sobota, 8 października 2011

Rytuał - Egzorcymy Emili Rose raz jeszcze.

Parę dni temu trafiłam na ankietę: Czym się kierujesz, wybierając film, który obejrzysz w kinie. Zaznaczyłam następujące odpowiedzi: Oglądam zwiastun; Obsadą aktorów; Jeśli jest dobrze oceniany.
Na Rytuał chciałam pójść do kina kilka miesięcy temu, ponieważ gra w nim Anthony Hopkins. Dlaczego nie poszłam? (pomijając fakt, że musiałby ktos inny do kina chcieć pójść, więc może dlaczego się nie upierałam przy tym filmie...) Miał słabe recenzje.
Co jakiś czas powstają filmy o egzorcystach. Jednak, ani Egzorcyzmy Dorothy Mills, ani Rytuał to nie to samo co Egzorcyzmy Emilly Rose czy Egzorcysta. Dlaczego? Bo to już było...
W Rytuale głównym bohaterem jest sceptyczny uczeń seminarium duchownego, który nie wierzy, chce odejść z seminarium. Jednak zostaje wysłany do Rzymu na kurs dotyczący egzorcyzmów. W Rzymie poznaje egzorcystę (Anthony Hopkins. Dlaczego ostatnio grywa głownie małe drugoplanowe rólki? Szkoda.). 
Znowu te same motywy. Wątpliwości, jak rozpoznać, czy ktoś jest opętany. Może to tylko choroba psychiczna? Jak należy wypędzić demona? Po czym rozpoznać opętanie? "Ograne" motywy żądania imienia, nienaturalne wyginanie ciała, niezwykle istotny motyw niezachwianej wiary egzorcysty, przechodzenie demona z jednego człowieka na drugiego. No własnie...to już było. Oczywiście, trudno oczekiwać czegoś nowego, jeśli tak "wyglądają" egzorcyzmy, ale..historia opowiedziana w tym filmie mnie nieco znużyła. Niezwykle rozbudowany portret psychologiczny głównego bohatera, pokazanie szerszego kontekstu jego motywacji do wstąpienia do seminarium, za mało egzorcyzmów i napięcia, czekałam nie wiedząc na co. Na plakacie powienien być nie Hopkins, ale młody ksiądz - główny bohater (eh, ale jak tu walczyć z zasadami marketingu). 
Film ten powstał na "faktach". Zawsze powątpiewam w prawdziwość "takich" faktów. To już wolę "zwieszenie niewiary" i ciekawsze historie. Czekałam na jakiś popis aktorski w wykonaniu Hopkinsa, ale ehh to nie to samo...co Milczenie owiec6/10

środa, 5 października 2011

Melodramat poproszę – Woda dla słoni

- Proszę mi polecić jakiś taki smutny film, romans takie coś żeby chwytało za serce…

I mam nową odpowiedź! Po Pamiętniku, Malowanym welonie, Domie nad jeziorem, Dobrym roku, Małych dzieciach, Ciekawym przydatku Benjamina Buttona i Zaklętych w czasie zmieniam śpiewkę na Woda dla słoni!

Smutna to historia. Pewien staruszek błąka się po ulicy przed wagonami cyrkowymi. Schronienie daje mu pracownik cyrku. Wywiązuje się rozmowa i okazuje się że staruszek kiedyś pracował w cyrku.
- Pracował pan w tym cyrku w 1931 ?
- Tak… byłem tam wtedy w roku 1931...

Robert Patison gra młodego studenta weterynarii, Polaka[!] Jakoba Jankowskiego (mówi trochę w tym filmie po polsku i jest to dosyć ważne dla fabuły). Student traci wszystko, wskakuje do jadącego pociągu i zaczyna podróż z cyrkiem. Jakob ciężko pracuje a życie w cyrku nie jest łatwe. Dyrektor jest bezwzględny, ludzie nie są pewni jutra, wszystko zależy od tego czy zdobędą widownię. Można to jednak znieść, gdy patrzy się na Marlenę (Reese Witherspoon)...


Po pierwsze: udało mi się zapomnieć o wampirycznej przeszłości Patisona.
Po drugie: każdego może chwycić za serce scena, gdy jakieś zwierze jest maltretowane. i dzielny weterynarz chce go bronić. 
Po trzecie: gra spojrzeń i zakazane uczucie to najstarszy motyw z wyciskaczy łez.
Po czwarte: magia lat trzydziestych, czasów prohibicji, kryzysu, ludzi potrafiących cieszyć się życiem wciąż działa.
Po piąte: piękne zdjęcia.

Niewiele pojawia się takich filmów. Wszyscy chcą komedii, akcji i horroru. Dlatego dla Wody dla słoni: 8/10

wtorek, 4 października 2011

Ksiądz – uh tym razem to nie wina polskiego tłumacza..

Ksiądz to film na podstawie  manhwy Min-Woo Hyunga Preist (komiks koreański) wyreżyserowany przez Scotta Charlesa Stewarta (nakręcił Legion- słabiutki). Tytuł niestety mało zachęcający, widziałam w kinie trailer, że ma to cos wspólnego z wampirami, dlatego obejrzałam. Nie czytałam oryginału, oceniam więc tylko film. Znowu historia o wampirach. Tylko tym razem przypominają one obślizgłe zmutowane potworki, a głównym bohaterem jest Ksiądz Ivan Issac (Paul Bettany- grał Silasa w Kodzie Da Vinci). Początkowa  komiksowa sekwencja nie powala: wprowadza widza w świat, w którym ludzie byli zmuszeni schronić się w miastach-molochach przed wampirami, które niby zostały pokonane przez wyspecjalizowanych pogromców- Księzy. Świat w którym wszyscy słuchają kościoła. „Pamiętaj, sprzeciwiając się kościołowi, sprzeciwiasz się Bogu”. Nasz bohater sprzeciwia się kościołowi, gdy zostaje porwana jego bratanica i wyrusza by ją ratować.
Na początku rozbawiła mnie scena, w której Stephen Moyer (Bill z serialu Czysta krew) gra człowieka zaatakowanego przez wampiry (nie, no to musiał być mały żarcik). Wszystkiego w tym filmie jest za mało. Za mało rozbudowane postaci (to film akcji, ale postaci są papierowe, zero wyjaśnienia motywacji postaci). Efekty slow-motion, widowiskowe sceny, akcja rozwija się dosyć szybko, ale to wszystko jakieś takie…za proste i przewidywalne.
Na szczęście film krótki 76 minut…To już na tej płycie trailery przed filmem zajmowały z 15 minut (I tu tak na marginesie pozwalam sobie przytoczyć teorię, którą mi kiedyś wyłuszczył pewien Pan: Jeśli film jest krótszy niż 100-110 minut, to jest to lipa. „Niech sobie Pani sama sprawdzi…Dobre filmy trwają koło dwóch godzin! Mnie się to sprawdza!”)  Jakbym jeszcze poszła do kina na TO w wersji 3D to bym się zirytowała…4/10.

poniedziałek, 3 października 2011

Żona na niby – wszystko by zdobyć dziewczynę a kłamstwo czasami może wyjść na dobre…

Komedia to jeden z trudniejszych gatunków. Nie wszystkich bawi to samo. jednak czasami zdarzają sie całkiem niezłe komedie, zwałaszcza w takiej obsadzie...

Adam Sandler to aktor występujący w komediach i tych obyczajowych i tych romantycznych, w filmach dla dzieci, próbował też sił w obyczajach. Gra zazwyczaj nieudacznika, poczciwca, nieco głupkowatego, któremu udaje się jednak zarobić fortunę lub zdobyć dziewczynę (Billy Madison, Farciarz Gilmore, Od wesela do wesela). Najlepiej przeze mnie ocenionym filmem, w którym wystąpił jest 50 pierwszych randek (to jeden z serii widziałam ponad 10 razy…) , najsłabszym Funny People na 5 (obyczaj), zazwyczaj daje filmom z jego udziałem 6 i 7.

Jennifer Aniston zaczynała w kultowym serialu Przyjaciele (serial z serii widziałam z 10 razy) i niestety dla mas na zawsze pozostanie byłą żoną Brada Pitta… Aktorka, która usiłowała się wyrwać z małego na duży ekran…i jej się udało. Grywa w komediach (Tak to się teraz robi, Dorwać byłą, Hotelowa miłość, Sztuka zrywania) lekkich, do obejrzenia, ale bez rewelacji.

Sandler i Aniston w jednym filmie. Co mogło z tego wyjść?

Sandler znowu gra mężczyznę, chirurga plastycznego (Danny Maccabee), który został zraniony, nie chce się wiązać i podrywa kobiety na obrączkę (no nie wierzę, że to może działać). Aniston jest jego asystentką (Katherine Murphy) – szarą myszą, rozwódką. Pracują razem, dobrze się znają. Danny poznaje wspaniałą dziewczynę Palmer (wspaniała – długowłosa blondynka z ciałem modelki). W skutek niesprzyjających okoliczności Palmer myśli, że Patrick jest żonaty (znaleziona obrączka w jego spodniach). Chirurg zaczyna kłamać, że się rozwiódł, Palmer chce poznać byłą żonę. Patrick namawia Katherine żeby ją udawała…dorzućmy do tego dwójkę dzieci, irytującego kuzyna i wyjazd na Hawaje i wychodzi komedia, dobra komedia! W połowie niespodzianka w postaci Nicole Kidman (rudowłosej Nicole) w roli dawnej przyjaciółki naszej bohaterki, przypadkiem spotkanej w barze…
To nie wysublimowane fabuły tworzą komedię, ale poszczególne sceny.
Dzieciaki dały radę w tym filmie, a sposobu negocjacji warto się od nich uczyć (no może nie tak dobry jak dziewczynki z Prawdziwego męstwa, ale nieźle).
Konkurs hula – dobre i kokosowy buziak. Ratowanie owcy, trochę poniżej poziomu, ale koniec końców dało się pośmiać.
Generalnie film realizuje schemat komedii romantycznej od A do Z (od początkowej obojętności, poprzez motyw skazanych na siebie, przy udziale atrakcyjnej rywalki, zyskiwania aprobaty dzieci, odwołany ślub i końcowy happy end, dorzućmy do tego wakacyjną przestrzeń w postaci ekskluzywnego kurortu i ograniczenia czasowego do paru urlopowych dni...). Jednak jeśli chodzi o ten film, został w nim postawiony duży nacisk na komedię, a relacje pomiędzy głównymi bohaterami są dość ograniczone na rzecz śmiesznych scen z udziałem dzieci i gmatwania się w wymyślanych kłamstwach.  7/10