wtorek, 27 września 2011

Jane Eyre – klasyka i słów kilka o adaptacjach…

Raz na jakiś czas filmowcy zabierają się za ponowne kręcenie klasyki literatury, choć już nie raz i nie dwa nakręcona była. Jednak adaptacje książek są filmami wiecznie żywymi. Ah, może i nie czuć końca lata w powietrzu bo słonko wciąż nam świeci, jednak wszelkie znaki na niebie, ziemi i zainteresowanie ludzi szkolnymi adaptacjami zwiastują mi jesień i powrót dzieci do szkoły. Do łask widzów powróciło W pustyni i w Puszczy, Potop, Zemsta i Wesele (A nasze polskie kino właśnie w tego typu filmach się poniekąd specjalizuje. W zeszłym roku kolejna sztuka Fredry doczekała się jakże wspaniałej ekranizacji w postaci Ślubów panieńskich w reżyserii Filipa Bajona. Mogę mieć tylko nadzieję, że ten żart w postaci obecności telefonów komórkowych i samochodów wymieszanych z kostiumami z epoki pilni uczniowie nie wezmą na serio…). Jednak nie samymi lekturami szkolnymi wielbiciele literatury żyją i można powiedzieć, że wiele kultowych filmów naszych czasów to właśnie adaptacje (Władca Pierścieni na przykład...).
Dziś słow kilka o Jane Eyre, tegorocznej brytyjskiej adaptacji powieści Charlotte Bronte „Dziwne losy Jane Eyre”. [Świat książki w tym miesiącu wydał dotąd niepublikowaną w Polsce powieść Charlotte Bronte Schirley – na pewno przeczytam]. Zaznaczyć powinnam, że w skali biblionetkowej Jane Eyre ma u mnie 6/6, uwielbiam tę książkę. Przeczytałam dziś w Świecie kobiety (nie, nie kupuję i nie czytam tego czasopisma, tylko czasami przeglądam), że pojawiła się kolejna ekranizacja tej książki. Od razu znalazłam ten film i…obejrzałam. Co może być ciekawego w oglądaniu filmu, w którym dokładnie wie się, co ma nastąpić, mało tego…w tym przypadku nawet wiedziałam jakie słowa powinny paść. Co mam oceniać? Można oceniać wierność powieści: zachowana, wprowadzone dwie drobne zmiany i nieco skrócone zakończenie (a film trwa dokładnie dwie godziny). Mogę ocenić realizację, grę aktorską (poprawna a pan Rochester przystojniejszy od tego z wersji z 2006 roku, choć Jane wciąż ma tak okropnie upięte włosy-uh znamiona epoki), dialogi: takie jak być powinny. Na czym polegać by więc mogła magia ekranizacji? (nie tylko tej, ale wszystkich innych) Na przeżywaniu tego jeszcze raz...[nie pytajcie ile razy widziałam Harrego Pottera, Dumę i uprzedzenie (w co najmniej 4 wersjach), poszłam do kina, bo chciałam zobaczyć jak zekranizowali książkę, którą czytałam…Miłość w czasach zarazy, Kwiat pustyni, Diabeł ubiera się u Prady, Weronika postanawia umrzeć itd. …)]. Za poprawną realizacje, która nie zakłóciła odbioru przesadnymi zmianami, możliwość odświeżenia sobie tej historii i scenę poniżej 8/10  
video


SPOILER-ZAKOŃCZENIE
Jane wraca do Thornfield. Okazuje się, ze obłąkana żona pana Rochestera podpaliła posiadłość. Rochester stracił wzrok. Jane zostaje jego żona a on po latach odzyskuje wzrok.

niedziela, 25 września 2011

Magia seriali

Co najfajniejszego jest we wrześniu? No co? Nie, nie powrót do szkoły, nie  odwiedzenie uczelnianych murów, nie, nie nadejście jesieni…To powrót seriali!
I oto nowa ramówka pojawiła się w amerykańskiej telewizji a wraz z nią powracają moje seriale. Pierwsze emocje już za mną a wiele jeszcze tej jesieni przede mną…poniżej „krótkie zestawienie” cóż to powróciło tej jesieni…i co będę ogladać.


Vampire Diaries (Pamiętniki wampirów) – serial, który pojawił się na „fali” mody na wampiry (tego typu produkcje pojawiały się jak grzyby po deszczu po sukcesie sagi Zmierzch). Serial powstał w oparciu o serię książek, o tym samym tytule autorstwa L. J. Smith. Jest to luźna adaptacja. Twórcy serialu właściwie wykorzystali główny pomysł autorki, jej koncepcję świata wampirów i wilkołaków. Zachowali imiona głównych postaci…a potem popuścili wodze własnej fantazji. Serial opowiada o pięknej dziewczynie z małego miasteczka (jeśli ktoś jeszcze nie skojarzył, to TAK, wampiryczne filmy, książki, seriale itd. zazwyczaj rozgrywają się w małych amerykańskich miasteczkach). Pewnego dnia w tym miasteczku pojawia się w szkole nowy, tajemniczy chłopak o imieniu Stefano…a w lesie znajdują rozszarpane ludzkie zwłoki…Nasza bohaterka Elena jest zaintrygowana przybyszem a i on zdaje się odwzajemniać jej zainteresowanie. Jednak przystojny przybysz kryje mroczny sekret…a w miasteczku pojawia się również jego zły brat Damon. Tak się też składa, że Elena jest wyjątkowa…(ale to się okazuje dopiero w drugim sezonie). W tym oto serialu nasze wampiry mogą chodzić sobie w dziennym świetle (nie, nie świecą się) dzięki magicznym pierścieniom, które noszą bracia(dostali je od dawnej ukochanej). W serialu mamy tym standardowego grzecznego chłopca, którego kocha nasza piękna niewinność i złego (a właściwie nie do końca, ale to pod koniec sezonu pierwszego) mrocznego starszego brata, którego głównym celem jest uprzykrzanie życia Stefano. (Tyle przynajmniej w pierwszym sezonie). W drugim sezonie twórcy serialu dorzucili wilkołaki a w trzecim, który właśnie w tym miesiącu miał premierę, wymyślili coś nowego…mamy hybrydę wilkołaka i wampira. Super! Przez dwa sezony Elena kocha Stefano, zginęło parę drupolanowych postaci, inne bardzo rozwinęły się i ich rola w serialu stała ważniejsza. Są to oczywiście wampiry w wersji light (podobnie jak Zmierzch). Wersja grzeczna, czyli nasz główny amant nie pije ludzkiej krwi, tylko żywi się królikami upolowanymi w lesie, czuje się przeklęty i nieszczęśliwy a nasza bohaterka za to go kocha…, by wampir mógł wejść do domu, trzeba go najpierw do niego zaprosić. Jej! Można obejrzeć raz w tygodniu dla popatrzenia sobie na Iana Somerhaladera (Damon) i mamy w tym serialu polski akcent, ponieważ Paul Wasley (Stefano) mówi całkiem nieźle po polsku (jego dziadkowie mieszkają w Polsce i ich czasami odwiedza). 7/10

[Apropo wampirów...jednak mamy też wydanie w wersji hard…

True Blood (Czysta krew) – serial produkcji HBO i Alana Balla (Sześć stóp pod ziemią, American Beauty).  On również powstał  na podstawie cyklu książek o Soockie Stackhause autorstwa Charlaine Harris. Charlaine napisała jak na razie 11 książek.  W Polsce ukazało się ich jak na razie 7 (4 nowsze przeczytałam w wersji oryginalnej po angielsku w maju, kiedy to niby pisałam magisterkę…). Jeden sezon to jedna książka, więc materiału Ball ma dużo. Jak dotąd powstały cztery sezony (finał czwartego był na początku września, to serial, który leci co roku w wakacje). W pierwszym sezonie Ball jeszcze w miarę się trzymał pierwowzoru, potem twórcy serialowi zaszaleli i rozwinęli pewne wątki, nie uśmiercili pewnych postaci, wprowadzili nowe. W tym oto serialu mamy ponownie mała mieścinę Bon Temps i śledzimy losy pewnej kelnerki Soockie. Tak się składa, że jest ona wyjątkowa… i umie czytać w ludzkich myślach. Wcale jej to życia nie ułatwia (idź na randkę i wysłuchuj wszystkich myśli faceta). [daa gdzie to już było? hmm czy w jakiejś mega popularnej powieści jeden z bohaterów umiał czytać w myślach?]. W tym oto świecie wampiry się ujawniły, ponieważ Japończycy (no jak ktoś miał coś takiego wymyślić, to tylko Japończycy) wymyślili syntetyczna krew. Wampiry mogły wyjść z ukrycia, ponieważ nie musiały już zabijać ludzi…(a to, że syntetyczna nie smakuje tak dobrze jak prawdziwa…wszyscy wiemy, o co chodzi z   jedzeniem tofu  zamiast mięsa, nie?),  ale zabija je światło słoneczne, wiec w nocy grzecznie śpią w trumnach i ich też najpierw trzeba zaprosić do domu, aby mogli do niego wejść. Pewnego dnia do baru, w którym pracuje nasza niezwykła kelnerka wkracza pierwszy wampir i w tej oto miejscowości i zaczynają się kłopoty. Czym różni się ten serial o wampirach od innych będących ucieleśnieniem wyobrażeń nastolatek o wampirycznym księciu z bajki? No cóż…sex, czysta krew(drugs) i trupy. Serio, mówię dosłownie. W tym serialu krew spektakularnie się rozbryzguje, trupy się ścielą, wampiry wysysają ludzką krew (u niewiast nie tylko z tętnicy szyjnej, są atrakcyjniejsze „miejsca”), seks co najmniej raz na dwa epizody. W pierwszym sezonie zapoznawaliśmy  się ze światem wampirycznym, w drugim oprócz wampirów pojawiła się menada, w trzecim dorzucono wilkołaki, w czwartym do akcji wkroczyły czarownice i wróżki. W tym serialu nie ma sentymentów: jak ktoś zdenerwuje kilkusetletniego wampira-wikinga Eryka (Alexander Skarsgård ) to traci życie w mgnieniu oka. 9/10

Jeśli kogoś zastanawia, co było pierwsze: Zmierzch czy książki na podstawie których nakręcono powyższe seriale, to odpowiedź brzmi: Zmierzch jest najnowszy. Najpierw Smith zaczęła pisać Pemiętniki wampirów w 1991 r., Harris cykl o Sookie w 2001 a Mayer wydała Zmierzch dopiero w 2005. Zastanawiające, czy przypadkiem nie ściągnęła nieco pomysłów od swoich poprzedniczek…(powieści te łączy wiele elementów: trójkąt w postaci ona i ich dwóch bad boy`ów pomiędzy którymi musi wybrać, czytanie w myślach, poruszanie się wampirów w świetle dnia, dieta wegetariańska wampirów, wprowadzenie innych postaci nadnaturalnych itd…).]


Pozostając w klimatach supernaturalnych…

Supernatural (Nie z tego świata) –  Bracia Sam i Dean Winchester to łowcy, którzy walczą z siłami nadnaturalnymi na świecie. Ocalili świat przed apokalipsą dwa razy (eeee w sumie sami ją wywołali), pozbyli się szatana, walczyli z wampirami, aniołami, demonami, strzygami, zmiennokształtnymi, wilkołakami, duchami (w świecie Supernaturala, aby zabić ducha należy spalić jego szczątki, jeśli szczątków nie ma, to należy zniszczyć jakaś rzecz, która do zmarłej osoby należała, aby pozbyć się anioła trzeba wymalować na ścianie odpowiedni znak z krwi, aby obronić się przed demonem trzeba wysypać sól przy drzwiach i oknach w domu, jeśli ktoś bliski wam umrze, możecie wezwać demona na rozstaju dróg i zawrzeć z nim pakt aby przywróciś ukochaną osobe do życia), rozkopali setki grobów, kilkanaście razy byli martwi (ale spoko, na szczęście nie ma to jak znajomości na górze), wracali do życia, walczyli z jeźdźcami apokalipsy, zdarzyło im się zaprzedać duszę diabłu, przenosili się w czasie i mają własny fun club, oraz kronikarza. Są posiadaczami legendarnego Colta i Chevroleta Impali z roku '67. Serial przeskoczył rekina w piątym sezonie (niesamowity ostatni odcinek serii), ale mam nadzieję, że w 7 jeszcze pokarzą na co ich stać! (szósty sezon był taki sobie) Mega serial! 9/10

Wracając jednak do świata rzeczywistego(serialowego)...

Zajrzyjmy do szpitala...

Chirurdzy – co może być ciekawego w serialu o Chirurgach? W każdym odcinku grupa rezydentów ratuje komuś życie, a pomiędzy salami operacyjnymi toczą się ich prywatne dramaty. Co w tym niby ciekawego? Hmm nie wiem, tak jakoś wciągnęło mnie to, kiedy na DVD pojawiły się wydania tego serialu. Potem to już oglądałam na bieżąco jak wychodziły nowe epizody w Stanach. Lekarze w Seattle Grace są sfiksowani, seksowni, piękni. Zdarzyło im się ratować ludzi z katastrof, mających dziwne schorzenia, mieli bombę w szpitalu, raz był nawet zamachowiec, który powystrzelał połowę obsady. Wszyscy z kimś sypiają (w pokoju dyżurnym), zmiana orientacji seksualnej, nieplanowane ciąże, załamania nerwowe, żenią się, zrywają a serial dalej kręcą. To jeden z tych seriali, który przetrwał wymianę części obsady  [uśmiercili O`Malley`a (T r. Knight) Katherine Heigl (Stevens) odeszła z obsady na rzecz filmów pełnometrażowych, a nowo wprowadzone postaci dalej go pociągnęły]. Serial trzyma poziom i dwa pierwsze odcinki nowej serii, sprawiają, że chcę jeszcze! (choć nieszczęsna wyczytałam, że Patric Dempsey (dr McSexy) odchodzi z obsady). 8/10

Prywatna praktyka – spin-off (rozwiniecie w osobnym serialu jakiegoś wątku, losów postaci) Chirurgów. Serial pokazuje, co się dzieje z doktor Montgomery po odejściu ze szpitala Seattle Grace. Więcej dramatów, mniej operacji. Był to środek zastępczy, gdy nadgoniłam wszystkie zaległe odcinki Chirórgów. Można obejrzeć. Tu to wszyscy sypiają ze wszystkimi. Kobieta nie wie, który z jej obecnych kochanków jest ojcem jej dziecka, pacjentka atakuje lekarkę i rozcina jej brzuch, ciąże invitro, nastolatka wychodząca za mąż i wiele wiele innych. Tu niestety też uśmiercili jedna z głównych postaci…7/10


Pozostając w klimatach szpitalnych…

Dr House – taa z doktorem Gregorym spędziłam cały lipiec tego roku. Siedem sezonów w miesiąc. W tym przypadku dopadło mnie nieuniknione. Wzięłam sobie pierwszą płytkę do oglądnięcia. Na początku szło wolno, a potem jak chwyciło, to już poszło! Dr Gregorego Hausa chyba przedstawiać nie trzeba? Lekoman, zgryźliwy genialny diagnosta, kulejący na prawą nogę chodzący w tenisówkach, z laską, posiadacz motocykla, Scherlock Holmes medycyny [nawiązania do książkowego detektywa pojawiają się w serialu (House mieszka pod adresem "221B". Sherlock Holmes mieszkał pod adresem 221B Baker Street] Dla niego choroba pacjenta jest zagadką, którą trzeba rozwiązać, w momencie jej rozwikłania traci zainteresowanie. Nie lubi rozmawiać z ludźmi, manipuluje swoimi podwładnymi, jest złośliwy. Jego najlepszym przyjacielem jest dr Wilson (niesamowita przyjaźń, jak Wilson to wytrzymuje?) Wierni fani Hausa wiedzą, że to nie może być Toczeń, najczęściej wykluczają chorobę autoimmunologiczną, może to rak albo bakteria, trzeba zrobić CT i posiew, to na pewno KIła!
Najlepszy był sezon, w którym Hause robił casting na asystentów, mniej mi się podobało jak wyszedł z nałogu i czemu Amber musiała odejść? A w momencie, w którym doszło do tego, czego wszyscy się spodziewali, a jednocześnie nie wierzyli, że do tego dojdzie…pomyślałam, że to już nie to… a aktorka, która gra Cuddy odchodzi z serialu…
Aaaa
I wszyscy kłamią…


Wyjdźmy ze szpitala, pojedźmy na przedmieścia…


Desperate  Hausewives (Gotowe na wszystko) – a niby życie na przedmieściach wydawałoby się nudne? Była modelka, matka czworga dzieci, przykładna pani domu i rozwódka z nastoletnią córka…Niesamowite ile może przydarzyć się czterem „zwyczajnym” gospodyniom domowym. W tym serialu to już było wszystko. Zaginiony syn, rozwody, utrata pamięci, tornado, spadający samolot, sfiksowana była narzeczona, nastoletni morderca, ciężarna nastolatka, syn homoseksualista, romans z prawnikiem, martwa teściowa potrącona samochodem, aptekarz-morderca, wrobienie w morderstwo, przesunięcie akcji o 10 lat do przodu, nawrócenie mordercy, strzelanina w supermarkecie, zemsta, śmiertelna choroba, choroba nerek, samobójstwo i wiele, wiele innych. Lubię w tym serialu nieprzewidywalność i ten humor, świetne na niedzielne popołudnie…8/10

Jak już jestem w mieście to zajrzyjmy na Manhattan…

Gossip Girl (Plotkara)Tu Plotkara wasze źródło wiedzy o skandalicznym życiu elity Manhattanu…

Serial o życiu pięknych, bogatych i młodych. Piękna Serena, skromny intelektualista Dan, szkolny przystojniak Nate, czarna owca Chuck, szkolna diva Blair, młodsze rodzeństwo i była dziewczyna Vanessa. Szkolne romanse, potem romanse studenckie, a potem romanse biznesowe. Wszyscy ze wszystkimi sypiają, zdradzają, godzą się, szukają prawdziwej miłości, a wszystko to na tle markowych ubrań i świata bogaczy. Przyjęcia na salonach, świat mody, bogactwa. Kto jest w ciąży, kto nie jest chory, kto kogo zdradził, kto wyjawił sekret, kto potajemnie wydał czyjąś powieść, kto wyjechał do Paryża, …nooo skandale, skandale, skandale
Xo Xo Gossip Girl
 8/10

Zdarza mi się też obejrzeć seriale kryminalne (Lie to me i Mentalista) ale na razie utknęłam na drugich sezonach, Grę o tron obejrzałam jakoś do połowy…hmm kiedyś nadrobię. Z wielkich seriali to kiedyś obejrzę na pewno LOSTów

wtorek, 20 września 2011

Oczy Julii – groza niedopowiedzenia

Ci, którzy czują się niewidzialni i są pełni gniewu na świat są najbardziej niebezpieczni. Nie ma w nim światła. Nikt na niego nie patrzy. Nie zorientuje się Pani nawet, gdy się zbliża, a wtedy…

BUUUUU!

Nie no dobra, będę konkretna. Oczy Julii film w reżyserii Gulliema Moralesa, hiszpański horror. Parę miesięcy temu bardzo reklamowany w momencie jego pojawienia się w kinach (duże billboardy na mieście). Tak to jakoś jest, że na import idą konkretne gatunki z poszczególnych krajów. Z kina czeskiego trafiają na polski rynek komedie, rodem z Francji oglądamy dramaty, komedie i nieco sensacji, kino skandynawskie daje nam kryminały, a Hiszpanie horrory…Warto zaznaczyć, że jest to specyficzne kino grozy. W przeciwieństwie do realizacji amerykańskich, gdzie trup, krew i psychopaci szaleją z siekierami w ręce Hiszpanie dają nam niedopowiedzenie…
Producentem Oczu Juliii jest Guillermo del Torro (najnowszy film jego produkcji Nie bój się ciemności miał premierę w Polsce w wakacje), Pan którego chyba nie trzeba przedstawiać: Labirynt Fauna, Istota, Sierociniec, Hellboy!(części obie) [Swego czasu musiałam uprzedzać ludzi wybierających Labirynt Fauna, że pomimo takiej ładnej, baśniowej okładki to NIE jest film dla dzieci…]. Otóż w hiszpańskich horrorach i konkretnie właśnie w Oczach Julii cała groza, napięcie, ba przerażenie i oczekiwanie na to „BUU” jest budowane przez niewyrazistość, nieuchwytność tego/kogo mamy się bać.
Film rozpoczyna się samobójstwem niewidomej kobiety w jej domu. Była sama…powiesiła się. Julia ogarnięta złymi przeczuciami, przyjechała wraz z mężem zobaczyć, czy z jej siostrą wszystko w porządku i…znajdują

sobota, 17 września 2011

Kino do prasowania - czyli z serii: widziałam z jakieś 10 razy...


No cóż, są takie filmy, które oglądam po raz enty, gdy lecą w telewizji (mimo, że mam je na DVD) i czemu nie obejrzeć jeszcze raz? Choćby tylko do tej jednej ulubionej sceny, a potem przełączę… To też filmy odpowiednie do sprzątania (można ścierać kurze, ale nic istotnego nam nie umknie) i jak to kiedyś pewna Pani stwierdziła „to taki serial do prasowania, ogląda się, nie trzeba się za bardzo skupiać”[Serial Seks w wielkim mieście]. Drogie panie więc, filmy do prasowania:



  • Diabeł ubiera się u Prady - „Miliony dziewczyn są gotowe zabić za tę posadę”.


Od tej roli, zaczęło się dla mnie istnienie Anne Hathaway i identyfikowanie jej jako aktorki (nie kojarzyłam jej z imienia i nazwiska po tym jak zagrała w Pamiętniku księżniczki). Nie o Anne jednak chodzi w tym filmie, ale o modę! i o kreację jaką stworzyła Meryl Streep (zołzowata szefowa, jednocześnie wielki autorytet w świecie mody, niestety albo i stety, jeśli Meryl pojawia się na ekranie zazwyczaj przyćmiewa swoje resztę filmowej obsady). To film nakręcony na podstawie powieści Lauren Weisberger o tym samym tytule. Książkę przeczytałam dużo wcześniej, przed nakręceniem tego filmu (oceniłam ją na 5 w skali biblionetkowej). Nie będę się zagłębiać…początkowa sekwencja w tym filmie, przemiana (wizualna) bohaterki, te stroje, zwykła historia o robieniu kariery w wielkim świecie, ale…diabeł tkwi w szczegółach (i na pewno ubiera się u Prady i nosi chusty Hermesa). Mam nawet ścieżkę dźwiękową z tego filmu 8/10.



  • Dziennik Bridget Jones  - „Za Bridget, która nie umie gotować i którą kochamy taką, jaka jest”


A miliony fanek tej postaci kochają ja za jej niedoskonałości, za to, że pali, zdarza się jej upić, jeść lody, wygłupić się na przyjęciu, za jej nadwagę i za to, że nie umie gotować (a właściwie umie ugotować…niebieską zupę), w nowy rok załamana śpiewa All by my self i podejmuje postanowienia noworoczne, których nie realizuje.  Jak to kiedyś wspomniała moja promotorka: „Bridget to kobieta, z którą wiele kobiet może się utożsamić i na tym polega sukces tej powieści". Ja się uśmiałam, gdy opisywała swoje trudności z zaprogramowaniem odtwarzacza video. (Ja też nie umiem). No cóż, urok zarówno filmu i powieści polega na niedoskonałości bohaterki, a dla mnie dodatkowo nawiązanie, a właściwie wykorzystanie motywu z Dumy i uprzedzenia (moja ulubiona powieść Jane Austen). Jasne można kogoś na początku znajomości skreślić za to, że miał na sobie sweter w renifery, a potem przyznać się do błędu i jednocześnie wybaczyć zbyt pochopny osąd JEGO na nasz temat, nie?  Role męskie w filmie są odgrywane przez Colina Firtha (zdobywca Oskara) i Hugh Granta, panowie ci grali w ekranizacji Dumy i uprzedzenia produkcji BBC, nawiązanie oczywiste! (patrz: Zestawienie filmów na podstawie powieści Jane Austen).

Część druga i dalsze perypetie naszej bohaterki równie dobra jak pierwsza 10/10.



W takich chwilach dalsze życie wydaje się niemożliwe i wyjedzenie wszystkiego z lodówki jest nieuniknione. Mam dwa wyjścia: poddać się i pogodzić z wiecznym staropanieństwem i z tym, że kiedyś rozszarpią mnie psy albo i nie. I teraz to wybieram. Nie pokona mnie zły człowiek i amerykańska modliszka. Zamiast tego wybieram wódkę i Chaka Khan!”


  •  Seks w wielkim mieście – serial, obie części filmu.

Głównie serial, to od niego wszystko się zaczęło, również nakręcony na podstawie powieści. Carrie Bradshaw mieszkanka Manhattanu, nosząca buty od Jimmiego Choo i torby od Louisa Vuittona, suknię  Very Wang, pisząca artykuły do gazety o seksie, wieczna singielka mająca trzy najlepsze wierne jej przyjaciółki, z którymi omawia problemy sercowe, jedząc sałatki w restauracji w centrum miasta i on - MR. Big. O czym tu piszę i na czym polega fenomen tego serialu mogą zrozumieć tylko i wyłącznie kobiety i dobrze…Jeden odcinek: dwadzieścia parę minut, w sam raz jako tło do domowych obowiązków 9/10.



  • Kobiety pragną bardziej - dlaczego on nie dzwoni?



Jeśli ktoś potrzebuje znanej obsady, to proszę: Jennifer Aniston, Scarlett Joansson, Ben Affleck, Drew Berrymore, Bradley Cooper. Tak, wszyscy w jednym filmie. Podoba mi się konwencja, w jakiej został nakręcony. To perypetie pięciu kobiet i ich związków z mężczyznami, ale zostało to pokazane jako ciąg rad, parareportaż. Poszczególne sceny są przeplatane jakby komentarzami przechodniów.

Koniec z Hollywood – dzięki Bogu za Francuzów!

- Po jakimś czasie małżeństwa stają w miejscu. Przechodziliśmy kryzys.
- Jaki kryzys?
- Straciliśmy porozumienie
- Uprawialiśmy seks!
- Owszem, ale nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy
- Seks jest lepszy od rozmów. Zapytaj kogokolwiek w tym barze. Rozmowa to bolesna gra wstępna.
- Wszystko rozdzielasz. Dobre małżeństwo to wiele wzajemnie połączonych elementów.
- Cudzołóstwo do nich należy?
- Skądże!

Chyba nie muszę uściślać, które z powyższych kwestii należą do mężczyzny, a dokładniej do postaci granej przez Woodego? Tak, Koniec z Hollywood, obejrzałam kolejny film Woodego Allena. Ten film nie jest o związkach, ani o seksie, no przynajmniej nie jest to „główny temat”. Koniec z Hollywood to film o reżyserze (granym przez Woodego Allena) Valu Waxmanie, który niegdyś odnosił sukcesy, wiedzie mu się jednak gorzej i czekał na kolejną szansę nakręcenia filmu. Szansę Val dostaje od swojej byłej żony (producentki). Nasz bohater ma nakręcić film o Manhattanie (Nowy York to miasto najczęściej pojawiające się u Woodego), ale…traci wzrok. Jednak nie chce zmarnować tej okazji odbicia się od dna i po namowach swojego agenta postanawia nakręcić ten film…na ślepo. Wszystkie zabawne sytuacje w Koniec z Hoolywood są związane właśnie z tym faktem, że nasz bohater usiłuje ukryć przed wszystkimi swoją ślepotę (ślepota na tle nerwowym). Mówi do ściany, gdy jego rozmówca się nieco przemieścił, spadł z tarasu, zapamiętuje układ pomieszczenia, żeby usiąść w odpowiednim miejscu, gdy nie udaje mu się: ląduje na podłodze. Jednak w sumie średnie…W tym filmie Woody postawił bardziej na komizm sytuacyjny, a ja lubię u niego najbardziej te nieprzeciętne, błyskotliwe dialogi.  Ponadto film jest raczej jednowątkowy a akcja jest jak na Woodego dość przewidywalna. Kończy się po prostu w momencie premiery nakręconego filmu. Czy film ślepcowi się udał? Cóż, każda sztuka może znaleźć swojego odbiorcę,…dzięki Bogu za Francuzów! 6/10

czwartek, 15 września 2011

Rango – westernowy Johnny.

Po pierwsze nie przepadam za westernami, po drugie to nie jest film dla dzieci (tak, tak, nie raz, nie dwa użycie animacji doprowadza do nieporozumień i przyjmowania założenia a priori, że dany film jest produkcją dla najmłodszych).

Zombie, nawiązanie do Piratów z Karaibów na krańcu świata, Clinta Eeastwooda, metafora przechodzenia na druga stronę (Alicja w krainie czarów?), motyw jednej kuli (Piraci?), oniryczna scena żywcem przeniesiona z drugiej części Piratów, proszenie o wodę w salonie i śmiech wszystkich tam obecnych (Powrót do przyszłości cz. III?) i pewnie wiele, wiele innych, których nie wychwyciłam. Jest to film w reżyserii niejakiego Gore Verbińskiego, twórcy wszystkich części Piratów z Karaibów, Mexican, i Polowania na mysz. Obejrzałam, głównie dla Johnnego Deppa. (tak, włączyłam wersję z dźwiękiem angielskim i polskie napisy, choć film jest zdubbingowany), tylko po to by móc usłyszeć jego głos. Nawet nie było to bardzo śmieszne, raczej dla wielbicieli gatunku. Mocny początek, potem zabawa konwencją (obcy w mieście, opowiada historię, że zabił siedmiu braci jedną kulą; dostaje posadę szeryfa; potem „udowadnia” swoje męstwo przypadkiem zabijając jastrzębia; pojedynek w samo południe; problem braku wody; zadziorna pannica, która nie chce sprzedać swojego rancza; podejrzany burmistrz; pościg środkiem kanionu itd…).
Oczekiwałam więcej, sam głos Johnnego to za mało 5/10.

A westerny chyba przeżywają ostatnio "mały renesans"? (Prawdziwe męstwo braci Coen, i ponoć Tarantino też zabiera się za ten gatunek).

Sen Kasandry – kryminalny Woody

Ciąg dalszy oglądania filmów Woodego Allena. Tym razem film, do którego się zabierałam kilka razy. Nastał ten dzień, kiedy to na spokojnie, w pełni skupienia zasiadłam przed telewizorem. (Choć by się to stało potrzebna mi była zachęta/pytania, czy już widziałam. Jak zwał tak zwał, liczy się skutek). Obejrzałam Sen Kasandry

„Koniec końców w życiu można liczyć tylko na rodzinę, zapamiętajcie to!”

Takie oto słowa rzekła matka do swych synów na początku filmu….


Dwóch braci Terry [Colin Farrell (Londyński bulwar, Panrassus, Ondine, Szalone serce, Telfon)] i  Ian [Ewan McGregor (Autor widmo,  I love you Phillip Morris, Uwiedziony, Wyspa). Jeden gra na wyścigach, w karty i szuka szybkiego zysku, drugi chce inwestować w nieruchomości. Obaj mają dziewczyny, obaj chcą czegoś więcej i igrają z ogniem. Jeden pożycza pieniądze na hazard, drugi umawiając się z dziewczyną, poznaną na drodze (ah ta scenka…atrakcyjna kobieta, bezradna, stojąca przy otwartej masce samochodu. Który facet by się nie zatrzymał?). Obaj to pozerzy, Ian jeździ pożyczonymi samochodami, okłamał dziewczynę, że prowadzi biznes (hotele w Californii), Terry nie mówi swojej dziewczynie o wygranych w karty, milczy gdy ma kłopoty. Jednego dnia mają szczęście, drugiego są w finansowym dołku.

Ah te pieniądze… Długi coraz większe…aż tu przychodzi wiadomość, że przyjeżdża bogaty wujek Howard…Na rodzinę można liczyć, ale trzeba się też czasami zrewanżować za pomoc…

„Rodzina to rodzina, więzy krwi to więzy krwi, bez zbędnych pytań, bronicie swoich!”

„O prostą przysługę można prosić każdego, ale w prawdziwej biedzie poznajesz w kim masz przyjaciół”.

Film rozpoczyna się od sceny zakupu łodzi, którą bracia nazywają Sen Kasandry i na łodzi film się kończy.

Jedne czyny pociągają za sobą kolejne. Konsekwencje jak w Wszystko gra, tylko w tym filmie pogłębione i udramatyzowane poprzez relacje rodzinne. Jak zwykle u Allena takiego zakończenia się nie spodziewałam…Wolę Woodego komediowego, jednak za Evana McGregora i Colina Farrella w jednym filmie 8/10  (Zwłaszcza za rolę Ewana…).

[Tak, sentencje o rodzinie można odczytać jako nawiązanie do pewnego filmu Coloppoli] ;-)].


poniedziałek, 12 września 2011

Agent XXL: Rodzinny interes – schemat goni schemat

Komedia – jeden z trudniejszych gatunków. Wiele tu niestety zależy od poczucia humoru. Jeśli sensacja trzyma w napięciu i ma dobry scenariusz daje radę, w horrorze oczekujemy jedynie jakiejś ramy uzasadniającej kolejne trupy a w komedii…no właśnie z komedią jest trudniej. Jednych może śmieszyć tygrys znaleziony w łazience po „szalonej nocy”, innych Jim Carey „mówiący tyłkiem” albo perypetie pielęgniarza w zjednywaniu sobie przyszłego teścia…
Agent XXL: Rodzinny interes to trzecia cześć z serii filmów, w których agent FBI z jakiegoś powodu musi się przebrać za grubą mamuśkę.  Co by tu wymyślić…tak wyślemy agenta FBI i jego syna, który zobaczył morderstwo do żeńskiej szkoły artystycznej! Będą oni szukać tam pendriva, który został tam ukryty przez zabitego kapusia. Mamy więc dwóch mężczyzn przebranych za kobiety…Przewidywalne do bólu. Młodemu podoba się dziewczyna, więc chce się z nią umówić. Najpierw jako dziewczyna ją wypytał co lubi, potem we własnej postaci się z nią spotyka. Okazuje się też, że mają wspólne zainteresowania: muzykę i nasz bohater pomaga ślicznej dziewczynie w przygotowaniu się do konkursu talentów (tak! Szkolny konkurs talentów!). W szkole jest zołzowata blond przywódczyni, która rozkazuje wszystkim dziewczynom (Dlaczego to zawsze są blondynki?!). Nasz agent FBI natomiast ma problem z awansami zainteresowanego nim (a raczej nią) ochroniarza. Ścigają ich przestępcy, którzy chcą ich zabić. I niech mnie, ale scena pościgu, w której agent FBI (wciąż przebrany za kobietę) wsiada do samochodu nauki jazdy i każe kursantce ścigać bandytów… (To już było, w którejś części Nagiej broni, a Naga Broń jest parodią innych filmów akcji przecież…). Nie napiszę, jak to się kończy, ale to dosyć oczywiste…
Nie twierdzę, że schematy są złe, ale jak dla mnie to nie było śmieszne…Za bardzo poszli w stronę „romansu” i „sensacji”, bo jeśli jedyną zabawną rzeczą mieli być mężczyźni w damskich ciuchach to jest to trochę za mało… 4/10.


niedziela, 11 września 2011

Woody Allen – ranking filmów subiektywny

Woody należy do moich odkryć tego roku. Czasami tak bywa, że pudełka stojące na półce nie zachęcają by po nie sięgnąć. Dużo się słyszy o reżyserze, widzę, że ludzie oglądają te stare filmy, kolega je polecał. Brakowało mi  jednak tego jednego impulsu, objawienia, oszołomienia, uderzenia pioruna, strzały, zwykłego palnięcia w łeb, by się zakochać…(w filmach). A Woody ze mną łatwo nie miał. Generalnie to ja oglądam nowości i lubię być na bieżąco. Szansa, że obejrzę jakiegoś nowego gniota, o którym wszyscy mówią, że słaby, jest dwukrotnie większa niż to, że obejrzę jakiś film sprzed 2-3 lat, choćby nie wiem ile osób mi powiedziało, że warto.


·         Pierwszą szansę miał u mnie Woody w listopadzie roku 2009. To data premiery Vicky Cristiny Barcelony na DVD. Film był reklamowany hasłem: Humor Wood`ego Allena w świecie Pedro Almodovara. [Kim jest Almodovar wiedziałam. Ten reżyser miał do mnie więcej szczęścia i kilka jego filmów obejrzałam. Jeszcze w szkole średniej spore wrażenie na mnie zrobiło Porozmawiaj z nią. Są czasami takie filmy, że widziało się je tylko jeden raz. Mimo to tak zapadają w pamięć, że do dziś mam silne przekonanie, ale ten film był dobry. Choć średnio pamiętam fabułę, bohaterów. Widziałam jeszcze Złe wychowanie, które średnio mi przypadło do gustu, potem Volver – moim zdaniem jest bardzo dobry, następnie Przerwane objęcia - troszkę słabsze. Jeśli jego najnowszego filmu, który obecnie jest w kinach Skóra, w której żyję nie zobaczę teraz, to z pewnością za pól roku na DVD].

Czym jest humor Woodego nie widziałam, ale obejrzałam Vicky Christinę Barcelonę, żeby się przekonać… Pewien malarz Juan [postać grana przez Javiera Bardena – Javier istnieje dla mnie właśnie od tego filmu, choć wcześniej widziałam go w dwóch innych) podchodzi do stolika dwóch kobiet pijących wino, kobiet, których nie zna [no..ok. Bohaterka grana przez Scarlett Johansson - Cristina posyłała mu krótkie spojrzenia, ah gdyby umieć tak ukradkowo patrzeć…].
J: „Zapraszam Was na weekend do Oviedo”
Vicky: „Dokąd?”
J: „Do Oviedo. Ruszam za godzinę”
C: „Gdzie to jest?”
J: „Krótki lot”
V :„Samolotem?”
C: „A co tam jest?”
J: „Rzeźba, która mnie inspiruje. Jest piękna, spodoba się wam.”
V: „Chcesz lecieć do Oviedo i z powrotem?”
J: „Chcę spędzić tam weekend i pokaże wam miasto. Będziemy się bawić, pić wino i kochać”
V: „ Kto ma się kochać?”
J: „Nasza trójka”
I Juan odszedł od stolika. Czy muszę dodawać, że nasze bohaterki z nim poleciały?
Film mi się spodobał do tego stopnia, że mam własną kopię zakupioną spontanicznie jako dodatek do jakiejś gazety i widziałam go co najmniej trzy razy 8/10.
Ale widocznie było to wtedy wciąż za mało, bym ruszyła tropem innych filmów Wood`ego…owszem obejrzałam jego kolejną produkcję, która pojawił się na DVD:

piątek, 9 września 2011

Kiedy aktor zyskuje imię i nazwisko…Christian Bale – Fighter, Prestiż, Mechanik, Equilibrium, Batman, American Psycho

Fakt identyfikacji aktora z imienia i nazwiska rozpoczyna się dla mnie od jednego, szczególnego filmu, który zapada mi w pamięć, od jednej wyjątkowej kreacji. Wtedy to twarz odtwarzająca daną rolę zyskuje nazwisko, które staje się dla mnie rekomendacją do oglądania innych filmów z udziałem danego aktora.
Johnny Depp istnieje od czasów pierwszej części Piratów z Karaibów, Reese Witherspoon od Legalnej blondynki, Hugh Jackman od X-manów, Brad Pitt od Wywiadu z wampirem (choć słabość do niego mam za Joe Blacka), Angelina Jolie od Tomb Ridera, Tom Cruise od Top Gun`a, Bruce Willis od Ze śmiercią jej do twarzy, Julię Roberts i Richarda Gere`a kojarzę od czasów Pretty Woman, Meg Ryan i Tom Hanksa od Bezsenności w Seattle, Sandrę Bullock i Keanu Reevesa od czasów Speeda, a Colina Firha, Rene Zellweger i Hugh Granta od Dziennika Bridget Jones, Gwineth Paltrow i Joseph Fiennesa od Zakochanego Szekspira, Liama Neesona od Uprowadzonej, Tobey Maguire `a od Spider-mana, Leonadro DiCaprio i Kate Winslet od Titanica, Alrnolda Shwaryenegera od Terminatora, Jim Carrey`a od Ace Ventury Orlando Blooma od Władcy pierścieni, Colina Farrella od Telefonu itd…a Christiana Bale`a…
Christian Bale istnieje dla mnie od czasu Equilibrium (2002) Film, który przy pierwszym oglądaniu skojarzył mi się z Orwellowskim Rokiem 1984. Świat w którym ludzie nie czują, biorą tabletki zagłuszające ich emocje. To społeczeństwo idealne, wszyscy przestrzegają zasad (jeśli nie czujesz, wykonujesz polecenia). Bohater grany przez Bale`a jest „policjantem” likwidującym buntowników, którzy nie chcą się dostosować. Gdy pewnego dnia przez przypadek nie zażywa tabletek i zaczyna czuć…, raz zaznawszy prawdziwych uczuć, chce więcej…i z tego, który ściga staje się tym, który się buntuje.  Wyjątkowość filmu poznaje się po tym, jak zapada nam w pamięć. Equlibrium stworzyło w mojej świadomości Bale`a. 9/10

Potem stał on się Batmanem, ale niestety nie udało mi się go zauważyć, moje główne wrażenie z tego filmu to, to, że był mroczny. W Mrocznym Rycerzu Bale`a przyćmił Heath Ledger (otrzymał Oskara).
 Z Bale`m był również film Prestiż…

środa, 7 września 2011

Sala samobójców…


Uh, zabierałam się za ten film od paru dni. Sporo o nim słyszałam, było o nim dosyć głośno, kiedy pojawił się w kinach, ale jakoś to odwlekałam... Opinie słyszałam różne: ”Nie ma takich filmów, niezła animacja komputerowa, dobry, warto” „lipa, beznadzieja”, „Słaba ta Sala Samobójców.”, „No obejrzeć trzeba”.  

No dobrze, tym razem daruję sobie streszczanie fabuły, nie ma czego streszczać, tytuł wystarcza. Film trudny. Początek mi się podobał, cała ta sytuacja „wstępna” dobrze pokazana, potem za bardzo się cały rozwój akcji ciągnął. Mocnym punktem filmu jest gra aktorska [głowy bohater (Jakub Gierszał), rodzice (Agata Kulesza, Krzysztof Pieczyński)], muzyka. Zdecydowanie lepsze sceny z reala niż rozmowy w sieci.


Jabub Gierszał

 Film dla poszukujących w filmach „mocnej rzeczywistości”, ja tam wolę iluzję…7/10 tylko dlatego, że filmów takich się kręci mało (hmm z kina "problemów biezacych" na szybko jestem w stanie wymienić jedynie Galerianki, Chrzest, Huśtawkę (albo ja za mało takich oglądam…). Uogólniając, kino polskie to albo głupkowate komedie  (Idealny facet dla mojej dziewczyny, Los numeros, Och Karol 2, Jak się pozbyć cellulitu, Trick, Święty interes, Lejdis, Testosteron) albo kino historyczne (Mniejsze zło, Joanna, Różyczka, Rewers, Wszystko co kocham, Mała Moskwa, Mistyfikacja).



wtorek, 6 września 2011

Sucker Punch – let`s play this game…

Zack Snyder jest mi znany jedynie z dwóch filmów. Widziałam jego Watchmenów i 300 (kilka lat temu: wielkie wow po wyjściu z kina). Niewątpliwie kręci filmy nietypowe. O ile 300 i Watchmeni kojarzyli mi się z konwencją komiksową to w Sucker Punch Snyder sięga po grę i teledysk.
Film zaczyna się świetną sekwencją obrazów będących prologiem do całej historii  i można to nazwać jednocześnie ciekawym teledyskiem do piosenki Marilyn Manson Sweet Dreams. Naszą bohaterką jest Baby Doll, którą po śmierci matki zły ojciec zamyka w szpitalu psychiatrycznym. Baby ma 4 dni na to, by się stamtąd wydostać zanim przybędzie „ostry gracz”.
Żeby uciec nasza bohaterka musi zdobyć pięć przedmiotów : mapę, zapalniczkę, klucz, nóż i jeszcze jedną tajemniczą rzecz (gra przygodowa, która stanowi ramę). Let`s play…
Pierwsza sekwencja to nawiązanie do typowej japońskiej bijatyki (konwencja Tekkena, DOA itp.; zaśnieżone kwadratowe pole do walki, świece, uniki ciosów, ładowanie energii przed specjalnym uderzeniem i olbrzymi kamienni wojownicy), druga to gra wojenna z elementami FPP, sekwencja trzecia: TPP przygodowa (zwalcz wrogów i dostań sie do smoka - Tomb Rider). Czwarta plansza: przeżyj w pociągu i rozbrój bombę: strzelanka. Nie dasz rady? „Game over”?
Mocnymi punktami filmu są efekty specjalne, muzyka, wspomniane powyżej nawiązania, ale jako całość…"te kawałki" rozbijają fabułę. Zabrakło miejsca na charakterystykę i rozwój bohaterek, skupienie sie na "głównej historii"…
Film zaczyna się mocnym początkiem i tak też kończy…
Ta…Snyder robi dziwne filmy 7/10

niedziela, 4 września 2011

Sanctum – nowy film Jamesa Camerona?

I oto jest magia reklamy. Wieść gminna niosła, iż Sanctum to nowy film Jamesa Camerona. Ah te skróty myślowe! Słyszymy takie zdanie i myślimy: Cameron = Avatar!, Tytanic!,  Terminator II, Terminator. Spójrzmy więc, któż to Sanctum wyreżyserował…Alister Grierson (kompletnie nieznany reżyser Kokody), to może scenariusz…John Garvin, Andrew Wight (uh, to pierwszy scenariusz obu tych panów) oj nie wygląda to najlepiej…gdzież więc  jest Cameron?
Otóż James Cameron jest producentem tego filmu. (Pozwólcie, że przypomnę: producent jest głównym inwestorem produkcji filmowej. Zatrudnia wszystkie potrzebne osoby do jego produkcji i zapewnia sprzęt oraz środki materialne. Po wyprodukowaniu filmu jest właścicielem praw autorskich i głównym beneficjentem ewentualnych dochodów z jego sprzedaży. Wpływ producenta na kształt artystyczny filmu może być bardzo różny, zależy to w głównej mierze od stosunków między nim, reżyserem, scenarzystą, aktorami i innymi osobami realizującymi film. Jedni producenci kontrolują i wpływają na film bezpośrednio, inni zawierzają reżyserowi pozwalając mu na swobodną realizację jego wizji artystycznej. Producenci dokonują czasem ponownego montażu gotowego filmu [za wikipedia.pl]). W tym przypadku zapewne główny związek  Camerona z tym filmem polegał na tym, iż Sanctum 3D korzysta z trójwymiarowej technologii, udoskonalonej przy realizacji filmu Avatar, która umożliwiła wykreowanie ekstremalnych warunków, panujących w zalanych wodą jaskiniach. Sanctum - film, w którym wykorzystano efekty 3D zastosowane w Avatarze. Ok, ale…zacznijmy od tego, że żywotność filmu nie kończy się na wyświetlaniu go w kinach. Na DVD otrzymujemy więc wersję 2D (na Blu-Ray jest wersja 3D. Rynek się rozwija i coraz więcej osób już ma telewizory 3D i pytanie o film w tej technologii słyszę średnio raz na dwa tygodnie…,ale ja jeszcze takiego super kina domowego nie mam), więc cóż zobaczyłam w „zwykłej”, spłaszczonej do 2D wersji tego filmu?