Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Bale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Bale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Exodus: Bogowie i Królowie – biblijna mega produkcja w klasycznym stylu

Ridley Scott jest marką samą w sobie. Jest jednym z tych reżyserów, na którego filmy chodzę do kina w ciemno. To gwarancja kina co najmniej dobrego. Przy okazji kolejnych premier kinowych wszyscy żywią nadzieję, że ponownie zobaczymy coś na miarę kultowego Gladiatora (tak, kultowego, bo Gladiator Scotta jest jednym z tych filmów, które trzeba znać, a poszczególne sceny są rozpamiętywane we wszelkiego rodzaju listach top).  Sukces tego filmu próbował Scott powtórzyć w kolejnych swoich produkcjach odświeżając Robin Hooda (ponownie angażując Russella Crowe) i biorąc się za ”nawiązanie” do kultowej serii o Obcym kręcąc Prometeusza. Sukcesu jednak nie dało się powtórzyć bo Robin Hood z Costnerem to klasyka moim zdaniem nie do pobicia, a Prometeusz nie zachwycił jak miał zachwycić (trudno sprostać wygórowanym oczekiwaniom).

Ponadto zabieranie się za historię biblijną nie jest niczym oryginalnym, ponieważ zaledwie przed rokiem mogliśmy oglądać na ekranach film Arfonsky`ego Noe wybrany przez Boga (i żeby było ciekawiej w roli głównej Russel Crowe). Do tego Scott podszedł do tematu nieco mniej ambitniej niż Arfonsky.

Exodus: Bogowie i Królowie jest filmem wysokobudżetowym, nakręconym klasycznie z wielkim rozmachem, bez zbędnego filozofowania, gdzie stawia się na spektakularne sceny bitewne, szerokie plany, świetną scenografię. I dobrze. Noe był filmem dobrym, jednak jak na Arfonsky`ego przystało jednak trochę bardziej ambitnym. Exodus to czyste kino rozrywkowe w gwiazdorskiej obsadzie.



Pierwsza część filmu, w której poznajemy Mojżesza-dowódcę (Christian Bale) i możemy obserwować spektakularne sceny bitewne (walka z Hetytami), szerokie  plany robią ogromne wrażenie (przewracające się konie, rzesze żołnierzy, widoki na miasta, imponujące budowle, setki pracujących niewolników) jest bardziej dynamiczna i interesująca. Potem musimy przebrnąć przez kolejne plagi egipskie (choć i tu świetnie pokazane ataki krokodyli, płonące sady, żaby, muchy), ale jednak od tego punktu film zaczyna się dłużyć i staje się zbyt monotonny. 

Ciekawsze są wydarzenia nieznane powszechnie z biblii, czyli rywalizacja Ramzesa i Mojżesza, przepowiednia kapłanki egipskiej i jej spełnienie się na polu bitwy. Duch rywalizacji, walka o utrzymanie władzy dobrze wypada przy jednoczesnym pokazaniu braterskiego przywiązania. Mojżesz również przechodzi przemianę z pewnego siebie dowódcy w zwykłego pasterza, którym momentami targają wątpliwości, gdy Bóg mu nie odpowiada. Bardzo na plus zaliczam przedstawienie Boga jako chłopca w wizjach Mojżesza. Nie ma na szczęście w filmie przesadnego „jawnego i spektakularnego” działania Boga. Poczynania Mojżesza w początkowej fazie mogły być jedynie efektem uderzenia w głowę, szaleństwem człowieka, który ma omamy i zwidy. 
Moim zdaniem szkoda, że nie utrzymano tej konwencji ściśle do samego końca. Exodus byłby lepszy, gdyby poprzestano tylko na królach pozostawiając Boga jedynie w kwestii domysłów, objawiającego się jednie poprzez zrządzenia losu, przypadku (jak tłumaczą doradcy Faraona kolejne plagi Egipskie). Lepsze byłoby trzymanie się „faktów” historycznych. Niestety ostatnia plaga egipska i uchronienie dzieci Izraelitów przed śmiercią (i uśmiercenie jednej nocy dzieci Egipskich) daje tu potwierdzenie „działań jednak boskich” (można było to zastąpić chorobą, epidemią, na które były zwyczajnie odporne dzieci Izraelitów, co trwało dłużej), zwłaszcza, że w dalszym etapie Mojżesz musiał polegać na sobie, a rozstąpienie się Morza było pokazane „realistycznie” jako moment odpływu. Mojżesz jest tu przedstawiony nie jako człowiek, który nagle doznał objawienia i w stu procentach pozostawia wszystko działaniom boskim. Z początku działa taktycznie, planuje działania wojenne, jest cierpliwy i wie, że wyzwolenie Izraelitów wymaga czasu. W całości filmu powinna być utrzymana koncepcja omamów i zrządzeń losu bez spektakularnego działania boskiego, gdzie poczynania Mojżesza były wynikiem jego rozmów z Bogiem wyglądających jak mówienie do siebie (tak widział to obserwujący go brat). 
małym zgrzytem jest tu brak tej spójności (albo Bóg działa jawnie poprzez plagi, albo plagi można wyjaśnić gliną w Nilu, jego zanieczyszczeniem i spowodowaniem wyjściem żab na brzeg, co spowodowało plagę much, ponieważ zjadające je żaby zdechły).

Gdyby to nie był nawet film Scotta wystarczyłby mi Christian Bale w głównej roli by film trafił na moją listę „must see”. Jak dla mnie Bale nie zawodzi. Tu również o wiele lepsze są początkowe sceny, gdzie obserwujemy Mojżesza wielkiego dowódcę Egipskich wojsk, niezwyciężonego na polu bitwy, rozsądnego przywódcę dyskutującego z Faraonem i wicekrólem. Potyczki zarówno te słowne jak i na miecze pomiędzy Mojżeszem i Ramzesem (równie dobra rola Joela Edgertona) to świetne sceny. 
W filmie oprócz Bale`a w rolach drugoplanowych możemy też zobaczyć Bena Kingsleya (Nun), choć jago kreacja nie jest zbyt ciekawa. O wiele lepiej wypada postać starego Faraona i wice króla. Szkoda występu Sigourney Weaver, ponieważ pod egipską peruką dla mniej uważnego widza mogłaby być nierozpoznawalne, a do zagrania miała ledwie kilka zdań.

Film warty obejrzenia dla świetnych scen batalistycznych i szerokich ujęć (świetne zdjęcia Dariusza Wolskiego), dla fanów Bale`a oczywiście pozycja obowiązkowa. Dla mnie 8/10 z zastrzeżeniem, że mam słabość do takiego kina. Są niedociągnięcia, ale dobrze się ogląda. Warto obejrzeć w kinie.

SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Film jak na historię o Mojżeszu kończy się nietypowo. (albo filmy kończą się przekroczeniem morza czarnego, albo dotarciem do Kanan i śmiercią Mojżesza niedotarwrszy do Ziemi obiecanej). Klasycznie jest to pokazane w animacji Disney`a Książę Egiptu.

Po przekroczeniu morza widzimy po latach marszu, jak Mojżesz wchodzi na górę Synaj. Widzimy jak wystukuje na płytach dziesięcioro przykazań rozmawiając z Bogiem (znowu utrzymano koncepcję, że Mojżesz zrobił tablicę a nie nagle zostały one mu zesłane przez Boga). Potem po latach już bardzo stary jedzie w wozie z Akrą Przymierza. Koniec.

piątek, 9 września 2011

Kiedy aktor zyskuje imię i nazwisko…Christian Bale – Fighter, Prestiż, Mechanik, Equilibrium, Batman, American Psycho

Fakt identyfikacji aktora z imienia i nazwiska rozpoczyna się dla mnie od jednego, szczególnego filmu, który zapada mi w pamięć, od jednej wyjątkowej kreacji. Wtedy to twarz odtwarzająca daną rolę zyskuje nazwisko, które staje się dla mnie rekomendacją do oglądania innych filmów z udziałem danego aktora.
Johnny Depp istnieje od czasów pierwszej części Piratów z Karaibów, Reese Witherspoon od Legalnej blondynki, Hugh Jackman od X-manów, Brad Pitt od Wywiadu z wampirem (choć słabość do niego mam za Joe Blacka), Angelina Jolie od Tomb Ridera, Tom Cruise od Top Gun`a, Bruce Willis od Ze śmiercią jej do twarzy, Julię Roberts i Richarda Gere`a kojarzę od czasów Pretty Woman, Meg Ryan i Tom Hanksa od Bezsenności w Seattle, Sandrę Bullock i Keanu Reevesa od czasów Speeda, a Colina Firha, Rene Zellweger i Hugh Granta od Dziennika Bridget Jones, Gwineth Paltrow i Joseph Fiennesa od Zakochanego Szekspira, Liama Neesona od Uprowadzonej, Tobey Maguire `a od Spider-mana, Leonadro DiCaprio i Kate Winslet od Titanica, Alrnolda Shwaryenegera od Terminatora, Jim Carrey`a od Ace Ventury Orlando Blooma od Władcy pierścieni, Colina Farrella od Telefonu itd…a Christiana Bale`a…
Christian Bale istnieje dla mnie od czasu Equilibrium (2002) Film, który przy pierwszym oglądaniu skojarzył mi się z Orwellowskim Rokiem 1984. Świat w którym ludzie nie czują, biorą tabletki zagłuszające ich emocje. To społeczeństwo idealne, wszyscy przestrzegają zasad (jeśli nie czujesz, wykonujesz polecenia). Bohater grany przez Bale`a jest „policjantem” likwidującym buntowników, którzy nie chcą się dostosować. Gdy pewnego dnia przez przypadek nie zażywa tabletek i zaczyna czuć…, raz zaznawszy prawdziwych uczuć, chce więcej…i z tego, który ściga staje się tym, który się buntuje.  Wyjątkowość filmu poznaje się po tym, jak zapada nam w pamięć. Equlibrium stworzyło w mojej świadomości Bale`a. 9/10

Potem stał on się Batmanem, ale niestety nie udało mi się go zauważyć, moje główne wrażenie z tego filmu to, to, że był mroczny. W Mrocznym Rycerzu Bale`a przyćmił Heath Ledger (otrzymał Oskara).
 Z Bale`m był również film Prestiż…