więźniów na placu defiladowym w dystrykcie 12 zostaje wylosowana 12-letnia siostra Katniss. Dziewczyna widząc rozpacz dziewczynki i jednocześnie wiedząc, że nie ma ona szans na przeżycie, zgłasza się do udziału w igrzyskach. Dystrykt 12 ma pierwszego w historii ochotnika. Jako drugi reprezentant z 12 dystryktu zostaje wylosowany Peeta, którego Katniss ledwo zauważała. Razem wyruszają w podróż do „stolicy” na przeszkolenie z przeżycia przed Igrzyskami.

Koncepcja przyszłości przedstawiona w filmie jest intrygująca, książka z pewnością (Niestety tylko się tego mogę domyślać) miała „podwójne dno”. W filmie natomiast wszystkie wątki zostały ledwie zasygnalizowane. Zabrakło „czasu” na realne ich rozwinięcie. Problem świata, w którym ludzkie życie podczas igrzysk to rozrywka. By przeżyć bohaterowie muszą się przypodobać sponsorom. Kolejni uczestnicy występują z uśmiechami na twarzach w telewizji kokietując i starając się zdobyć przychylność publiczności. Nierówna walka pomiędzy dystryktami, gdzie jako reprezentanci są wystawiani przeszkoleni w zabijaniu rekruci, gdy z innych wylosowane zostają 12-letnie jeszcze dzieci. Oglądanie tego filmu polega na ciągłym napięciu i oczekiwaniu aż zacznie się tak naprawdę coś dziać. Bohaterowie się szkolą, czekam na rozpoczęcie Igrzysk. Rozpoczynają się Igrzyska, bohaterka ucieka przed pozostałymi uczestnikami i ukrywa się w lesie. Wciąż czekam, aż zacznie się walka na śmierć i życie. Giną kolejni uczestnicy (o czym dowiadujemy się jedynie z głośnego wystrzału z armaty), jednak cała narracja jest skupiona wyłącznie na Katniss i jej ukrywaniu się przed pozostałymi i niechęci do zabijania konkurentów. Sprawiło to, że ani etap treningów, ani etap samych Igrzysk nie był interesujący. Ograniczyło się to głównie do przedstawienia prób przeżycia w lesie (zdobycie pożywienia, leków, wody, ukrycie się przed pozostałymi rekrutami). Grupa nastolatków biega po lesie niczym na obozie przetrwania, tyle, że w tym przypadku wszystko jest oglądane przez uprzywilejowaną grupę władzy i nadzorowane przez organizatorów Igrzysk (Odeszła zbyt daleko od pozostałych uczestników? Trzeba ją zawrócić, stwarzamy pożar lasu). Gdy następuje koniec Igrzysk wymuszony sztucznie przez modelatorów, można dojść do wniosku, czemu nie zrobiono tego wcześniej, po co czekali? Niestety w filmie postawiono na bezcelowe wałęsanie się po lesie kosztem nie przedstawienia z pewnością bardziej zajmujących scen walk. Zabrakło pogłębienia wątku „przypodobania się publiczności”, wyjaśnienia kim jest prowadzący, dokładniejszego wyjaśnienia jaki jest cel Igrzysk, koncepcji Igrzysk i przedstawienia śmierci młodych ludzi jako Show. Zbyt skrótowe potraktowanie relacji rekruci-ich styliści, opiekunowie. Udawane uczucia zostały zarysowane tak, że mogę się jedynie domyślać, że wszystko było wyłącznie na pokaz (Przypuszczam, że w książce było to wyraźniej zaznaczone). Kilka scen w tym filmie było poruszających, ale gdy nastąpił koniec, byłam zdziwiona, że to już, choć momentami byłam znużona wlekącą się akcją. Po obejrzeniu tego filmu mogę jedynie stwierdzić, że potencjał był ogromny, jednak nieumiejętnie wykorzystany. W tym przypadku w ciemno mogę stwierdzić, że książka pewnie była lepsza. W sumie za koncepcję, za pomysł, za kilka dobrych scen 7/10, ale byłam nieco rozczarowana. 

edit 5.09.2012
Przeczytałam całą sagę. Gdybym teraz obejrzała film dałabym mu o wiele wyższa ocenę. Nie mogę się doczekać kolejnych ekranizacji! Niemniej dla nielubiących czytać: film jest bardzo wierny książce, a wątki które przypuszczałam, że w książce są nieco bardziej pogłębione były raczej właśnie w filmie lepiej zobrazowane niż opisane w powieści...

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Przy życiu zostają Katniss i Peeta. Słyszą głos z megafonu, że zasada iż mogą przeżyć dwie osoby z jednego dystryktu jest anulowana. Wtedy wyciągają zabójcze jagody i postanawiają zjeść je jednocześnie, by nikt nie wygrał, jeśli oboje nie mogą żyć (był to szantaż, nie spieszyli się z jedzeniem czekając, żeby ich powstrzymali). Głos jednak pozwala im obojgu przeżyć. Wracają skrepowani do dystryktu, Peeta prawdziwie kochający Katniss, ona pragnąca zapomnieć o tym, co się wydarzyło podczas Igrzysk.

poniedziałek, 19 marca 2012

Blow – męski film o jaraniu?


Lata `70 Stany Zjednoczone Ameryki, Kalifornia. Słońce plaża i dwóch kupli, którzy nie ciężką praca, ale ciesząc się życiem w łatwy sposób chcą zarabiać pieniądze. Sprzedają trawę na plaży, wokół nich piękne kobiety i wszystkie zajmują się tym samym: są stewardesami. Żyć nie umierać. To jest to. Ty Kalifornia i plaża. Blow to historia „kolesia”, „gościa” „ziomala” (jak inaczej nazwać młodego człowieka handlującego marihuaną w słonecznej Kalifornii?), któremu nie wystarczył lokalny zasięg jego działalności. On chciał więcej, większego rynku. Był przedsiębiorczy…



Niech wiatr zawsze wieje ci w plecy a słońce świeci w twarz. I niech los pozwoli zatańczyć wśród gwiazd

Danbury nie było więzieniem tylko szkołą przestępców. Trafiłem tam jako magister z marihuany, wyszedłem z doktoratem z kokainy

Silę się na uśmiech, bo miałem o wiele więcej ambicji niż talentu. Nie będzie już białych koni ani pięknych kobiet u moich drzwi


Fabularnie zręcznie przeprowadzono klamrę w tym filmie. Blow to  film nakręcony na faktach, życiorys Georga Junga (Johnny Depp) od jego dzieciństwa, kiedy to był małym chłopcem i ojciec próbował mu wpoić podstawowe wartości i to co najważniejsze: że liczy się rodzina nie pieniądze (George nie był zbyt pojętnym uczniem w tej kwestii. Wolno się uczył usiłując zrobić dużo pieniędzy w krótkim czasie) aż po jego marny koniec, kiedy trochę zbyt późno zdał sobie sprawę z tego, co istotne. George szukał drogi na skróty bez żadnych wyrzutów sumienia, strachu, podejmował ryzyko. Film pokazujący historię przestępcy narkotykowego, zaplecze rynku, sposoby działania, rynki zbytu, przemyt, przypominający mi takie filmy jak Pan życia i śmierci czy w Nurcie życia. Johnny Depp ostatnio też nieco podobną rolę zagrał w filmie Dziennik zakrapiany rumem (film z serii rum, wino, kobiety, słońce, plaża i śpiew).

Dlaczego zabrałam się za oglądanie filmu o takiej właśnie tematyce? No dlaczego? Jakiś film o jaraniu zioła wypada znać (Na magicznej liście wciąż mam Las Vegas Parano, notabene też film z Jonnym Deppem). Mało tego to nie był film tylko o trawie. Nie będę ukrywać, że głównym czynnikiem skłaniającym mnie do obejrzenia tego filmu (cóż temat nijak mnie nie interesował) była postać Johnnego Deppa. Przychodzi taki moment, że większość nowszych filmów lubianego aktora się widziało (w moim przypadku jest tak z większością hollywoodzkich gwiazd. Znam ich najnowsze filmy, nadrabiam „starocie”) Johnny Depp mi więc wystarczył (Na plakacie co prawda widnieje też Penelope Criuze, ale gra niezbyt ciekawą rolę drugoplanową i pojawia się dopiero w połowie filmu). Jak dla mnie film dobry, ale powodów do zachwytu nie widzę (Blow ma bardzo wysoką średnią ocen). Johnny nie zawiódł, jednak u mnie w sumie 7/10.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Żona Geoga zostawiła, trafił do więzienia, córka go tam nie odwiedza.

niedziela, 18 marca 2012

Tajemnica morderstwa na Manhattanie – kryminalny Woody w średniej formie


Larry (Woody Allen) i Carol (Diane Keaton) Liptonowie są małżeństwem, które pewnego dnia w windzie lepiej zapoznaje się ze swoimi sąsiadami, starszą parą. Odwiedzają ich w mieszkaniu. Następnego dnia okazuje się, że starsza pani zmarła na zawał serca. Carol jest przekonana, że to było morderstwo, ponieważ kobieta nie wspominała o problemach z sercem. W jej przekonaniu wspiera ją ich znajomy Ted. Rozpoczyna się prywatne śledztwo Carol. Włamuje się do mieszkania, śledzi podejrzanego. Larry we wszystko to nie wierzy, jednak powodowany zazdrością o Teda, który był chętny do siedzenia godzinami w samochodzie i obserwowania budynku, jednak zaczyna wspierać żonę w jej usiłowaniu dojścia do prawdy.





Fabuła tego filmu Woodego nie była zbyt skomplikowana. Owszem zagadka kryminalna ciekawa, zwłaszcza kiedy zaczęły pojawiać się ciała osób, które teoretycznie już nie żyły. Nie jest to tylko film o śledztwie, ale również o problemach pary głównych bohaterów. Niestety w tym filmie zabrakło tego, co u Woody`ego najbardziej cenię: błyskotliwych dialogów. Nic specjalnie mnie nie rozśmieszyło (No ledwie kilka fraz wynotowałam: Nie mogę słuchać tyle Wagnera. Mam ochotę podbić Polskę; Zachowaj trochę szaleństwa na menopauzę; Życie to taka nudna rutyna i oto tu jesteśmy tak? Stoimy na progu prawdziwej zagadki; Już nigdy nie powiem, że życie nie imituje sztuki. Jak na film Woody`ego, bardzo mało i nic odkrywczego). Woody jest nieporadny, jak zwykle roztargniony, Diane Keaton nieźle odgrywa swoistą paranoję. Tropienie, śledztwo w sprawie morderstwa może być przygodą. Wszyscy łakniemy przygód. Jednak Tajemnica morderstwa na Manhattanie nie byłaby filmem, przy którym zatrzymałabym się zainteresowana skacząc po kanałach w TV. Słabszy film Woody`ego, albo już za wiele jego filmów obejrzałam i niewiele może mnie już zachwycić. Niestety 6/10.


Ps. Na koniec jeszcze jeden cytacik: Widzi się jako Humphrey Bogart w Casablance. Właśnie dlatego należy znać takie filmy jak Casablanca! Klasyka jako rzecze Woody nawiązując do filmu Casablanca w dialogu!

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Na prawdę doszło do morderstwa.